Jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. W tym roku obchodzi 40-lecie swojej pracy artystycznej. Gra głównie w teatrze. Jako jedna z nielicznych artystek - od kilkunastu lat ma odwagę występować w programach Radia Maryja i Telewizji Trwam

"/> Jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. W tym roku obchodzi 40-lecie swojej pracy artystycznej. Gra głównie w teatrze. Jako jedna z nielicznych artystek - od kilkunastu lat ma odwagę występować w programach Radia Maryja i Telewizji Trwam

"/>

Reklama

Kultura

Księga mojego życia

Jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. W tym roku obchodzi 40-lecie swojej pracy artystycznej. Gra głównie w teatrze. Jako jedna z nielicznych artystek - od kilkunastu lat ma odwagę występować w programach Radia Maryja i Telewizji Trwam

Niedziela Ogólnopolska 14/2011, str. 24-25

[ TEMATY ]

aktor

Mateusz Wyrwich

Halina Łabonarska - jedna z najwybitniejszych polskich aktorek

Halina Łabonarska - jedna z najwybitniejszych polskich aktorek

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Matka dorosłych już dziś trzech synów: Tomasza, Piotra i Wawrzyńca. Urodzona w Gdańsku, od ponad trzydziestu lat mieszka w Warszawie. Występowała w najznakomitszych przedstawieniach teatrów: Ateneum, Dramatycznego, Polskiego, Na Woli. Laureatka wielu znaczących nagród aktorskich. Grała w spektaklach najwybitniejszych reżyserów. Jej role - Anki w filmie „Aktorzy prowincjonalni” czy Barbary w spektaklu „Noce i dnie” bądź Spiki w „Onych” Witkiewicza - weszły już do klasyki teatru.
Zaczynała biednie - od wody i kromki chleba posypanej cukrem. - Pamiętam, jak miałam 20 gr, szłam do sklepiku i mówiłam: „Poproszę o sprzedanie mi jednego cukierka”. A pani sprzedawała nam 3, bo za mną stali moi dwaj mali braciszkowie. Dziś jeden z nich jest księdzem - opowiada Halina Łabonarska. Córka Kresowiaków z Brasławszczyzny, przedwojennego rejonu zabranego podczas IV rozbioru Polski. Wychowywała ją i jej dwóch młodszych braci tylko matka. Ojciec, żołnierz wileńskiej AK, a po wojnie pracownik Portu Północnego, został w 1949 r. skatowany przez UB za udział w strajku. Od tego czasu nie odzyskał już pełnego zdrowia i po dwóch trepanacjach czaszki zmarł jako 25-latek. Osierocił trójkę małych dzieci. - Właściwie ojca prawie nie znałam. Jako mała dziewczynka wiedziałam tylko tyle, że tata jest ciągle chory - wspomina Halina Łabonarska. - Co się tak naprawdę stało, dowiedziałam się od mamy dopiero po zbrodni komunistów na Wybrzeżu w 1970 r. I kiedy podczas sierpniowego strajku w 1980 r. śpiewałam „Kołysankę” Macieja Pietrzyka w słynnej sali BHP Stoczni Gdańskiej, miałam wrażenie, że składam ojcu hołd.
Dziś do aktorskich nagród Halina Łabonarska dołączyła zupełnie nieartystyczny laur. Medal 25-lecia „Solidarności” - w dowód uznania za jej patriotyczne zaangażowanie podczas walki o niepodległość Polski.
Dzieciństwo Halina Łabonarska spędziła w gdańskich Siedlcach w dwupokojowym mieszkanku. W bieli kwitnących ogrodów i lip pachnących, a zimą - wśród śnieżnych pagórków; w świetle gazowych lamp ulicznych o woni przedwojennej Polski. Z jedną lalką, która była raczej ozdobą domu aniżeli przedmiotem dziewczęcych zabaw. Osierocona rodzina wiodła życie surowe, skromne, bez jakiegokolwiek zbytku. To była twarda szkoła życia. Ale - jak podkreśla aktorka - oparta na prawach Bożych i patriotyzmie. - Odkąd pamiętam, przychodzili do nas przyjaciele ojca, krewni, słowem - męska strona ojca rodziny - mówi aktorka. - Na różnych uroczystościach zawsze śpiewali pieśni religijne i patriotyczne. Lecz było też wiele niewymuszonej radości. Opowiadań o ich dziecięcej i młodzieńczej Polsce, bezpowrotnie minionej.

Pierwsze kroki

Reklama

Wprawdzie mama Haliny Łabonarskiej nie wyobrażała sobie dla córki tak chwiejnej przyszłości, jaką przynosi zawód artystki, to jednak wiele jej posunięć edukacyjnych jakby mimowolnie formowało dziewczynkę właśnie w tym kierunku. Od I klasy podstawówki przez siedem lat Janina Łabonarska posyłała dziecko na lekcje baletu. W szkole podstawowej i średniej Halinka śpiewała też w chórze gdańskiej parafii pw. św. Franciszka w dzielnicy Emaus. Jako licealistka pobierała z kolei lekcje gry na skrzypcach, jednak kończąc podstawówkę na piątkach i rozpoczynając naukę w liceum pedagogicznym, Halinka ani myślała o aktorstwie. Choć, owszem, wiele recytowała, ale tylko podczas szkolnych koncertów poetycko-muzycznych. Nigdy na „akademiach ku czci...”, jak podkreśla z naciskiem. Z chęcią czytała też i interpretowała wiele prozy podczas lekcji polskiego. Marzenie o aktorstwie przyszło wraz z maturą.
Egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi maturzystka zdała celująco. Sama była zaskoczona, że z taką łatwością przeszła trzyetapowy konkurs egzaminacyjny, przy zachwycie komisji. - Kiedy już studiowałam, zastanawiałam się, jak się tu dostałam. Z jednej strony do aktorstwa przygotowywały się w łódzkiej PWST dzieci ówczesnych ludzi władzy, a z drugiej - ja, córka biednej wdowy - opowiada Halina Łabonarska. - Szokujące było dla mnie to zderzenie z rzeczywistością, gdzie wszystko wolno, wszystko jest dopuszczalne. To było zetknięcie ze światem brutalnym. Światem źle rozumianej wolności. I był to bardzo trudny okres w moim życiu. Tu nie rozmawiało się o Bogu ani o wierze. Chodziłam jednak w każdą niedzielę do kościoła i nikt mi nie czynił przeszkód. Lecz z drugiej strony łódzka Filmówka była dla mnie czasem otwarcia się na wszystkie możliwości artystyczne. Na to wszystko, co we mnie tkwiło. A okazało się, że rzeczywiście jest we mnie potencjał niezwykłej energii artystycznej. To wszystko eksplodowało. Profesorowie rzucali mnie na szerokie wody, bo nie powielałam żadnych schematów. Tworzyłam własną wizję, w której rodziła się moja artystyczna osobowość.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Aktorka

Debiutem aktorskim Haliny Łabonarskiej, w 1970 r. była jej rola dyplomowa jako Beatrycze w „Wiele hałasu o nic” Szekspira i jako Jewdocha w „Sędziach” Wyspiańskiego, którą zagrała na deskach łódzkiego Teatru Nowego. Recenzje były znakomite. Mimo propozycji angażu w teatrach łódzkich młoda aktorka wybrała teatr Izabeli Cywińskiej w Kaliszu. Tu - rola Wróżki-Harfiarki w „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego i znów doskonałe recenzje. Później kolejne role teatralne i filmowe. Za nimi szły również nagrody. Po kilku latach spędzonych w Teatrze Nowym w Poznaniu aktorka, już jako mężatka, w drugiej połowie lat 70. otrzymała angaż w warszawskim Teatrze Na Woli, gdzie dyrektorował wówczas jeden z najwybitniejszych aktorów - Tadeusz Łomnicki. - Kiedy przychodziłam do Łomnickiego, chciałam poznać wielkiego artystę. Zobaczyć, jak gra. To mnie fascynowało. Był dla mnie aktorskim mistrzem. Fantastycznie, że mogłam z nim grać. Największym wydarzeniem dla mnie było to, że on zagrał Fantazego Słowackiego, a ja zagrałam Idalię i w piątym akcie mówiliśmy swoje monologi. Były to dla mnie ekstremalne spotkania artystyczne.
W tym czasie w Polsce i na świecie następowały wydarzenia, które na nowo formowały wiele ludzkich postaw. Wybór Polaka na papieża. Powstanie „Solidarności”. - Od tego czasu zaczęłam jakoś ostrzej widzieć komunizm. Również mocniej rozumieć, kim była moja rodzina i przodkowie. Dlaczego każdy dzień był dla nich pod znakiem krzyża. I że ja też jestem spod tego znaku, i że jest to dla mnie bardzo ważne. Na moją przyszłą postawę ogromny wpływ miały dwa momenty wolności. Pierwszy - kiedy byłam na Mszy św. w 1979 r. na placu Zwycięstwa. Bardzo przeżyłam to, co powiedział Jan Paweł II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi”. Pomyślałam sobie wtedy: „Przecież Duch Święty działa. Tchnie, kędy chce. Ale w nas!”. I drugi moment wolności - 11 listopada następnego roku, kiedy mogłam iść w pochodzie z katedry warszawskiej na plac Zwycięstwa, dziś Piłsudskiego, śpiewając pieśni patriotyczne i religijne... Tak się rodziła moja świadomość polityczna. To było Powstanie Warszawskie mojego pokolenia. Spełnialiśmy się jako patrioci. Jako naród. I byłam dumna po raz wtóry z ojca. To przecież było też jego zwycięstwo. Pomyślałam sobie: Boże, jak to dobrze, że dałeś mi takiego ojca, takich rodziców.
Ale rok 1981, czas „Solidarności”, to również czas rozstania się z wielkim profesorem Tadeuszem Łomnickim. - Decyzja o odejściu była wtedy dla mnie historyczną koniecznością - mówi aktorka. - Łomnicki bardzo to przeżył i nawet kilka lat później powiedział w jakimś wywiadzie, że zabolało go to, iż odeszłam z jego teatru. Rozpoczęłam nowy etap w zespole Gustawa Holoubka w Teatrze Dramatycznym.

Właściwa droga

Stan wojenny nie zniszczył jej wiary w wolność. Pogłębił tylko świadomość, że żyje w niewoli. Od razu też zaangażowała się w rozlepianie ulotek, bojkot komunistycznych środków przekazu i w działalność artystyczną w świątyniach. Niedługo po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęła uczestniczyć we Mszach św. za Ojczyznę, celebrowanych przez ks. Jerzego Popiełuszkę. Razem z innymi aktorami brała udział w liturgii słowa, recytowała poezję. Tak do dnia beatyfikacji ks. Jerzego. - Pozostałam oddana jego idei, że artyści mówią językiem poetów o tym, czym jest Ojczyzna - opowiada Halina Łabonarska. - Ksiądz celebrował, a ja uczestniczyłam w Eucharystii, i dla mnie to było najpiękniejsze. Spotykaliśmy się w zakrystii. Zdarzało nam się spotykać u niego w mieszkaniu, gdzie rozdawał teksty poetyckie. Śmierć ks. Popiełuszki wywołała u mnie ogromne przygnębienie, ale była też znakiem, że jestem na właściwej ścieżce. Że jego życie i ofiara nie mogą pozostać bez mojego zaangażowania. Że powinniśmy oddać choćby część swego życia, by pokazać, że ks. Jerzy nie zginął na darmo.
I można powiedzieć, że za tę wierność ks. Jerzy wynagrodził artystkę. Kiedy przed kilkunastu laty jej najmłodszy syn Tomasz zachorował i nie dawano mu żadnej nadziei na życie, po modlitwach za wstawiennictwem jeszcze niebeatyfikowanego ks. Jerzego chłopiec wyzdrowiał, bez śladu choroby w dorosłym życiu.
Gdy przyszła wolna Polska, aktorka nie porzuciła Kościoła. Brała udział w Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej. Gdy powstało Radio Maryja, a potem Telewizja Trwam, podjęła z nimi współpracę. Na falach Radia przybliża milionom słuchaczy wybitną literaturę, poezję. Od dziesięciu lat codziennie o godz. 15 można usłyszeć fragmenty „Dzienniczka” św. s. Faustyny, której Halina Łabonarska użyczyła głosu.
Na kilkanaście tysięcy polskich aktorów i aktorek, takich odważnych było jednak niewielu. Halinę Łabonarską wkrótce otoczył mur środowiskowej niechęci. Niektórzy zaczęli jej unikać. Inni uważali, że jej związek z redemptorystami to „chwilowa choroba”. - I tak trwa to do dziś. To jest nieustająca amplituda nastrojów wobec mnie. Raz się wznosi, raz opada. Fala chęci lub niechęci. Fala krytyki, pogardy, lekceważenia albo też podziwu i pewnego uznania dla mojej konsekwencji - mówi Halina Łabonarska. - A dla mnie jest to jedna z najważniejszych ksiąg mojego życia. To spotkanie z sacrum. Nie wszyscy to rozumieją, ale mnie to nie boli. Moi synowie często mi mówią: „Mamo, to jest twoja droga. Jesteś niesamowicie mocna”.

2011-12-31 00:00

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarł Andrzej Beya-Zaborski, aktor znany z roli w "U Pana Boga za piecem"

W wieku 75 lat zmarł Andrzej Beya-Zaborski aktor teatralny i filmowy, najbardziej znany z roli komendanta policji z serii filmowej „U Pana Boga...” - poinformował we wtorek Białostocki Teatr Lalek, z którym aktor był związany zawodowo.

Informację o śmierci aktora podały na swoich profilach na Facebooku: Białostocki Teatr Lalek (BTL) a także miasto Białystok oraz województwo podlaskie. Informację potwierdził PAP dyrektor BTL Jacek Malinowski, który powiedział, że Beya-Zaborski odszedł po długiej chorobie.
CZYTAJ DALEJ

Islandia mówi „nie” Unii Europejskiej. Katolicki kapłan o referendum

Dla jedynego niemieckiego księdza sprawującego posługę na Islandii wynik „nie” nie jest zaskoczeniem i nie uważa go też za katastrofę. „Uważam jednak, że przy obecnym wyniku łatwiej będzie budować mosty niż w przypadku zwycięstwa zwolenników `tak`” - powiedział ks. Jürgen Elí Jamin w niedzielę w Akureyri w wywiadzie dla portalu Vatican News. Ks. Jamin pochodzi z Dolnego Renu, ale od dłuższego czasu pracuje na Islandii i przyjął tam obywatelstwo; dzięki temu mógł w sobotę wziąć udział w referendum. W miniony weekend 52,8 proc. Islandczyków opowiedziało się przeciwko wznowieniu rozmów akcesyjnych z Unią Europejską.

Vatican News: Referendum na Islandii pokazało, jak bardzo społeczeństwo jest podzielone w tej kwestii: nieco ponad 50 procent głosujących opowiedziało się przeciwko wznowieniu negocjacji akcesyjnych. W jakim stopniu wynik ten odzwierciedla podziały społeczne na Islandii, a może nawet je pogłębia? I co teraz należy zrobić, aby zachować jedność narodową na Islandii?
CZYTAJ DALEJ

Do Częstochowy na rowerach

2026-09-01 11:52

Ryszard Szyszka

Pielgrzymka rowerowa na Jasna Górę z Rzeszowa

Pielgrzymka rowerowa na Jasna Górę z Rzeszowa

Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą świętą w kościele św. Huberta w Rzeszowie - Miłocinie pod przewodnictwem biskupa seniora Kazimiera Górnego. Uczestników przywitał gospodarz parafii ks. Józef Mucha. We Mszy św. uczestniczyli księża, którzy jechali na rowerach: ks. Witold Pazdan, proboszcz parafii w Straszydlu (jechał po raz 21) i ks. Janusz Miąso, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Rzeszowskiego (jechał po raz 7). Homilię wygłosił ks. Wiesław Matyskiewicz. Rowerzyści podzieleni na grupy ruszyli na pierwszy etap do Wiślicy. W Radomyślu Wielkim od kilku witają nas władze miasta. W Łączkach Brzeskich tradycyjnie konferencja dla pielgrzymów. Pełne wzruszeń było spotkanie na trasie z uczestnikami 49 Rzeszowskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. Drugi dzień zmagań zakończyliśmy w Olsztynie. Na Błoniach Jasnogórskich czekały na nas nasze rodziny, przyjaciele, którzy specjalnie przyjechali, aby być razem. Po mszy świętej w Kaplicy Matki Bożej i Drodze Krzyżowej na Wałach Jasnogórskich 47 pielgrzymka rowerowa, której hasłem przewodnim były słowa: Bóg - Wiara – Ojczyzna! została zakończona.

Pielgrzymka ma korzenie Solidarnościowe, bo rowerowe pielgrzymowanie zapoczątkował samotnie w 1979 r. mieszkaniec Słociny, Marian Celek. Pracownik WSK - Rzeszów, działacz Solidarności. Było to podziękowanie za wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Nie ograniczamy się tylko do członków Solidarności, ale od zawsze jesteśmy otwarci na wszystkich, którym jest bliski taki trud i wartości pielgrzymowania.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję