Reklama

Jan Paweł II

"Habemus Papam!". Jak zapamiętali ten wybór

Niedziela Ogólnopolska 42/2005

[ TEMATY ]

papież

Kościół

wiara

bp Jan Szkodoń

MARIAN SZTAJNER

To było jakby wczoraj.
Poniedziałek, 16 października, godzina 17.20.
Nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym.
A potem na balkon Bazyliki św. Piotra wyszedł uśmiechnięty kard. Karol Wojtyła.
„Nie wiem, czy potrafię wyrażać się
jasno w Waszym... naszym języku włoskim.
Jeżeli się pomylę, to mnie poprawcie...”.

O to, jak zapamiętali tę chwilę, zapytaliśmy ludzi Kościoła, świata kultury i polityki.

Rozpoczęliśmy lot

Ks. dr Wiesław Aleksander Niewęgłowski, Krajowy Duszpasterz Środowisk Twórczych:
Pamiętam dobrze godzinę wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Pracowałem wtedy w kościele akademickim pw. św. Anny w Warszawie. Pod koniec nabożeństwa różańcowego, gdy na klęcznik położono mi karteczkę: „Mamy papieża, jest nim kardynał krakowski”, poczułem radość i wzruszenie. Parę minut później, zgodnie z przewidzianym porządkiem liturgicznym, rozpoczynałem Mszę św. Na początku podałem intencję i niezwykłą wiadomość: modlimy się za nowego papieża - Jana Pawła II, który jest synem polskiej ziemi. Entuzjazm wśród zgromadzonych, łzy, uściski, początek nowego, chociaż nieznanego czasu.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że społeczeństwo i Polska stają wobec nowych wyzwań, a Kościół Milczenia odzyska głos. Zaczął otwierać się przed nami świat. Zaczęło się to jeszcze przed inauguracją pontyfikatu. Zamknięty przez system w tym kraju, mogłem otrzymać wreszcie paszport, przekroczyć granicę, aby uczestniczyć w tej niezwykłej chwili Kościoła powszechnego. W dzień po inauguracji miałem dar osobistego spotkania z Ojcem Świętym. Zrozumiałem wtedy, że zaczynają rozwijać się nam skrzydła. Rozpoczęliśmy lot.

(Wysłuchał: Artur Stelmasiak)

Potraktowałem to jako żart

Prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog:
Pamiętam to dokładnie. Tego październikowego dnia ktoś do mnie zadzwonił. Powiedział: „Słuchaj, Karol Wojtyła został papieżem” i odłożył słuchawkę. Oczywiście, potraktowałem to jako żart. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Włączyłem czym prędzej radio i zacząłem przeszukiwać skalę. Słyszałem, że właściwie we wszystkich językach świata powtarzało się jedno słowo: „Wojtyla”. Dopiero wtedy uwierzyłem. Stało się coś, czego prawdopodobnie nikt poza Duchem Świętym nie przewidywał.
Gdy ta wiadomość na dobre do mnie dotarła, poczułem, że wreszcie zegar historii ruszył także dla Polski. Coś się stanie. To będzie miało następstwa przekraczające nasz horyzont wyobraźni. Mimo że bardzo się starałem, nie potrafiłem wówczas przewidzieć wszystkich skutków tego pontyfikatu. 16 października 1978 r. zdałem sobie sprawę, że teraz już nie jesteśmy osamotnieni. Już świat nie będzie mógł o nas zapomnieć, ponieważ będzie Papież, który mocno przypomni o naszym istnieniu oraz o krzywdzie, którą nam wyrządzono. Wówczas nie myślałem, że wkrótce powstanie jakiś ruch społeczny, który obali komunizm. W tamtym czasie to wszystko przekraczało granice mojej wyobraźni. Ale wiedziałem, że stało się coś, co w podręcznikach historii będzie zapisane jako ocenzurowane.
Polacy poczuli się silniejsi. Poczuli, że Jan Paweł II jest punktem odniesienia do tego, co się dzieje w kraju, ale także jest naszym adwokatem i rzecznikiem na świecie. Wybór Papieża spowodował wielkie poruszenie w naszym narodzie. Także jego pierwsza pielgrzymka do Polski w 1979 r. wywołała ogromny entuzjazm. Zewnętrzne objawy tego powszechnego poruszenia wygasały, ale konsekwencje ujawniały się stopniowo. Pamiętajmy, że po pierwszej papieskiej pielgrzymce pozornie wszystko wróciło do normy, a rok później powstała „Solidarność”.

(Wysłuchał: Artur Stelmasiak)

Myślałem tylko o jednym: czy da sobie radę

Reklama

Red. Grzegorz Polak, redaktor naczelny Wielkiej Encyklopedii Jana Pawła II:
Pamiętam tę chwilę, jakby to było wczoraj. 16 października 1978 r., będąc wówczas początkującym dziennikarzem, poszedłem ze swoją Mamą na Mszę św. na godz. 18.00 do parafialnego kościoła pw. Opatrzności Bożej na warszawskim Rakowcu. Chcieliśmy się pomodlić za nowego papieża. Mszę św. odprawiał ks. Władysław Walczewski. Nagle, podczas liturgii Słowa, w drzwiach zakrystii ukazała się uśmiechnięta, szczęśliwa twarz naszego proboszcza, ks. prał. Romualda Kołakowskiego. - Co się dzieje? - pomyślałem. - Przecież nigdy się tak nie zachowywał. Ksiądz Proboszcz podszedł do ołtarza i szepnął coś do ucha celebransowi. Ks. Walczewski ogłosił: „Jak przed chwilą podało radio, papieżem prawdopodobnie został Polak, kard. Karol Wojtyła!”. To było 27 lat temu i wierni nie zachowywali się tak swobodnie w kościele jak dzisiaj. Nie było braw, nie było padania sobie w objęcia. Ale czułem, jak przez nasz kościół przepłynęła fala radości i szczęścia. Ludzie, uśmiechnięci, patrzyli z lekkim niedowierzaniem na swoich sąsiadów. A po Mszy św. na zewnątrz kościoła aż huczało od rozmów.
Byłem pijany ze szczęścia. Wsiadłem do autobusu i pojechałem do Słowa Powszechnego, gdzie wówczas pracowałem, aby włączyć się w redagowanie numeru o historycznym wydarzeniu, które wstrząsnęło światem. W pierwszych tygodniach po wyborze Jana Pawła II nie zastanawiałem się nad jego programem duszpasterskim. Myślałem tylko o jednym: Czy nowy papież z odciętej od demokratycznego świata Polski da sobie radę z pełnieniem tak odpowiedzialnej funkcji, a później - czy odwiedzi Ojczyznę, bo pamiętałem, że komuniści nie pozwolili przyjechać Pawłowi VI na Millennium Chrztu Polski. Okazałem się człowiekiem małej wiary. To był pontyfikat twórczy i dynamiczny. Jan Paweł II jako czwarty papież w dziejach otrzymał jeszcze za życia przydomek „Wielki”. A tylko za czasów PRL-u przyjeżdżał do nas aż trzy razy.
Odkąd Ojciec Święty przekroczył próg kościoła luterańskiego oraz synagogi, już mnie tak nie zaskakiwał - no, może powrotem w ostatnich latach życia do poezji. Dokonał tak wiele, zmienił świat w sensie politycznym i duchowym, ale zapamiętam Go jako człowieka niespotykanej wprost wrażliwości, z taką samą uwagą słuchającego murzyńskiej matki, która nie ma co dać na obiad swoim dzieciom, co przywódcy największego światowego mocarstwa. Kluczem do jego pontyfikatu jest, moim zdaniem, pojęcie „wyobraźnia miłosierdzia”, o którą apelował do nas podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Polski.

(Wysłuchała: Milena Kindziuk)

Poczułem radość, ale i szok

Prof. Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”:
Doskonale pamiętam tamten październikowy wieczór 1978 r. Żona przybiegła do mnie i podekscytowana stwierdziła, że słuchała radia, w którym podano informację o wyborze naszego kardynała Wojtyły na papieża. - Czy na pewno dobrze usłyszałaś? - pytam. - Nie jestem pewna - odpowiedziała. Zasiedliśmy więc do oglądania Dziennika telewizyjnego i tam rzeczywiście poinformowano o wyborze kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową. Poczułem wielką radość, ale i szok jednocześnie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego. Przecież kilkusetletnią tradycją było wybieranie Włocha na papieża.
Zdawałem sobie sprawę, że w ten sposób otwiera się niesłychana szansa dla naszego kraju. Oto na czele Kościoła katolickiego staje nasz Rodak. Czy miałem wyobrażenie co do bezpośrednich skutków tego wyboru? Na początku nie. Dopiero po pierwszej pielgrzymce Ojca Świętego do Polski w 1979 r. zrozumiałem, że szykuje się jakiś przełom. Choćby dlatego, że wreszcie można było zobaczyć, jak olbrzymie tłumy myślą podobnie. Przedtem nie mieliśmy tej świadomości. Nie było polskich organizacji masowych, które nie byłyby sterowane przez władze komunistyczne. A tu nagle miliony ludzi były razem. Wskazywało to, że społeczeństwo polskie zaczyna dojrzewać do jakiegoś przełomu.

(Wysłuchał: Piotr Chmieliński)

Nowa szansa i nowa nadzieja

Prof. Wiesław Chrzanowski, polityk, marszałek Sejmu RP w latach 1991-93:
O wyborze kard. Wojtyły na papieża dowiedziałem się telefonicznie, od przyjaciela. Pierwsze uczucie, jakie się we mnie wtedy zrodziło, to ogromna nadzieja, że choć trochę poprawi się sytuacja Polski. Ojciec Święty bowiem wyrósł z tej ziemi - myślałem - z polskiego katolicyzmu, i nie sposób, by o tym zapomniał, gdy objął Stolicę Piotrową. Spodziewałem się też, że Jan Paweł II pozytywnie wpłynie na polski Kościół, na religijność Polaków. Wiedziałem, że ma niezwykłą zdolność pobudzania religijności, że to jest jego charyzma, która okaże się ożywcza dla Kościoła. I tego przede wszystkim spodziewałem się po tym pontyfikacie: ożywienia religijności i wzmocnienia naszej sytuacji polskiej, narodowej, w czasie gdy byliśmy osamotnieni na arenie międzynarodowej.
Pamiętam też, jak wkrótce po inauguracji pontyfikatu Jan Paweł II powiedział, że decyzja konklawe była przejawem łaski okazanej narodowi polskiemu. Tymi słowami wyraził dokładnie to, co i ja wtedy odczuwałem: że to dla nas nowa szansa i nowa nadzieja. I tak rzeczywiście było. Ojciec Święty przez cały pontyfikat nie odcinał się od swoich korzeni, podkreślał swoje więzy z Polską i swoim narodem; ta polskość była w nim przez cały czas obecna. Podkreślał też więź z Kościołem, z którego wyrósł, i nie kłóciło się to wcale z pojęciem uniwersalizmu chrześcijańskiego, na który także kładł nacisk w swoim nauczaniu.
Jeśli chodzi o to, jak zapamiętałem 16 października 1978 r., powiem o jeszcze jednej rzeczy. Otóż, w moim domu rozdzwoniły się wtedy telefony od przyjaciół z Londynu, którzy z zaciekawieniem pytali mnie, kim jest ten Polak - Wojtyła. A potem, w nocy z 16 na 17 października, zorganizowali w polskim kościele Mszę św. Młodzież była na niej w strojach narodowych, a brytyjska telewizja transmitowała tę uroczystość. Później Anglicy - niekatolicy - składali Polakom gratulacje!

(Wysłuchała: Milena Kindziuk)

Byłam wtedy zakonnicą

Prof. Anna Świderkówna, autorka popularnych książek o Biblii:
W październiku 1978 r. przebywałam w postulacie zakonnym opactwa Sióstr Benedyktynek w Żarnowcu. Myślałam, że moim powołaniem jest zostać benedyktynką, jednak moje władze zakonne później zadecydowały inaczej. Bóg po prostu formował mnie do tej pracy, którą wykonuję dzisiaj. Niemniej podczas konklawe, na którym wybrano kard. Wojtyłę na papieża, byłam jeszcze postulantką.
W klasztorze wiedziałyśmy, oczywiście, że trwa konklawe. 16 października wieczorem jadłyśmy w klasztornym refektarzu kolację. W tym samym czasie w kościele odbywało się nabożeństwo różańcowe. Jeden z księży przewodniczył temu nabożeństwu, a drugi kapłan na plebanii słuchał radia. Tam usłyszał tę niesamowitą wiadomość z Watykanu. Natychmiast przyszedł do kościoła i ogłosił ją wiernym. Jedna z naszych sióstr, która siedziała wtedy na chórze (była organistką), natychmiast przybiegła do nas z informacją, że Polak został papieżem.
To było tak nieprawdopodobne, że w ogóle nie chciałyśmy w to wierzyć. Jednak chwilę później, za plecami matki ksieni otworzyły się dwa lufciki w wielkich gotyckich oknach i ukazały się głowy sióstr, które w gospodarstwie doiły właśnie krowy. Miały ze sobą przenośny, malutki odbiornik radiowy. I podekscytowane powtórzyły wiadomość przyniesioną przez siostrę organistkę. Zrobił się wielki harmider. Postanowiłyśmy, za zgodą matki ksieni, obejrzeć Dziennik telewizyjny. A po nim w kaplicy odśpiewałyśmy Te Deum. Pamiętam, że wieczorem, przed snem, pomyślałam sobie: Jakie ciężkie okaże się to zapewne dla naszego Papieża, że już nie będzie mógł mieszkać na stałe w Polsce.
Wtedy nie myślałam, że w Polsce nastąpią jakieś gwałtowne zmiany. Pamiętam zresztą, jak pod koniec 1989 r. rozmawiałam z jednym z wybitnych naszych biskupów, który powiedział mi, że miał za słabą wiarę jak na biskupa. Bo wprawdzie był przekonany, że Związek Radziecki kiedyś się rozpadnie, ale nie myślał, iż stanie się to za jego życia.

(Wysłuchał: Piotr Chmieliński)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: katolicy kijowscy odzyskali w końcu kościół św. Mikołaja

2020-09-18 20:32

[ TEMATY ]

Kościół

Ukraina

św. Mikołaj

Kijów

Wikipedia

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Rada Ministrów Ukrainy zatwierdziła 16 września plan budowy w Kijowie do końca 2023 Domu Muzyki. Trafi tam Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy, mieszczący się obecnie w dawnym kościele katolickim św. Mikołaja, co oznacza, że wróci on do swych pierwotnych właścicieli – katolików stolicy Ukrainy. Do tego czasu gmach będzie użytkowany wspólnie przez wiernych i melomanów.

Ministerstwo Kultury i Polityki Informacyjnej ma do końca 2023 roku zbudować w Kijowie Dmach Muzyki i przenieść do niego wspomniany Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy.

Władze poleciły również resortowi kultury przekazanie w stałe bezpłatne użytkowanie "Gminie Religijnej Parafia św. Mikołaja diecezji kijowsko-żytomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego w mieście Kijowie" budynku kościoła św. Mikołaja na ul. Wełykiej Wasilkiwśkiej 75. Rząd postanowił ponadto, że do chwili przeniesienia się na nowe miejsce Domu Muzyki dotychczasowy użytkownik będzie korzystał z dawnej świątyni razem z parafianami.

Katolicy stołeczni od dawna starali się o odzyskanie kościoła, apelując jednocześnie o jego pilne odnowienie. Rok temu protestowali oni przeciwko odbyciu w pomieszczeniu świątyni pokazu mody. Zgodę na przeprowadzenie go wydało Ministerstwo Kultury.

Wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku w stylu neogotyckim kościół św. Mikołaja jest jednym z arcydzieł sławnego w tamtym czasie miejscowego architekta Władysława Horodeckiego i należy do najpiękniejszych budowli Kijowa.

Do połowy XIX stulecia w mieście istniała tylko jedna świątynia katolicka – kościół św. Aleksandra, który, choć duży jak na tamte czasy, mógł pomieścić najwyżej nieco ponad tysiąc osób. Tymczasem liczba wiernych przekraczała wówczas 35 tys. (w połowie byli to Polacy), co stanowiło prawie 14 proc. mieszkańców miasta. Nieustannie zabiegali oni o zezwolenie na budowę nowego obiektu i w końcu dopięli swego, a prywatni przedsiębiorcy i wierni przeznaczyli na ten cel ogromną, jak na tamten okres, sumę pół miliona rubli.

Ogłoszono konkurs, który wygrał 24-letni student Instytutu Inżynierów Cywilnych Stanisław Wołowski. Władze miasta uznały jednak, że projektant jest za młody i nie ukończył jeszcze studiów, toteż kierownictwo i nadzór nad budową powierzono wspomnianemu W. Horodeckiemu, cieszącemu się wówczas sławą jednego z najlepszych architektów w mieście, podczas gdy wystrojem wnętrza zajął się włoski mistrz Elio Sala, który już wcześniej współpracował z Horodeckim.

21 sierpnia 1899 wmurowano uroczyście kamień węgielny pod przyszły kościół, rozpoczynając w ten sposób budowę, która trwała ponad 10 lat. Wynikało to częściowo z warunków przyrodniczych: ziemia w tym miejscu znajdowała się w pobliżu rzeczki Łybiď i była mocno podmokła, budowniczowie musieli więc wzmacniać fundamenty palami betonowymi (był to wynalazek kijowskiego inżyniera Antona Strausa). Ale budowę przerwała również na pewien czas tragiczna śmierć 1 września 1904 r. 18-letniego robotnika Juchyma Kewlicza. Wszczęto śledztwo przeciw Horodeckiemu, ale okazało się, że poszkodowany zginął wskutek własnej nieostrożności.

Ostatecznie 19 grudnia 1909 ówczesny biskup pomocniczy łucki, żytomierski i kamienieckopodolski Antoni Karaś w obecności tysięcy wiernych konsekrował nową świątynię. Jej pierwszym proboszczem został pochodzący z Niemirowa na Podolu ks. Józef-Jan Żmigrodzki. Doczekał on czasów sowieckich i w 1930 został skazany na 7 lat obozu pracy, ale zmarł już przed końcem wyroku, w 1935 na Wyspach Sołowieckich.

W 1938 bolszewicy zamknęli kościół a parafia przestała istnieć. Budynek ograbiono z cennych rzeczy a w środku urządzono magazyn. Podczas walk o Kijów jesienią 1943 wskutek ostrzału artyleryjskiego uszkodzono mury i część wystroju wnętrza. Gmach odbudowano po wojnie, niszcząc jednak "przy okazji" cenne witraże i malowidła, a do odnowionych pomieszczeń przeniesiono Państwowe Archiwum Obwodu Kijowskiego. Na wieżach (wysokości 55 m) umieszczono urządzenia do zagłuszania zachodnich rozgłośni radiowych.

Postanowieniem Rady Ministrów ówczesnej Ukraińskiej Republiki Sowieckiej z 13 grudnia 1979 dawną świątynię zamieniono na Republikański Dom Muzyki Organowej i Kameralnej. Na miejscu głównego ołtarza stanęły organy sprowadzone z Czechosłowacji.

Pierwszą Mszę św. w byłym kościele odprawiono dopiero w styczniu 1992, a 25 czerwca 2001, podczas swego pobytu w Kijowie, odwiedził to miejsce Jan Paweł II. Obecnie współgospodarzami budynku są wspomniany Domu Muzyki i parafia katolicka a Msze i nabożeństwa są tam odprawiane po ukraińsku, polsku, hiszpańsku i po łacinie.

CZYTAJ DALEJ

Dla bezpieczeństwa wiernych

2020-09-24 17:49

ks. Łukasz Romańczuk

Kabina dezynfekcyjna w kościele na wrocławskim Brochowie

Kabina dezynfekcyjna w kościele na wrocławskim Brochowie

W parafii pw. św. Jerzego i Podwyższenia Krzyża Świętego we Wrocławiu - Brochowie została zamontowana kabina dezynfekcyjna.

W czasie pandemii wiele osób uważniej troszczy się o swoje bezpieczeństwo.

- Kabina dezynfekcyjna ma pomóc wiernych, przychodzących do kościoła, czuć się bezpiecznie - mówi ks. Jan Kleszcz, proboszcz parafii.

Każda nowość w kościele niesie za sobą różne opinie.

- Nikt nie kontroluje tego, czy ludzie wchodząc do kościoła korzystają z tej kabiny. Jest możliwość skorzystania, a ci, którzy nie chcą, mogą wejść drzwiami obok - zaznacza ks. proboszcz.

Oprócz dezynfekcji, kabina posiada jeszcze inne zastosowania.

- Kabina ta posiada m.in opcję mierzenia temperatury. Gdy ktoś będzie miał więcej niż 38 stopni C, specjalny sygnał dźwiękowy o tym poinformuje - opowiada ks. Jan Kleszcz.

Jak zaznacza ks. proboszcz, kabina ma służyć ludziom i jest bezpieczna.

- Zastosowany płyn jest bezalkoholowy, na bazie jonów srebra, nie niszczy i nie odbarwia odzieży. Jest antygrzybiczny i antywirusowy - uspokaja ks. Jan.

Jak działa kabina dezynfekcyjna, można zobaczyć na krótkim filmiku:

CZYTAJ DALEJ

Prez. Duda po spotkaniu z papieżem: rozmawialiśmy o pokoju

2020-09-25 12:33

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Andrzej Duda

EWTN POLSKA

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

Zaangażowanie każdego człowieka na rzecz pokoju było jednym z tematów rozmowy prezydenta Polski, Andrzeja Dudy z Papieżem Franciszkiem.

Prezydent Polski poinformował o tym na komunikatorze Twitter:

Jego Świątobliwość Papież Franciszek podkreśla, że pragnienie pokoju leży głęboko w ludzkich sercach. Rozmawialiśmy o tym, jak każdy człowiek, w ramach swoich możliwości, może starać się postępować tak, by zawsze i wszędzie dążyć do pokoju. Ta myśl przyświeca też moim decyzjom.

Prezydent wręczył papieżowi Franciszkowi upominek w postać kopi obrazu Matki Boskiej Łaskawej, patronki Warszawy - przekazały źródła w Kancelarii Prezydenta.

Program wizyty za Spiżową Bramą przewidywał rozmowę prezydenta Andrzeja Dudy z Franciszkiem w papieskiej bibliotece w Pałacu Apostolskim, a następnie drugą, publiczną część audiencji z udziałem całej delegacji. Zgodnie z protokołem wizyt w Watykanie zaplanowano też spotkanie prezydenta RP z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kardynałem Pietro Parolinem.

Andrzej Duda jest pierwszym prezydentem, którego papież przyjął na audiencji, odkąd w marcu również w Watykanie wprowadzono restrykcje sanitarne i tzw. lockdown w związku z pandemią koronawirusa.

Po wizycie w Pałacu Apostolskim prezydent Duda z małżonką wraz z całą delegacją udał się do bazyliki watykańskiej na mszę przy grobie św. Jana Pawła II. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję