Reklama

Historia

Oskarżona Polska

„Wróg został starty w proch!” – grzmiał prokurator Nikołaj Afanasjew podczas parodii 3-dniowego procesu, który w czerwcu 1945 r. odbywał się w Moskwie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na ławie oskarżonych, otoczeni kordonem uzbrojonych krasnoarmiejców, zasiedli przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego, którzy przez prawie 6 lat kierowali walką Polaków o odzyskanie niepodległości.

Cień Jałty

Reklama

Pertraktacje przywódców wolnego świata ze Stalinem grzebały nadzieję na sprawiedliwy dla Polski los powojenny. Nie było już złudzeń, że brunatną okupację zastąpi okupacja czerwona, połowa terytorium Polski zostanie wcielona bezprawnie do ZSRS, a reszta kraju znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów. Prezydent USA i premier Wielkiej Brytanii w imię rozgrywek geopolitycznych zdradzili w Jałcie swego najwierniejszego sojusznika, przyjęli bez żadnych oporów zapewnienia Stalina, że w powojennej Polsce odbędą się wolne i demokratyczne wybory, a tworzony w Moskwie od lata 1944 r. marionetkowy rząd komunistyczny (zwany najpierw Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego, a później Rządem Tymczasowym) zostanie poszerzony o wskazanych przez Sowietów przedstawicieli „sił demokratycznych” z kręgów legalnego i konstytucyjnego rządu polskiego, działającego od września 1939 r. na emigracji. Zdrada jałtańska była dla Polaków straszliwym ciosem. Premier rządu RP na uchodźstwie Tomasz Arciszewski złożył na ręce aliantów stanowczy protest, określając, że konferencja krymska i jej postanowienia są „złamaniem elementarnych zasad, które obowiązują sojuszników, stanowią porzucenie litery i ducha Karty Atlantyckiej oraz prawa każdego narodu do występowania w obronie własnych interesów”. Memorandum pozostało bez echa. Do sumień polityków wolnego świata próbował odwoływać się też gen. Władysław Anders. Winston Churchill, który słuchał jego słów – przypominających także, jaką rolę odegrali Polacy w ocaleniu Wielkiej Brytanii podczas niemieckiej inwazji powietrznej w 1940 r. – uciął jednak sprawę krótko: „Pańskie dywizje nie są mi już do niczego potrzebne”. Polska została zdradzona.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Naiwność

Reklama

Pod naciskiem Brytyjczyków rozmowy z Sowietami prowadził już od lata 1944 r. jeden z przywódców ruchu ludowego, poprzednik Arciszewskiego na urzędzie premiera – Stanisław Mikołajczyk. „Popełnia pan wielki błąd – powiedział mu w lutym 1945 r. gen. Anders – wyrządza pan wielką krzywdę sprawie polskiej”. Nieznający zupełnie rosyjskiej przebiegłości Mikołajczyk wierzył w zapewnienia Stalina. „Rosja przekona się po wyborach, kto ma prawdziwe wpływy w Polsce” – przekonywał Andersa. „Łudzi się pan” – stwierdzał na to dowódca 2. Korpusu, który z racji swego doświadczenia życiowego znał Rosję i Rosjan doskonale. „Wybory będą sfałszowane. Komunizm chce panować nad światem. Dlatego komuniści nie pozwolą nigdy na najmniejsze usamodzielnienie się Polski”. Nie przekonał Mikołajczyka. Kończąc rozmowę, powiedział mu: „Obawiam się, że w 3 miesiące po sfałszowanych wyborach może pan znaleźć się w kryminale, a może nawet w mojej byłej celi na Łubiance, jako zdrajca narodu i szpieg. Gorzej, jestem pewien, że pan się wtedy do tego przyzna”. O tym, jak prorocze były to słowa, Mikołajczyk przekonał się w 1947 r., gdy po sfałszowanych wyborach, zagrożony aresztowaniem, z pomocą ambasady USA musiał salwować się ucieczką na Zachód. Dwa lata wcześniej o prawdziwych intencjach Stalina przekonali się boleśnie przywódcy polityczni polskiego podziemia niepodległościowego, którzy podobnie jak Mikołajczyk uważali, że z Sowietami można podjąć rozmowy. Rada Jedności Narodowej, czyli swego rodzaju podziemny polski parlament, w którym zasiadali reprezentanci wszystkich znaczących nurtów politycznych, podjęła w końcu lutego 1945 r. uchwałę, w której z jednej strony potępiała „jednostronność postanowień konferencji jałtańskiej”, ale z drugiej – wyraziła „gotowość do podjęcia rokowań”. To stanowisko skrytykował jedynie dowódca Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki, który w styczniu 1945 r. rozwiązał formalnie struktury AK. Jego postawa nie dziwiła, bo podobnie jak gen. Anders poznał Rosję doskonale jako wieloletni więzień osławionej Łubianki. Wstrzemięźliwy był też Jan Stanisław Jankowski – wicepremier i delegat Rządu RP na Kraj. Przeważył jednak zgubny pogląd, że rozmowy trzeba podjąć.

Porwanie

To miało być spotkanie przywódców polskiego podziemia z gen. Iwanowem, dowódcą I Frontu Białoruskiego, a poruszanymi tematami – kwestie związane „z bezpieczeństwem Armii Czerwonej na tyłach frontu”. Na rozmowy zaprosił w marcu 1945 r. do willi zajętej przez NKWD w podwarszawskim Pruszkowie płk Konstantin Pimienow, z zapewnieniem, że ich uczestnicy „będą całkowicie bezpieczni”. Generał Okulicki wietrzył jednak podstęp. „Wiem, co mnie czeka. I znowu areszt, a może i proces pokazowy? Oni to umieją robić” – powiedział swemu współpracownikowi kpt. Zbigniewowi Specylakowi tuż przed tym, jak udał się razem z Janem S. Jankowskim i przewodniczącym Rady Jedności Narodowej Kazimierzem Pużakiem na umówione rozmowy. Nie odbyły się one jednak w Pruszkowie. Cała trójka została przewieziona na lotnisko wojskowe, a stamtąd – do Moskwy. Czekał też na nich nie żaden „generał Iwanow”, ale gen. Iwan Sierow – zasłużony NKWD-zista, późniejszy szef KGB. Nazajutrz – 28 marca 1945 r. w podobną pułapkę wpadli pozostali przywódcy podziemia: Adam Bień, Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Bagiński, Aleksander Zwierzyński, Eugeniusz Czarnocki, Józef Chaciński, Stanisław Mierzwa, Zbigniew Stypułkowski, Franciszek Urbański, Stanisław Michałowski, Kazimierz Kobylański, Józef Stempler-Dąbski i Antoni Pajdak. Osadzeni w kazamatach moskiewskiej Łubianki przeszli 3-miesięczne brutalne śledztwo, a 18 czerwca 1945 r. stanęli przed sowieckim sądem oskarżeni o „działalność kontrrewolucyjną”. Wszelkie próby interwencji międzynarodowej nie przynosiły rezultatu. Gdy w maju 1945 r. delegat USA Harry Hopkins w rozmowie ze Stalinem wyraził zaniepokojenie aresztowaniem polskiej elity politycznej, usłyszał, że „ludzie ci muszą być sądzeni, bo byli zaangażowani w działalność dywersyjną”. W dniu, w którym rozpoczął się proces szesnastu, do Moskwy przybył Stanisław Mikołajczyk. Nie po to jednak, aby upomnieć się o swych rodaków, ale aby wziąć udział w tworzeniu ustalonego w Jałcie „rządu jedności narodowej”.

Najcelniej i najodważniej zdiagnozował na sali sądowej tę parodię procesową gen. Okulicki. Odmówiwszy udziału adwokata „z urzędu”, bronił się sam. I stwierdził mocno: „Proces ten ma charakter polityczny. Chodzi o ukaranie polskiego podziemia. Oskarżenie narodu i wyraźne oskarżenie 300 tys. żołnierzy Armii Krajowej”. Za słowa te przyszło mu zapłacić ogromną cenę. Skazany na 10 lat więzienia został zamordowany w noc wigilijną w 1946 r. Jan S. Jankowski dostał 8 lat i 2 tygodnie więzienia, przed końcem wyroku zmarł. Kazimierza Pużaka zwolniono po kilku miesiącach, ale dostał się w ręce rodzimej bezpieki i zmarł w więzieniu w Rawiczu. Pozostali spędzili miesiące i lata w sowieckich kazamatach. Na tę hańbę nikt z przedstawicieli wolnego świata skutecznie nie reagował, a nawet zdarzali się tacy, którzy uważali, że wyrok był sprawiedliwy. W brytyjskim Timesie napisano np.: „Wyrok nikogo nie powinien dziwić, kto śledził antyradziecką działalność rządu polskiego”. Mało kto podzielał pogląd przenikliwego George’a Orwella, który swój stosunek do rządów totalitarnych ujął w Folwarku zwierzęcym i Roku 1984, a który pisał na bieżąco na łamach Tribune o procesie szesnastu: „Polacy zostali oskarżeni o to, że usiłowali zachować niepodległość własnego państwa, jednocześnie przeciwstawiając się narzuconemu ich krajowi marionetkowemu rządowi, jak również o to, że pozostali wierni rządowi w Londynie, który był w tym czasie uznawany przez cały świat”. Ostatnie zdanie szybko się jednak zdezaktualizowało. 5 lipca 1945 r. „wolny świat” (z wyjątkiem Stolicy Apostolskiej i Hiszpanii) uznał rząd tworzony przez komunistów w Warszawie i tym samym przypieczętował jałtańską zdradę.

Autor jest historykiem, doradcą Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2025-06-10 13:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan XXIII na drodze do Millennium chrztu Polski

Niedziela Ogólnopolska 31/2016, str. 20-21

[ TEMATY ]

historia

chrzest

Chrzest Polski

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

Kard. Stefan Wyszyński był legatem papieża Pawła VI na uroczystości milenijne w 1966 r. Władze komunistyczne nie wpuściły wtedy Ojca Świętego do Polski. Ksiądz Prymas podąża na Jasną Górę z biskupem częstochowskim Stefanem Barełą

Kard. Stefan Wyszyński był legatem papieża Pawła VI na uroczystości milenijne w 1966 r.
Władze komunistyczne nie wpuściły wtedy Ojca Świętego do Polski. Ksiądz Prymas podąża
na Jasną Górę z biskupem częstochowskim Stefanem Barełą

Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski, pełen nawiązań do uroczystości milenijnych 1966 r., poza tym, że ma wiele właściwych sobie zadań, jest też czasem utrwalania w polskiej pamięci wielkich postaci, które kształtowały ponadtysiącletnie dzieje naszego ochrzczonego Narodu i państwa. Wśród nich na czas przygotowań do Tysiąclecia Chrztu, realizowanych wśród zmagań z agresywną, zorganizowaną ateizacją Polski, Opatrzność Boża przygotowała Narodowi polskiemu wielką pomoc w osobie papieża Jana XXIII

Podczas konklawe, które rozpoczęło się po śmierci Piusa XII, niewielu zapewne przewidywało, że papieżem zostanie patriarcha Wenecji Angelo Roncalli. A właśnie on został wybrany 28 października 1958 r. Wybór ten okazał się błogosławieństwem dla świata i wyjątkowym darem Bożym dla Polaków. Urząd Piotrowy powierzony został pasterzowi, który od dziecka z opowiadań rodzinnych dowiadywał się o bohaterskim narodzie, gdzieś na północ od Italii, walczącym o swoją niepodległość, co zaszczepiło w sercu przyszłego papieża trwałe nim zainteresowanie, a z czasem też troskę o jego samostanowienie. Namiestnikiem Chrystusa został pasterz mianowany kardynałem podczas tego samego konsystorza co kard. Wyszyński (12 stycznia 1953 r.), żywo zainteresowany losem „brata w kardynalacie” uwięzionego w latach 1953-56. A gdy Prymas Polski po 3-letnim odosobnieniu odbył podróż do Rzymu, aby spotkać się z Piusem XII, abp Roncalli jako rządca patriarchatu weneckiego dwukrotnie gościł go w mieście św. Marka i, jak sam to zapisał, nikomu nie dał się wyprzedzić w okazaniu czci bratu doświadczonemu więzieniem dla Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Święte dzieci Kościoła. Św. Franciszek i św. Hiacynta Marto

[ TEMATY ]

Fatima

dzieci fatimskie

Archiwum sanktuarium w Fatimie

Dzieci fatimskie, którym objawiła się Matka Boża – Hiacynta, Łucja i Franciszek

Dzieci fatimskie, którym objawiła się Matka Boża – Hiacynta, Łucja i Franciszek

Nie licząc tzw. świętych młodzianków, z chwilą kiedy papież dokonał ich kanonizacji, dzieci z Fatimy stały się najmłodszymi świętymi Kościoła. Oboje zasnęły w Panu, nie będąc jeszcze nastolatkami. „Kościół pragnie jak gdyby postawić na świeczniku te dwie świece, które Bóg zapalił, aby oświecić ludzkość w godzinie mroku i niepokoju” – mówił Jan Paweł II 13 maja 2000 roku, dokonując ich beatyfikacji. Uzdrowioną osobą, dzięki której rodzeństwo oficjalnie uznane zostało za święte, był mały chłopiec – tylko trochę mniejszy od nich...

Dziecko wiszące nad przepaścią, próbujące sforsować parapet okna lub barierkę balkonu – skąd my to znamy? Jeśli macie dzieci, być może też tego kiedyś doświadczyliście albo śni wam się to w nocnych koszmarach. Taki właśnie przypadek wydarzył się brazylijskim małżonkom João Batiście i Lucilii Yurie. Około 20 wieczorem 3 marca 2013 roku ich mały pięcioletni synek Lucas bawił się z młodszą siostrą Eduardą w domu swojego dziadka w mieście Juranda, leżącym w północno- -wschodniej Brazylii. Co mu strzeliło do głowy, żeby zbyt niebezpiecznie zbliżyć się do okna? Nie wiadomo. W jego przypadku zabawy przy oknie zakończyły się jednak najgorzej, jak tylko mogły – wypadł. Niestety, okno znajdowało się wysoko – sześć i pół metra nad ziemią, a właściwie nad betonem. Uderzywszy z impetem o twarde podłoże, malec pogruchotał sobie czaszkę, a część tkanki mózgowej wypłynęła na zewnątrz. Nieprzytomnego chłopca zabrała karetka. Jego stan był krytyczny, zapadł w śpiączkę. Z placówki w Jurandzie wysłano dziecko w niemal godzinną drogę do szpitala w Campo Mourao. Po drodze jego serce dwa razy przestawało bić. Dawano mu niewielkie szanse na przeżycie – minimalne, prawie żadne.
CZYTAJ DALEJ

Siostra zakonna do skrzywdzonych: nie musicie przeżywać swojego cierpienia w samotności

2026-02-19 20:20

[ TEMATY ]

rozmowa

Dzień solidarności

osoby skrzywdzone

Adobe Stock

- Są osoby, które chcą Ci pomóc, są osoby, które są do tego przygotowane, które nie wystraszą się Twojej historii, a będą szukać Twojego dobra. Doświadczenie życzliwej, wspierającej obecności naprawdę jest realną pomocą w przeżywaniu tego cierpienia – z takim przesłaniem zwraca się do wszystkich osób skrzywdzonych s. Scholastyka Iwańska, albertynka, jedna z sióstr pracujących w telefonie zaufania „Siostry dla skrzywdzonych”. O tym, jak działa ten telefon i jak może pomóc opowiada siostra w rozmowie z KAI. Zachęca też do włączenia się w przeżywanie Dnia Modlitwy i Solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym, który obchodzimy 20 lutego, w pierwszy piątek Wielkiego Postu.

Podziel się cytatem S. Scholastyka Iwańska: To będzie dla mnie zwyczajny dzień pracy, przeplatany jednak modlitwą w intencji osób skrzywdzonych. Tu w klasztorze Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie, gdzie mieszkam i pracuję o 6.30 sprawowana będzie Msza św. w intencji Osób skrzywdzonych. Również podczas naszych codziennych zakonnych modlitw będziemy chciały skrzywdzonych otoczyć troską O 16.30 odprawimy Drogę Krzyżową, również w tej intencji – będzie to nabożeństwo otwarte dla wszystkich. Dlatego, że w naszym Sanktuarium modlą się również Ubodzy, korzystających z Jadłodajni prowadzonej przez siostry i oni, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, w swoim gronie będą łączyć się duchowo ze skrzywdzonymi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję