Reklama

Jaka Europa...

Skandal w Brukseli

Niedziela Ogólnopolska 43/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

23 lipca 2004 r. premier Włoch wybrał Rocco Buttiglionego, swojego ministra ds. polityki wspólnotowej, na komisarza nowej Komisji Europejskiej, tworzonej przez José Manuela Barroso. Buttiglionemu miało przypaść w udziale jedno z ważniejszych stanowisk - komisarza ds. sprawiedliwości, wolności i bezpieczeństwa.
Każdy z nowo mianowanych komisarzy jest przesłuchiwany przez odpowiednią komisję Parlamentu, która następnie wydaje o nim opinię. Z reguły przesłuchania te są czystą formalnością, gdyż opinia komisji nie jest wiążąca dla przewodniczącego - Parlament głosuje nad wotum zaufania dla całej Komisji Europejskiej, a nie dla poszczególnych jej komisarzy. Czasami jednak negatywna ocena komisarza skłania przewodniczącego do przydzielenia mu innego „ministerstwa”. Na początku Buttiglione miał być przesłuchiwany przez Komisję Prawa, w której pracuje wielu deputowanych z Partii Ludowej, ale lewica zażądała, aby profesor został przesłuchany przez wyspecjalizowaną Komisję Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, gdzie zasiada wielu deputowanych lewicowych, zielonych i liberalnych.
Nie było tajemnicą, że kandydatura włoskiego profesora, „filozofa Papieża” (jak nazywają go we Włoszech), parającego się od kilkunastu lat również polityką, na tak „newralgiczne” stanowisko nie spodobała się wielu ludziom - zarówno we Włoszech, jak i za granicą. Dla nich Buttiglione jest szczególnie niebezpieczny, gdyż w swej działalności politycznej wierny jest katolickiej wizji człowieka, rodziny i społeczeństwa, nie boi się oskarżeń o „katolicki fundamentalizm”, a przy tym jest osobą wszechstronnie wykształconą, kompetentną, znającą mechanizmy działania unijnych urzędów, władającą językami. Dlatego to właśnie postanowiono nie dopuścić do zatwierdzenia jego kandydatury, „kompromitując” go w czasie przesłuchań. „Zasadzka” została doskonale przygotowana. Na tydzień przed wyznaczoną datą przesłuchań we włoskim dzienniku L’Unita, dawnym organie partii komunistycznej, ukazał się artykuł dotyczący prof. Buttiglione z zarzutami wysuwanymi pod jego adresem oraz wypowiedziami, które - w oczach komunistycznych redaktorów - były kompromitujące. Międzynarodowa grupa lesbijek i gejów zebrała te „oskarżenia” w specjalne dossier, które wysłano do unijnych parlamentarzystów. A nietrudno znaleźć cytaty „do ocenzurowania”, bo profesor nigdy nie pozwolił się zniewolić politycznej poprawności i dwuznaczności. Gdy chciano wprowadzić do szkół sprzedaż prezerwatyw, sprzeciwił się temu: „Kto chce je kupić, niech idzie do apteki, gdyż ich sprzedaż w szkołach byłaby sprzeczna z zasadami katolickimi. A poza tym młodym trzeba dać sygnał, że wstrzemięźliwość jest nie tylko najlepszym sposobem, by uniknąć niebezpiecznych chorób, takich jak AIDS, lecz ma również wielkie znaczenie w przygotowaniu do małżeństwa”. Sprzeciwiał się „małżeństwom” homoseksualistów: „Jaki mają sens? Małżeństwo znaczy: «ochrona matki». Tam, gdzie nie ma matki, nie ma małżeństwa” - oraz tzw. Gay Pride w Rzymie, gdyż „nie ma ona nic wspólnego z homoseksualizmem; parada ma propagować rewolucję seksualną, jest prowokacyjnym przedstawianiem ciała ludzkiego, traktowanego jedynie jako źródło przyjemności”. Gdy ubliżano mu w czasie programu Radio Radicale za jego stosunek do homoseksualizmu, odpowiedział: „Każdy ma prawo nazywać mnie bigotem lub osobą nietolerancyjną, lecz ja również mam prawo stwierdzić, że technicznie rzecz biorąc, zachowanie homoseksualne jest wskaźnikiem nieładu moralnego”.
L’Unita sugerowała również rozwiązanie „problemu Buttiglione”: „Eurosocjaliści mogliby zażądać od przewodniczącego Barroso przyznanie Buttiglionemu innego ministerstwa” (tak się też stało).
W dni porzedzające przesłuchania kontynuowano nagonkę na profesora. Pomimo to pierwsza komisja - Komisja Prawa - wydała ocenę pozytywną o kandydacie. Do „linczu” doszło przed drugą z komisji, gdzie wszystko było już ukartowane i zorganizowane - jak twierdzą wtajemniczeni - przez włoskich deputowanych z grupy socjalistycznej. Większość pytań dotyczyła, oczywiście, takich argumentów, jak rodzina i homoseksualizm. Oto co m.in. powiedział prof. Buttiglione na te tematy: „Wiele rzeczy można uznać za niemoralne, lecz nie wynika z tego, że trzeba ich zabraniać. W działalności politycznej nie można wyrzec się naszych przekonań moralnych. Ja uważam, że zachowanie homoseksualne jest grzechem, lecz nie ma to żadnego wpływu na politykę, chyba że homoseksualizm byłby przestępstwem”. Oraz: „Możemy stanowić wspólnotę obywateli, nawet gdy mamy różnorodne opinie na tematy moralne. Problemem jest dyskryminacja. Państwo nie ma prawa wtrącać się w te sprawy i nikt nie może być dyskryminowany ze względu na jego upodobania seksualne”. Jeżeli chodzi o rodzinę, profesor stwierdził: „Rodzina istnieje, by umożliwić kobiecie posiadanie dzieci i by zapewnić jej opiekę ze strony męża”. Sam Buttiglione, komentując swoje wypowiedzi, powoływał się na rozdział między moralnością a prawem, tak jak rozumiał to Kant: „Co innego prawo moralne, a co innego prawa stanowione przez parlament. Ja nie rezygnuję z mojej moralności, lecz nie mogę wymagać, by parlament dostosował się do niej”. Pomimo to komisja wydała negatywną ocenę kandydata - 27 głosów przeciw, a - 26 za. Profesor, komentując wyniki głosowania, wyjaśnił, dlaczego nie spodobał się pewnym deputowanym i stojącemu za nimi lobby homoseksualistów: „Chciano ode mnie czegoś innego: «wyznania wiary» o dobru moralnym homoseksualizmu”.
Katolik powinien mieć prawo do wyrażania poglądów zgodnych z jego sumieniem i doktryną katolicką, która potępiając wszelkie formy dyskryminacji homoseksualistów, podkreśla niemoralność zachowań homoseksualnych. Jest to elementarna zasada liberalizmu. Jednak zasada tolerancji prawdopodobnie nie odnosi się do katolików, którzy w Parlamencie Europejskim są obiektem cenzury ze strony zwolenników laicyzmu. Gdyby dzisiaj w auli Parlamentu pojawili się „ojcowie Europy” - De Gasperi, Adenauer, Schuman - współczesna laicka inkwizycja unijna uznałaby ich za katolickich fundamentalistów i skazała na polityczną banicję.
Skandal wokół kandydatury prof. Buttiglione na komisarza europejskiego łączy się z jeszcze jednym skandalem, którego protagonistą stał się Josep Borrell - hiszpański socjalista zajmujący stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Jest to jeden z najważniejszych urzędów w aparacie unijnym, który wymaga od osoby stojącej na jego czele wielkiej dyplomacji, a przede wszystkim bezstronności. Tymczasem Borrell, podczas gdy trwały przesłuchania prof. Buttiglione w komisjach, udzielił wywiadu dla Radia Europa 1, w którym skrytykował go, przedstawiając w sposób wypaczony i karykaturalny jego opinie. Na zakończenie szef Parlamentu stwierdził: „Muszę wyznać, że w Hiszpanii nie chciałbym mieć ministra sprawiedliwości, który broni takich tez. (…) Nie, jako minister sprawiedliwości, nie. Byłoby mniejszym złem, gdyby zajął się burakami”. Te słowa obrażają nie tylko osobę profesora, lecz również Parlament. Włoch Antonio Tajani, deputowany Partii Ludowej, określił zachowanie przewodniczącego jako „ranę zadaną instytucjom europejskim”, a niektórzy politycy lewicowi również uznali wypowiedź Borrella za „niezręczną” i „nie na miejscu”. Szkoda tylko, że nikt nie zażądał jego dymisji! Dziś Hiszpania Zapatery „eksportuje” do urzędów unijnych „czerwonych jakobinów”, którzy postępują tam zgodnie ze swymi antykatolickimi uprzedzeniami.
Skandale, które wstrząsnęły Parlamentem Europejskim, to bardzo niebezpieczne i daleko posuwające się w skutkach fakty. Ich zapowiedzią było odrzucenie zapisu o chrześcijańskich korzeniach naszego kontynentu. Fakty te świadczą, że w instytucjach unijnych dominuje nietolerancyjny integralizm laicystyczny, który odmawia katolikom prawa do uczestniczenia w życiu społecznym i politycznym, a w swych antykatolickich uprzedzeniach posuwa się nawet do negowania faktu historycznego: roli chrześciajństwa w kształtowaniu się tożsamości naszego kontynentu. Najbardziej jednak niepokoi to, że odrzucając dziedzictwo chrześcijańskie, próbuje się odrzucić przede wszystkim chrześcijańską wizję człowieka, która stawia osobę ludzką w centrum wszechświata. Nie należy dopuścić, by Europa grzęzła dalej, również za sprawą instytucji unijnych, w nihilistycznym bagnie. Toteż nie możemy milczeć wobec skandali, które w tych dniach miały miejsce w Brukseli, a dotyczą każdego z nas jako katolików.

PS
12 października 2004 r. przewodniczący Barroso podał do wiadomości, że nie zamierza dokonywać żadnych zmian swych „ministrów”. Pierwszy „zamach” na prof. Buttiglione nie udał się. Teraz należy poczekać do 27 października, kiedy to cały Parlament zadecyduje, czy zaaprobować nową Komisję Europejską z udziałem profesora.
Jeszcze jedna uwaga. Nie mieliśmy czasu, by oswoić się z myślą, że Parlament Europejski stał się również „naszym” Parlamentem, i to wszystko, co się w nim dzieje, dotyczy również nas. Mamy więc prawo wyrażać opinie o jego działalności i pracy jego członków. Na wszelki wypadek podaję adres internetowy Josepa Borrella, który jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego jest osobą publiczną i odpowiada przed obywatelami Unii za swoje postępowanie i wypowiedzi: jborrell@europarl.eu.int

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Kard. Krajewski: Leon XIV zapytał mnie, czy nie pragnę wrócić do swojej diecezji

2026-03-12 14:35

[ TEMATY ]

kard. Krajewski

kard. Konrad Krajewski

metropolita łódzki

Vatican Media

Ojciec Święty Leon XIV zapytał mnie, czy, po 28 latach służby czterem papieżom w Watykanie, nie pragnę wrócić do swojej diecezji pochodzenia i razem z wiernymi dążyć do świętości. Z radością odpowiedziałem tak. Tak, choć ta decyzja mnie przerasta, ale zjednoczony i pełny ufności Bogu, chcę się stać jednym z nich, jednocześnie podejmując odpowiedzialność prowadzenia wiernych i siebie w drodze do świętości – powiedział Vatican News kard. Konrad Krajewski, mianowany dziś metropolitą łódzkim.

„Dwadzieścia osiem lat służby u boku czterech papieży – opowiada kard. Krajewski – byłem przy Janie Pawle II w ostatnich siedmiu latach jego życia, kiedy był już chory. Potem pontyfikat Benedykta XVI, następnie papieża Franciszka i dziesięć miesięcy Papieża Leona. Doświadczyłem różnych rzeczy, ponieważ każdy papież wniósł do Kościoła coś nowego, każdy z innym akcentem”. W krótkich retrospekcjach wspomina swoją misję i miłość do Kościoła powszechnego, któremu służył „w jego najlepszych latach”. Był to rozwój ludzki i duchowy, który wzbogaciła bliskość z ubogimi.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wdzięczność jest znakiem dojrzałej wiary.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję