Reklama

Czule kocham dzieci

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 23/2008

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Dariusz Gronowski: - Jest Pani laureatką nagrody „Człowiek Człowiekowi 2008” ze względu na wspaniałą i bezinteresowną pomoc w zielonogórskim Schronisku dla Matki i Dziecka, którą świadczy Pani od 1992 r., czyli od chwili powstania placówki. Czym jest to schronisko?

Barbarą Werka-Łuniewicz: - Jest to miejsce, gdzie kobiety bardzo pokrzywdzone przez los szukają podstawowej pomocy. Przychodzą tam, bo nie mają gdzie mieszkać, nie mają gdzie urodzić swoich dzieci, nie mają gdzie podziać się z dzieckiem. Mamy tam do czynienia z rzeczywiście trudnymi przypadkami, skomplikowanymi losami ludzkimi, osobami zostawionymi bez pomocy. Są tam też kobiety, które mają rodziny, ale z różnych względów muszą szukać schronienia. Czasem są na zakręcie życiowym.

- Jaką pomoc mogą otrzymać w schronisku?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Oprócz tego, że mogą tam zamieszkać, mogą liczyć także na pomoc w znalezieniu pracy, mieszkania, pomoc prawną, psychologiczną. Matki mogą tak otrzymać naprawdę kompleksową opiekę świadczoną z myślą o tym, by mogły się usamodzielnić. Czasem trwa to krótko, czasem przebywają tam nawet kilka lat.

- A na czym polega tam Pani rola jako pediatry?

Reklama

- Po prostu, gdy jakieś dziecko było chore, powiadamiano mnie, a ja się nim zajmowałam. Nie była to praca na stałe, ale pomoc w razie potrzeby. Pamiętajmy, że przez te kilkanaście lat różnie też wyglądała służba zdrowia. Od pewnego czasu mamy zwyczajnie zapisują się do mnie do lekarza.

- W jakim zakresie pediatra zajmuje się dziećmi?

- Właściwie praca pediatry to troska o zdrowie fizyczne dziecka. Śledzi on też rozwój dziecka, by ewentualnie dokonać jakiejś korekty. W praktyce w największym procencie problemy zdrowotne dzieci to infekcje. Poza tymi infekcjami dzieci są raczej zdrowymi pacjentami. Dzieci albo są zdrowe, albo mają infekcję, która kończy się, i znowu są zdrowe... Dziecko to bardzo wdzięczny pacjent.

- Jakie uczucia towarzyszą Pani w pracy z dziećmi?

- Jeśli chodzi o pracę w schronisku, przyznaję, że zawsze uderzało mnie, że te osoby znajdują się w tak szczególnej sytuacji. Jak trudno zaczynać życie w takim miejscu...
Ciągle przyświeca mi myśl, że troska o dzieci to moja powinność. Każdy napotkany człowiek to dar, możliwość spotkania i przekazania dobra. To odczuwam, gdy patrzę w oczy matki (choć czasem przychodzą też ojcowie), która przychodzi do mnie ze swoim dzieckiem. Cieszę się, że mogę coś dla niej zrobić. To taka swoista wymiana. Ona przychodzi, obdarzając mnie swoim zaufaniem, ja obdarowuję pomocą lekarską. Często wzrusza mnie, że matki mają do mnie takie zaufanie, przecież przychodzą do mnie z dziećmi, swoim największym skarbem... I jeśli mogę w czymś pomóc, to odczuwam szczerą radość.

- Pani kocha dzieci. Prawda?

Reklama

- Tak. A teraz, kiedy już jestem w takim wieku, że mogłabym być babcią, ta miłość nabiera nieco innego odcienia. Myślę, że to, co babcia czuje do wnuków, to jest jakieś zakochanie. Pamiętam, jak kiedyś mój tato powiedział o mojej córce Joasi, która była jego pierwszą wnuczką, że nie wiedział, że można tak kochać dziecko!
Obecnie odczuwam do dzieci tak niesamowitą czułość, że aż muszę się w jakiś sposób powstrzymywać, żeby ich zaraz nie tulić, żeby zachować minimum jakiegoś „profesjonalnego” dystansu. Dzieje się tak nawet poza kontekstem zawodowym.

- Prócz tego, że jest Pani pediatrą, ma Pani także trójkę własnych dzieci: Joannę - 21 lat, Zygmunta - 19 lat i Alberta 17 lat. Jest Pani lekarzem także dla swoich dzieci?

- Ze swoimi dziećmi jest troszkę inaczej. Ja sama jako matka czasem muszę sobie przypominać, że jestem pediatrą i w związku z tym nie mogę się zachowywać tak, jakbym nim nie była. Kiedyś rozbawiło mnie np. to, jak się niesamowicie zatrwożyłam, gdy Albert miał typowe objawy chorobowe, gorączkę. Dopiero po chwili „włączyła” mi się myśl, że muszę się uspokoić, bo przecież jestem lekarzem. I rzeczywiście, nie było żadnego powodu do poważnego niepokoju. A czasem dziwię się, że matki na wyrost boją się różnych prozaicznych objawów choroby u swoich dzieci...

- Przypomina sobie Pani jakieś ciekawe wydarzenie w pracy z dziećmi?

- W szpitalu na oddziale dziecięcym malutki chłopczyk coś niewyraźnie do mnie mówił. Nachyliłam się i patrząc na niego wyraziłam żal, że nie rozumiem, co do mnie mówi. Wtedy stojący obok niewiele starszy chłopiec z miną mędrca powiedział: „Przecież on chce do domu!”. Wtedy zorientowałam się, że nie zdołałam domyślić się tego, co dla dziecka było najważniejsze.

- Ma Pani jakieś złote rady dla rodziców dotyczące zdrowia ich dzieci?

- Po pierwsze mama musi od początku, bez względu na wszystko, postanowić, że będzie karmiła piersią. To jest podstawa zdrowia dziecka. Myślę, że współczesne matki mają już świadomość, jak to jest ważne, ale wciąż zdarzają się jeszcze kobiety, które pochopnie rezygnują z karmienia piersią.
Oczywiście mama powinna zadbać o swoje zdrowie jeszcze wcześniej. Papierosy czy inne szkodliwe używki nie wchodzą w rachubę, bo rozwój dziecka w okresie płodowym zależy od tego, jak ona będzie podchodziła do swojego zdrowia.
Chciałabym także przekonać wszystkich rodziców, że w większości przypadków są w stanie pomóc swoim dzieciom nawet domowymi sposobami, że te stare domowe sposoby nie straciły na wartości. Gdyby udało się wszystkie dzieci z przeziębieniem leczyć syropem z cebuli, czułabym się naprawdę spełnionym pediatrą. Mam takie ciągłe poczucie, że często szkodzimy dzieciom niepotrzebną terapią na wyrost, asekuranctwem, a w szczególności używaniem antybiotyków. W rezultacie sami „hodujemy” nieodpornych pacjentów, którzy łatwo popadają w kolejne infekcje.
Niezmiernie ważną sprawą w leczeniu infekcji jest wypoczynek. A dziś ludzie nie dają sobie nawet czasu na chorowanie, bo coś ciągle ich gna, mają poczucie, że wszystko musi być szybko. Każdy oczekuje poprawy już na następny dzień. Leżenie w łóżku przez tydzień w dzisiejszych czasach uważane jest za dopuszczalne dopiero w przypadku ciężkiego zapalenia płuc, a przy lżejszych chorobach człowiek nie wyobraża sobie, że mógłby się położyć i kurować przy pomocy domowych środków. To chyba jakiś znak czasów...
Wypoczynek plus domowe sposoby, taka zwyczajna pielęgnacja dziecka, to główna metoda leczenia infekcji! Wystarczą herbatki ziołowe, soki, maliny...
My jako lekarze mamy obowiązek przede wszystkim nie szkodzić. Dlatego, nawet kosztem trudu wkładanego w uparte tłumaczenie, staram się przekonać rodziców, by uwierzyli, że warto, by dziecko było leczone w sposób maksymalnie naturalny.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Łaska jest szeroka, ale nie jest automatyczna - trzeba ją przyjąć całym życiem

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Agata Kowalska

Odnowa, którą zapowiada Ezechiel, ma zdumiewające uzasadnienie: „nie z waszego powodu to czynię, domu Izraela, ale dla świętego imienia mojego” (36,22). Klęska i wygnanie ludu stały się wśród narodów bluźnierstwem - mówiono: „to jest lud Pana, a musieli opuścić Jego ziemię” - jak gdyby Bóg Izraela okazał się bezsilny. Pan działa więc, by uświęcić swoje imię na oczach narodów; powrót z rozproszenia jest wydarzeniem teologicznym, zanim stanie się politycznym. Sercem wyroczni jest anatomia nawrócenia, którego człowiek sam nie potrafi dokonać. „Pokropię was czystą wodą” - obraz zaczerpnięty z rytuałów oczyszczenia Tory (por. Lb 19) - usuwa nieczystość i bożki. Potem następuje operacja głębsza: „dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała”. Warto zauważyć rozwój wewnątrz samej księgi: wcześniej Ezechiel wzywał - „uczyńcie sobie nowe serce i nowego ducha” (18,31); teraz Bóg bierze na siebie to, czego wezwanie nie zdołało sprawić. Zbiega się to z Jeremiaszową obietnicą Prawa wypisanego na sercach (Jr 31,33): oba głosy wygnania wiedzą już, że przymierze przetrwa tylko wtedy, gdy posłuszeństwo stanie się darem, nie samą powinnością. Zwieńczeniem jest zdanie: „Ducha mojego chcę tchnąć w was” - nie tylko nowego ducha ludzkiego, lecz Ducha samego Boga, który sprawi postępowanie według przykazań. Kościół czyta tę wyrocznię w Wigilię Paschalną, tuż przed liturgią chrzcielną - woda, nowe serce i Duch znalazły tam swoje wypełnienie. Formuła przymierza domyka całość: „będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” - odnowiony człowiek jest zdolny do wierności, ponieważ wierność została mu najpierw darowana.
CZYTAJ DALEJ

Św. Bernard z Clairvaux – człowiek z Jasnej Doliny

[ TEMATY ]

święty

święci

św. Bernard z Clairvaux

wikipedia.org

św. Bernard z Clairvaux

św. Bernard z Clairvaux

Nauczanie i uprawianie teologii w środowisku wspólnoty klasztoru miało w średniowieczu pogłębiać duchowość. W XII wieku wybitnym przedstawicielem teologii monastycznej był Bernard z Clairvaux, opat cystersów, który przysporzył zakonowi ogromną liczbę nowych braci; za jego słowem i postawą poszło wielu, ponadto w ciągu całego życia założył 68 nowych klasztorów i objął swoim kierownictwem 160.

Bernard urodził się k. Dijon – stolicy Burgundii, w roku 1090. Jego rodzice byli pobożni. Ojciec był rycerzem i doradcą księcia Burgundii, matka pochodziła z możnego rodu. Po śmierci matki 17-letni chłopiec oddał się w opiekę Matce Bożej, jednak u progu dorosłości przeżył załamanie wewnętrzne. Trwająca 2 lata walka z pustką duchową przyniosła niezwykłe owoce. 22-letni młody człowiek wrócił do Boga i zapragnął życia w oddaleniu od świata. Uczynił to, pociągając za sobą ojca, kilku krewnych i niemal dwudziestu przyjaciół. Po 3 latach życia w cysterskim opactwie w Citeaux, wybudował i objął klasztor w dzikiej kotlinie Szampanii, a miejscu temu po oswojeniu nadał nazwę Clairvaux – Jasna Dolina. Przez 38 lat był tam opatem, jednak jego działalność nie ograniczyła się ani do tego miejsca, ani do ludzi, którymi przewodził. Zreformował życie klasztorne, brał udział w istotnych wydarzeniach politycznych i kościelnych, wiele podróżował, utrzymywał kontakty z wszystkimi ważniejszymi postaciami swoich czasów. Jego zdanie i poparcie były decydujące m.in. podczas organizowania drugiej wyprawy krzyżowej w 1147 r. Zmarł 20 sierpnia 1153 r. Do chwały świętych wyniósł go Aleksander III w 1174 r. Doktorem Kościoła ogłosił go Pius VIII w 1830 r.
CZYTAJ DALEJ

„Głębia matczynego bólu” – koncert w Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej [Zaproszenie]

2026-08-20 21:23

ks. Łukasz Romańczuk

W niedzielę 4 października 2026 r. o godz. 16.00 w Międzynarodowym Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy odbędzie się koncert muzyki sakralnej zatytułowany „Głębia matczynego bólu”. Wydarzenie zainauguruje doroczne uroczystości odpustowe ku czci Patronki Śląska.

Trzebnickie Sanktuarium to nie tylko miejsce modlitwy, lecz również ważny ośrodek dziedzictwa kulturowego. W jego murach spotykają się świadectwa historii, sztuki i duchowości wielu narodów, tworząc swoistą syntezę kultury chrześcijańskiej. Od 2019 roku odbywają się tam międzynarodowe koncerty muzyki sakralnej z udziałem Dominiki Zamara, światowej sławy sopranistki pochodzącej z Wrocławia, oraz artystów z Polski, Włoch, Kuby, USA i Ukrainy. Dzięki premierom światowym i transmisjom online wydarzenia te zyskały międzynarodowy zasięg.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję