Reklama

Świat

Konklawe okiem korespondenta "Niedzieli"

[ TEMATY ]

konklawe

Franciszek

Krzysztof Tadej

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch

Wybór nowego papieża wszystkich zaskoczył, a szczególnie środki społecznego przekazu. Spekulacje różnych środowisk medialnych okazały się całkowicie chybione. Decyzja kardynałów, po chwili zaskoczenia, wywołała falę radości rzeszy zgromadzonej na Placu św. Piotra w Rzymie i przed ekranami telewizorów. Ojciec Święty Franciszek został serdecznie przyjęty. A dziennikarze mieli chwile bardzo trudnej pracy, na taki wynik nie byli przygotowani. Kard. Jorge Mario Bergoglio nie było bowiem wśród papabili.

“Papabili”- pewni kandydaci na papieża

Reklama

W niedziely ranek 10 marca 2013 r. rzymski kościół Świętych XII Apostołów szybko wypełnia się ludźmi. Ale większość z nich to nie parafianie, lecz dziennikarze, fotografowie i kamerzyści. Nie odstępują na krok wysokiego mężczyzny w czarnym płaszczu i czerwoną piuską, który próbuje się modlić przed wizerunkiem Matki Bożej. Po chwili prosi, by pozwolono mu przejść do zakrystii, bo musi przygotować się do Mszy św. To kard. Angelo Scola, który w przeddzień konklawe - tak jak i inni kardynałowie elektorzy - udał się do swojego kościoła tytularnego na sprawowanie Eucharystii. Problem w tym, że arcybiskup Mediolanu uchodzi za jednego z najpoważniejszych kandydatów na objęcie Stolicy Piotrowej po rezygnacji z urzędu Benedykta XVI, dlatego dziennikarze nie dają mu spokoju. Redakcje włoskich gazet wysłały swych najlepszych dziennikarzy, by analizować gesty i słowa “kandydata na Papieża” (w poniedziałkowych gazetach ukażą się szczegółowe analizy jego homilii, a niektórzy będą próbować wyciągać wnioski co do ewantualnych linii przyszłego pontyfikatu). Ponieważ kościół należy do franciszkanów konwentualnych, a obok znajduje się Kuria Generalna, z kardynałem koncelebuje kilkunastu franciszkanów. Bracia starają się utrzymać fotografów z boku i proszą, by nie wchodzili przed ołtarz i nie przeszkadzali w czasie celebracji. Gdy zbliża się moment przyjmowania Komunii św., wszyscy ustawiają się w kolejce do kardynała - nikt nie chce stracić okazji otrzymania hostii z rąk “przyszłego papieża”. Po zakończeniu Mszy św. kard. Scola idzie się przebrać, po czym próbuje wyjść z zakrystii. Ale ojcowie, widząc oczekujący na niego tłum dziennikarzy, wyprowadzają go bocznym wyjściem. W czasie, gdy byłem w kościele Świętych XII Apostołów, w innych rzymskich świątyniach Eucharystię celebrowali inni “papabili”: u św. Andrzeja na Kwirynale - kard. Odilo Pedro Scherer, w kościele Najświętszej Marii Panny della Vittoria - kard. Sean Patrick O’Malley, w kościele Naszej Pani z Guadalupe - kard. Timothy Michael Dolan. Wszędzie tłumy ciekawskich i dziennikarzy. Wieczorem, w czasie gwałtownej burzy, która szaleje nad Rzymem, Mszę św. w swym tytularnym kościele Najświętszej Maryi Panny. in Traspontina odprawia kard. Marc Ouellet, inny z faworytów.

W oczekiwaniu na konklawe

W poniedziałek 11 marca 3013 r. przed południem kardynałowie spotykają się na ostatniem spotkaniu (tzw. kongregacji) przed konklawe. Dziennikarze oblegają Biuro Prasowe, by od jego dyrektora, ks. Federico Lombardiego SI, dowiedzieć się, co było tematem końcowych dyskusji purpuratów. Następnego dnia już od wczesnego ranka do Watykanu wjeżdzają samochody wiozące elektorów do Domu św. Marty, kardynalskiego hotelu w czasie konklawe. Ale już o 10 wszyscy purpuraci obecni w Rzymie są w Bazylice św. Piotra, gdzie jest odprawiana uroczysta Msza św. w intencji wyboru papieża - “Missa pro eligendo Romano Pontifice”. Homilię głosi dziekan Kolegium Kardynalskiego, kard. Angelo Sodano (to “poprawne” kazanie, ale nie można go porównać do słynnej homilii kard. Josepha Ratzingera, który 8 lat temu przewodniczył Mszy św. poprzedającej konklawe, również w roli dziekana Kolegium Kardynalskiego).

Reklama

O godz.16.30 wszyscy dziennikarze są przed telewizorami, by śledzić rozpoczęcie konklawe: kardynałowie elektorzy w procesji przechodzą z Kaplicy Paulińskiej do Kaplicy Sykstyńskiej, śpiewając litanie do wszystkich świętych i hymn “Vieni Sanctae Spiritus”. Następnie purpuraci składają przysięgę, która ich zobowiązuje do zachowania w tajemnicy tego wszystkiego, co dotyczy przebiegu wyboru papieża. To bardzo sugestywna ceremonia, również dla niekatolików, tym bardziej, że odbywa się w najpiękniejszych salach Pałacu Apostolskiego, udekorowanch przez mistrzów włoskiego renesansu. Na zakończenie ks. prał. Guido Marini, mistrz ceremonii papieskich, wypowiada słynną formułę “Extra omnes” - wszyscy nie uczestniczący w konklawe mają opuścić Kaplicę Sykstyńską.

Tego dnia ks. Lombardi podczas konferencji prasowej wyjaśnił dziennikarzon, że od elektorów zależy, czy będą głosować już w pierwszym dniu konklawe, wieczorem. W każdym bądź razie “nie spodziewajcie się, że w pierwszym głosowaniu zostanie wybrany nowy papież” - dodał. Ja zostałem zaproszony przez red. Piotra Kraśkę do skomentowania konklawe przed kamerami TVP, dlatego na wszelki wypadek pozostaję w pogotowiu, gdybyśmy przypadkiem byli świadkami najszybszego, jednodniowego konklawe. Około godz. 19.45 z komina na Sykstynie unosi się czarny dym, więc nie ma wątpliwości - kardynałowie zagłosowali, ale nikt nie otrzymał wymaganych 2/3 głosów. Było to do przewidzenia, ale ludzie zgromadzeni na Placu św. Piotra rozchodzą się nieco rozczarowani.

Biały dym nad Kaplicą Sykstyńską

W środę 13 marca 2013 r. mają się odbyć cztery głosowania - dwa rano, dwa popołudniu. Rezultat pierwszego głosowania powinien być znany około 10.30 dlatego spotykam się z ekipą TVP w barze niedaleko Watykanu. Mija godzina 11.00 i nic się nie dzieje. Około 11.45 z komina wychodzi czarny dym - oznacza to, że kardynałowie zagłosowali dwa razy, ale bez rezultanu. Rozchodzimy się, by po obiedzie o 17.00 spotkać się znowu w barze. W Rzymie pada i jest zimno, dlatego bary są wypełnione ludźmi, którzy oglądają transmisje telewizyjne. Upływa czas, ale nad dachem Sykstyny nie pojawia się dym. Oznacza to, że w czwartym głosowaniu nikt nie został wybrany (w poprzednim konklawe kard. Ratzinger został wybrany Biskupem Rzymu właśnie w czwartym głosowaniu). Zastanawiamy się, co to oznacza - czy żaden z kardynałów faworytów nie otrzymał jeszcze dostatecznej liczby głosów, czy doszło może do impasu, gdy dwóch kandydatów ma tak dużą ilość głosów, by nawzajem blokować wybór (ma to miejsce, gdy dwóch purpuratów otrzymuje ponad 39 głosów i żaden z nich nie może osiągnąć 77 głosów, wymaganych do wyboru). Z reguły jeżeli konklawe jest krótkie, papieżem zostaje faworyt; jeżeli przeciąga się, rozwiązaniem jest znalezienie nowego kandydata, tzw. outsidera - tak było podczas drugiego konklawe w 1978 r., gdy żaden z dwóch włoskich kardynałów (Siri i Benelli) nie mógł osiągnąć wymaganej liczby głosów; w tej sytuacji papieżem został purpurat nie postrzegany jako “papabile” - kard. Karol Wojtyła, który trzeciego dnia, w ósmym głosowaniu, został wybrany Biskupem Rzymu. Gdy dyskutowaliśmy, do baru wszedł mój przyjaciel Antonio Gaspari, szef agencji Zenit, największej internetowej katolickiej agencji informacyjnej. Gaspari włączył się do naszej dyskusji - wspomniał, że jego Agencja zorganizowała ankietę wśród swoich odbiorców, która dotyczyła konklawe. Na pytanie, jaki ma być nowy papież, bardzo wielu czytelników odpowiedzało: “Młody, dynamiczny, taki jak Jana Paweł II”. Najczęściej wymienianymi “kandydatami” byli: filipiński kardynał Tagle i amerykański kapucyn, kard. O’Malley.

O godz. 18.00 poszliśmy na taras Domu Generalnego augustnianów, tuż przy lewej kolumnadzie Placu św. Piotra, gdzie znajdowały się stanowiska TVP. Gdy zbiliżała się godz. 19.00 rosło napięcie, gdyż wszyscy zdawali sobie sprawę, że musiało się już kończyć piąte głosowanie, którego rezultat miał ogłosić dym na Sykstynie. Oczy całego świata, oczy miliardów ludzi zwrócone były na mały komin na Kaplicy Sykstyńskiej, tak jakby od tego, co się dzieje wewnątrz, zależały losy ludzkości. Dym pojawia się o 19.06 i na tle czarnego nieba widać wyraźnie, że jest biały. Tysiące ludzi krzyczy: “E’ bianca! bianca” (“Jest biały!”). Nie ma już najmniejszej wątpliwości - mamy papieża! O tym, że kardynałowie wybrali 266. Biskupa Rzymu świadczy również bicie dzwonów Bazyliki. Ich donośny, basowy dzwięk wypełnia zlany strugami deszczu plac; w ciągu kilku minut zaczynają im wtórować dzwony wszystkich kościołów miasta. Ludzie zgromadzeni na placu nie ukrywają swej radości - krzyczą i powiewają flagami, niektórzy modlą się. Nikt jeszcze nie wie, kto został nowym Biskupem Rzymu, ale to w tej chwili nie ma dla ludzi znaczenia - najważniejsze, że jest papież. Po 28 lutego br. wielu z nich poczuło się osieroconymi czy nawet porzuconymi. Ludzie oglądali lot helikoptera z Watykanu do Castel Gandolfo z emerytowanym Biskupem Rzymu i nie chciało im się wierzyć, że nie ma już papieża, skoro nie umarł. Przychodzili w pierwsze niedziele marca na Plac św. Piotra, by patrzeć na zamknięte okno Pałacu Apostolskiego, chociaż zdawali sobie sprawę z tego, że Benedykt XVI nie może się już w nim pojawić. Dlatego z taką niecierpliwością czekali na nowego Ojca.

Z każdą minutą przybywało ludzi na placu i przylegających do niego ulicach. Z tarasu było widać, że Rzymianie nie szli, lecz biegli do Watykanu, by nie stracić okazji zobaczenia nowego Papieża. Mijał czas, a na balkonie Bazyliki nikt się nie pojawiał. Rosła więc ciekawość i napięcie. Ja, po kilku minutach przed kamerami, ustąpiłem miejsca abp. Zygmuntowi Zimowskiemu oraz abp. Mieczysławowi Mokrzyckiemu i wróciłem przed telewizor ustawiony w korytarzu. Spotkałem tam mojego znajomego prof. Rocco Bottiglione. Ten wybitny włoski filozof, wywodzący się z ruchu Komunia i Wyzwolenie, był zaprzyjaźniony zarówno z Janem Pawłem II, jak i z obecnym arcybiskupem Mediolanu kard. Angelo Scolą. Najpierw poinformowałem go o śmierci naszego wspólnego znajomego Marka Skwarnickiego, a następnie - ponieważ wszyscy wokół byli pewni wyboru kard. Scoli - zacząłem mu gratulować, mówiąc, że będzie miał już drugiego papieża za przyjaciela. Żartowałem, że Scola mógłby przybrać imię Jan Paweł III, gdyż tak jak Jan Paweł I był kiedyś Patriarchą Wenecji, a z Janem Pawłem II łączyły go też ścisłe więzy.

O panującej w owych godzinach atmosferze świadczy fakt, że mój znajomy włoski dziennikarz ok. godz. 20.00 otrzymał maila od bp. Mariano Crociaty, w którym sekretarz Episkopatu Włoch, informował o życzeniach Episkopatu dla nowego papieża Angelo Scoli. Mój znajomy nie umieścił jednak natychmiast tych życzeń na stronie internetowej swojej agencji i postanowił poczekać na oficjalne ogłoszenie nominacji, tym bardziej, że w komunikacie nie podawano imienia nowego Papieża. Najwyraźniej wszyscy zapomnieli o starym włoskim powiedzeniu: “Kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi kardynałem”.

Habemus Papam

Tak minęła prawie godzina. Około 20.15 otworzyły się wielkie okna na fasadzie Bazyliki i na balkonie ukazał się kardynał protodiakon Jean-Louis Tauran, który zaczął wypowiadać słynną łacińską formułę: “Habemus Papam: eminentissimum ac reverendissimum Dominum, Dominum Gregorium Marium…” W ułamku sekundy zrozumiałem, że kardynałowie nie wybrali kard. Scoli i próbowałem przypomnieć sobie, który kardynał ma na imię Jerzy, ale wkrótce wszystko stało się jasne, bo Tauran kontynuował: “Sanctae Romana Ecclesiae Cardinalem Bergoglio.” Tłum na placu wiwatował ale zdecydowana większość ludzi nie wiedziała, o kogo chodzi, Włochom jednak nie brzmiało obco nazwisko “Bergoglio” (nie należy się temu dziwić, bo dziadek nowego Papieża wyjechał do Argentyny z Lombardii). Dziennikarze natomiast byli zaskoczeni, niektórzy wpadli w panikę, bo studiowali życiorysy tych, którzy uchodzili za “papabili”, a wśród nich nie było arcybiskupa Buenos Aires, dlatego nie potrafili nic o nim powiedzieć. Ja nie myślałem o kard. Bergoglio jako kandydacie na Biskupa Rzymu, gdyż był on “protagonistą” poprzedniego konklawe. Wówczas argentyński kardynał był jedynym “konkurentem” kard. Ratzingera: już w drugim głosowaniu kard. Bergoglio otrzymał 35 głosów na 115, a kard. Ratzinger 65, w trzecim dawny prefekt Kongregacji Nauki Wiary otrzymał co prawda aż 72 głosy, ale na Bergoglio zagłosowało aż 40 elektorów, tzn. ponad 1/3 purpuratów, co sprawiło, że “konkurent” nie mógł osiągnąć wymaganej większości 2/3 głosów. Konklawe było w patowej sytuacji - rozwiązanie znalazł sam Bergoglio, który w czasie przerwy obiadowej poprosił głosujących na niego kardynałów, by poparli Ratzingera. Dlatego już w pierwszym popołudniowym głosowaniu kard. Ratzinger dostał 84 głosy i został wybrany na papieża. Nie myślałem, że kard. Bergoglio mógłby być znowu kandydatem w nowym konklawe, gdyż z wielowiekowego doświadczenia wynika, że kardynał może być tylko raz “papabile”. Jak się jednak okazało rezygnacja Benedykta XVI zmieniła sytuację i w tegorocznym konklawe został wybrany papieżem kandydat z poprzedniego konklawe. W 2013 r. stało się to, co się nie stało w 2005 r.

Gdy w centralnej loży Bazyliki św. Piotra pojawił się papież Franciszek - pierwszy współczesny Papież wybrany do rezygnacji poprzednika, pierwszy Papież, który przybrał imię Biedaczyny z Asyżu, pierwszy jezuita i pierwszy kardynał z Ameryki na Katedrze św. Piotra - utwierdziłem się w przekonaniu, że przeżywamy historyczne momenty, które mogą być zapowiedzią epokowych zmian nie tylko w Kościele, ale i w świecie.

2013-03-19 14:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydenci Polski w Watykanie

2020-09-23 19:38

[ TEMATY ]

prezydent

Franciszek

Adobe Stock

Zbliżająca się podróż prezydenta Polski Andrzeja Dudy do Włoch i jego planowane spotkanie z Franciszkiem w Watykanie jest okazją do przypomnienia dotychczasowych wizyt głów naszego państwa za Spiżową Bramą. Pierwszym, którego przyjął u siebie Ojciec Święty, był w 1991 Lech Wałęsa. Po nim do Watykanu udawali się wszyscy jego następcy, i to wielokrotnie.

Przypomnijmy, że urząd prezydenta przywrócił Sejm jeszcze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na swym posiedzeniu 7 kwietnia 1989 (w dwa dni po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu), uchwalając ustawę o zmianie konstytucji i związane z nią dwie ustawy o ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu. Ten pierwszy dokument głosił, iż prezydent jest „najwyższym przedstawicielem Państwa Polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych”. Ma czuwać nad przestrzeganiem konstytucji, stać „na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium oraz przestrzegania międzypaństwowych sojuszy politycznych i wojskowych”.

Należy pamiętać, że decyzja Sejmu nie tyle ustanawiała, ile przywracała po wielu latach urząd prezydenta jako głowy państwa. Stanowisko to istniało bowiem w Polsce w okresie międzywojennym i w latach 1947-52, gdy piastował je Bolesław Bierut. Ale uchwalona 22 lipca 1962 konstytucja zniosła ten urząd, wprowadzając na to miejsce instytucję Rady Państwa – „zbiorową głowę” Polski. Odtąd przez 47 lat jej przewodniczący pełnił rolę prezydenta, choć ani nazwą, ani większością swych uprawnień nie nawiązywał do godności tego urzędu.

Przywrócenie go stanowiło jeden z najważniejszych przejawów zmian, jakie zaczęły się dokonywać w naszym kraju w 1989 roku i w latach następnych.

Pierwszego prezydenta po prawie pół wieku wybrał 19 lipca 1989 Sejm „kontraktowy”, wyłoniony w wyniku wyborów z 4 czerwca tegoż roku (a nie naród w wyborach powszechnych). Został nim gen. Wojciech Jaruzelski, co w tamtym okresie uznawano powszechnie za gest o wymiarze międzynarodowym, aby nie drażnić zbyt daleko idącymi zmianami naszych sąsiadów, zwłaszcza istniejącego jeszcze wówczas ZSRR. Posłowie głosowali imiennie, wrzucając swe kartki do urny. W procedurze wzięło udział 544 członków Zgromadzenia Narodowego, którzy oddali 537 ważnych głosów. Generał otrzymał 270 głosów, czyli dokładnie tyle, ile wynosiła wymagana większość, przeciwko były 233 osoby a 34 wstrzymały się od głosowania. Jeszcze tego samego dnia nowy szef państwa złożył ślubowanie, wymagane przez konstytucję. Swój urząd pełnił nieco ponad rok – do 9 grudnia 1990, gdy w wyniku II tury wyborów stanowisko to objął Lech Wałęsa (ślubowanie złożył 22 grudnia).

I to właśnie on jako pierwszy po wojnie prezydent Polski udał się niebawem w swą pierwszą podróż zagraniczną właśnie do Watykanu, gdzie 5 lutego 1991 przyjął go św. Jan Paweł II. W rozmowie z Ojcem Świętym szef państwa wyraził mu wdzięczność za poparcie, jakiego Stolica Apostolska i osobiście papież udzielili narodowi polskiemu na drodze do odzyskania wolności i niepodległości. Podkreślił również wielowiekowe więzi łączące Polskę z Kościołem i Stolicą Apostolską. Ponadto papież przyjął L. Wałęsę prywatnie już po zakończeniu jego kadencji 16 grudnia 1996.

Drugim szefem naszego państwa, przyjętym przez papieża-Polaka był następca Wałęsy na tym urzędzie (w latach 1995-2005) – Aleksander Kwaśniewski: nastąpiło to 15 października 1998. Rzecz znamienna, że ten wywodzący się z lewicy polityk ma na koncie najwięcej spotkań z papieżami. Jan Paweł II przyjmował go jeszcze pięciokrotnie: 8 kwietnia 2000, 26 lutego 2002, 19 maja i 17 października 2003 oraz 18 maja 2004. Poza tym tuż przed zakończeniem swej drugiej kadencji 9 grudnia 2005 odwiedził on jeszcze Benedykta XVI.

Jako trzeci wyjeżdżał do Watykanu, i to pięciokrotnie, Lech Kaczyński (prezydent w latach 2005-10). Przyjmował go tam już Benedykt XVI: 26 stycznia 2006 oraz 18 maja i 12 października 2009. Ponadto 2 kwietnia i 3 czerwca 2007 oraz 11 października 2009 prezydent uczestniczył w uroczystościach religijnych w Watykanie i z tej okazji też spotykał się z papieżem, ale były to krótkie rozmowy na Placu św. Piotra.

Następca tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem śp. Lecha Kaczyńskiego – Bronisław Komorowski (2010-15) odwiedzał w Watykanie zarówno Benedykta XVI, jak i jego następcę Franciszka. Po raz pierwszy było to 15 października 2010, a następnie 2 maja 2011 – nazajutrz po beatyfikacji Jana Pawła II; prezydent podziękował Ojcu Świętemu za wyniesienie na ołtarze naszego wielkiego rodaka. A 26 kwietnia 2014 B. Komorowskiego przyjął już nowy biskup Rzymu – było to w przeddzień kanonizacji papieża Wojtyły a obaj mężowi stanu rozmawiali nie tylko o tym wydarzeniu, ale też o stosunkach dwustronnych i o sytuacji na Ukrainie, na której wschodzie właśnie rozpoczęła się wojna, wywołana przez Rosję.

I wreszcie obecny prezydent Andrzej Duda, pełniący tę funkcję od 6 sierpnia 2010 i który w tym roku rozpoczął swą drugą kadencję. Franciszek przyjął go dotychczas trzykrotnie: 9 listopada 2015, 5 czerwca 2016 i 15 października 2018. Rozmowy podczas pierwszej audiencji dotyczyły m.in. dwóch ważnych wydarzeń, zaplanowanych na 2016 rok: 1050. rocznicy Chrztu Polski w kwietniu i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w lipcu. Drugie spotkanie było krótkie, przy okazji kanonizacji w Watykanie o. Stanisława Papczyńskiego. Trzecia wizyta też była okolicznościowa, tym razem w związku z obchodami 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, ale szef państwa porozmawiał dłużej z Ojcem Świętym, m.in. o Polsce, Unii Europejskiej, polityce rodzinnej i o św. Janie Pawle II. Jak powiedział później, papież z zadowoleniem wyrażał się o rządowym wsparciu rodzin, o programie 500+ i innych ważnych sprawach.

Mówiąc o wizytach głów państwa polskiego w Watykanie należy jeszcze wspomnieć o wydarzeniach „przedprezydenckich”. Najpierw w uroczystościach rozpoczęcia pontyfikatu Jana Pawła II w dniu 22 października 1978 (i nazajutrz w audiencji dla Polaków) w Watykanie uczestniczyła oficjalna delegacja z Polski, na której czele stał przewodniczący Rady Państwa (a więc wspomniana wcześniej „zbiorowa głowa państwa”) prof. Henryk Jabłoński. Była to pierwsza tak wysoka reprezentacja władz Polski u papieża po wojnie. Później Ojciec Święty raz jeszcze przyjął tego polityka – 19 maja 1983, nazajutrz po obchodach 39. rocznicy zdobycia Monte Cassino. A 13 stycznia 1987 papież Wojtyła przyjął w Watykanie następcę prof. Jabłońskiego na stanowisku szefa Rady Państwa, gen. Wojciecha Jaruzelskiego. On sam określił potem to wydarzenie jako „historyczną wizytę i wyraz nadziei, że przyniesie ona pożytek Polsce i Europie”.

Za wielki nietakt wobec papieża Pawła VI uznano natomiast zachowanie Edwarda Ochaba – ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa – który w dniach 6-11 maja 1967 złożył oficjalną wizytę we Włoszech i nie odwiedził Ojca Świętego. Ogólnie przyjętą praktyką było i jest, że politycy – głowy państw czy szefowie rządów – podczas pobytu w Rzymie „zahaczają” o Watykan, gdzie przyjmuje ich papież. Tymczasem oficjalny przedstawiciel katolickiej Polski nie zrobił tego, a ówczesna propaganda tłumaczyła to napiętym programem jego wizyty, który ponoć nie przewidywał wizyty za Spiżową Bramą.

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu dodajmy jeszcze, że papieże, począwszy od Pawła VI, przyjmowali na audiencjach także innych wysokiej rangi polityków z naszego kraju: premierów, marszałków Sejmu i Senatu, ministrów spraw zagranicznych.

CZYTAJ DALEJ

Modlitwa o łaski za przyczyną św. Ojca Pio

2020-09-23 07:17

[ TEMATY ]

modlitwa

Archiwum o. Kapucynów/Niedziela

O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi przebaczenia moich win i łaski...       

Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.             

"Chwała Ojcu..." - 3 razy.  

CZYTAJ DALEJ

Kard. Pell zadowolony z procesu czyszczenia finansów watykańskich

2020-09-25 12:14

[ TEMATY ]

Watykan

kard. Pell

Włodzimierz Rędzioch

Na wiadomość o decyzji Ojca Świętego, aby przyjąć dymisję kard. Becciu zareagował były prefekt Sekretariatu ds. Gospodarki, kard. George Pell.

Australijski purpurat wydał krótkie oświadczenie następującej treści: „Ojciec Święty został wybrany, aby oczyścić finanse Watykanu. Jest to długi proces, i należy Jemu podziękować i pogratulować w związku z najnowszymi doniesieniami. Mam nadzieję, że czyszczenie stajni trwać będzie nadal, zarówno w Watykanie jak i w stanie Wiktoria”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję