Reklama

Na kłopoty - dyrektor Barbara Włodarczyk

Społecznikostwo ma we krwi. Jej specjalnością są akcje ratunkowe - wobec szkoły, którą od 20 lat kieruje, wobec niepełnosprawnych, chorych, ale i wybitnie uzdolnionych. Jeśli możesz pomóc choć jednej osobie - warto skończyć dla niej oligofrenopedagogikę. Jeśli powalczysz o stan autobusowych przystanków, czy zmierzysz się z dzikim wiejskim śmietnikiem - zmienisz oblicze wsi. Nauczyciel dyplomowany Barbara Włodarczyk, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kozłowie Małogoskim, radna dwóch kadencji - robi to stale. Gdy wraca z kościoła, zatrzymywana przez mieszkańców, wciąż przystaje - odpowiada, podpowiada, wyjaśnia. Nim dotrze do domu, w kościele rozpoczyna się kolejna Msza...

Niedziela kielecka 30/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pochodzę znad Biebrzy - mówi Barbara Włodarczyk. Urodzona w 1958 r., dorastała w licznej, zżytej rodzinie (siostra i dwóch braci), dzieciństwo upływało w dziewiczej, nienaruszonej ręką człowieka oazie przyrody.

Córka sołtysa

Ukochany tata, dowódca AK, choć niepartyjny, był przez 20 lat sołtysem i społecznikiem, a jego ulubienica Basia niemal od kołyski wzrastała w domu pełnym ludzi i ich trudnych spraw. Już w szkole podstawowej stała się prawą ręką ojca, wypisując ludziom zaświadczenia, podania. Rodzice wpajali jej dokładność i sumienność, w myśl zasady „wszystko rób tak, jakbyś robiła dla siebie”. Powtarzali: „umiesz liczyć, licz na siebie” oraz „nudzą się tylko nudni ludzie”. Kończąc liceum w Jedwabnem, wiedziała, że chce pomagać ludziom z różnymi deficytami, ułomnościami, problemami. Wierzyła, że resocjalizacja może zdziałać cuda. A więc - jeśli studia, to resocjalizacja, w Siedlcach. Cóż z tego, że się dostała, skoro wskutek reorganizacji uczelni, wymarzony kierunek został zlikwidowany! Zdecydowała się więc na nauczanie początkowe, w siedleckiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. W pamiętniku jako uczennica I klasy szkoły podstawowej napisała, że chce być „nauczycielką lub rolniczką”. Spełniło się.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Na prowincję? Tylko na chwilę!

Reklama

Już mężatka, z malutką córeczką Urszulką, zjechała („za mężem” - jak mówi) do Kielc i rozpoczęła poszukiwania pracy. Dla magistrów - absolwentów studiów dziennych, było jej w bród, zaś podjęcie pracy na wsi promowano wówczas w postaci bezzwrotnej, ale odpracowywanej przez 5 lat pożyczki (dzisiaj powiedzielibyśmy: „dotacji”). Ponieważ zależało jej na przedszkolu dla 3-letniej Urszluki i pracy dla męża zootechnika, zdecydowała się na Kozłów k. Małogoszcza, który zdawał się spełniać te warunki. Budynek szkoły - tzw. tysiąclatki prezentował się wcale nieźle, przedszkole na miejscu. Tylko 5 lat.
Jest 1983 r., znękana dogorywającą komuną Polska. Barbara ma 25 lat, niewiele ponad 40 kg wagi - wszyscy jej się tutaj przyglądają, bo ubiera się nieco inaczej, jest nieco inna - jeszcze nic a nic nie swoja. Obiecanego mieszkania nie ma (dotychczasowy nauczyciel wciąż je zajmuje). Wraz z rodziną zamieszkała w wynajętym kącie u gospodarzy, zakasała rękawy i zabrała się do pracy. Uczyła plastyki, miała wychowawstwo w I klasie, a miejscowe środowisko patrzyło na nią coraz życzliwiej…

Siłaczka

Reklama

Nie była wcale malowanym nauczycielem. O nie! Gdy jako jedyna dostała salę wyposażoną w leciwe ławki z dziurami na kałamarze - zawalczyła o nowe, podobnie jak o zuchowe mundurki dla 32-osobowej klasy, które w tamtych czasach stanowiły nie lada atrakcję dla dzieciaków. Uczniowie sami zbierali jagody, aby zebrać pieniążki na to „umundurowanie”, ale na koniec roku miała jednakowo ubranych uczniów, nowe ławki, nowe krzesła. Po I klasie zostawiła na drugi rok 2 osoby, jednego ucznia skierowała do szkoły specjalnej, 5 wysłała do poradni na badania.
Odnawianie mieszkania po dawnym nauczycielu, wprowadzane w życie pomysły na stopniowe remontowanie szkoły, od stałego zaopatrzenia jej w wodę, po cieknące rury i dziurawy dach - ani się obejrzała, gdy w środowisku stała się człowiekiem ważnym, potrzebnym. A więc zostaje - na kolejnych 5 lat, a w 9. roku pracy w szkole wygrywa konkurs na dyrektora SP w Kozłowie. Na starych fotografiach albo w szkolnej kronice, w której zachowały się zdjęcia z dawnych lat, widać, jaka szkoła była niegdyś, a jaka jest obecnie: nowoczesna i dobrze wyposażona (to efekt m.in. generalnego remontu kanalizacji wodno-ściekowej, kotłowni, łazienek, wymiany okien), pokryta nowym dachem, z boiskiem i zatoczkami zieleni, z ogrodzonym terenem. - W tych salach wieszaliśmy krzyże - dyrektorka wspomina z sentymentem. Walczyła z zastanymi przyzwyczajeniami typu śmietnik za szkołą i półwieczny zapuszczony sad. Jest dumna z nowego boiska, a jeszcze bardziej z tego, jak młodzież je szanuje. Pod jej nieobecność, bodaj w którąś niedzielę, ktoś wybił piłką okno, świadków nie było, ale młodzież pozostawia jej kartkę przypiętą do drzwi z wyjaśnieniem i zapewnieniem, że będzie naprawione. - Nauczyciel ma autorytet, jaki ma, ale na jego brak też trzeba zasłużyć. Młodzież jest czujna i sprawiedliwa - uważa.
Dyrektorem była przez trzy kadencje, wszystko wskazuje na czwartą. Tamte plany sprzed lat, aby zostać tutaj „na chwilę”, nie powiodły się, ale dyr. Włodarczyk jest z tego bardzo zadowolona - czuje się spełniona zawodowo. Szkoła stała się jej pasją, sposobem na życie, wyzwaniem. Tak to podsumowuje: - Sądzę, że polityka kadrowa, którą realizuję od 1992 r., pozwala zaspokajać potrzeby szkoły, nauczyciele w stu procentach przeszkoleni w zakresie obsługi komputera i posiadający po kilka specjalności, świetnie pracują - i uzupełnia. - Prowadzimy szeroki zakres zajęć pozalekcyjnych tj. koło informatyczne, języka angielskiego, artystyczne, plastyczne, regionalne, chór, SKS, naukę tańca, gry na instrumentach (gitara, flet), gimnastykę korekcyjną.
Aby przeprowadzać inwestycje, trzeba korzystać z dotacji i pomocy gminy, z którą dyrektor ściśle współpracuje. Organizuje różne imprezy środowiskowe i festyny rodzinne, z których dochód przeznacza na realizację zaplanowanych przedsięwzięć w szkole; dzięki temu np. założono alarm, wykonano ogrodzenie, plac zabaw. Stołówka? Po co na wsi stołówka? - Dzisiaj jest oblegana, korzysta z niej 100 procent uczniów.

„Pani, zrób coś z tym…”

Reklama

Przychodzi kobiecina i mówi: „moja córka pije, pani, zrób coś z tym” - a Barbara Włodarczyk lubi trudne sprawy, więc zabiera się do naprawiania relacji w rodzinach. Najważniejsze są jednak dzieci - jej oczko w głowie. Te trudne. Niepełnosprawne. Wyciągała je z domów, gdzie wstydliwie skrywane przed sąsiadami, nie figurowały nawet w szkolnych rejestrach. Sama kończyła specjalistyczne kursy (w tym język migowy, terapię pedagogiczną, oligofrenopedagogikę) i posyłała na nie nauczycieli. Ewunia na przykład. Jej dom - „fajny, ale nadopiekuńczy”, dziewczynka z porażeniem mózgowym i sprawnym umysłem. Trzeba było przekonać rodziców do „przecięcia pępowiny”, a szkolne dzieci przyuczyć do opieki nad chorą koleżanką. Dziewczyna, po krótkim (samodzielnym!) pobycie w internacie, skończyła dobrą, średnią szkołę. Ania, która nie umiała mówić - i nauczyła się, dzięki aparatowi usprawniającemu, a teraz zdobyła prawo jazdy! - Naukę w mojej klasie rozpoczęła jako 7-latka, miałam trudności w nawiązaniu z nią kontaktu, wskutek niewyraźnej, bełkotliwej mowy. Postawiłam na kontakty dziewczynki w grupie rówieśniczej, indywidualizację pracy, współpracę z uczniami całej klasy i ich rodzicami, badania pomocnicze - wspomina. Szczególnie integracja z grupą sprawdziła się świetnie - rówieśnicy czuli, że są dziewczynce potrzebni, a ona była pogodna i bezpieczna… Wreszcie Ela, całkowita sierota, skończyła studia. Dzieci osierocone wskutek nagłej śmierci rodziców, dzieci wyjątkowo zdolne - wszystkie brała pod matczyną, ale bardzo wymagającą opiekę. - Gdybym potrzebowała pomocy, myślę, że nie zostałabym sama - mówi dzisiaj. W jej szkole w klasach I-VI na uczących się 117 uczniów wciąż są obecne dzieci chore, w tym dwoje głęboko upośledzonych, z porażeniem mózgowym, sporo z domów potrzebujących wsparcia. Nikt już nie pyta, czy muszą chodzić do tej szkoły?

Góry lodowe mają swoje wierzchołki

Z jednej strony sprawne toalety i szczelne oka, z drugiej otwartość na współpracę z rodzicami i szeroko otwarte drzwi szkoły, także po ostatnim dzwonku. Do tego promocja szkoły i promocja zdrowia w szkole oraz jak najwięcej wyjazdów, wycieczek, prezentacji, występów, osiągnięć edukacyjnych - o tym wszystkim dyrekcja musi pamiętać. Za to wszystko cenią ją nauczyciele. Ks. Tomasz Kubicki, prefekt w szkole od dwóch lat, zauważa sprzężenie zwrotne między szkołą a parafią. Imprezy papieskie, jasełka, wystawy, tzw. „Zaduma listopadowa”, sprawnie zorganizowane rekolekcje, ogromna pomoc w zakupie materiałów katechetycznych. Dyrektorka - zdaniem Prefekta - jest otwarta na wymiar eklezjalny, religijny w kształceniu dzieci. - Wciąż coś tworzy i zmienia. Jest osobą, dzięki której zmienia się na lepsze oblicze Kozłowa - uważa ks. T. Kubicki. Z kolei Joanna Mikuła, nauczycielka muzyki i wychowania fizycznego, zauważa, że dyr. Włodarczyk umie rozbudzać u nauczycieli motywację, daje im siłę i energię, wymaga, podobnie jak od siebie, nie żałuje swojego prywatnego czasu. J. Mikuła prowadzi chór szkolny, liczący aż 41 osób oraz parafialne scholki - młodzieżowe i dziecięce „Promyczki”. Uważa, że dyr. Włodarczyk bardzo ją w tych sprawach wspiera, gdyż „ważna jest dla niej kreatywność zarówno dzieci, jak i nauczycieli”. - Jeśli ktoś ma problem, nie szczędzi czasu ani sił - twierdzi nauczycielka.
Z tych wszystkich powodów nauczyciele SP w Kozłowie, którzy są niemal bez wyjątku byłymi uczniami dyr. Włodarczyk, postulowali, aby funkcję dyrektora powierzyć jej poza konkursem. „Kierowanie szkołą przynosi Pani Barbarze satysfakcję, a nam, nauczycielom, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji” - napisali w uzasadnieniu.

„Zawsze jest coś do zrobienia”

Za swoją pracę Barbara Włodarczyk była kilkakrotnie nagradzana, w tym nagrodami Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty oraz Burmistrza Małogoszcza (wśród kilku nagród wyróżniających, jest także przyznana w drodze wyjątku ocena „szczególnie wyróżniająca”). W uzasadnieniu z 2006 r. czytamy np.: „Ostatnio szkoła pozyskała ze środków unijnych nowoczesną pracownię informatyczną i została urządzona sala gimnastyki korekcyjnej. Pani dyrektor odpowiednio organizuje proces kształcenia uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych (…)”. W tym roku szkolnym za całokształt pracy otrzymała Medal Komisji Edukacji Narodowej.
Barbara Włodarczyk wciąż, jak przed laty - lubi wyzwania. „Zawsze jest coś do zrobienia” - powtarza swoim nauczycielom. Te zasady udało się także wpoić córce, która świetnie skończyła studia i wyszła za mąż w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracuje w bankowości inwestycyjnej. Owocem międzynarodowego związku jest 9-letni Dawid, który kolejne już wakacje spędza na świętokrzyskiej wsi i szaleje z rówieśnikami, jakby urodził się gdzieś tutaj, nad Wierną… Pani Barbara rokrocznie odwiedza córkę w wakacje, a na co dzień pozostaje kontakt na skype. To właśnie „Ameryka” pamiętała o jej 50. urodzinach, wyprzedzając wszystkich z koszem kwiatów dostarczonym wprost do szkoły, natomiast pracownicy przywitali ją wielkim tortem.
Barbara Włodarczyk, zapytana o codzienne drobne przyjemności, patrzy ze zdziwieniem. Praca, szkoła - to oczywiste. Co jeszcze? Kocha przyrodę. Niezapomniane nadbiebrzańskie dziewicze krajobrazy wyparły już nieco tutejsze pagórki, porośnięte falującymi łanami zbóż i wesoło kwitnącymi ziemniakami. Ponieważ lubi sobie rysować i malować, czasami próbuje przenieść na płótno to bogactwo, którym potem obdarowuje przyjaciół. Szycie, gotowanie, haftowanie, a nade wszystko ukochany ogród oraz orientacja, co słychać w polityce i na świecie - na to poświęca ów wolny kwadrans. Jeśli uda się wygospodarować tylko minuty, miło jest choćby popatrzeć na ulubione brzozy…
Ostatnio od swoich nauczycieli dostała coś w rodzaju credo zapisanego na kartce papieru, umieszczonej w gabinecie nad biurkiem: „Rzeczy niemożliwe załatwiam od zaraz, a z cudami trzeba trochę poczekać”.
Bardzo jej dobrze z tym mottem.

W następnym numerze sylwetka Andrzeja Grzegorskiego, wdowca konsekrowanego

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Gallagher w Moskwie: wojna musi się zakończyć

2026-08-26 08:52

[ TEMATY ]

spotkanie

Vatican Media

Abp Gallagher

Abp Gallagher

25 sierpnia 2026 r. przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Wołokołamski Antoni spotkał się z sekretarzem Stolicy Apostolskiej ds. stosunków z państwami i organizacjami międzynarodowymi abp. Paulem Richardem Gallagherem. W spotkaniu uczestniczył również nuncjusz apostolski w Federacji Rosyjskiej abp. Giovanni d’Aniello oraz towarzysząca abp. Gallagherowi delegacja - czytamy w komunikacie opublikowanym w Moskwie.

Ze strony Patriarchatu Moskiewskiego w rozmowie uczestniczyli doradca patriarchy Moskwy i Wszechrusi protojerej Mikołaj Bałaszow oraz zastępca przewodniczącego Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościoła protojerej Igor Wyżanow.
CZYTAJ DALEJ

Odpust ku czci św. Bartłomieja Apostoła

2026-08-25 20:56

Biuro Prasowe AK

– Nie wystarczy wierzyć w Boga, który widzi człowieka. Trzeba jeszcze uczyć patrzeć się na człowieka Jego oczami, oczami Boga – mówił bp Damian Muskus OFM w czasie odpustu ku czci św. Bartłomieja Apostoła w Mogile.

Na początku Mszy św. przedstawiciel parafii powitał bp. Damiana Muskusa OFM. Proboszcz, o. Maciej Majdak OCist przypomniał natomiast, że tegoroczny odpust ku czci św. Bartłomieja Apostoła przypada w 75-lecie od decyzji ówczesnego metropolity krakowskiego, kard. Adama Stefana Sapiehy, który ponownie przekazał wspólnocie cysterskiej pod opiekę duszpasterską parafię mogilską.
CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski: Jasnogórskie Śluby Narodu wciąż wzywają do życia zgodnego z Ewangelią

2026-08-26 13:32

[ TEMATY ]

Jasna Góra

prymas Polski

abp Wojciech Polak

Śluby Jasnogórskie

Krzysztof Świertok/ BP JG

Jasnogórskie Śluby Narodu są wezwaniem do rachunku sumienia, nawrócenia i życia zgodnego z Ewangelią – mówił abp Wojciech Polak 26 sierpnia br. na Jasnej Górze. Prymas Polski przewodniczył Mszy św. w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Tegoroczne uroczystości połączone były z 70. rocznicą Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Prymas Polski abp Wojciech Polak w wygłoszonej homilii podkreślił, że Jasnogórskie Śluby Narodu zrodziły się z pragnienia życia zgodnego z kryteriami Ewangelii. Przywołał też słowa św. Jana Pawła II, że trzeba stale wracać do tego ślubowania oraz „ponawiać rachunek sumienia z tych wszystkich zobowiązań, które w nich się zawierają”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję