Reklama

Lubelskie Orlęta

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jurek, wstawaj! Wojna! - Maciek szamotał mnie za ramię próbując obudzić. - Jaka wojna? - nie mogłem pozbierać myśli, przecież dzisiaj pierwszy dzień do szkoły. - Wstawaj Jurek! Niemcy napadli na Polskę! - jeszcze ten dramat do mnie nie docierał, przecież dopiero dochodziła siódma. Zapłakana mama nawet nie zapraszała do śniadania. Wyskoczyłem z łóżka i w pośpiechu łapałem najpotrzebniejsze przedmioty, bez nerwowych ruchów, przecież tyle razy ćwiczyliśmy to podczas alarmów próbnych. Biegliśmy po schodach. Wyprzedził nas rotmistrz Piotrowski, poprawiający w biegu mundur. - Cześć chłopcy! Mamy wojnę! Czas na nas! - Nawet nie przypuszczałem, że rotmistrza już nigdy nie zobaczę. Po latach jego nazwisko rodzina znalazła na liście pomordowanych oficerów w Katyniu.
Nie oglądając się za siebie, biegiem Ogrodową w dół, do naszego Zamojszczaka, gdzie nie było powakacyjnego gwaru tylko przyciszone poważne rozmowy. Nawet dziewczyny w jednej chwili wydoroślały i stały na korytarzach ciche, z opaskami Czerwonego Krzyża. Kręcący się wojskowi wydawali rozkazy, rozdawali karteluszki i grupki młodzieży z okrzykiem: „cześć!”, znikały w drzwiach szkoły biegnąc w kierunku wyznaczonych punktów. Gazownia, dworzec, tunel, elektrownia - krzyżowało się w powietrzu. Mój przyjaciel Jasio Morawski dostał przydział obrony tunelu na Kunickiego. Nawet nie przypuszczaliśmy, że dla wielu to „cześć!”, było ostatnim w spotkaniu ze szkołą i kolegami. Wielu z nich nie ujrzeliśmy już nigdy.
Wraz z sześcioma kolegami dostałem przydział do obrony przeciwlotniczej na dachu budynku przy Krakowskim Przedmieściu, róg Szopena. Dołączono do nas sanitariuszkę Marysię, drobną dziewczynkę z trzeciej klasy, dźwigającą pokaźnych rozmiarów torbę sanitarną. Biegliśmy w górę Ogrodową i aż dziwne, że Marysia dotrzymywała nam kroku. Chcieliśmy jej pomóc, ale nie oddała torby. - Dam sobie radę, nie litujcie się - odpowiedziała zdecydowanie. Byliśmy zdziwieni, że w tej mizernej postaci tyle siły. Po kilku minutach zdyszani wpadliśmy na schody budynku, gdzie drogę zagrodził nam wartownik: - Dokąd? Skąd? - Panie poruczniku, harcerze! - Jeszcze mi tylko dzieciaków brakuje! Zamiast amunicji przysyłają harcerzyków! - Mimo nie najsympatyczniejszej reakcji porucznika błyskawicznie zostaliśmy przydzieleni do poszczególnych karabinów maszynowych jako amunicyjni. - A strzelać umiecie? - dopytywał się porucznik. Przeszkolcie ich, tylko szybko, żeby w razie czego umieli posługiwać się tym żelastwem! A ty, co stoisz! - krzyknął do Marysi. - Przygotuj punkt sanitarny! Mam nadzieję, że taki lekarz nikomu nie będzie potrzebny - skomentował porucznik. Skuleni za workami z piaskiem i kominami, z podziwem patrzyliśmy na porucznika Longina Reszko-Listowskiego, który w eleganckim mundurze i wyczyszczonych do przesady butach nie odrywał lornetki od oczu i uważnie obserwował horyzont. Stał jak na defiladzie, jakby pozował do fotografii. Budził szacunek. Jego rozkazy były szybkie, zdecydowane i nie podlegały dyskusji. Dzień mijał spokojnie, chociaż po południu pojawiły się samoloty i spadły bomby.
Wieczorem przyniesiono kawę, chleb i nowe rozkazy. Zabrano też od nas Marysię. Jej „cześć, trzymajcie się”, zabrzmiało dziwnie i jakoś serdecznie. Następnego dnia od rana ruszyła lotnicza nawałnica na Lublin. Bombardowano fabrykę samolotów, dworzec kolejowy, gazownię, śródmieście. Nie strzelaliśmy. Porucznik stał ze swoją lornetką i kazał czekać. Byliśmy wściekli, bo w pobliżu latały samoloty. Dopiero gdzieś koło południa uniósł rękę i obserwował horyzont. Krzyknął: ognia! Nawet się nie schował. Lecące nisko samoloty dostały serie z naszych karabinów. Najpierw zadymił jeden i machając skrzydłami runął gdzieś na Czechowie, a drugi ciągnąc warkocz dymu odleciał w kierunku łąk. Pozostałe, jak gołębie rozpierzchły się na wszystkie strony. - Na dół! Do piwnicy! - krzyczał porucznik. - Zostawcie to żelastwo! Biegiem! Zadudniły na schodach nasze buty. Byliśmy na pierwszym piętrze. - Padnij! - krzyknął porucznik. Posypał się tynk, szkło. Huknęła bomba, a później serie z karabinów maszynowych szatkowały dach i ściany budynków. Leżeliśmy na schodach i nawet nie zdążyliśmy się przestraszyć. Umilkł warkot samolotów i zapanowała cisza. - Na górę! - rozkazał porucznik. Wybiegliśmy na dach i to, co zobaczyliśmy nas przeraziło. Posiekany dach jak sito i pozostawione nasze płaszcze, rozprute seriami worki z piaskiem. Wyszczerbione kominy obnażyły czerwoną cegłę. Rozbity jeden z karabinów. Po chwili do nas dotarło, że rozkaz porucznika ocalił nam życie. Porucznik pisał kolejny meldunek: trwamy, bez strat osobowych. To był już czwarty dzień na dachu. Nadeszła noc i obserwowaliśmy rozgwieżdżone niebo. Co nam przyniesie kolejny dzień? Z zadumy wyrwał nas głos porucznika: - Jedni sapać, inni warta! Rano kolejne naloty i nowe rozkazy. - Ewakuacja! Likwidować stanowiska - rozkazał porucznik Schodziliśmy na dół. Podstawione wozy zawiozły nas na Nową Drogę. Zajmowaliśmy stanowiska nad Bystrzycą w pobliżu mostu. Po ustawieniu karabinów prawie cały dzień kopaliśmy doły w ziemi nazywane okopami.
Ranek przyniósł trochę mgły i nie było śniadania. Jakieś resztki zostały równo podzielone. Kolejne naloty na miasto. Atakowano dworzec, gazownię, elektrownię. Resztkami amunicji strzelaliśmy do samolotów. Te lecące na dworzec dostały kilka serii, a jeden machając skrzydłami wyłamał się z szyku. - Do schronów - wrzasnął porucznik. Samoloty nurkowały i biły seriami po naszych stanowiskach. Huk bomb, fontanny wody z Bystrzycy, wyrwana trawa spadała nam na głowy, a później przerażająca cisza. - Żołnierze, co u was? Meldować! Wyłazić z tej ziemi! Nikt nie został ranny. Z podziwem patrzyliśmy na dowódcę. Po południu dostarczono nam gorący posiłek, a wieczorem kolejne rozkazy. - Wycofujemy się na wschód - ze smutkiem w głosie oświadczył porucznik. - Żołnierze, jestem z was dumny, bo dobrze spełniliście swój obowiązek. Dziękuję wam! Wręczył nam rozkaz o rozwiązaniu naszego oddziału. Zgodnie z rozkazami idziemy dalej. Harcerze, jesteście wolni! - Ale, co z nami? - Nie martwcie się, Ojczyzna się o was upomni. Ładowano karabiny i sprzęt na wozy. - Cześć chłopaki! - krzyczeli do nas żołnierze! Porucznik uścisnął każdemu z nas dłoń. Stanął na baczność. Zasalutował. - Nie martwcie się, dopóki szabla i karabin w garści nie damy się. Nie dajcie się zabić! Do zobaczenia po wojnie!
Zostaliśmy sami. Dookoła łuny pożarów, a z oddali dochodziły odgłosy artylerii. Nową Drogą przewalał się tłum uciekinierów i wojska. Szli i jechali na wschód, gdzie niebo było wolne jeszcze od pożarów. Nie wiedzieli, że tak krótko, a ich nadzieje rozwieją wkrótce Sowieci. Szliśmy w milczeniu do domów, nikomu niepotrzebni. Nawet nie przypuszczaliśmy, jak bardzo się myliliśmy. Ojczyzna się o nas upomniała. Zaprzysiężeni w oddziałach AK walczyliśmy do końca. Niektórzy zginęli w walce, inni w obozach, katowniach UB i na Syberii. Z naszej grupy wojnę przeżyłem tylko ja. Marysia Włodarczyk poległa pod Tomaszowem, Maciek Wilczyński w bitwie pod Osuchami. Rysiek Tarasiewicz wcielony do wojska, ranny pod Warszawą walczył później w Bieszczadach i został zamordowany przez UPA. Krzysio Piechocki trafił do obozu AK pod Łukowem i wywieziony nie powrócił z Syberii. Stasio Dudziak został rozstrzelany po wojnie przez UB. Wojtek Koszowski został zamordowany na Majdanku. O naszym poruczniku i żołnierzach słuch zaginął i po wojnie nikt się nie odezwał.
Kiedy w rocznicę Września drżącą ręką zapalam lampkę na mogiłach nieznanych żołnierzy, zawsze myślę o naszym poruczniku i żołnierzach, którzy na pewno walczyli z wrogiem do końca, do ostatnich chwil swojego życia. Być może ktoś z nich dotarł do Berlina, może porucznik? O tym nie dowiedziałem się nigdy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Po 4 października w Polsce nastał 15 października, czyli... dni, których nie było

Niedziela Ogólnopolska 41/2022, str. 36-37

[ TEMATY ]

kalendarz

Adobe Stock, montaż: A. Wiśnicka

Jaki jest najprostszy sposób na oblanie studenta historii? Wystarczy zadać mu pytanie: co wydarzyło się w Polsce między 5 a 14 października 1582 r.? Sęk w tym, że nic się wtedy nie wydarzyło, ponieważ takie daty nie istnieją.

Kiedy Juliusz Cezar wprowadzał w imperium rzymskim w 45 r. przed Chr. reformę kalendarza, nie zdawał sobie sprawy, że jest ona obarczona pewnym błędem. Zakładano, że rok słoneczny trwa 365 i ćwierć dnia, gdy tymczasem jest on o 11 minut i 14 sekund dłuższy. Różnica ta dla Rzymian była błaha, jednak po każdych 128 latach powiększała się o cały dzień.
CZYTAJ DALEJ

Bulwersujący akt profanacji. Mężczyzna wspiął się na figurę Matki Bożej i wykonywał na niej obsceniczne gesty

2026-10-03 11:47

[ TEMATY ]

profanacja

Adobe Stock

Do bulwersującego aktu profanacji doszło w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zdewastowało figurę Matki Bożej, a nagranie ze zdarzenia opublikowano w internecie. Sprawcy zostali zatrzymani. Reakcja mieszkańców była wymowna – przed siedzibą żandarmerii, do której trafili podejrzani, ustawiono trumnę - informuje portal wpolityce.pl.

Do zdarzenia doszło w nocy z 30 września na 1 października w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zniszczyło figurę Matki Bożej znajdującą się przy rondzie Stabiacciu, przy południowym wjeździe do miasta.
CZYTAJ DALEJ

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum wtargnął do kościoła. Oświadczenie kurii bielsko-żywieckiej

2026-10-05 08:59

[ TEMATY ]

bp Roman Pindel

diecezja bielsko‑żywiecka

agresywny tłum

wtargnął do kościoła

Diecezja bielsko-żywiecka

Oświadczenie kurii bielsko-żywieckiej

Oświadczenie kurii bielsko-żywieckiej

Ksiądz Józef Zborek, proboszcz Parafii Świętego Wawrzyńca w Grojcu został odwołany z urzędu proboszcza z powodu stwierdzonych i udowodnionych poważnych nieprawidłowości w wypełnianiu tego urzędu. Biskup, który przybył na miejsce, by spotkać się z miejscową Radą Parafialną, po ponad dwóch godzinach rozmowy udał się do kościoła. Wtedy do świątyni wtargnął agresywny tłum. Musiała interweniować policja.

Do całej sprawy kuria odniosła się w oświadczeniu wydanym 2. października o godz. 16:30. Brzmi ono następująco:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję