Reklama

Karnawał

Radość uzdrawia duszę

Chrześcijaństwo jest religią radości. Słusznie więc, że karnawał wciąga także wierzących. Choć nieraz zapominamy, że radość i humor są ważnymi cnotami chrześcijańskimi.

Niedziela warszawska 8/2006

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W tradycji chrześcijańskiej, smutek będący wyrazem zwątpienia i rozpaczy uważany jest za grzech, wiara bowiem nie pozwala na rozpacz - mówi ks. prof. Józef Naumowicz

Reklama

Gdy ks. Zygmunt Malacki był jeszcze rektorem kościoła św. Anny, przychodził tam systematycznie pewien mężczyzna. Siadał na piłce nożnej i żebrał. Gdy ks. Malacki chciał go kiedyś wyprosić, usłyszał: „Ksiądz to w ogóle nie ma miłosierdzia. Przecież my też jesteśmy ludźmi i potrzebujemy się napić normalnej wódki, a nie ciągle ten denaturat i denaturat!”.
Księża znają wiele zabawnych sytuacji ze swej pracy. Doświadczył ich wiele także bp Stefan Cichy, który słynie z tego, że... zbiera kawały. Chętnie je opowiada: - Kobieta modliła się w kościele z książeczki do nabożeństwa. Obok niej leżała sztuczna szczęka. Ksiądz podszedł do niej i zapytał: Czy te zęby nie przeszkadzają pani w modlitwie? Nie, to są zęby mojego męża, musiałam zabrać, bo by mi całe mięso w domu zjadł!
Dowcipy gromadzą również kapłani. - Humor zresztą winien być także domeną księży, a nieraz może nawet ich bezpośrednio dotyczyć - uważa ks. Piotr Pawlukiewicz. - Kapłan obdarzony jest szczególną mocą Bożą i godnością, nie znaczy jednak, że gdy powie jakieś głupstwo, nie można się z niego zaśmiać. Ten śmiech przypomina nam, że jesteśmy tylko osiołkami, które niosą Pana Jezusa. Zabezpiecza przed pychą i sprowadza na ziemię.
Radość jest zatem wpisana w chrześcijaństwo. Ten, kto ma autentyczną wiarę, nigdy nie jest ponury. Jak wyjaśnia ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, smutny chrześcijanin nie może być „reklamą Pana Boga”. Zresztą sama Ewangelia nazywa się radosną, a nie smutną Nowiną. - Pan Jezus też był na weselu w Kanie Galilejskiej, też się uśmiechał i cieszył - dodaje ks. Naumowicz. Ale zwraca uwagę, że są też w życiu momenty, kiedy człowiekowi wcale nie jest do śmiechu. - Nie oznacza to jednak, by wtedy poddawać się przygnębieniu. Raczej należy odsuwać od siebie smutek i starać się o wewnętrzną radość i pokój. Należy o nie zabiegać, podobnie jak zabiegamy o inne wartości duchowe - podkreśla.

Reklama

Gdy tydzień po katowickiej tragedii rozmawiamy z ks. Bogusławem Kowalskim z Otwocka, spieszy się na bal charytatywny, gdzie poprowadzi aukcję i licytować będzie przedmioty, które pójdą pod młotek, by zdobyć pieniądze na zakup endoskopu do szpitala. Od czasu do czasu bierze też udział w akcjach organizowanych w całym powiecie, np. zbierając w kościele pieniądze na zakup karetek pogotowia dla ratowania życia lokalnej społeczności.
- Razem z organizatorami tego balu też zastanawialiśmy się, czy w sytuacji takiej tragedii wypada organizować zabawę i nie należy odwołać imprezy. Zdecydowaliśmy nie zmieniać planów. Włączyliśmy się gorąco w modlitwę za zmarłych. Był czas żałoby, ale nie może ona trwać w nieskończoność. Życie musi toczyć się dalej. Trzeba zachować Bożą refleksję, Bożą roztropność. Właśnie dla zachowania tego ducha, który pomaga nabrać ochoty do życia, przetrwać trudne chwile. Karnawał zaś, to okres pozbywania się stresu i zbierania sił - mówi ks. Kowalski.
- Chrześcijaństwo jest bardzo realistyczne, bo umie zachować powagę, kiedy trzeba, ale aprobuje też zwykłe, ludzkie, codzienne radości - tłumaczy ks. prof. Józef Naumowicz. - Wiara nakazuje nam nawet, by nie poddawać się smutkowi w codziennych zmaganiach, bo jak przypomina św. Jan Bosko: „smutny święty, to żaden święty”.
Biblia też wiele mówi o zabawie i tańcu. Jest w niej przecież wiele zachęt, by cieszyć się, bawić, nawet używając „trochę wina”, które „rozwesela serce”. „Jakież życie ma ten, który pozbawiony jest wina? Stworzone jest ono bowiem dla rozweselenia ludzi” - czytamy w Księdze Syracha. - Dobry taniec, który towarzyszy zabawie, jest formą wyrażania radości, życzliwości wobec drugiej osoby. Jest afirmacją życia i uzdrawia duszę - mówi ks. Bogdan Bartołd, rektor kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie. - W naszym ośrodku akademickim organizujemy zabawy i bale karnawałowe - dodaje - bo widzę w tym wiele pozytywnych rzeczy. Ludzie bardziej się poznają, rodzi się między nimi więź, stają się bardziej otwarci na drugich. Wspólne przeżywanie radości daje szansę budowania wspólnoty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Gdy chrześcijanie dostają wariacji

Reklama

Karnawał wiązał się też z tradycją kulturową w Polsce. - Długie wieczory sprzyjały zabawom, które same w sobie nie miały nic złego, jeśli oczywiście zachowywało się umiar. Ten umiar był ważny, bo Kościół na ten czas nie zawieszał przykazań kościelnych - mówi ks. Józef Górzyński, liturgista.
W zależności od krajów i panujących obyczajów, różnie liczy się długość karnawału. Jedne narody zaczynają go wraz z sylwestrowym balem i powitaniem fajerwerkami Nowego Roku. Inne po Trzech Królach, a na południu Europy za początek karnawału przyjmuje się dzień św. Antoniego Opata, czyli 17 stycznia. Wszędzie stało się już tradycją, że apogeum zabawy przypada na dni od tłustego czwartku do ostatków.
Dawniej, w zapusty, jak u nas nazywano karnawał, w dworach szlacheckich bawiono się na kuligach i balach. Dla zadziwienia gości przebierano się wymyślnie, udając błaznów albo też Turków, Hiszpanów. Zabawie towarzyszyli muzykanci. Na Mazowszu i u Kurpiów we wtorek o północy chodził Konik, czyli Zapust i recytując dowcipne kuplety wyganiał z karczmy biesiadników do domu.
W Opisie obyczajów Jędrzej Kitowicz wspomina, że uroczyste karnawałowe tańce odbywały się też w biskupich domach i na plebaniach, ale tam bardzo surowo pilnowano, by nie trwały dłużej niż do północy. „Nad 12-ą godziną północną w ostatni wtorek na środę ani raz w tańcu nogą posunąć nie wolno było...” - pisze Kitowicz. Wspomina też, że po mięsnej wieczerzy w ostatni wtorek około północy, na podkurek podawano mleko, jajka i śledzie, zapowiadając tym menu nadchodzący post. Stąd dziś wtorkowe „ostatki” nazywamy często śledzikiem.
Dzisiaj, dla większości Polaków karnawał zaczyna się sylwestrowym szampanem, a kończy pączkiem w tłusty czwartek i faworkami w ostatki. Na bale i zabawy mało kto uczęszcza i to nie tylko z przyczyn finansowych. Za to w rodzinnych albumach roi się od zdjęć balujących na zabawach karnawałowych, poprzebieranych przedszkolaków, fotografii ze szkolnych „choinek”. Jeszcze w dyskotekach podczas karnawału szaleje młodzież. Z wiekiem poważniejemy. Zamierają kontakty i dobrze pojęte życie towarzyskie. A przecież nie zawsze tak było. W Encyklopedii Staropolskiej Glogera czytamy, że ambasador sułtana tureckiego Solima II w Polsce donosił swemu władcy o czasie karnawału, że „w pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacji i dopiero jakiś proszek posypany im potem w kościele na głowę leczy takową”. Karnawałowa gorączka musiała być w XVI w. naprawdę wysoka, skoro aż arcybiskup gnieźnieński Stanisław Karnkowski, Prymas Polski, zarządził na czas karnawału 40-godzinne nabożeństwo dla ostudzenia oszalałych rodaków.

Prawdziwa radość kosztuje

Reklama

Dobrze pojmowana radość jest w teologii podstawą właściwie rozumianego chrześcijaństwa. Ktoś powiedział: „Jeśli potrafisz rozbawić człowieka, który jest smutny, tak aby zaczął się śmiać, będziesz zbawiony”.
Ks. Jan Twardowski mówił, że radość wiąże się z zaufaniem. Że wypływa z przekonania, że życie i wszystko, co nas spotyka, zawsze ma sens. Wiara bowiem daje radość nadziei.
Ale chrześcijańska radość nie jest radością łatwą. To radość, która kosztuje, nieraz bardzo wiele. To radość mimo wszystko. Mimo kłopotów i życiowych tragedii. Bo radość, jak czytamy w Słowniku teologicznym, ściśle wiąże się z cierpieniem i krzyżem. Nie znaczy to jednak, że chrześcijaństwo jest wrogiem radości. Warto zauważyć, że istnieje nawet modlitwa o dobry humor. Nic więc dziwnego, że smutek zawsze był uważany za narzędzie złego ducha. - Szatanowi zależy na tym, by człowiek ulegał smutkowi, załamał się i trwał w rozpaczy - uważa ks. Pawlukiewicz.
Radość zatem, nie tylko ta w karnawale, jest postawą życiową, nie faktem. Bo w dużej mierze to od człowieka zależy sposób, w jaki reaguje on na życiowe zdarzenia. Nie chodzi więc tu o powierzchowny optymizm czy pusty śmiech, ale o to, by radość była autentyczna.
Nawet, gdy po ludzku jej nie widać, zwłaszcza w obliczu cierpienia czy innych nieszczęść. Wtedy właśnie widać, że jest Ktoś, kto nadaje wszystkiemu sens. I to jest powód radości.

Modlitwa o dobry humor

Panie, daj mi dobre trawienie i także coś do przetrawienia. Daj mi zdrowie ciała i pogodę ducha, bym mógł je zachować.
Panie, daj mi prosty umysł, bym umiał gromadzić skarby ze wszystkiego, co dobre, i abym się nie przerażał na widok zła, ale raczej bym potrafił wszystko dobrze zrozumieć.
Daj mi takiego ducha, który by nie znał znużenia, szemrania, wzdychania, skargi, i nie pozwól, bym się zbytnio zadręczał tą rzeczą tak zawadzającą, która się nazywa moim „ja”.
Panie, daj mi poczucie dobrego humoru. Udziel mi łaski rozumienia żartów, abym potrafił odkryć w życiu odrobinę radości i mógł sprawiać radość innym.

Św. Tomasz Morus

„Traktat o prawdziwej radości” św. Franciszka z Asyżu

Pewnego razu Franciszek zawołał brata Leona i powiedział: Bracie, pisz rzecz, czym jest prawdziwa radość: Przybywa posłaniec i mówi, że wszyscy profesorowie z Paryża wstąpili do Zakonu, to nie jest radość doskonała, gdyby tak samo uczynili wszyscy prałaci i biskupi z tamtej trony Alp, również król Francji i Anglii. I gdyby bracia poszli do niewiernych i wszystkich nawrócili, to w tym wszystkim nie kryje się radość prawdziwa.
Więc co to jest radość - pyta zniecierpliwiony brat, a wówczas Franciszek mu odpowiada: Gdy wracam zimą, późną porą nocą, jestem zziębnięty i głodny i przychodzę do bramy i gdy długo pukam i wołam, i gdy wreszcie przychodzi brat i pyta: „Kto tam?”, a ja mówię: „Brat Franciszek”, a on odpowiada: „Idź sobie stąd, bo nie jesteś nam potrzebny”, a ja go proszę w imię Boga o przyjęcie na noc, lecz jest to bezskuteczne, to powiadam ci, wówczas gdy zachowam cierpliwość, nie rozgniewam się, to znajdę w tym prawdziwą radość, prawdziwą cnotę i zbawienie duszy.

Kwiatki św. Franciszka, tłum. Leopold Staff

2006-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papieska Akademia Kościelna ma 325 lat – jutro sympozjum w Watykanie

2026-01-16 17:44

[ TEMATY ]

Watykan

jubileusz

Papieska Akademia Kościelna

Vatican Media

„Budowanie mostów pokoju i sprawiedliwości, odbudowywanie autentycznych więzi i promowanie cywilizacji opartej na miłości i poszanowaniu godności każdego człowieka” - tymi słowami abp Salvatore Pennacchio, przewodniczący Papieskiej Akademii Kościelnej streszcza misję i działalność dyplomatyczną Stolicy Apostolskiej w obliczu nowych i rozlicznych wyzwań współczesnego świata. Będą one tematem jutrzejszego sympozjum, jakie odbędzie się w Pałacu Apostolskim w Watykanie z okazji 325. rocznicy tej uczelni, która przygotowuje papieskich dyplomatów. „Lectio magistralis” (uroczysty inauguracyjny wykład mistrzowski) wygłosi wielki kanclerz Akademii, kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.

„Służba dyplomatyczna Stolicy Apostolskiej jest służbą komunii, która czerpie siłę z Chrystusa i Ewangelii i wyraża się w konkretnej bliskości, uważnym słuchaniu i stałym dialogu” - wyjaśnił abp Penacchio w rozmowie z mediami watykańskimi. Zaznaczył, że „dziś, w świecie naznaczonym konfliktami, zmianami geopolitycznymi, kulturowymi i środowiskowymi, dyplomacja watykańska jest wezwana do codziennego radzenia sobie z coraz bardziej zglobalizowaną i wzajemnie powiązaną rzeczywistością”.
CZYTAJ DALEJ

To nie był pierwszy raz. Świadectwo uczniów z Kielna

2026-01-13 21:39

[ TEMATY ]

krzyż

Adobe Stock

W jednej ze szkół podstawowych w Kielnie doszło do serii zdarzeń, które poruszyły lokalną wspólnotę wierzących. Uczniowie, pragnący obecności krzyża w swojej sali lekcyjnej, napotkali na zdecydowany opór ze strony jednej z nauczycielek. Historia ta, choć bolesna, staje się pytaniem o granice szacunku dla sacrum w przestrzeni publicznej.

Z relacji rodziców wynika, że obecność krzyża w sali lekcyjnej klasy 7a była dla uczniów sprawą fundamentalną. Już na początku września dzieci zauważyły, że tradycyjny, drewniany krzyż, który wisiał obok godła państwowego, zniknął. Uczniowie nie pozostali bierni – dzięki uprzejmości szkolnej woźnej pozyskali inny poświęcony krzyż i przywrócili go na należne mu miejsce.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV powraca do publicznego obmywania stóp w Wielki Czwartek. Zmiana stylu w stosunku do praktyki Franciszka

2026-01-17 11:33

[ TEMATY ]

Wielki Czwartek

Papież Leon XIV

Karol Porwich/Niedziela

Papież Leon XIV w Wielki Czwartek, 2 kwietnia będzie sprawował Liturgię Wieczerzy Pańskiej w bazylice św. Jana na Lateranie i tam obmyje stopy wiernym - podaje portal infovaticana powołując się na Prefekturę Domu Papieskiego.

Informacja ta oznacza zmianę stylu w stosunku do praktyki Franciszka, który przez lata obmywał stopy w miejscach cierpienia - zwłaszcza w więzieniach lub ośrodkach dla uchodźców czy też domach starców - jako gest duszpasterski i symboliczny w samym sercu Wielkiego Tygodnia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję