Reklama

Zdrowie na wyczerpaniu

Nie dość, że w kraju szaleje grypa - świńska i sezonowa - i z powodu grypy dochodzi do zgonów. Nie dość, że część szpitali już dawno wyczerpała limity świadczeń medycznych zawartych w kontraktach z Narodowym Funduszem Zdrowia i może przyjmować pacjentów wyłącznie w sytuacji zagrożenia życia. Do akcji - w myśl zasady im gorzej, tym lepiej - wkroczył ponownie Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, ogłaszając strajk. „Ten strajk będzie uderzał głównie w pacjentów i to oni są głównym celem” - napisali w tezach związkowcy. Jak to się ma do przysięgi Hipokratesa?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A miało być już wyłącznie dobrze, bo ujawniono koszyk gwarantowanych świadczeń medycznych. - I wreszcie teraz wiadomo, co się pacjentowi w ramach ubezpieczenia zdrowotnego należy - cieszyła się minister zdrowia Ewa Kopacz. Co konkretnie? To, co się należało dotąd. Minister Kopacz była z „koszyka” zadowolona. Zapewniała, że propozycja jest optymalna i w pełni zabezpieczona finansowo. Mijała się z prawdą.

Ratujące życie, czyli jakie?

Reklama

Za procedury wykonane w zeszłym roku poza limitami szpitale dotąd nie mogą doczekać się pieniędzy, przez co rosną długi. Wiceminister zdrowia Jakub Szulc z PO mówi otwarcie, że mogą liczyć tylko na zwrot kosztów za świadczenia ratujące życie. A skoro tak, to wydłużają się szpitalne kolejki pacjentów czekających na operacje - co z tego, że na razie nieratujące życia, skoro za chwilę zdrowiu chorego może zagrażać katastrofa. Zdrowego człowieka na operację nie kieruje się. Dlatego nie ma się co dziwić dyrektorowi Szpitala im. Kopernika w Łodzi, który w liście do NFZ domaga się zdefiniowania, które operacje ratują życie, a które można uznać jako planowe. „Proszę określić, których pacjentów mamy zdyskwalifikować?” - pytał w liście dyrektor Wojciech Szrajber, bo Szpital im. Kopernika przyjął już tylu chorych, że przekroczył limit wyznaczony przez NFZ o 3 mln zł.
NFZ nie zamierza jednak brać na siebie odpowiedzialności, choć to instytucja podległa rządowi, który jest konstytucyjnie odpowiedzialny za dostęp pacjentów do świadczeń medycznych i ochronę zdrowia obywateli. - To nie urzędnicy mają określać, czy pacjent wymaga natychmiastowej pomocy, tylko lekarz - słyszymy z ust rzeczniczki NFZ Edyty Grabowskiej-Woźniak. Ale podział na operacje ratujące życie i planowe nie jest taki prosty. Chirurg Jacek Sałkowski ze Szpitala Praskiego w Warszawie mówi, że choć w zawodzie przepracował ponad 30 lat, nie wie na pewno, czy ból zamostkowy u pacjenta to już zawał, czy stan przedzawałowy. Każdy przypadek jest indywidualny i w takich sytuacjach zwłoka zawsze może okazać się dla pacjenta wyrokiem. Ciągle za mało mówi się o tym, że w polskim systemie ochrony zdrowia jest za mało pieniędzy. Przeznaczamy na to zaledwie 4,3 proc. Produktu Krajowego Brutto. Rząd PO-PSL nie rozwiązuje podstawowej kwestii - niedofinansowania systemu, bo minimum to przecież 6 proc. PKB. Za nami tylko Rumunia i Bułgaria. OZZL ogłosił strajk, bo - jak czytamy w tezach - „zasadniczą jego przyczyną jest wielka nierównowaga między ilością pieniędzy publicznych przeznaczanych na lecznictwo a zakresem świadczeń gwarantowanych, jakie za te pieniądze trzeba sfinansować. Doprowadziły do tego dwa konkretne zaniechania rządzących: brak prawdziwego «koszyka» świadczeń gwarantowanych (tzn. takiego, którego zawartość jest dopasowana do ilości pieniędzy publicznych) oraz niezwiększenie ilości pieniędzy publicznych przeznaczanych na lecznictwo, wbrew obietnicy premiera Donalda Tuska, złożonej publicznie na zakończenie «Białego szczytu» w marcu 2008”. A dopóki będzie nierównowaga, będzie strajk - oznajmili lekarze. OZZL domaga się od przyszłego roku obowiązkowej 10-procentowej składki zdrowotnej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Koszyk” oparty na fikcji

Tymczasem Rada Naukowa, w skład której wchodzą również lekarze, wystawiła „koszykowi” pozytywną cenzurkę pod względem merytorycznym i za doprecyzowanie tego, ile dana procedura kosztuje. Ostrzegła jednak, że należy dbać o to, żeby „koszyka” „nie rozsadzić”. Zdaniem Rady, może tak się zdarzyć, kiedy trafią do niego nieujęte w wykazie świadczenia lub z powodu wciąż rosnących cen wysokospecjalistycznych procedur i leków. Możemy uznać, że bez wpływu do systemu dodatkowego grosza rozsadzenie jest pewne. Ba! Ono już się dokonało, skoro wiele szpitali przekłada z braku pieniędzy i limitów planowane operacje - na rok przyszły.
Wypchnięcie procedury medycznej z „koszyka” będzie oznaczać dla pacjenta odpłatność. Nie przed wyborami, bo rząd i jego parlamentarne zaplecze są wyjątkowo wrażliwi na sondażowe słupki. Jeśli od początku rządów PO-PSL nie ma zgody na podniesienie zdrowotnej składki odliczanej od podatku - sięgnięcie do kieszeni pacjenta pozostaje tylko kwestią czasu. Platforma nie zamierza przecież zwiększać wydatków publicznych. Wprost przeciwnie - dążąc do szybkiego wprowadzenia euro, chce je dalej ciąć.
Niepokoi pojawiający się co rusz pomysł dwufilarowych obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych, skonstruowanych na wzór II filara ubezpieczeń społecznych. Będzie o to krzyk, ale prywatne firmy ubezpieczeniowe już zacierają ręce, a „koszyk” jest dla nich punktem odniesienia. Dlatego trzeba zrozumieć apel związkowców do prezydenta Kaczyńskiego, którzy prosili o niepodpisywanie „koszykowej” ustawy, bo otwiera ona drogę do pobierania dodatkowych opłat za procedury, które mogą się za chwilę z „koszyka” wysypać. Tymczasem na dodatkowe opłaty i dodatkowe ubezpieczenia nie będzie stać paru milionów Polaków. Zresztą Polacy - jak wynika z październikowych sondaży - na dodatkowe opłaty się nie godzą i uważają, że opiekę zdrowotną powinno w ramach priorytetu zagwarantować państwo.
Według raportu Komisji Europejskiej, Polska zajmuje czołowe miejsca w UE w rankingach ubóstwa. Przed biedą nie chroni nawet praca, bo 13 proc. pracujących Polaków osiąga dochody, które skazują ich na życie poniżej minimum egzystencji. Rozwarstwienie społeczne, jakie zafundowaliśmy sobie w kraju narodzin Solidarności, z której wywodzi się wielu polityków decydujących od 20 lat o rozłożeniu kosztów ustrojowej transformacji, jest zawstydzające.
I nie widać dziś pomysłu minister Kopacz, co mają robić ludzie, których na opłacenie procedur spoza listy gwarantowanych świadczeń zdrowotnych nie będzie stać. Ale sygnał wydany przez nią jest czytelny. - Za każdym razem minister zdrowia na wniosek Agencji Oceny Technologii Medycznych będzie dokonywał zmian - powiedziała, informując, że wykazy procedur będą uzupełniane, ale też mogą zostać z „koszyka” wykreślone, co oznacza dla pacjenta odpłatność. Czy prezydent mógł nie podpisać „koszykowej” ustawy? Mógł zwlekać, ale sześć lat temu wyrok Trybunału Konstytucyjnego nakazał ustalenie zakresu przysługujących pacjentowi świadczeń medycznych.

Grzech pierworodny

Kiedy wprowadzano reformę ubezpieczeń zdrowotnych w 1998 r., pieniądz miał iść za pacjentem, koszty byłyby wreszcie możliwe do policzenia, co miało wyeliminować marnotrawstwo. A pacjent, dla którego dobra robiono tę reformę, miał mieć komfort leczenia, podobnie jak personel medyczny. Na ochronę zdrowia obiecywano 6 proc. PKB, a składka miała wynosić 13 proc. i odpisywano by ją od podatku. Ta reforma miała już u swego początku grzech pierworodny - zbyt niskie finansowanie. Wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz jako szef koalicjanta - Unii Wolności powiedział, że zgadza się tylko na 7,5-procentową składkę zdrowotną odpisywaną od podatku. Oznaczało to, że nakłady na ochronę zdrowia będą za małe. Nie pomogły ani kasy chorych, ani potem powołanie Narodowego Funduszu Zdrowia z 16 wojewódzkimi oddziałami.
Nie starczało, a kontrakty na zakup świadczeń zdrowotnych zawierane były na dużo niższym poziomie ich faktycznych kosztów, co powodowało zadłużanie się placówek. O zwiększeniu zadłużenia decydowały również rosnące odsetki od zakupywanego na raty sprzętu medycznego, wzrost cen energii elektrycznej, cieplnej, leków oraz paliw. Również wzrost cen żywności, bo w szpitalach trzeba również karmić. Długi generowała także zbyt wolna restrukturyzacja zatrudnienia, mało efektywny sposób zarządzania. Ale dyscyplina finansowa się zmieniała, redukowano personel medyczny, na zewnątrz wielu szpitali wyprowadzono laboratoria, pralnie, a zamiast stołówek zaczęto stosować catering. Koszty zmalały; 60 proc. szpitali nie miało już długów. W tym momencie PO oznajmiła, że uzdrowieniem sytuacji ma być przekształcanie szpitali publicznych w spółki prawa handlowego.
Gdy prezydent zawetował tę ustawę, PO wymyśliła plan „B”, który szpitalom, pragnącym się przekształcić, gwarantował częściowe oddłużenie. Ale i ten plan z powodu kryzysu, dużego bezrobocia i mniejszych wpływów do NFZ wziął w łeb. Dziś dyrekcje wielu szpitali, które zdecydowały się na spółki, plują sobie w brodę, bo z powodu niedoszacowanej przez NFZ wartości świadczeń medycznych placówki zadłużają się w dalszym ciągu.
Warto zajrzeć do raportu, który na zlecenie Instytutu Badań Nad Gospodarką Rynkową przygotował dr Wojciech Misiąg. Raport został upubliczniony w ubiegłym roku, ale pominęła go PO, bo był niewygodny. Misiąg twierdzi, że szpitale nie powinny być przekształcane w spółki prawa handlowego, gdyż ich misją jest leczenie pacjentów, a nie zarabianie pieniędzy. Mogą się bilansować, jeśli będą właściwie zarządzane, zniesione zostaną limity na leczenie, a kompetencje i odpowiedzialność za zapewnienie dostępu obywateli do usług medycznych trzeba ponownie zdefiniować i uzgodnić pomiędzy Ministerstwem Zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia i jednostkami samorządu terytorialnego. Bo jest bałagan.
W latach 1989-94 Misiąg był wiceministrem finansów odpowiedzialnym za budżet u boku Balcerowicza. Jest ekspertem Sejmu, Senatu i Banku Światowego, czynnym profesorem wykładowcą, a w 2003 r. pracował w NIK. Zauważa on, że prywatyzacja nie daje gwarancji na lepsze zarządzanie i krytykuje plany przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego, ponieważ ten warunek nie jest żadną gwarancją pomyślnej restrukturyzacji. - Nie ma takich rzeczy, które da się zrobić w spółce, a nie da się zrobić w ZOZ - podkreślił Misiąg. Życie pokazuje, że miał rację.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cały rok modlą się na różańcu, dziś pielgrzymowali do Henrykowa

2026-08-22 11:31

ks. Łukasz Romańczuk

Uczestnicy pielgrzymki

Uczestnicy pielgrzymki

W Henrykowie odbywa się coroczna Archidiecezjalna Pielgrzymka Żywego Różańca. W tym roku przypada 200 lat wspólnoty Żywego Różańca, co sprawiło, że była to okazja do diecezjalnego świętowania powstania tej modlitewnej wspólnoty.

Na inaugurację spotkania konferencję wygłosił ks. Aleksander Radecki, który początek swojego słowa poświęcił na przypomnienie historii Żywego Różańca i dzieła, które zostało zapoczątkowane przez bł. Paulinę Jaricot, a finalnie stało się dziełem modlitwy w 140 krajach i jednym z czterech dzieł papieskich. - Modlitwa różańcowa jest podporą dla misji, a członkowie tej wspólnoty angażują się w dzieła misyjne - zaznaczył ks. Radecki, zwracając uwagę, że szczególnym miejscem było Loretto, gdzie Żywy Różaniec miał swoje “centrum”. - W 1862 roku w samej Francji było 2,5 miliona osób zaangażowanych w Żywym Różańcu. W Polsce pojawił się on w XIX w., ale aprobatę otrzymał dopiero za czasów kard. Wyszyńskiego - zaznaczył ks. Aleksander.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: 12 godzin uwielbienia w Świątyni Opatrzności Bożej

Około 5 tys. osób będzie uczestniczyć 22 sierpnia w „Dniu Uwielbienia i Chwały” organizowanym przez Fundację Rozpal Wiarę w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Dwunastogodzinne spotkanie będzie obejmować modlitwę uwielbienia, Eucharystię, świadectwa, głoszenie słowa Bożego oraz możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.

Organizatorzy podkreślają, że wybór Świątyni Opatrzności Bożej nie jest przypadkowy. „Chcemy, aby właśnie tutaj - w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem pamięci o Bożej Opatrzności - przez dwanaście godzin nieustannie wybrzmiewała modlitwa uwielbienia” - zaznaczają.
CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi duchowi znów wyruszyli ulicami Łodzi

2026-08-23 07:04

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Pielgrzymka łódzka

Joanna Popławska

W drugim dniu pielgrzymki ulicami Łodzi uczęstniczyło ponad 80 osób

W drugim dniu pielgrzymki ulicami Łodzi uczęstniczyło ponad 80 osób

W sobotę, 22 sierpnia, odbył się drugi dzień inicjatywy „Łódzka Pielgrzymka na Jasną Górę dla tych, co zostają w mieście”. W czasie, gdy łódzcy pątnicy zmierzają pieszo przed tron Jasnogórskiej Pani, uczestnicy miejskiej pielgrzymki pokonują fragment drogi ulicami Łodzi, łącząc się z nimi duchowo. Inicjatywę po raz trzeci organizuje parafia Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi. Pielgrzymce dla tych, którzy pozostali w mieście, przewodniczył ks. Adam Grałek, proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi.

Trasy rozpoczynają się w godzinach popołudniowych, dzięki czemu mogą w nich uczestniczyć również osoby pracujące. Drugiego dnia pielgrzymi rozpoczęli drogę w krypcie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej przy kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na placu Kościelnym. Przed wyruszeniem modlili się szczególnie za 7-letniego Filipa Fiksa, który razem z mamą i wolontariuszami pielgrzymuje w 101. Łódzkiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Chłopiec zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne’a — ciężką, postępującą chorobą, która prowadzi do utraty siły i sprawności mięśni.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję