Reklama

Jan Paweł II. Droga życia

Przygotowując się do beatyfikacji Jana Pawła II, publikujemy fragmenty powieści biograficznych Pawła Zuchniewicza o Papieżu z Polski. Mimo nawału pracy bp Karol Wojtyła nie zrezygnował z górskiej turystyki. Kiedyś, podczas wędrówki na Zawrat razem z Jerzym Ciesielskim, omal nie przypłacił tego życiem. Tak się złożyło, że wydarzyło się to akurat w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, która wówczas nazywana była Niedzielą Przewodnią, a obecnie - decyzją Jana Pawła II - świętowana jest jako Niedziela Miłosierdzia Bożego.

Niedziela Ogólnopolska 12/2011, str. 10-11

Arc

Paweł Zuchniewicz
Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Paweł Zuchniewicz<br>Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Poprawili plecaki i przymocowane do nich narty. Ostrożnie posuwali się naprzód, kiedy nagle uderzył wiatr, a za chwilę zamarzający deszcz. Poczuli na policzkach ukłucia lodowatych igieł. Jurek wymacał na ścianie klamrę i mocno ją chwycił. Poczuł się pewniej i zdecydowanie dał krok naprzód. Noga dosłownie poleciała w dół, a on niemal zawisł na łańcuchu. Trafił na oblodzony kawałek skały. Mimo przenikliwego zimna i wiatru zrobiło mu się gorąco. Nie byłby pierwszą osobą, która runęła z Zawratowego Żlebu.
- Jurek!? - krzyknął Wojtyła. Nie widział przyjaciela, ale usłyszał jego krzyk i jakiś rumor z przodu.
- Wszystko w porządku - głos Jurka z trudem przebił się przez świst wiatru. - Niech Wujek uważa, tu jest bardzo ślisko.
Nagle niebo przecięła błyskawica. Przez ułamek sekundy zobaczyli szczyt Kościelca. Im wydawało się raczej, że to jakaś złowroga postać, ogromna zjawa, która pojawiła się i znikła.
Gdzieś w oddali zabrzmiał głuchy dźwięk. Po chwili usłyszeli następny grzmot - tym razem znacznie bliżej.
Karol wiele razy słyszał opowiadania o nagłych zmianach pogody w górach, nieraz zmoczył go deszcz, ale jeszcze nigdy nie doświadczył na własnej skórze żywiołu, który rozpętał się wokół nich. Ogłuszały go grzmoty, zwielokrotnione odbiciem od granitowych skał. Znajdowali się bardzo wysoko, w każdej chwili któryś z nich mógł zostać porażony piorunem. Znowu błysnęło. Usłyszał głośny trzask, miał wrażenie, że to parę kroków od niego. Odruchowo odsunął się od ściany. Wiedział, że prąd może przebiegać po jej powierzchni.
Posuwając się wolno naprzód, poczuł, że skalne podłoże ustępuje żwirowi. Wchodzili na kilkudziesięciometrowej długości ścieżkę, która kończyła się na szczycie przełęczy. Potknął się i zachwiał, ale szczęśliwie zaraz odzyskał równowagę. Ten odcinek drogi był usiany mniejszymi i większymi kamieniami. Nawet latem za dnia trzeba było na nie uważać - teraz szli pogrążeni w zupełnych ciemnościach.
Domyślili się, że są na górze, gdy skończyły się pomoce w postaci łańcuchów i klamer. I gdy pod stopami poczuli, że grunt się obniża. O zjeździe nie było mowy. Poruszali się po omacku.
Śnieg, po którym mieli gładko zjechać do doliny, stał się nieoczekiwaną przeszkodą, a narty niebezpiecznym balastem. Odgłosy burzy powoli cichły, ale pojawiło się inne zagrożenie. Ta strona Zawratu słynęła z lawin schodzących do Pięciu Stawów. Jurek spojrzał na fosforyzujące wskazówki zegarka. Od ich wyjścia z Murowańca minęły cztery godziny. W normalnych warunkach powinni dochodzić już do schroniska w Pięciu Stawach. Ale teraz, w tych ciemnościach?
Powoli tracili czucie w dłoniach. Ich rękawiczki wystarczały jako osłona przed zimnymi i śliskimi łańcuchami, lecz były za cienkie i za mokre, aby osłaniać ciało przed działaniem niskiej temperatury. Szybki marsz rozgrzałby ich, ryzykowaliby jednak uruchomienie lawiny. Posuwali się krok po kroku - jak po polu minowym. Jurek zrezygnował ze sprawdzania czasu. Nie raz, nie dwa wydawało mu się, że minęło już co najmniej pół godziny, a kiedy spoglądał na zegarek, okazywało się, że upłynęło najwyżej kilka minut.
W pewnym momencie z kąta nachylenia stóp zorientował się, że teren robi się bardziej płaski. Zrobił kolejny krok. Usłyszał trzask i poczuł jak nogę zalewa lodowata woda. Syknął i wyjął nogę z przerębli. Najprawdopodobniej wszedł na Przedni Staw. Jeśli tak, to idąc wzdłuż brzegu, powinni wkrótce dotrzeć do schroniska.
- Kto się tam dobija po nocy? - zza drzwi dobiegł poirytowany głos jakiejś kobiety. Ciesielski i Wojtyła już kilkanaście minut pukali do zamkniętego na trzy spusty schroniska. Trzęśli się z zimna, a im dłużej stali, tym bardziej chłód dawał im się we znaki. Byli cali mokrzy i marzyli o szklance gorącej herbaty.
Usłyszeli człapanie i odgłos klucza przekręcanego w zamku. Smuga światła wydostała się zza otwieranych drzwi.
- Co za baran łazi po górach w taką pogodę? - warknęła kobieta.
- Burza złapała nas na Zawracie - powiedział Jurek.
Gospodyni wpuściła ich do środka. Ogarnęło ich ciepło. Różnica temperatur dała im zaraz odczuć dotkliwe zimno ich przemoczonej odzieży.
- Nie ma już wolnych miejsc. Poszukajcie sobie kawałka podłogi.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
- Nie ma co, gość w dom, Bóg w dom - mruknął Jurek.
Mieli jednak trochę szczęścia, bo znaleźli zupełnie przyzwoite miejsce niedaleko pieca. Czekając pod drzwiami schroniska, mieli nadzieję pożyczyć zmianę suchych ubrań, ale powitanie pozbawiło ich tych złudzeń. Owinęli się kocami (ich znalezienie było drugim szczęśliwym wydarzeniem tego wieczoru), a ubrania rozłożyli w pobliżu pieca.
- Nie zaproponowała nam nawet herbaty - Jurkowi trudno było ukryć oburzenie.
- Św. Franciszek byłby zadowolony - Wujek uśmiechnął się lekko, choć jego ciałem wstrząsały dreszcze. - Kiedyś, po nocy przyszedł zziębnięty do klasztoru i nikt z jego braci nie chciał go wpuścić. Najpierw nie słyszeli jego nawoływań, a potem myśleli, że to jakiś natręt. Natomiast Franciszek stwierdził, że to zaszczyt być tak potraktowanym, bo wtedy jest się najbliżej Chrystusa - odepchniętego i odrzuconego.
- Tylko święty może tak zareagować.
- Fakt.
- Swoją drogą, Wujek świetnie znosi zimno.
- Okupacyjny trening… Tyle lat chodziłem na piechotę do Solvayu, a zimy wtedy były naprawdę ciężkie. I nie miałem takich dobrych butów jak teraz.
Tamte buty otrzymał z przydziału, gdy zaczął pracę w fabryce sody. To były drewniaki. Nieraz zdarzało mu się w nich pokonywać drogę z Dębnik do Borku Fałęckiego i z powrotem. Przyzwyczaił się nawet do nich, najbardziej przeszkadzały mu, gdy wchodził do kaplicy na Łagiewnikach. Stukały niemiłosiernie na kamiennej posadzce i wszyscy odwracali głowy w jego kierunku.
Jurek zgasił lampkę. Za chwilę rozległ się jego miarowy oddech.
Wojtyła leżał z otwartymi oczami. Miał pełną świadomość, że po raz kolejny otarł się o śmierć. Pierwszy raz zdarzyło mu się to przeszło dwadzieścia lat temu w Wadowicach. Miejscowy policjant zostawił w jadłodajni Banasiów swój pistolet, który znalazł syn właściciela i zarazem kolega Lolka z gimnazjum. Młody Banaś dla zabawy wycelował w niego i wtedy pistolet wypalił. Kula przeszła niedaleko głowy Karola. Potem przyszła okupacja. Nieraz mógł stracić życie. Ale ocalał, nawet podczas wielkiej łapanki w „czarną niedzielę” w sierpniu 1944 r. A teraz ta przygoda w górach. Zbyt dobrze znał Tatry i wiedział, że groziło im wielkie niebezpieczeństwo. Jednak wyszli z tego cało.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Potrzeba roztropności – apeluje swoją postawą Jezus

2026-01-21 08:10

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Ks. Krzysztof Młotek

Bazylika Św. Pawła za Murami

Bazylika Św. Pawła za Murami

Potrzeba roztropności – apeluje swoją postawą Jezus. Uderzają słowa Ewangelisty, który mówi, że Jezus, kiedy usłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Dla czego? Obawiał się Heroda? Ale czy Bóg może się kogoś bać? Przed kimś uciekać?

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło». Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
CZYTAJ DALEJ

Wybór ludzi prostych odsłania sposób Boga, który buduje wspólnotę od dołu

2026-01-14 21:02

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Grażyna Kołek

Izajasz mówi do ziemi, która zaznała upokorzenia. Zabulon i Neftali leżały na północy. W VIII wieku przed Chr. te okolice pierwsze przyjęły cios Asyrii i doświadczyły przesiedleń. Prorok pamięta o „drodze nadmorskiej” i o „Zajordaniu”, o szlakach, którymi przechodzili obcy. W takich miejscach rodzi się zdanie o światłości. „Naród kroczący w ciemnościach” opisuje ludzi idących dalej, choć widzą mało. Ciemność w Biblii dotyka nocy, lęku i utraty sensu. Światłość (’ôr) jest znakiem obecności Pana. Ona wschodzi nad tymi, którzy „mieszkają w krainie mroków”, w przestrzeni naznaczonej śmiercią i przemocą. Izajasz mówi o świetle „wielkim”. Ono zmienia sposób widzenia. W tekście brzmi też obietnica pomnożenia narodu. To język życia, które wraca, gdy lud przestaje się kurczyć pod naciskiem. Radość zostaje nazwana „przed Tobą”, przed obliczem Boga. Prorok porównuje ją do radości żniwiarzy i do podziału zdobyczy. To obrazy ulgi po ucisku i oddechu po czasie ciężkiej pracy. Prorok opisuje rozbicie jarzma, kija na barkach i rózgi ciemięzcy. Przywołuje „dzień Midianu”, pamięć zwycięstwa Gedeona. To zwycięstwo przyszło bez siły wielkiej armii. Wskazuje na Boga, który potrafi przerwać spiralę strachu i oddać godność uciskanym. „Galilea pogan” brzmi jak przestrzeń (goyim), narodów. To miejsce mieszane, słabiej chronione, często lekceważone przez centrum. Izajasz widzi tam początek odnowy. Światło rozpala się właśnie na pograniczu. Proroctwo pokazuje Pana, który wchodzi w historię ran i czyni ją miejscem nowego początku. W tej obietnicy Pan sam staje się światłem drogi.
CZYTAJ DALEJ

Jubileusz ojca od cudów

2026-01-24 21:27

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Jasna Góra

o. Melchior Królik

o. Melchior Królik

Ojciec Melchior Królik od 66 lat służy Maryi jako kapłan w Zakonie Paulinów. 24 stycznia obchodził swoją rocznicę święceń prezbiteratu, które otrzymał z rąk bp. Karola Wojtyły. Był m.in. definitorem i sekretarzem generalnym zakonu. Przez lata prowadził kronikę jasnogórskiego klasztoru i paulińskiego zakonu. Jest odpowiedzialny za stan zachowania Cudownego Obrazu Matki Bożej, zbiera także materiały dokumentacyjne dotyczące cudów i łask otrzymywanych za wstawiennictwem Maryi. Od prawie 60 lat jest związany z Warszawską Pielgrzymką Pieszą.

– Zawsze Matka Boża była przy mnie, przez całe moje życie. Jako kilkuletni chłopiec zostałem ocalony od hitlerowskich kul i często mówię, że cud życia zawdzięczam Maryi. Gdy obchodziłem 50. rocznicę święceń kapłańskich, napisałem na obrazku:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję