W ramach akcji, którą nazwali „alarmem przeciwpożarowym”, tłumaczyli, że Wenecja niedługo znajdzie się pod wodą, pokryta błotem. Domagali się od władz rezygnacji z paliw kopalnych i ustanowienia stałego funduszu w wysokości 20 miliardów euro na pokrywanie szkód spowodowanych klęskami żywiołowymi i ekstremalnymi zjawiskami klimatycznymi.
Turyści zwiedzający bazylikę wyrażali sprzeciw wobec tej formy protestu. Na miejsce wezwano funkcjonariuszy policji, którzy zabrali ekologów na komisariat. Akcję aktywistów skrytykował również prezydent regionu Veneto.
PAP/EPA/EDOARDO FIORETTO

PAP/EPA/EDOARDO FIORETTO

PAP/EPA/EDOARDO FIORETTO

„To nie jest właściwy sposób. Z najwyższym szacunkiem dla demokratycznych protestów, których wszyscy potrzebują, zwłaszcza jeśli dotyczy to tak ważnych kwestii, jak zmiana klimatu” - stwierdził Luca Zaia. Wskazał, że protesty należy przeprowadzać „w sposób szanujący nie tylko własność innych ludzi, ale w szczególności klimat. Jeśli naprawdę chcemy poruszyć tę kwestię, unikajmy organizowania takich demonstracji, które są absolutnie godne potępienia”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu