Reklama

Zdrowotne trzęsienie ziemi

W Sejmie znajduje się pakiet rządowych ustaw zdrowotnych. Minister Ewa Kopacz przedstawiła go jako wielkie zwycięstwo polskich pacjentów, uczciwego białego personelu i młodych ludzi, którzy za chwilę będą lekarzami. Środowiska medyczne twierdzą, że to kpina

Niedziela Ogólnopolska 51/2010, str. 12-13

Bożena Sztajner/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Krytyka jest powszechna wcale nie dlatego, że proponowane rozwiązania wywracają do góry nogami obowiązujące przez lata regulacje. W grę wchodzi autentyczna obawa o zdrowie pacjenta. Sytuacja jest groźna, ponieważ koalicja rządowa PO-PSL, mająca większość w parlamencie, jest zdolna przegłosować każdy projekt, a argumentów protestujących środowisk nie uwzględnia.

Medyk krócej kształcony

Reklama

Propozycje zmierzają w kierunku, by szpitale funkcjonowały jak przedsiębiorstwa, a pacjenci byli leczeni przez krócej edukowanych medyków, którzy staż mieliby odbywać już na szóstym roku studiów, a nie - jak dotąd - po ich ukończeniu.
- Ustawa o zawodzie lekarza przewiduje skrócenie o rok drogi kształcenia lekarzy - potwierdza poseł dr Marek Balicki. - Przy skomplikowanej wiedzy medycznej i technikach leczenia to zaskakujący pomysł. Nie wiadomo, skąd się wziął, bowiem żadnej ekspertyzy czy raportu, z których by wynikało, że trzeba skrócić o rok kształcenie lekarzy, nikt nie przedstawił - dodaje.
Poseł Bolesław Piecha nie pozostawia na pakiecie suchej nitki. Określa go zbiorem przypadkowych, sprzecznych ze sobą pomysłów i również ubolewa, że ustawa likwiduje staż po studiach. - Niby prosta sprawa, lecz wymaga przebudowy całego programu studiów, a to nie jest zadanie, które da się zrobić, jak się wydaje rządzącym, na kartce papieru - zauważa Piecha. Tłumaczy też powody, dla których protestują rektorzy uczelni medycznych.
- Politycy mogą uchwalić każdy bubel. Dla nich staż to kwestia takiej, a nie innej definicji. Natomiast ustawa spowoduje, że uchwali się prawo niemożliwe do zrealizowania. Przez pięć lat będą się toczyły na uczelni dwa różne programy studiów. Jeden rozpisany na sześć lat plus staż, drugi - na sześć lat ze stażem. Zwiększy się liczba godzin. Do zajęć trzeba znaleźć wykładowców, przeznaczyć pomieszczenia, trzeba też staż zabezpieczyć. Dzisiaj stażyści wchodzą do zawodu pod okiem kierownika specjalizacji, którym jest lekarz w Częstochowie czy Myszkowie. Zmiana ustawy spowoduje, że stanie się za to odpowiedzialny rektor uczelni i staż będzie się musiał odbywać w jego uczelni, ponieważ to on wydaje dyplom. A istotą dyplomu ma być odbycie stażu, czyli zajęć praktycznych przeprowadzonych w ramach programu studiów - podkreśla Piecha.
Nikt nie przewidział, że to nie jest takie proste. Bo jak rektor uczelni może dać dyplom, skoro nie bardzo wie, jak wyglądają zajęcia praktyczne w Myszkowie, skoro nie ma nad nimi nadzoru? Ma firmować swoją niewiedzę? - komentują lekarze. Uważają, że program nauczania od lat 80. zmieniał się chaotycznie, ale przebudowa wymaga przygotowania, a nie stosowania zasady: „Zrobimy ustawę i jakoś to będzie”.
Naczelna Izba Lekarska również skrytykowała ten pomysł. Samorząd lekarski bardzo wiele pracy wkładał w nadzór staży lekarzy, dobór miejsc (wiele staży odbywa się w prywatnych gabinetach), a także w akredytowanie absolwentów. - Pomysł Ministerstwa Zdrowia, by staż odbywać już na studiach, jest zły. Do stażu na studiach nie ma bazy. Staż to już wejście w zawód, praca, podczas której jest się odpowiedzialnym za życie pacjenta. Nie ma tylu szpitali klinicznych, by przyjęły na staż wszystkich studentów ostatniego roku studiów medycznych. Mam nadzieję, że władza pójdzie po rozum do głowy i z wielu pomysłów się wycofa - mówi dr Krzysztof Makuch z NIL-u.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bez LEP-u nie lepiej

Z powszechną krytyką spotkał się też pomysł likwidacji Lekarskiego Egzaminu Państwowego. To ogólnopolski testowy sprawdzian z całej wiedzy zdobytej podczas studiów. W Polsce ok. 15 tys. studentów uczy się medycyny i stomatologii. Każdy przyszły lekarz i stomatolog musi zdawać ten egzamin przed podjęciem pracy w zawodzie. Na podstawie uzyskanych ocen odbywa się kwalifikacja na specjalizacje. Studenci, którzy zamierzają zostać specjalistami w najbardziej popularnych wśród młodych dziedzinach, np. kardiologii, okulistyce, dermatologii, muszą zdać egzamin śpiewająco i pokonać innych. Jednak Ministerstwo Zdrowia chce, by rekrutacja na specjalizacje odbywała się na podstawie średniej ze studiów, rozmów i oceny indywidualnych osiągnięć kandydatów.
Nikt nie lubi być egzaminowany, ale aż ponad połowa studentów medycyny i stomatologii w Polsce tylko w ciągu kilkunastu listopadowych dni podpisała się pod petycją do minister zdrowia przeciwko likwidacji Lekarskich Egzaminów Państwowych. Poparło ich ponad 2200 lekarzy, w tym wielu profesorów medycyny, rektorów uczelni medycznych i innych znaczących postaci środowiska medycznego.
Dlaczego młodzi, którzy protestowali, gdy wprowadzano ten egzamin, teraz zaczęli walczyć o jego pozostawienie? - Przekonali się, że na tym egzaminie mają szansę na obiektywną ocenę swojej wiedzy - mówi dr Krzysztof Makuch. Rzeczywiście, przyszli lekarze użyli w apelu do ministerstwa również tego argumentu: „Dla posła Piechy ta sprawa jest horrorem”. - Wiem, jakie były przeboje, gdy egzamin ten wchodził w życie. Ale się przyjął, bo ocena z egzaminu dawała młodemu lekarzowi podstawę do ubiegania się o specjalizację. Stanowiła też zabezpieczenie przed podejrzeniem o rodzinne koneksje czy korupcję. Teraz LEP ma zniknąć, a w jego miejsce ma się pojawić ocena z sześciu lat studiów. Ale studenci, którzy studiują już teraz, wstępując na uczelnię, mieli zupełnie inną perspektywę oceny swojej pracy. Poza tym zła ocena z łaciny może spowodować, że absolwent nie będzie np. chirurgiem, mimo że ma ogromne do tego predyspozycje. Po to był właśnie Lekarski Egzamin Państwowy. Jest pomysł, by uczynić z niego egzamin kończący studia. A jeśli tak, to nasuwa się pytanie: czy ma być czymś w rodzaju pracy licencjackiej lub magisterskiej, która upoważnia do wydania dyplomu, czy też nie - analizuje problem Piecha.
Dla Naczelnej Izby Lekarskiej zapisy nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza są szokujące. Samorząd medyczny przez wiele lat walczył w Unii, by uznano polskiego lekarza tak jak lekarzy innych krajów UE. Potem walczył o podobny status lekarza dentysty. Dotąd nie udało się wywalczyć tego prawa dla polskich pielęgniarek. Lekarski Egzamin Państwowy wreszcie w UE honorowano. Teraz rząd chce LEP zlikwidować.
Krytycznym okiem na zniesienie egzaminu państwowego spogląda również poseł Marek Balicki. - Kształcenie lekarzy wymaga reformy, ale nie przedstawiono argumentów, dlaczego ma się ono odbywać w taki właśnie sposób - wyjaśnia.
Dla kogo ma być lekarz? - zastanawiają się słyszący o tej całej sprawie pacjenci. Pakiet miał służyć dobru pacjenta, ale czy medyk krócej kształcony daje gwarancje profesjonalnego leczenia i zaufania, czy może chorego wystraszyć...

Wirtualny świat urzędników

Marek Balicki ma inne zdanie niż minister Kopacz, która uważa, że ustawy posłużą dobru pacjenta. Nowelizacja ustawy o rzeczniku praw pacjenta wprowadza co prawda możliwość pozasądowego dochodzenia roszczeń za błędy lekarskie, co mogłoby znacznie skrócić czas oczekiwania na odszkodowanie, ale jej zapisy wykonawcze są fatalne. Orzekaniem zajmowałyby się komisje przy wojewodach i w razie wystąpienia szkody wynikającej z leczenia pacjent mógłby - bez sądu - otrzymać odszkodowanie do 100 tys. zł. - Dla pacjenta jest to rozwiązanie korzystne, bo gdy czeka w sądzie 3 lub 4 lata, to w tym czasie zbankrutuje, jeśli musi wydawać dodatkowe pieniądze na opiekę. Odszkodowanie powinien otrzymać szybko, przy czym drogę sądową pacjent ma w dalszym ciągu otwartą. Jednak szczegóły tej ustawy są takie, że nie będzie ona funkcjonować zgodnie z ideą - stwierdza Balicki. Komisje przy wojewodach będą orzekały setki tysięcy spraw, a przy szczupłości zespołów orzekających, paradoksalnie, dochodzenie zadośćuczynienia potrwa dłużej niż w sądzie - zauważa Balicki.
Z krytyką spotkała się też ustawa refundacyjna, która - jak komentują posłowie - w połowie idzie w dobrym kierunku, bo ogranicza apetyty firm farmaceutycznych, a zmniejszenie wydatków na leki jest dla budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia korzystne. W Polsce problemem jest wysoka odpłatność pacjentów za leki, jedna z najwyższych w Europie. Tego omawiana ustawa nie zmienia, a jest to głównym problemem polskiej refundacji. U nas - biorąc pod uwagę wszystkie ordynowane leki - pacjent więcej wydaje w aptece z własnego portfela, niż mu NFZ dopłaca. Wszędzie w Europie proporcje są odwrotne. W Niemczech do leków refundowanych pacjenci dopłacają tylko 7 proc. Wadą tej ustawy jest fakt, że wysokie obciążenia dla pacjentów zostają.
Bolesław Piecha mówi: - Już abstrahując od oceny pomysłów, czy są dobre, czy złe, samo przygotowanie projektów jest skandaliczne. Zastanawiam się, gdzie premier Tusk szuka oszczędności w administracji, skoro powinien wyrzucić na zbity pysk Rządowe Centrum Legislacji, które doprowadziło do przygotowania tego tzw. pakietu ustaw. Jakiż tam musi panować bałagan, skoro nikt nie sprawdził, co proponowane zapisy wnoszą i czy nie są wzajemnie sprzeczne.
Sejmowa Komisja Zdrowia wystąpiła do marszałka z wnioskiem o wysłuchanie publiczne, ponieważ z różnymi uwagami, które nie zostały na żadnym etapie legislacji wzięte pod uwagę, zgłosiło się - jak wylicza Piecha - 339 organizacji i stowarzyszeń.
Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, powiedziała, że ustawy zostały wprowadzone do Sejmu cichaczem, a proces konsultacji był bardzo szybki. - Opiniowaliśmy rzeczy, które zostały potem na posiedzeniu rządu zmienione. Zmiany, które proponowały „Solidarność” i Naczelna Izba Lekarska czy samorząd pielęgniarski, nie spotkały się ze zrozumieniem.
Dziesięć organizacji z ochrony zdrowia zrzeszających różne środowiska - m.in.: związkowcy, pracodawcy, samorządy: lekarski i pielęgniarski - negatywnie oceniło projekt ustawy o działalności leczniczej. Jednoznacznie stwierdziły, że nie do zaakceptowania jest widoczne w pakiecie uznanie działalności leczniczej za jeden z rodzajów działalności gospodarczej, poddawanej prawom wolnego rynku. Stosowanie w systemie ochrony zdrowia takich reguł może zagrozić dostępowi do świadczeń zdrowotnych i bezpieczeństwu zdrowotnemu obywateli.
Ustawa wzbudza niepokoje, ponieważ zakłada przekształcenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej w spółki prawa handlowego. Samorząd terytorialny może zostawić w nich 51 proc. udziałów. - W rzeczywistości jest to komercjalizacja - mówi Balicki - i wstęp do prywatyzacji, bo przy tak niskich nakładach na ochronę zdrowia placówki nadal będą się zadłużać, a szpital-spółka może zbankrutować.
Tylko teoretycznie przekształcenia mają mieć charakter fakultatywny, w praktyce większość zadłużonych jednostek postawionych pod przymusem spłacenia zadłużenia, licząc na pomoc, wystąpi o zmianę formy organizacyjnej na spółkę.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Anna Golędzinowska: codziennie błagam Pana Boga, żeby została w moim sercu łaska wiary

2026-07-10 21:46

[ TEMATY ]

Ania Golędzinowska

Agata Kowalska

Anna Golędzinowska

Anna Golędzinowska
Anna Golędzinowska urodziła się w 1982 r. w Warszawie. Marząc o karierze, wyjechała do Włoch, gdzie padła ofiarą oszustwa i była zmuszana do pracy w nocnych klubach. Gdy udało jej się uciec, zeznawała przeciwko członkom grupy przestępczej handlującej żywym towarem i tym samym przyczyniła się do ich aresztowania i skazania. Od tej pory jej kariera we Włoszech nabrała tempa. Anna Golędzinowska pracowała jako modelka, aktorka i prezenterka telewizyjna. Media włoskie i polskie rozpisywały się na temat kulisów jej życia, w którym z czasem pojawiły się: alkohol, narkotyki i przypadkowy seks. W pewnym momencie postanowiła zmienić swoje życie. Zrezygnowała z kariery, zamieszkała w Medjugorie. Dziś spotyka się z młodymi ludźmi na całym świecie, opowiadając historię swojego życia i dając świadectwo tego, gdzie należy szukać prawdziwego szczęścia. Anna Golędzinowska jest m.in. autorką książek: „Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki” oraz „Z ciemności do świata”. Ostatnio ukazała się jej kolejna książka „Twarzą w twarz z diabłem”. To osobiste świadectwo sześcioletniej, udokumentowanej walki o uwolnienie i autentycznych egzorcyzmów prowadzonych na Ani przez o. Gabriele Amortha, o. Cipriano de Meo i ks. Antonio Mattatellego.
CZYTAJ DALEJ

S. Gaudia Skass: Gdy wpadam w małości, Jezus mi pokazuje: „Dziewczyno, Ja to naprawdę wszystko ogarniam"

2026-07-12 11:07

Archiwum prywatne

S. Gaudia Skass

S. Gaudia Skass

Siostra Gaudia Skass ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia łączy życie zakonne z nieustannym byciem w drodze i głoszeniem charyzmatu Bożego Miłosierdzia. W rozmowie z okazji Festiwalu Życia w Kokotku otwarcie opowiada o swoich lękach, wewnętrznych zmaganiach i głębokim zaufaniu Jezusowi, który – jak podkreśla – „wszystko ogarnia”. Siostra dzieli się też cennymi wskazówkami, jak autentycznie mówić o Bogu młodym ludziom oraz dlaczego temat nieufności jest jednym z najważniejszych w życiu duchowym.

Karol Porwich: Jak można pogodzić życie zakonne z aktywnym głoszeniem charyzmatu Bożego Miłosierdzia z życiem w drodze?
CZYTAJ DALEJ

Mocne słowa o. Rydzyka na Jasnej Górze o niektórych politykach. "Robić z księży przestępców? To żuliki w eleganckich krawatach"

2026-07-12 09:53

TV Trwam

Ojciec Tadeusz Rydzyk

Ojciec Tadeusz Rydzyk

O. Tadeusz Rydzyk, przemawiając pierwszego dnia 35. Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, skrytykował niektórych polityków. - Grzech może się wszędzie zdarzyć, niepokalana była tylko Maryja. Ale robić z księży przestępców? Co by było w Polsce, gdyby nie księża? Nie dajcie się zwieść tym kłamstwom. Kłamstwo na kłamstwie i kłamstwem popycha. Jak widzę tych ludzi mówiących, to mówię: żuliki nie z tej Ziemi (...) w krawatach eleganckich mówią, w koszulach - powiedział założyciel Radia Maryja.

Podziel się cytatem - powiedział o. Tadeusz Rydzyk ze szczytu klasztoru paulinów do pielgrzymów zebranych na błoniach po zakończeniu wieczornej mszy inaugurującej dwudniową Pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję