Reklama

Pro i contra

Niedziela Ogólnopolska 9/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Groźba wybuchu społecznego

Małgorzata Solecka alarmuje w tekście Najpierw pomysł, potem święto (Rzeczpospolita z 7 lutego): "Protesty szczecińskich stoczniowców, wrocławskich pielęgniarzy i lekarzy, elbląskich szwaczek, wielotygodniowy dramat Ożarowa. Już prawie dziesięć miesięcy trwa maraton demonstracji, pikiet, przemarszów - w obronie miejsc pracy, w obronie prawa do płacy za wykonywaną pracę. I padają pytania: czy dojdzie do wybuchu społecznego niezadowolenia? Czy znajdzie się ktoś, kto wykorzysta frustrację ludzi, którzy pracy nie mają lub właśnie ją tracą? (...) Najwyższy czas, by od słów przejść do decyzji, które będą w stanie wyrwać gospodarkę z marazmu. Nowy impuls miał dać rządowy program «Przedsiębiorczość, rozwój, praca», przez wiele miesięcy sztandarowy produkt rządu Leszka Millera. Praktycznie skończył się fiaskiem".
Dodajmy do tego minimalne dokonania z zapowiadanego przez SLD tak szumnie przed wyborami programu likwidowania marnotrawiących dużą część grosza publicznego funduszy i agencji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bal na "Titanicu" trwa

Reklama

W czasie, gdy tak wiele osób wegetuje, nie mogąc zdobyć pracy, gdy tak wielu ludzi nie stać nawet na wykupienie lekarstw, dalej zauważa się aż nadto wiele przykładów marnotrawienia społecznych pieniędzy. Nowy jaskrawy przykład opisuje Iwona Dudzik w tekście Kasa na bal (Gazeta Wyborcza z 30 stycznia). Według autorki: "Trzy dni "integracji" w Ryni zafundowali sobie na pocieszenie pracownicy likwidowanej Branżowej Kasy Chorych". I. Dudzik pisze, że ok. stu osób z centrali Branżowej Kasy Chorych i szefowie oddziałów regionalnych mają - według zapowiedzi - zabawiać się nad Zalewem Zegrzyńskim. Jak akcentuje: "Wyjazd ma charakter integracyjny. Nie będzie żadnych szkoleń, wyłącznie rozrywka. Urzędnicy do rana będą się bawić na balu (...). Do dyspozycji gości będą m.in.: baseny, gabinet odnowy biologicznej, sauna itp. Impreza będzie kosztowała kilkaset złotych od osoby, z czego pracownicy sami zapłacą tylko 50 zł". Resztę dopłaci Rzeczpospolita. Trudno nie zgodzić się z końcową konkluzją I. Dudzik: "Kasy chorych od początku krytykowane były za wysokie zarobki pracowników, szkolenia w egzotycznych krajach, ekskluzywne siedziby. W tym samym czasie z powodu braku pieniędzy pacjenci leżeli na dostawkach, miesiącami czekali na wizytę u specjalisty, odwlekano operacje, trwały protesty pielęgniarek. Branżowa Kasa Chorych nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Przypomina «Titanica». Statek idzie na dno, orkiestra gra nadal".
Z sytuacji nie wyciągnęli, jak się zdaje, wniosków również rządcy kraju. Dość przypomnieć hucznie obchodzone uroczystości czołowych oficjeli (np. imieniny prezydenta RP z udziałem setek osób). I to z udziałem jakże ważnych gości, choćby Lwa Rywina, którego dostrzeżono na przyjęciu imieninowym u prezydenta RP już po ogłoszeniu słynnych oskarżeń A. Michnika przeciwko niemu. Nawet Trybuna (tekst Adama Budzyńskiego: Paskudna choroba, numer z 17 stycznia) przyznała, że "obecność Lwa Rywina na imieninach prezydenta RP daje sporo do myślenia tak zwanym przeciętnym Polakom".

Koszty kolejnej ustawy

Polacy wciąż słono płacą za kolejne źle przygotowane reformy. Zapłacili za kasy chorych, teraz mają solidnie zapłacić za kolejny niezbyt dobrze dopracowany projekt Narodowego Funduszu Zdrowia. Z Rzeczpospolitej z 30 stycznia dowiadujemy się w tekście pt. Ucierpią finanse publiczne, zapłacą obywatele, że: "Ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia będzie kosztować miliard złotych (...) z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że jest ona sprzeczna z ustawą budżetową na 2003 r. Powoduje też wzrost obciążeń podatkowych dla części obywateli".

Bezkarność

Reklama

Społeczeństwo wciąż płaci, także za nagminnie rozkradane lub wyłudzane fundusze publiczne. A kara za to najczęściej żadna lub symboliczna. Oto jaskrawy przykład tego, jak ukarano ludzi, którzy byli odpowiedzialni za działania marnotrawiące oszczędności tysięcy osób. Gazeta Pomorska z 1 lutego zamieściła tekst Marka Weckwertha pod wymownym tytułem Nie dla nich więzienie. Chodzi o niezwykle łagodne wyroki Sądu Rejonowego w Bydgoszczy w sprawie dwóch szefów upadłego Bydgoskiego Banku Budownictwa. Bank ten - jak pisze autor - "zbankrutował w 1995 r., stawiając w niejasnej sytuacji tysiące wierzycieli. Oskarżeni za to wszystko szefowie banku: jego prezes, wiceprezes i paru innych wysokich urzędników stanęli pod zarzutem udzielania (mimo uchwały zarządu zakazującej takich praktyk) kredytów w setkach tysięcy złotych podmiotom powiązanym kapitałowo i personalnie z bankiem. Pieniądze rozpłynęły się, bank zbankrutował. A winnych całego procederu skazano na wyroki więzienia z zawieszeniem ich wykonania. A to ci ich «ukarano»!".

Sławomir Miller na cenzurowanym

W tekście Przyrodni brat (Gazeta Pomorska z 1 lutego) stwierdza się m.in., że: "Sprawdzanie przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy przyrodni brat premiera Sławomir Miller mógł mieć związki z próbą korupcji, nie wiąże się z aferą «Rywingate» - poinformował szef ABW Andrzej Barcikowski. - W ostatnim tygodniu stycznia 2003 premier Leszek Miller zwrócił się pisemnie do ABW z prośbą o sprawdzenie docierających do niego sygnałów, że jego przyrodni brat Sławomir powołuje się na niego i czy w związku z tym nie doszło do próby korupcji funkcjonariuszy publicznych. Agencja podjęła stosowne czynności, aby to wyjaśnić (...) napisał Barcikowski (...). Rzecznik rządu Michał Tober podkreślał, że premier nie ma nic wspólnego z działalnością Sławomira Millera. - To ta część rodziny, z którą nie utrzymuje on żadnych kontaktów - mówił".

Rakowski miał dość

Reklama

Ostatni komunistyczny premier i zarazem ostatni pierwszy sekretarz KC PZPR od pewnego czasu dawał coraz mocniej wyraz swemu zaniepokojeniu polityką SLD, ostrzegał przed groźbą przegrania przez postkomunistów kolejnych wyborów etc. Jego niepokój wyraźnie wzmocniły zawirowania wokół "Rywingate", zarzuty pod adresem wpływowych, tak bliskich SLD ludzi (by przypomnieć choćby coraz częściej padające zarzuty pod adresem prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego). W liście do redaktora naczelnego związanej z SLD Trybuny Marka Barańskiego Rakowski napisał m.in.: "Nie wiem, czym się zakończy cała ta nad wyraz obrzydliwa afera («Rywingate» - J.R.N.), ale uważam za konieczne przypomnienie, że doszło do niej w okresie sprawowania władzy przez lewicę, co - moim zdaniem - będzie miało wpływ na stosunek opinii publicznej do SLD i nie ulega wątpliwości, że opozycja, co jest jej prawem, będzie eksploatowała ten fakt aż do bólu. W związku z tym sądzę, że władze partii powinny zwołać Radę Krajową SLD i przedstawić na niej okoliczności dotyczące wszystkich aspektów sprawy, w którą tak czy inaczej zamieszani są jego politycy". Trybuna odmówiła druku listu Rakowskiego, który ostatecznie opublikowała Gazeta Wyborcza z 17 lutego. Na tym tle doszło do zerwania 7-letniej stałej współpracy Rakowskiego z Trybuną - o czym poinformowano w krótkim tekście pożegnalnym na łamach Trybuny z 18 lutego.

Skutki "Rywingate"

Reklama

Nadspodziewanie interesujący jest najnowszy komentarz na temat "sprawy Rywina" w postkomunistycznej Polityce z 22 lutego. Janina Paradowska w tekście pt. Czy są sprawiedliwi w Sodomie. Komisja śledcza stwierdza już w podtytule, że tok pracy sejmowej komisji śledczej jest "zupełnie nieprzewidywalny, a jej zdolność rażenia może sięgnąć nawet premiera". Paradowską szczególnie zastanawia to, że z ostrym atakiem na tak bliskiego SLD prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego wystąpił akurat reprezentujący SLD w komisji śledczej poseł Bogdan Lewandowski, a jego wniosek poparł też związany z prezydentem Kwaśniewskim poseł Ryszard Kalisz. Uważa, że nie było to rzeczą przypadkową, i dowodziło, że "oba ośrodki władzy decyzję uzgodniły". Za tym ciekawsze na tym tle uważa Paradowska następne zawirowania wokół całej sprawy, pisząc: "Tymczasem po kilkunastu godzinach następuje proces «odbijania» Kwiatkowskiego, co jedni uznają za interwencję prezydenta (z niesłychaną pasją prezesa telewizji bronią prezydenccy ministrowie), inni za bunt w SLD, gdzie pogubione szeregi w żaden sposób nie mogą nadążyć za decyzjami i pomysłami kierownictwa. Wniosek w sprawie Kwiatkowskiego w całej rozciągłości pokazał dekompozycję w SLD, uaktywnił wszystkie żale, urazy, podejrzenia. To w SLD zaczęto mówić coraz głośniej, że Kwiatkowski zapewne zbyt dużo wie, aby można go się było pozbyć w taki sposób. Jednocześnie przedstawiciele kierownictwa partii z wielkim zaangażowaniem przekonują, że poseł Lewandowski to po prostu samotny biały żagiel, który wzniósł się ponad partyjne interesy i powiedział to, co mu w duszy zagrało. Trzeba zdać sobie sprawę, co poseł w istocie zaproponował: otóż uderzył on w bardzo ważne dla SLD środowisko, w zaplecze analityczne i propagandowe partii, w twórców i realizatorów niejednej kampanii wyborczej. Czy także w zaplecze finansowe nawet w tym skromnym wymiarze rozdawnictwa sporej liczby posad?".

"Czerwony książę" zagrożony

W prasie ukazało się wiele komentarzy w związku z niespodziewanym zatrzymaniem jednego z wpływowych ludzi SLD Edwarda Brzostowskiego - burmistrza Dębicy, nazywanego "czerwonym księciem z Galicji". Marcin Przewoźniak pisał w Życiu Warszawy z 30 stycznia w artykule pt. Wpadka księcia z Galicji, iż: "Do niedawna Edward Brzostowski był posłem SLD na Sejm i korzystał z nietykalności. Gdy został burmistrzem Dębicy, złożył mandat parlamentarny. Teraz zatrzymała go policja pod zarzutem fałszowania faktur. Wyszedł na wolność po zapłaceniu 50 tys. kaucji". W Gazecie Polskiej z 12 lutego Piotr Lisiewicz w obszernym tekście Czerwony książę z Galicji pisze m.in.: "30 stycznia Centralne Biuro Śledcze zatrzymało Edwarda Brzostowskiego, a w latach 80. prezesa PZPN, wiceministra rolnictwa i szefa eksperymentalnego kombinatu Igloopol. Brzostowski, według prokuratury, zamieszany w tzw. «cypryjską pralnię pieniędzy», wyszedł po wypłaceniu kaucji i poręczeniu posła SLD Grzegorza Tuderka". Prasa ujawnia kolejne fakty o Brzostowskim. Józef Matus w Rzeczpospolitej z 5 lutego w tekście Siary zabezpieczone pisze, że: "Będąc posłem Sojuszu Brzostowski nie ujawnił wartości majątku w Siarach. W oświadczeniu majątkowym podał jedynie wartość zakupu nieruchomości - 425 tys. zł". Tymczasem w ostatnim czasie, tuż przed zatrzymaniem go przez Centralne Biuro Śledcze, usiłował sprzedać posiadany przez siebie zespół pałacowo-parkowy w Siarach za 75 mln zł (!). Prokuratura uniemożliwiła Brzostowskiemu sprzedaż posiadłości.

"Dobre interesy" prezesa PZU

Agata Nowakowska i Dominika Wielowieyska piszą w tekście Fora ze zdroja (Gazeta Wyborcza z 7 lutego) o trudnościach wyeksmitowania z pałacyku w Konstancinie prezesa największej polskiej firmy ubezpieczeniowej Zdzisława Montkiewicza. Władze uzdrowiska próbują wyeksmitować Montkiewicza, twierdząc, że nie jest on formalnie dzierżawcą pałacyku. Pałacyk wydzierżawiła w 1990 r. spółka, którą reprezentował Montkiewicz, wówczas jej prezes. Spółka padła, ale Montkiewicz nie chciał się wyprowadzić. W 1999 r. przedstawił uzdrowisku koszty remontu, jaki zrobił w pałacyku, i chciał odkupić go za 225 tys. zł. Faktyczną wartość pałacyku ocenia się na ok. 20 mln zł. Taki oto specjalista od "dobrych interesów" stoi na czele PZU.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Co znaczy miłować Jezusa? Co znaczy w praktyce miłować Boga?

2026-05-07 12:20

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Co znaczy miłować Jezusa? Co znaczy w praktyce miłować Boga? Czy należy to czynić słowami i czynami? A może czyny ważniejsze są od słów? Co mówi o tym sam Jezus? Nieco wcześniej, zwracając się do Apostołów, powie dział: Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem (J 13, 15).

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».
CZYTAJ DALEJ

Liban. Skandaliczne zachowanie! Izraelski żołnierz włożył papierosa do ust figury Matki Bożej

2026-05-07 07:30

[ TEMATY ]

Liban

Izrael

Canva/zrzut ekranu x.com

Izraelska armia poinformowała, że żołnierz widoczny na zdjęciu, na którym wkłada papierosa do ust figury Matki Boskiej w chrześcijańskiej wiosce na południu Libanu, zostanie ukarany dyscyplinarnie – przekazał w środę późnym wieczorem portal Times of Israel.

W odpowiedzi na pytania mediów, izraelska armia oświadczyła, że „traktuje incydent poważnie” i podkreśliła, że zachowanie żołnierza „odbiega od wartości oczekiwanych od żołnierzy”.
CZYTAJ DALEJ

Byłem w Arce Noego

2026-05-07 20:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Marek Kamiński

ks. Roman Piwowarczyk, autor książki Arka Noego odnaleziona

ks. Roman Piwowarczyk, autor książki Arka Noego odnaleziona

W Łódzkim Klubie Biznesu przy ul. Piotrkowskiej 85 odbyło się spotkanie z ks. dr Romanem Piwowarczykiem, autorem książki „Arka Noego odnaleziona”. - Moja przygoda z historią Noego i poszukiwaniem arki zaczęła się w listopadzie 2017 r. i trwa do dzisiaj. Pewnego dnia przygotowując się do Mszy świętej natrafiłem na fragment Ewangelii, który mocno mnie poruszył: „Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich” (Łk 17,26).

Ksiądz Roman dr filozofii znający języki obce m.in.: łacinę, grekę, francuski, angielski, natrafił na różne dokumenty potwierdzające budowę arki. Noe przygotowywał się do potopu przez długi czas, budował ją prawie 100 lat. Miała ona długość około 150 m, szerokość 14 m i wysokość 20 m. Był to największy drewniany statek zbudowany na naszej planecie wykonany w drewna cedrowego i cyprysowego. Potop nastał, gdy Noe miał 600 lat (a żył ponad 900). Nie było to żadne tsunami ani podtopienie, tylko globalny potop. Arka osiadła po roku dryfowania na samotnej, wulkanicznej Górze Ararat, mającej kształt piramidalny. Święta Góra Ararat przez tysiąclecia była w obszarze Armenii i jest do dzisiaj jej symbolem. Tam wyszedł z arki Noe wraz z rodziną, rozpoczął nowe życie i założył pierwsze państwo po potopie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję