Reklama

Wielodzietni

Mają razem 350 dzieci. Zamiast luksusów życia wybrali liczną i szczęśliwą rodzinę. Bielańskie Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych skupia 60 takich rodzin.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

- Ma pan siedmioro dzieci? Też chciałem mieć kiedyś dużą rodzinę - mówił z zazdrością urzędnik - opowiada Waldemar Wasiewicz. - Ale bywa i tak, że budzimy niezdrowe zainteresowanie. Wielodzietność kojarzy się z patologią - mówi Anna Grochowska. - Ubolewa się nad tym, że mało rodzi się dzieci. Niewiele mówi się o wysiłku, jaki wkładamy w ich wychowanie - dodaje Wiesława Krzykowska.

Płyną jednym torem

Reklama

W ubiegłym roku grupa dzieci ze Stowarzyszenia chodziła na basen. Michał Filipek, wiceprezes Stowarzyszenia sprawował opiekę nad gromadką. - Któregoś dnia ratownik podchodzi do mnie i pyta zaskoczony: „Proszę pana, co to jest za grupa? Ustawiają się na gwizdek, kiedy każę płynąć jednym torem, to płyną”. Ja też ich nie musiałem dyscyplinować. Byłem tam na wszelki wypadek, gdyby się coś działo. Dzieci same przychodziły punktualnie - mówi pan Michał.
U państwa Filipków w kuchni wisi korkowa tablica z karteczkami: zmywanie naczyń, wyniesienie śmieci, itd. Pomiędzy dziećmi trwa wyścig kto będzie przy niej pierwszy. To znaczy tyle, że z listy wybierze najwięcej czynności, które lubi robić. W domu jest czterech chłopców i dwie dziewczynki. Dlatego ciągle trzeba walczyć, żeby sprawy porządkowe wyglądały lepiej. - Kiedy zorientowałem się, że większość prac domowych wykonuje żona, odeszliśmy od systemu nakazowo-rozdzielczego. Teraz dzieci same mają możliwość wyboru - opowiada pan Filipek. Wykonaną pracę zaznaczają na tablicy. - Jestem nadopiekuńcza. Wyleczyłam się z tego problemu, kiedy na świat przyszło czwarte dziecko - nie ukrywa Anna Filipek.
Dla najmłodszych jest wręcz nobilitująca pomoc rodzicom. - Czekają na to, żeby włączyć je w proste czynności domowe. 3-4 latki wręcz domagają się, by pozwalać im np. zmyć naczynia. To się zmienia, kiedy dzieci zaczynają chodzić do szkoły, bo wtedy obciążone są obowiązkami szkolnymi - mówi Tomasz Grochowski.
Barbara i Waldemar Wasiewiczowie mają 7 dzieci. Najstarsze ma już 30, najmłodsze 6 lat. - Każde dziecko, które dorastało przychodziło do firmy i pomagało w pracy - mówi pan Wasiewicz. W domu starsze opiekowały się młodszymi. Chłopcy są bardzo zaradni, potrafią przyszyć guzik czy zrobić obiad. - W ostatnią niedzielę Franek bardzo mnie zaskoczył - opowiada pan Waldemar. - Jego siostra, Ania chciała tego dnia wyjechać, a ma obowiązki przy prowadzeniu parafialnej kawiarenki. Franek mówi: „Niech jedzie, ja ją zastąpię, lubię to robić”. - Kolejka się ustawiła, uśmiechał się, parzył kawę, podawał ciastka. Poradził sobie bardzo dobrze. A przecież ma 80% utraty słuchu - mówi pan Waldemar. Dwie córki państwa Wasiewiczów wyszły za mąż. Mają już swoje dzieci. - Kiedy zaczęły umawiać się z chłopcami, to trochę narzekały na obowiązki w domu. Ale kiedy wyszły za mąż, zięciowie przyszli z kwiatami dziękować nam za żony - chwali pan Wasiewicz.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nie chodzą z kluczem na szyi

Reklama

Mamy w rodzinach wielodzietnych pracują w domu. Ciągle mnóstwo jest spraw wychowawczych i tych domowych. - Dla mnie trudne jest chodzenie na zebrania do szkoły. Mamy czworo dzieci. I zdarza się, że w tym samym czasie są zebrania w kilku miejscach. Idę tam, gdzie czuję, że jest większa potrzeba - mówi Agnieszka Powała. - „Bezrobocie” mi nie grozi - śmieje się Anna Filipek. - Trzeba towarzyszyć swoim dzieciom w rozwoju. Czasem też pojechać z dziećmi z klasy na basen czy na wycieczkę, bo inne mamy pracujące zawodowo nie mają na to czasu - mówi pani Ania. Dzieci z rodzin wielodzietnych nie chodzą z kluczem na szyi. Kiedy wracają do domu wiedzą, że jest mama i czeka na nie ciepły obiad. Czują się bezpieczne. - Nie dowierzam temu, co mówią pracujące zawodowo do późnych godzin matki: że mają intensywny kontakt z dzieckiem - mówi pani Grochowska.
- Zajmuję się domem i raz w tygodniu godzinę pracuję charytatywnie w Stowarzyszeniu. Kiedy córka dorastała, potrzebowała więcej czasu na rozmowę. Bywało, że sprzątanie i prasowanie odkładałam na godziny nocne - mówi Wiesława Krzykowska, mama pięciorga dzieci.
W dużych rodzinach trzeba też zabiegać o indywidualny kontakt z dzieckiem. - Przy większej liczbie dzieci jest konieczność operowania grupą: „Teraz wszyscy sprzątamy, ścielemy łóżka”. Zwykle jest tak, że zwraca się uwagę na dziecko, z którym jest najwięcej problemów. Walczymy, żeby być indywidualnie z każdym dzieckiem. Danego dnia żona albo ja zabieramy na 15-30 minutowy spacer jedno z nich. A w domu czytamy książkę, którą ono wybierze - opowiada pan Filipek.
Harmonogram dnia w rodzinie zmienia się, kiedy dzieci zaczynają dorastać. - Najstarsze z pięciorga naszych dzieci ma 22 lata, najmłodsze 14. Możemy z mężem zająć się działalnością poza rodziną. Prowadzimy kursy przedmałżeńskie - mówi Bożena Bernart.

Skrzypce i szermierka

W Stowarzyszeniu prawie 10% dzieci stanowią te uzdolnione muzycznie, grające na różnych instrumentach. Sporo jest dzieci z sukcesami sportowymi i takich, które wygrały olimpiady z różnych przedmiotów. - Nie mam poczucia, że nasze dzieci są gorzej wykształcone niż te z rodzin mniej licznych - mówi pan Filipek. - Musimy tylko szukać więcej możliwości na zdobycie pieniędzy na ich kształcenie. Dwóch moich synów uprawia szermierkę. Sprzęt jest drogi, ale zajęcia nic nie kosztują - mówi pan Michał. Dzieci korzystają też z nauki języków obcych czy nieodpłatnych korepetycji, których udzielają osoby z odpowiednimi kwalifikacjami ze Stowarzyszenia.
Więcej problemów pojawia się, kiedy szkoła organizuje wyjazdy klasowe.
- W naszej rodzinie dzieci nie muszą rezygnować z wycieczek czy innych atrakcji - mówi Anna Grochowska. U państwa Krzykowskich przeciwnie, takie wyjazdy wyrastają zwykle poza budżet rodzinny. - A myśmy wprowadzili zasadę, że priorytetem są wyjazdy z harcerzami - mówi pan Filipek. Pan Wasiewicz inaczej rekompensuje dzieciom braki: - Były wycieczki ze szkoły, a nasze dziecko nie mogło wyjechać. Starałem się dużo opowiedzieć mu o miejscu, gdzie pojechała klasa - opowiada pan Waldemar. Kiedy wszyscy wrócili i pani zadała pracę domową dotyczącą wycieczki, Boguś dostał najwyższą ocenę. - Jak to możliwe - dziwiła się nauczycielka. - Przecież ciebie tam nie było?
Dla rodzin wielodzietnych okres wakacyjny to czas trudnych decyzji. Kogo wysłać na wakacje a kto zostaje w domu. Mało która może pozwolić sobie na wyjazd z wszystkimi dziećmi. Nawet kilkudniowy pobyt poza domem, to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych.

Zrzeszeni

W 2000 r. na Bielanach zawiązało się Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych. Był to pomysł jednej z radnych. Inicjatywa znalazła uznanie u ówczesnych władz Gminy Bielany. Wówczas na Bielanach mieszkało 117 rodzin wielodzietnych. - Dzięki władzom gminy otrzymaliśmy lokal wraz z wyposażeniem - mówi Bogusław Bernart, prezes Stowarzyszenia. Informacja o Stowarzyszeniu rozpowszechniała się także przez parafie. Obecnie liczy ono 60 rodzin, z czego regularnie spotyka się ok. 25 rodzin. Wiele małżeństw wywodzi się z ruchów formacyjnych.
Do czasu istnienia gminy Stowarzyszenie miało stałe dofinansowanie - 5 tys. miesięcznie, z czego mogło opłacić rachunki za prąd czy telefon. Po likwidacji gmin, wszelkie dotacje zostały wstrzymane. - Nie odczuliśmy życzliwości ze strony władz miasta - mówią rozżalone rodziny. - Składaliśmy wnioski o dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej. Bez efektu. Sugerowano nam, że najpierw powinniśmy zmienić nazwę Stowarzyszenia - mówi Bernart.
Za pośrednictwem Stowarzyszenia rodziny mogą liczyć na pomoc materialną: odzież czy żywność. - Podjęliśmy współpracę z ośrodkiem społecznym, aby pomóc rodzinom zadłużonym. To dotyczyło głównie osób, które straciły pracę, a przez to także prawo dodatku mieszkaniowego - mówi Michał Filipek.
Stowarzyszenie daje też wsparcie psychiczne. - Tu spotykamy się z osobami, które są w podobnej sytuacji jak my. Nie czujemy się osamotnieni. Bo wielodzietność często bywa nieakceptowana. Pracowałem przez kilka lat jako dziennikarz w pismach fachowych. Dużo czasu musiało upłynąć, zanim zacząłem się chwalić, że mam pięcioro dzieci - mówi Tomasz Grochowski.
- A przecież przyjmujemy życie w duchu Ewangelii - podkreśla Bogusław Bernart. Tomasz Grochowski dodaje: Dzisiaj nie myśli się w kategoriach, że duża rodzina jest kwestią wyboru. Można inwestować w samochód, dom, a można pieniądze przeznaczyć na wychowanie i wykształcenie dzieci.
Po raz pierwszy rodziny ze Stowarzyszenia zdecydowały się przeprowadzić kwestę. Jeśli ta się powiedzie, rodzice w wakacje będą mogli spędzić czas razem z dziećmi. W Niedzielę Miłosierdzia zbiórka odbędzie się m.in. w kościele św. Zygmunta na placu Konfederacji w Warszawie.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Węgry: Wypadek polskiego autokaru. Władze publikują nagranie z akcji ratowniczej

2026-08-16 11:34

[ TEMATY ]

wypadek

Węgry

Medjugorie

pielgrzymi

tragiczny

polski autokar

PAP

Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Pojazd wpadł do rowu i się przewrócił

Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Pojazd wpadł do rowu i się przewrócił

Węgierska Krajowa Dyrekcja Generalna ds. Zarządzania Kryzysowego (BM OKF) opublikowała w niedzielę na Facebooku nagranie przedstawiające pracę strażaków przy polskim autokarze, który wpadł do przydrożnego rowu na wschodzie Węgier. W akcji uczestniczyły służby z kilku okolicznych miast.

Strażacy użyli wyciągarek i dźwigów, aby podnieść autokar, który w nocy wpadł do rowu przy autostradzie M3, i uratować pasażerów uwięzionych pod pojazdem. BM OKF poinformowała, że skierowane na miejsce dźwigi podniosły autokar i z powrotem ustawiły go na kołach.
CZYTAJ DALEJ

Pan wzywa do wolności, która potrafi oddać wszystko Jemu

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Rozdział 24 nosi datę: dziesiąty dzień dziesiątego miesiąca dziewiątego roku. To dzień, w którym król babiloński rozpoczął oblężenie Jerozolimy (24,1-2). W tę godzinę wpisane jest najtrudniejsze polecenie całej księgi. Bóg zapowiada prorokowi śmierć żony - „zabieram ci nagle rozkosz twoich oczu” - i zakazuje żałoby. Ezechiel ma nie zawodzić, nie płakać publicznie, nie zdejmować zawoju ani sandałów, nie zasłaniać brody, nie spożywać chleba żałobników. A więc powstrzymać się od wszystkich gestów, którymi Izrael wypowiadał ból. „Wzdychaj w milczeniu”. Ból ma być tak wielki, że przerośnie obrzęd.
CZYTAJ DALEJ

Podkarpackie: Służby wróciły do sanockiego skansenu, muzeum rozważa odbudowę spalonego kościoła

2026-08-17 13:38

[ TEMATY ]

skansen

Sanok

pożar kościoła

PAP/Darek Delmanowicz

Prokurator, policja, biegły sądowy i straż pożarna wrócili w poniedziałek na teren Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, gdzie w niedzielę spłonął XVII-wieczny drewniany kościół. Służby uzupełniają dokumentację niezbędną do ustalenia przyczyn pożaru. Muzeum nie wyklucza odbudowę spalonego obiektu.

- Na miejscu trwają czynności zabezpieczające, których celem jest ustalenie przyczyn i okoliczności pożaru oraz odpowiedź na pytanie, dlaczego do niego doszło - powiedziała PAP kustosz Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku Alicja Typrowicz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję