Reklama

Wrastanie w Zagłębie

Jest silnie związany ze Śląskiem i Zagłębiem. Z żoną Justyną i dziećmi - Michasią i Marcelem od kilku lat mieszka w Będzinie. Paweł Bogocz - reżyser i scenarzysta, twórca wideoklipów - opowiada o swoim „wrastaniu w Zagłębie”.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Lubię to miejsce, tu dorastają moje dzieci, choć drzewa, które tu posadziłem, są jeszcze bardzo małe. Jesteśmy z żoną w Zagłębiu takimi trochę emigrantami z nieodległego, ale jakże odmiennego kulturowo i historycznie Śląska. W 1994 r. zamieszkaliśmy po studiach w Sosnowcu-Środuli. W rodzinnym Jastrzębiu Zdroju z naszymi dyplomami humanistycznych kierunków UŚ nie mielibyśmy nawet najmniejszych szans na pracę. Przez wiele lat czuliśmy się tu bardzo nieswojo i obco. Każdy weekend staraliśmy się spędzić w rodzinnych stronach. Tam też, w pewien piękny, sierpniowy dzień, dominikanin o. Cezary Binkiewicz (prywatnie mój najukochańszy brat cioteczny) udzielił nam ślubu. Na Śląsku też, rok później urodziła się nasza córka Michasia, tam też została ochrzczona, w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, gdzie oboje z żoną przyjęliśmy I Komunię św.
Pięć lat bardzo intensywnej pracy w TVP, ani jednego wolnego dnia urlopu, coraz większe projekty, coraz większa odpowiedzialność, wreszcie absolutnie niespodziewany krach... Nie przedłużono mi umowy, ponoć odstawałem od reszty grupy... Dla tutejszego dziennikarza telewizyjnego utrata związku z lokalnym oddziałem publicznej telewizji oznacza ni mniej ni więcej, tylko odebranie prawa do wykonywania zawodu.
Zdecydowałem się na wyjazd do Warszawy. Żona do dziś słyszy w uszach trzeszczący śnieg pod moimi butami, kiedy wychodziłem w nocy na PKP żeby przed 8. rano być w biurze Jerzego Owsiaka, dla którego robiłem coś co Amerykanie nazywają Public Relations, a Polacy jeszcze nie nazywają w ogóle...
Warszawa-Kraków-Wrocław-Warszawa - i tak parę lat na walizkach. Na Woronicza niestety nie znałem nikogo, nawet nie miałem przepustki do tego pałacu, w głowę też mocno wryły się absolutnie dla mnie nieakceptowalne zasady „gry” w telewizyjnych społecznościach. Szukałem roboty pomiędzy wolnymi ludźmi, trochę pomógł dobrym słowem zaprzyjaźniony kamerzysta Adam Sikora, trochę reżyser Andrzej Celiński, jakoś poszło... Nie powiem że gładko.
Wyspecjalizowane warszawskie, krakowskie studia filmowe miały więcej pracy w konkretnych filmowych zawodach, nikt się tam nie liczy z gościem po dziennikarstwie. Podyplomowe reżyserskie studia na WRiTV UŚ oddalały się straszliwie, lecz dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności przeszedłem na własnej skórze i na własne ryzyko szybkie kursy reżyserii, organizacji produkcji projektów telewizyjnych, czy sztuki operatorskiej bez etapu realizowania studenckich etiud, bez namaszczeń, bez adiunktów, bez docentów... Ot, coś takiego co w świecie dziennikarskim zaczyna się pojawiać w dobie Internetu pod hasłem „dziennikarstwo obywatelskie”.
Żona została w Sosnowcu z dzieckiem - zrezygnowała ze swojej kariery zawodowej mimo dyplomu z wyróżnieniem, publikacji, stypendiów naukowych i najwyższych średnich ocen. Co tu ukrywać, mężczyźnie w Polsce ciągle łatwiej zarobić parę złotych.
W Zagłębiu trochę przerażały nas nowe, betonowe, ciche i zimne kościoły, krótkie Msze św. - zupełnie inaczej niż w naszych rodzinnych stronach, gdzie Dzieci Maryi przekrzykują chóry dorosłych i na odwrót, gdzie kościół jest otwarty przez cały dzień i nie ma takiego złodzieja, który odważyłby się ruszyć kamień, a co dopiero wyrwać drzewko cyprysowe sprzed świątyni...

Ojciec Święty mówił do mnie

Reklama

Któregoś pięknego czerwcowego dnia za naszym wielkim szarym blokiem wylądował Ojciec Święty. Żona poszła na Mszę św., ja zostałem z dzieckiem w charakterze opiekuna. Czując nasze podniecenie z faktu niezwykłego wyróżnienia Sosnowca, nasza wówczas czteroletnia córka namówiła mnie na spacer. Poszliśmy zobaczyć lądowisko, a w końcu dotarłem na prośbę małej Michasi prawie pod sam ołtarz polowy. Zdałem sobie wtedy pierwszy raz w życiu sprawę z faktu, że nie byłoby tu tego wielkiego zgromadzenia, gdyby nie fakt, że w stolicy diecezji jest Chrystusowy Namiestnik. Ojciec Święty mówił wówczas do bezrobotnych, do tych którzy przyjechali tu za chlebem, za pracą i stracili najpierw pracę, potem ten chleb... Oniemiałem.
Byłem nieraz w hucie, nieraz w kopalni - trudno porównywać moją, może i stresującą, ale w sumie lekką fizycznie pracę, z pracą hutnika, górnika... Mogę jednak stanąć koło każdego ojca rodziny w Polsce, który stracił pracę i nadzieję, że coś się może jeszcze w życiu zmienić - bo ja już tam byłem, w punkcie, za którym jest już tylko czarna rozpacz...
Trudno w to uwierzyć, ale miałem wrażenie, że wszystkie słowa Ojca Świętego skierowane były tylko do mnie... Dostałem taką porcję energii do swojego życiowego akumulatora, że jeszcze tego samego dnia wyruszyłem do Gdańska - polskiego centrum niezależnej telewizji. To tam faceci z plastikowego, najprostszego i najtańszego sprzętu zbudowali Video Studio Gdańsk, i w kilka osób utrwalili na taśmach więcej współczesnej historii Polski i Europy niż TVP Gdańsk z jej wozami transmisyjnymi, osiemnastoma związkami zawodowymi i armią speców od wszystkiego. Odnalazłem się w pozornie nic nie znaczącej formie telewizyjnej - teledysku. Powiedział mi jednak pewien nominowany do „Oskara” reżyser, że w języku filmu od 30 lat nie pojawiło się nic istotniejszego niż MTV, i że to nie jest przypadek... Postanowiłem nauczyć się tego nowego języka sam, tworząc muzyczne wideo... Obraz współgra z muzyką, muzyka z obrazem i to jeszcze ma być dobrze przyswajalne na kanapie z chipsami w ręku, choć nie ukrywam, że może też przez internet wyprowadzić ludzi na ulice.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zagłębie po raz drugi

Muszę jednak przyznać, że Sosnowiec powoli wyleczył mnie z najgorszej ze śląskich cech, którą bez wątpienia jest nieporadność. Już mnie nie drażni fakt, że na przystanku przy pl. P. Skargi w Katowicach ta sama liczba ludzi wsiada do autobusu „D” dwa razy szybciej niż do Ikarusa w kierunku Bytomia... Ja już nawet zacząłem doceniać fakt, że po „patelni” chodzi się dwa razy szybciej niż po ul. Stawowej. Zauważyłem większą organizację życia w Zagłębiu, większy pęd do zmian, do nauki, do innowacji... W powietrzu czuło i czuje się nadal ten emigrancki klimat, który znam z powstałego w ten sam sposób o dekadę wcześniej naszego rodzinnego miasta. W Zagłębiu do głosu dochodzą dzieci budowniczych tego Zagłębia, także tych z Zagórza, ze Środuli, Warpia, Syberki, Mydlic… i mają sporo do powiedzenia.
Reklamy, teledyski, filmy promocyjne, przeskakiwałem od roboty do roboty, za każdym razem ucząc się czegoś nowego i umacniając swoje nazwisko na swoistej giełdzie szaleńców - wolnych strzelców... Pełnymi garściami korzystałem z faktu, że Zagłębie, Śląsk, to najbardziej fotogeniczne rejony kraju - wszystkie swoje prace zacząłem realizować blisko domu, a na Wawkę czy Krakówek zostawiając tylko ostatnie fazy realizacji - montaż, udźwiękowienie. Wreszcie spałem w swoim łóżku, nauczyłem córkę jeździć na rowerze, ułożyłem psa... Zamieszkałem w Zagłębiu drugi raz.

W najfajniejszym kawałku Sosnowca

Reklama

W 2000 r. przeprowadziliśmy się do Będzina, jak to się z przekąsem u mnie w domu mówi: „Będzin - najfajniejszy kawałek Sosnowca”... Coś w tym jest, wszak trudno byłoby znaleźć bardziej ze sobą połączone miasta, jak właśnie nasze Zagłębie. Tu urodził się nasz syn, ochrzciliśmy go 11 listopada w sosnowieckiej katedrze i aż się boję pomyśleć na kogo wyrośnie. W domowych pamiątkach podziurawionych mundurów nie brak, a mój Marcelek pokonał już wszystkie smoki w okolicy i chyba znowu szuka sobie jakiegoś wroga.
Z roku na rok z pracą było coraz lepiej, dostałem kilka znaczących branżowo nagród, wyróżnień, przekonałem warszawiaków, krakusów, że warto czasem wsiąść w auto, pociąg i dojechać do Zagłębia „na robotę”, że jest taniej, jak to na prowincji, że jest dokładnie i precyzyjnie jak na Śląsku i energicznie, jak to w Zagłębiu. Zachwycam ich Pustynią Błędowską, zabytkowym będzińskim tramwajem, malowniczym zamkiem, europejskim otoczeniem pomnika europejskiego Śpiewaka... Uroki naszego świata robią wrażenie...
Wejście Polski do Unii było dla naszego małżeństwa przede wszystkim skokiem VAT na artykuły dla dzieci, czyli kilkaset złotych miesięcznie dodatkowego podatku. Nie ukrywam, że trochę wpadliśmy w panikę, nie tak sobie wyobrażaliśmy wejście w zasięg europejskiego dziedzictwa. Los zgotował nam jednak niespodziankę, ze Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego otrzymałem bardzo prestiżową propozycję. Uroczystość otwarcia biura naszego województwa przy Parlamencie UE w Brukseli zaczyna się od mojego filmu pt. „My Silesia” z muzyką Wojciecha Kilara. W mojej filmowej wizji Śląska nie brak kopalń czy hut, ale jest też miejsce na procesję Bożego Ciała na moim osiedlu Zamkowym, na Jasnogórski Klasztor i krzyże w Beskidach... Choć film przeznaczony był dla zagranicznego, specyficznego widza, spotkał się z olbrzymią polemiką w regionie (bez problemu można go odnaleźć w internecie). Mnie osobiście przyniósł duże uznanie w oczach współpracowników i klientów, zwłaszcza tych z Warszawy, Krakowa, Wiednia, Kolonii... Nie muszę już robić co popadnie, mogę wybierać projekty, które mnie interesują, te które mnie rozwijają. Pojawiły się pierwsze zlecenia ze strony ministerstwa kultury, Silesia Film, WFF.

Zwykła rodzina

Nie mam pojęcia czy tak będzie zawsze, ale wiem, że przetrwałem, jestem, wykonuję pracę którą kocham i która zapewnia mi możliwości rozwoju. Z całej naszej paczki, która zaczynała swoistą dekomunizację w lokalnej TVP na początku lat 90., w zasadzie tylko ja odpadłem, ale też tylko ja mam szczęśliwą rodzinę - żonę i dzieci. W tej branży, jak widzę, strasznie trudno utrzymać nawet stały związek dwojga ludzi. Jestem szczęśliwy kiedy pomyślę, że mój dom jest o wiele bliższy domu moich ubogich, prostych dziadków niż wiecznie nieobecnych, zaharowanych rodziców. Wszystko to dzieje się w zagłębiowskim świecie, który wydawał mi się do niedawna światem obyczajowo, kulturowo, politycznie bardzo obcym, a dziś jest moim światem najbliższym, takim którego czuję się integralną częścią... A jak już mam wielką ochotę na kołaczyka a nie drożdżówkę - to siadam w kochaną starą skodę i w parę minut jestem w Piekarach, czy Siemianowicach - a tam już nikt nie przekręca mojego nazwiska i wszystko jest jak w czasach dzieciństwa...
Powoli, acz systematycznie wrastam w to Zagłębie, wrastam w Będzin, w swoją dzielnicę i parafię św. Jadwigi Śląskiej. Jestem, jak to się młodzieżowo mówi, fanem mojego proboszcza, i to nie tylko dlatego, że, jak podkreślają sąsiedzi, najpierw zbudował kościół a potem plebanię, ani nawet nie dlatego, że parking przy probostwie nie wygląda na najnowszą ofertę salonu w Genewie. Ks. Miarka po prostu jest we właściwym miejscu, we właściwym czasie, a ja czuję się jego osobistym „baranem”... Trochę mnie tylko martwi, kiedy córka mówi mi, że jej ksiądz jest najbardziej sprawiedliwym nauczycielem w szkole, bo ja naszych sióstr z jastrzębskiego kościoła nigdy nie traktowałem jak nauczycieli, tylko kogoś więcej..., jak siostry z dzieciństwa... I nie jestem w stanie wyjaśnić dziecku tej subtelnej różnicy.

Zebrała i opracowała Agnieszka Raczyńska-Lorek

Paweł Bogocz

reżyser, scenarzysta, producent kilkudziesięciu dokumentalnych form filmowych poświęconych współczesnej sztuce. Realizator szeregu filmowych form reklamowych, promocyjnych. Jeden z bardziej płodnych twórców polskich wideoklipów. Nagrodzony m.in. nagrodą „Fryderyk” i „Yach”

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Problemy szpitala założonego przez Ojca Pio. Papież śledzi z bliska prace komisji nadzorującej działania naprawcze

2026-08-31 18:32

Vatican Media

Spotkanie Papieża z komisją nadzorującą fundację Dom Ulgi w Cierpieniu

Spotkanie Papieża z komisją nadzorującą fundację Dom Ulgi w Cierpieniu

Podczas spotkania, które odbyło się 31 sierpnia w Castel Gandolfo, omówiono dotychczasowe prace Komisji powołanej w maju ubiegłego roku na mocy papieskiego chirografu, której działalność Leon XIV śledzi z bliska. Prace mają być kontynuowane zgodnie z wyznaczonymi kierunkami działań, aby zapewnić ciągłość i przyszłość dziełu św. Ojca Pio z Pietrelciny.

Papież Leon XIV przyjął 31 sierpnia na audiencji w Pałacu Apostolskim w Castel Gandolfo Komisję ds. Kierowania i Nadzoru nad Fundacją „Dom Ulgi w Cierpieniu - Dzieło św. Ojca Pio z Pietrelciny, O.F.M. Cap.”, powołaną na mocy chirografu z 27 maja 2026 roku.
CZYTAJ DALEJ

Bp Marek Mendyk: Szkoła nie jest świecka. Szkoła jest publiczna

2026-08-31 10:24

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

szkola

BP KEP

Bp Marek Mendyk

Bp Marek Mendyk

W przeddzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego bp Marek Mendyk mocno zabrał głos w sprawie obecności religii w szkole i kierunku wychowania młodego pokolenia. – Usiłuje się za wszelką cenę, także podstępem i także z łamaniem praw wyprowadzić religię ze szkoły – powiedział biskup świdnicki.

Słowa padły 29 sierpnia w katedrze świdnickiej podczas Mszy św. za Ojczyznę i NSZZ „Solidarność”, sprawowanej w związku z Dniem Solidarności i Wolności. Bp Marek Mendyk przypomniał w homilii wydarzenia sprzed ponad 45 lat, rolę św. Jana Pawła II w przemianach społecznych oraz znaczenie solidarności rozumianej jako odpowiedzialność za drugiego człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Z modlitwą rozpoczęli nowy rok szkolny

2026-09-01 10:56

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Joanna Popławska

Uczniowie, nauczyciele i rodzice Zespołu Szkół Katolickich im. Jana Pawła II w Łodzi rozpoczęli nowy rok szkolny Eucharystią

Uczniowie, nauczyciele i rodzice Zespołu Szkół Katolickich im. Jana Pawła II w Łodzi rozpoczęli nowy rok szkolny Eucharystią

Uczniowie, nauczyciele i rodzice Zespołu Szkół Katolickich im. Jana Pawła II w Łodzi rozpoczęli nowy rok szkolny Eucharystią w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Mszy św. przewodniczył ks. Marcin Czajkowski, dyrektor zespołu szkół.

W homilii, nawiązując do Ewangelii o uzdrowieniu człowieka opętanego, ks. Czajkowski zwrócił uwagę na uwalniające działanie Jezusa. - Jezus uwalnia człowieka od tego, co go więzi, zniewala i blokuje. Jego działanie prowadzi do wzrostu i rozwoju - podkreślił. Dyrektor szkoły zaznaczył, że również edukacja powinna pomagać młodym ludziom pokonywać to, co utrudnia ich rozwój. – Szkoła ma być miejscem umożliwiającym wzrost. To zadanie dla nauczycieli, rodziców, ale także dla samych uczniów. Powierzamy siebie Jezusowi, aby uwalniał nas od tego, co przeszkadza nam w rozwoju – mówił.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję