Reklama

Odlotowe święta

Jakieś 20 lat temu przeczytałem w tygodniku „Niedziela” modlitwę marynarzy. Wykorzystując jej treść, przerobiłem ją na „Modlitwę pilota”.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie każdy z nas może spędzić święta Bożego Narodzenia z rodziną. Są tacy, którzy w ten świąteczny czas pełnią służbę, m.in. lekarze, policjanci, żołnierze. Wśród nich są także lotnicy, dzięki którym wielu ludzi może w święta spotkać się z rodziną, może zobaczyć najbliższych. Tysiące kilometrów nad ziemią przewożą ludzi z jednego krańca świata na drugi, dbając o ich bezpieczeństwo i wygodę. Sami zostawiają rodziny, by służyć innym. Spędzają święta na pokładzie samolotu.

Ojciec i syn

Reklama

Pan Stanisław Błasiak 30 lat wykonywał zawód pilota. Jego starszy syn Piotr jest stewardem. Dla obu latanie to pasja. Jednak to także wyrzeczenia - obaj doskonale wiedzą, co znaczy spędzać Boże Narodzenie bez rodziny, z dala od Ojczyzny. Ale swoich zawodów nie zamieniliby na żadne inne. - Ja praktycznie wychowałem się na lotnisku - mówi Piotr Błasiak - byłem mechanikiem lotniczym w wojsku, teraz jestem stewardem, dlatego latanie jest nieodłączną częścią mojego życia. Jest to na pewno praca trudna, odpowiedzialna, jej wada to błyskawiczne tempo życia. Teoria mówi, że czas w szybko poruszających się obiektach płynie wolniej. Moja praktyka absolutnie nie pokrywa się z tą teorią. Co miesiąc odbieram plany na następny i zanim się obejrzę, już kolejne święta, kolejny sylwester. Ale ta praca daje też wiele radości. Podstawową zaletą jest brak monotonii. Nie ma dwóch takich samych rejsów. Zmieniają się kierunki, zmienia się załoga, zmieniają się pasażerowie. Satysfakcję sprawia mi świadomość dobrze wykonanej pracy i wdzięczność pasażerów, którzy tę pracę doceniają, zwłaszcza teraz, w okresie świątecznym, kiedy wielu z nich, stęsknionych za bliskimi, wraca do kraju. Trudno jest pracować w święta, kiedy chciałoby się być z rodziną, trudno przyzwyczaić się do rozłąki w takim okresie. Ale na pewno pomaga świadomość, że dzięki nam ktoś inny spędzi Boże Narodzenie z bliskimi, że pasażerowie bezpiecznie dotarli do celu - opowiada pan Piotr.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pomaga mi wiara

Reklama

Stanisław Błasiak urodził się we wsi Czaniec na Podbeskidziu, skąd wywodzi się rodzina Papieża Jana Pawła II. Od małego fascynowały go szybowce i latanie. - Już jako przedszkolak widziałem z mojego domu jakieś punkciki, które nieraz całymi godzinami przemieszczały się majestatycznie ze wschodu na zachód i z powrotem nad oddaloną o 5 km górę Żar - wspomina pan Stanisław. - Podczas przedszkolnej wycieczki zobaczyłem z bliska te punkciki. To były szybowce, a Żar to górska szkoła szybowcowa. Przy korzystnych wiatrach szybowce mogły godzinami utrzymywać się w powietrzu, co mnie bardzo fascynowało. Jako uczeń technikum spełniłem swe marzenie i zostałem przyjęty na podstawowe szkolenie szybowcowe w Aeroklubie Bielsko-Bialskim na lotnisku Aleksandrowice. Szkolił mnie znakomity instruktor Jan Winczo, wspaniały dydaktyk i niezrównany pilot, będący dla mnie po dziś dzień niedoścignionym wzorem człowieka lotnictwa - opowiada Stanisław Błasiak. Tak zaczęła się jego wieloletnia przygoda z lataniem. Został pilotem zawodowym. Latał na liniach krajowych, później do większości najważniejszych portów europejskich, północnej Afryki i do Azji, m.in. do Pekinu, Delhi, Kairu, Damaszku i Emiratów Arabskich. W 1992 r. zaczął latać na samolocie dalekodystansowym Boeing 767. - Na tym samolocie w ubiegłym roku, po 30 latach pracy w PLL LOT, doczekałem emerytury. Latałem na nim w lotach rejsowych głównie na zachód - za Ocean Atlantycki, do USA i Kanady, zaś na wschód - m.in. do Pekinu, Bangkoku i Singapuru. Byłem w różnych trudnych sytuacjach, także w czasie Bożego Narodzenia, tęskniąc w jakimś egzotycznym kraju za żoną i dziećmi, ale zawsze pomagała mi wiara, świadomość, że Bóg jest przy mnie. Jakieś 20 lat temu przeczytałem w tygodniku „Niedziela” modlitwę marynarzy. Wykorzystując jej treść, przerobiłem ją na „Modlitwę pilota”. Dałem ją do korekty prof. Janowi Miodkowi i po uwzględnieniu jego poprawek mój przyjaciel i lotnik, kamieniarz Władysław Jerzyk, wykuł tę modlitwę w 2000 r. w granicie. Płyta granitowa z modlitwą znajduje się do dzisiaj w kaplicy Matki Bożej Loretańskiej, Patronki lotników, w parafii św. Maksymiliana Kolbego we Wrocławiu - opowiada pan Stanisław.

Zawsze mówiłem: pilotem

Piotr Błasiak zetknął się z szybownictwem w Aeroklubie Wrocławskim, w którym został wyszkolony na szybowcach przez... własnego tatę. Ale chyba nie mogło być inaczej, bo latanie „dostał w genach”. - Odkąd zacząłem mówić, na pytanie: „Kim chciałbyś zostać, jak dorośniesz?”, zawsze odpowiadałem - pilotem. Zostałem nim. Byłem pilotem szybowcowym i w głębi ducha czuję się nim ciągle, choć obecnie jestem „niepraktykujący”. Niestety, drobne, z mojego punktu widzenia, kłopoty ze zdrowiem uniemożliwiły mi karierę pilota liniowego. Na szczęście mogę latać, choć w nieco innym charakterze. Bycie tam, w górze, jest niezwykłe. Sprawia mi to ogromną radość - podkreśla pan Piotr.

Tysiące kilometrów od domu

Reklama

Dla każdego członka załogi samolotu praca w okresie świąt Bożego Narodzenia to czas bardzo trudny. Piotr Błasiak opowiada: - W święta lotów jest niewiele, ale nie są zawieszone, więc zdarza się, że trzeba spędzić je w pracy. Czasem jest to prosty rejs, po którym od razu wraca się do domu, czasem dłuższy, trwający kilka dni. Na te dłuższe, do USA i Kanady, pracodawca daje możliwość „zapisania się” chętnym. Niektórzy mają tam rodziny, u których mogą spędzić święta. Bywa, że razem leci „firmowe” małżeństwo albo kilkoro dobrych znajomych, co choć trochę ułatwia rozstanie z rodziną w te najbardziej rodzinne ze świąt. Można się przyzwyczaić do wielu rzeczy, ale do rozłąki w takim okresie trudno. Tęskni się i nie ma na to rady.
W swojej karierze pilota Stanisław Błasiak nieraz spędzał święta poza krajem. Wspomina, jak przygotowuje się do nich cała załoga, jak wspólnie je przeżywa: - W przypadkach wylotu na dłuższe rejsy załoga samolotu już wcześniej omawia, jak wspólnie spędzi czas świąt. Wzruszające są kolacje wigilijne organizowane przez załogę w hotelach. Nieocenione wtedy okazują się zwłaszcza kwalifikacje kulinarne koleżanek stewardes, wspieranych przez swoich kolegów z personelu pokładowego. Wśród nich jest wiele indywidualności potrafiących wyczarować najwspanialsze posiłki. Po dzieleniu się opłatkiem śpiewamy polskie kolędy, najpiękniejsze na świecie.
Podczas świąt właściciele hoteli serwują gościom również specjalne posiłki i napoje - każdy kraj jest jednak inny. Widać to zwłaszcza w dekoracjach bożonarodzeniowych: stajenki betlejemskie inaczej są dekorowane np. w Nowym Jorku, a inaczej w Bangkoku, gdzie dominują orchidee, a temperatura przekracza plus 30 o Celsjusza. W wielkich miastach wręcz szokują iluminacje i przybrania ulic, placów i budynków. Niezapomniane wrażenie zrobił na mnie rejon Centrum Rockefellera na Manhattanie w Nowym Jorku, z gigantyczną choinką i wspaniałą ślizgawką. Niemniej jednak cieszę się, że resztę świąt Bożego Narodzenia, jakie będzie dane mi przeżyć na emeryturze - w tym tegoroczne - spędzę w skromniejszych warunkach, ale w moim ukochanym ojczystym kraju, wspólnie z osobami, które kocham najbardziej.

Choinka na pokładzie

Każdy, kto latał w święta, wie, że klimat świąteczny czuć nawet tysiące kilometrów nad ziemią. W okresie świątecznym firmy lotnicze starają się umilić swym pasażerom pobyt na pokładzie, tak aby odczuwali ten wyjątkowy nastrój. Powstaje także szczególna więź między pasażerami a załogą samolotu, wszyscy składają sobie życzenia, ludzie są wobec siebie uprzejmi i uśmiechnięci. Jak mówi pan Piotr: - Święta na pokładzie widać od wejścia do samolotu. Stroiki na ściankach, świąteczne słodycze, specjalne posiłki, muzyka pokładowa ze świątecznymi akcentami, zapowiedzi z życzeniami. Te elementy budują klimat. Jeżeli rejs wykonywany jest bezpośrednio w święta, wszystkim ckni się tak samo za rodziną, która czeka gdzieś daleko, i może właśnie ta wspólna tęsknota tak zbliża ludzi. Łatwiej wtedy o miłe słowo i życzenia płynące z serca, a nie z wyuczonej uprzejmości. Ale rodzinnego ciepła nie da się w żaden sposób zastąpić, a najpiękniejszym momentem zarówno dla załogi, jak i dla pasażerów zawsze będzie szczęśliwy powrót do domu.

Modlitwa Pilota

Boże, proszę, weź mnie pod Swoją
opiekę i ochronę wraz ze wszystkimi, którzy podróżują samolotami.
Spraw, abym był mądry i czujny w wykonywaniu swoich obowiązków,
sumienny w codziennej służbie,
szybki i skuteczny w decyzjach,
a odważny w chwilach trudnych.
Ochroń mnie przed niebezpieczeństwami podróży lotniczej,
a w razie zagrożenia spraw,
abym w sercu zachował ciszę i pogodę. Kiedy jestem poza domem,
daleko od tych, których kocham,
daleko od Ojczyzny, pomóż mi ufać, Panie, że nigdy nie opuścisz mnie
w potrzebie.
Weź pod opiekę mych najbliższych,
od których jestem oddzielony podczas wykonywania obowiązków służbowych. Spraw, abym był im zawsze wierny, i żeby oni byli mi wierni również.
Spraw, żeby po każdym rozstaniu
mój powrót do domu był radością
dla nas wszystkich. Amen.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prorok nie bywa mile widziany w swojej ojczyźnie

2026-02-13 10:05

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Opowiadanie o Naamanie rozgrywa się na tle napięć między Aramem a Izraelem. Dowódca wojsk Aramu jest „mężem dzielnym” i ulubieńcem króla, a zarazem nosi skazę (ṣāraʿat), termin obejmujący różne zmiany skórne. W domu Naamana pojawia się uprowadzona dziewczyna z Izraela. Ma najmniej znaczącą pozycję, a staje się pierwszym świadkiem, że w Izraelu działa prorok. Król Izraela odbiera list władcy Aramu jak groźbę polityczną i rozdziera szaty. Elizeusz przejmuje inicjatywę, aby przybysz „poznał, że jest prorok w Izraelu”.
CZYTAJ DALEJ

Rozważanie wielkopostne: Pusty dzban mojego życia

2026-02-26 09:12

[ TEMATY ]

rozważanie

rozważanie Słowa Bożego

Amata J. Nowaszewska CSFN

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Wyszła z dzbanem na rękach po wodę. Zwyczajny obraz ludzkiego życia. Zmusiła ją życiowa potrzeba. O tej porze nikt nie wychodzi z domu, gdy słońce stoi w zenicie. Trudno też spotkać, w tym czasie, kogokolwiek na pustynnych drogach. Jedynie podróżni zatrzymują się przy studniach, by zaczerpnąć wody. Nie chciała nikogo spotkać. Chciała być sama. To była dobra pora – nikt nie wychodzi na zewnątrz, nikt nie widzi, nikt nie pyta. Wszystko, co żyje, szuka w tym czasie cienia, jakiegoś schronienia przed upałem. A ona, ukradkiem, niezauważona, chciała szybko dojść do studni i skrycie wrócić.

ZOBACZ --> Czytania liturgiczne na 08 marzec 2026; Rok A, II
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję