Reklama

Recenzja

Śmiech na sali?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Śmiałem się. Przyznaję. Śmiałem się, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że się zaśmiewałem. Lubuski Teatr - jak już chyba kiedyś wspominałem - uparł się, by zielonogórską publiczność bawić. I to prawie wyłącznie bawić. A bawi nas w nurtach trzech: klasycznym, współczesnej komedii angielskiej i kabaretowym. I tak w nurcie klasycznym po Moralności Pani Dulskiej Zapolskiej, Poskromieniu złośnicy i Ożenku Gogola przyszedł czas na Łgarza Carlo Goldoniego. I to właśnie na Łgarzu nie pękałem ze śmiechu. A szkoda, bo przecież commedia dell’arte to bardzo wdzięczne tworzywo teatralne, a sam Łgarz to - jak czytamy w programie - sztuka uznana za arcydzieło tegoż wenecjanina. Czemu więc nie dane mi było pęknąć ze śmiechu?
Z czego śmiejemy się na komediach? Z dobrych tekstów, gagów, nieoczekiwanych sytuacji, czasami z samej intrygi. Wiele trzeba, by zainteresować intrygą z dworskiego życia Wenecji, która jest o tyle banalna, co przewidywalna. Czy da się coś ważnego powiedzieć o naturze miłości po oglądnięciu sztuki Goldoniego? Zresztą, jakżeż daleka to wersja od dzisiejszych podchodów miłosnych. Straszną ramotą pachnie w czasach komórek i internetu podrzucanie sonetów na balkon. Nie wiem, czy młodzież da się na to nabrać. W zielonogórskim przedstawieniu ten historyczny sztafaż był tak dominujący, że aż przytłaczał, choćby przez monumentalność i dosłowność scenografii. Więc trzeba by się śmiać z tekstu i z gry aktorskiej. Jeśli chodzi o tekst, to było kilka trafnych sentencji i replik, szkoda, że nie zawsze dobrze powiedzianych.
Pozostaje nam gra aktorska, kreacja komicznych postaci. I tu zaczyna się prawdziwy problem Łgarza i Lubuskiego Teatru w ogóle. Z uporem bowiem godnym lepszej sprawy aktorzy tegoż teatru obsadzani są wciąż w podobnych do siebie rolach. Nie da się już oglądać Wojciecha Czarnoty w roli dyżurnego amanta, którego już grał w Poskromieniu złośnicy i Ożenku. Nie da się wciąż oglądać Marcina Wiśniewskiego w roli Arlekina, bo podobną rolę zagrał w Szekspirze. Skutek jest tego taki, że ma się wrażenia, że wciąż oglądamy tę samą sztukę i te same postaci. A podobieństw można znaleźć jeszcze więcej. Kto więc ratuje tę sztukę? Wojciech Brawer w roli Florinda, którego popisy godne były owacji na stojąco, Hanna Klepacka w roli Colombiny, zagranej tanecznie, gibko i z pomysłem na każdą bez mała kwestię, nawet tę z żelazkiem. Zaskakuje Tomasz Karasiński w nietypowej dla siebie roli Balanzoniego, bawi zaś zupełnie nieźle Julia Kołakowska w roli Rozaury. Kolorytu dodaje młodzież, która wnosi na scenę atmosferę weneckiego karnawału, no i śpiewająca Anna Ozner, która - niestety ku mojemu smutkowi - pojawia się tylko dwa razy. I tyle.
Mam zwyczaj chodzenia do teatru, czasami nawet kilka razy na ten sam spektakl. Na Łgarzu byłem raz. Ten jeden raz wystarczy. Ba, jeden raz warto się nawet wybrać. Żeby się pośmiać, ale nie do rozpuku.

Carlo Goldoni, Łgarz, reż. J. Bończak, Lubuski Teatr w Zielonej Górze, premiera 29 kwietnia 2005 r.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dress code w kościele

Ubiór w kościele świadczy o wierze, a także o miłości do Boga i wspólnoty oraz odpowiedzialności za wyobraźnię bliźnich.

Po chłodnej wiośnie nastały gorące dni lata. Różnie znosimy upały. Dla jednych to czas słonecznych kąpieli, a dla innych, zwłaszcza osób starszych i z nadwagą – zmaganie z wysoką temperaturą. Lekarze w tej sytuacji zalecają unikanie przebywania w miejscach nasłonecznionych. Trudno jednak w upalne dni znaleźć, poza klimatyzowanymi pomieszczeniami, chłodne zakątki. Taki chłód bywa np. w gotyckich świątyniach. Na wakacyjnym szlaku warto je odwiedzać nie tylko po to, aby się ochłodzić i w celach turystycznych, ale nade wszystko w celach duchowych. Przy wejściu do niektórych miejsc sakralnych umieszczone są tablice z informacjami o stosownym stroju. Różnie te wskazania są przestrzegane. A my, księża, rzadko o tym mówimy, z obawy, aby kogoś nie urazić i nie być podejrzanymi o pruderię. Stosowny strój jest jednak istotny, i to nie tylko podczas liturgii, ale także w trakcie zwiedzania świątyń. I nie jest to postulat wynikający tylko z wyznawanej religii, ale dotyczy on kultury bycia. W jednej z katedr podczas oprowadzania wycieczki przewodnik poprosił turystę o zdjęcie nakrycia głowy. Odpowiedział on, że tego nie zrobi, ponieważ jest niewierzący. Przewodnik na to odparł, że miał nadzieję spotkania z osobą kulturalną, a o wierze w tym momencie nie rozmawia.
CZYTAJ DALEJ

W Gietrzwałdzie z okolic źródełka zdemontowano figurę Matki Bożej. To element prac konserwatorskich

W bazylice w Gietrzwałdzie rozpoczęto kolejne prace konserwatorskie - z kościoła zdemontowano częściowo ołtarz św. Józefa, a z otoczenia źródełka figurę Matki Bożej i ogrodzenie. W przyszłym roku przypada 150. rocznica objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

W niedzielę parafia w Gietrzwałdzie poinformowała w ogłoszeniach duszpasterskich, że figura Matki Bożej powinna wrócić w otoczenie źródełka za miesiąc. W minionym tygodniu zdemontowano zarówno odlaną z betonu figurę, jak i metalowe płotki i altanę - wszystkie te elementy zostaną poddane konserwacji. Kosztów tych prac nie podano.
CZYTAJ DALEJ

Przed nami święcenia kapłańskie w gorzowskiej katedrze

2026-05-25 11:41

[ TEMATY ]

katedra

święcenia kapłańskie

gorzów

Karolina Krasowska

Dk. Łukasz Kozakiewicz pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Głogowie.

Dk. Łukasz Kozakiewicz pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Głogowie.

W najbliższą sobotę 30 maja o godz. 11.00 podczas Mszy św. w gorzowskiej katedrze diakon Łukasz Kozakiewicz przyjmie święcenia kapłańskie. Sakramentu święceń udzieli mu pasterz diecezji bp Tadeusz Lityński.

Dk. Łukasz Kozakiewicz pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Głogowie. Zapytany, co ten moment dla niego oznacza, odpowiada, że będzie to dla mnie kolejny kamień milowy w jego życiu. - Poprzednim tak silnie wpływającym było wstąpienie do seminarium. Bo wiąże się to ze zmianą miejsca zamieszkania, nowymi obowiązkami i zadaniami. Jednak w tym wszystkim mam dużą ufność - dzieli się Łukasz Kozakiewicz. - W przyszłość patrzę ufnie. Nie mam pojęcia co mnie w niej czeka, ale wiem Komu to powierzyłem. I uczę się, by Jemu ufać. Niezależnie czy przed nami będzie pogłębiony kryzys, czy przyjdą "lepsze" czasy, to trzeba robić swoje, do czego Pan Bóg powołuje, posługiwać ludziom, do których zostanę posłany, najzwyczajniej być z nimi - dodaje.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję