Reklama

Samotność ojcostwa

Niedziela przemyska 7/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Do spotkania z Biskupem doszło nazajutrz. Pelczar dawno go już nie widział. Teraz, kiedy wszedł do biskupich pokojów, dostrzegł jak choroba wyniszcza organizm pasterza. Wyraźnie zmęczony, z podkrążonymi oczami - oznaką, że noc była bezsenna - uśmiechnął się jednak przyjaźnie i wskazał fotel, na którym Józef usiadł.
- Wiem, że wreszcie udało się Księdzu zrealizować swoje plany. Jesteś profesorem. Szczerze gratuluję i współczuję jednocześnie. Przyznam, że nie byłem zwolennikiem odejścia Księdza z Przemyśla. Co prawda, z powodu moich dolegliwości nie zawsze uczestniczyłem aktywnie w życiu Seminarium. Ale sporo wiem. I wiem, że byłeś dla kleryków jak ojciec i to oni z pewnością najbardziej odczują Twoje odejście. Drugi powód, to sytuacja na Uniwersytecie, a zwłaszcza na Wydziale Teologicznym. Szczerze muszę powiedzieć, że to bardzo trudna sytuacja. Z jednej strony atmosfera wśród duchowieństwa krakowskiego nie jest najlepsza. Obecny administrator, bp Gałecki ma tam sporo przeciwników, a wszystko przez to, że jego matka była Niemką i przez zbyt silne poparcie, którego udziela mu zaborczy rząd. Sam biskup jest człowiekiem dobrym, ale w klimacie tych nieufności i jemu udzieliła się niechęć i czasem staje się podejrzliwy. Musisz uważać, by nie wchodzić zbyt blisko, przynajmniej na początku, w tę sytuację.
Po drugie, sam Uniwersytet z trudem wychodzi z kryzysu, który rozpoczął się po upadku Rzeczypospolitej. Przez wiele lat językiem wykładowym był język niemiecki, a sama kadra profesorska w dużej mierze była niemieckiego pochodzenia. Po prostu byli to Niemcy. I nie to najgorsze, ale byli to profesorowie, którzy nie znaleźli miejsca na uniwersytetach w swoim kraju. Traktowali zatem swoją pracę jako karę, dawali odczuć niechęć do polskich studentów i robili wszystko, by doprowadzić tę światłą uczelnię do kryzysu. Dziś to się już nieco zmieniło, ale sytuacja nadal jest trudna.
Nie mówię tego, by Księdza zrażać, ale wiem, że jesteś wrażliwy i chcąc uprzedzić trudności, na które się natkniesz, pragnę byś był świadomy sytuacji, w którą wchodzisz.
- Serdecznie dziękuję za słowa pochwały i szczerej troski. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę. Tym bardziej, że tym razem to jest mój wybór i sam muszę sprostać wyzwaniom, które on niesie.
Dalsza rozmowa potoczyła się wokół tematów osobistych. Ksiądz Biskup pytał o Kończynę, rodzinę. Józef wyszedł z domu biskupiego wewnętrznie wyciszony i pełen nadziei i wewnętrznej mocy wobec czekających go wyzwań.
Rozpoczął się żmudny trud pakowania, selekcjonowania książek i przedmiotów, które należało zostawić w Seminarium i tych, które były konieczne do zabrania do Krakowa.
W kilka dni po rozmowie z Biskupem młody profesor pojechał do Krakowa zorientować się w sytuacji, a zwłaszcza z zamiarem znalezienia mieszkania. Na miejscu odszukał ks. Krakowskiego, który już mieszkał w Krakowie i razem podjęli trud poszukiwania mieszkania. Nie było to takie łatwe. Wreszcie po kilku nieudanych podejściach ks. Krakowski zaproponował, by zapukać do furty klasztornej u ojców franciszkanów. Przyjął ich miły z powierzchowności gwardian i po wejściu do rozmównicy przybysze wyłożyli swój problem.
Obyło się bez większych trudności. W klasztorze były wolne mieszkania. Zaraz też poszli zobaczyć to proponowane przez gwardiana. Dwa małe pokoiki zupełnie satysfakcjonowały Józefa. Walorem miejsca była bliskość Uniwersytetu, co nie było bez znaczenia, biorąc pod uwagę, że zajęcia odbywały się w różnych porach dnia i czasem z przerwami między nimi. Ta bliskość umożliwiała wykorzystanie czasu oczekiwania na kolejny wykład dla odpoczynku lub pracy naukowej.
Po wyjściu od franciszkanów udali się na Wawel, gdzie Pelczara długo modlił się przed cudownym krzyżem. Po załatwieniu innych jeszcze koniecznych spraw ks. Krakowski zaprosił Pelczara do siebie i tam przedstawił mu sytuację, jaka panuje na Uniwersytecie.
- Wiem, że pewnie miałeś do mnie pretensje, że zabrałem Ci Twoją umiłowaną i upragnioną katedrę. Nie wiem, jak się to stało. Po prostu, kiedy dowiedziałem się, że istnieje taka możliwość, złożyłem podanie o przyjęcie. Przyznam, że nie miałem wielkich nadziei. Nawet zbytnio nie zabiegałem o jakieś wsparcie czy protekcję. Okazało się, że dobrze trafiłem. Katedra jest wprost ogołocona z profesorów i stąd dość szybko otrzymałem odpowiedź. Widocznie jedynym, co przeważyło szalę na moją korzyść był fakt, że ja pierwszy złożyłem podanie. Ale to już przeszłość. Nie wróci się i nie ma o czym dywagować. A teraz trochę o naszym wydziale. Jest mizernie. Mamy tylko dwóch profesorów zwyczajnych - Jana Droździewicza i Józefa Czerlunczakiewicza. Są już starsi i wyraźnie zmęczeni wykładami, niechętni do zmian. O wynagrodzenie sam będziesz się musiał dopominać. Ci profesorowie zarabiają raptem po 1400 reńskich rocznie. Gdy chodzi o studentów, to aż wstyd mówić. Jest ich zaledwie dwudziestu, głównie zakonników. Niestety, nie możemy nadawać tytułów doktorskich, stąd nic dziwnego, że nie mamy żadnego znaczenia u świeckich. W tej sytuacji nie masz co marzyć o rektorstwie, bo pomija się profesorów wydziału przy jego wyborze.
- Dziwnie spokojnie mówisz o tym.
- A co mam zrobić?
- Coś robić musimy. Przecież nie przyszliśmy tutaj po nic.
- Widać nie mam w sobie korczyńskiej ambicji. Ale życzę Ci powodzenia.
Józef wrócił do swojego nowego mieszkania bez entuzjazmu. Prowadził wewnętrzny dialog, w którym marzył o reformie wydziału, o jego rozkwicie. Swoje przemyślenia przelał na papier, jakby chcąc uchronić je przed ulotnością.
„Moim głównym zadaniem, to wyjednać u rządu reorganizację Wydziału Teologicznego, ściągnąć z różnych stron ludzi zdolnych na profesorów, wreszcie nawiązać dobre stosunki z profesorami świeckimi”.
Zamknął zeszyt, w którym już od lat zapisywał swoje przemyślenia i pomysły i udał się do bazyliki, aby utwierdzić się w postanowieniu i zawierzyć je Sercu Jezusa i Jego Matki.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Polak współtworzył muzykę Mszy św. Leona XIV w Paryżu

2026-10-01 07:16

[ TEMATY ]

muzyka

Autorstwa ElenaDelaporte/commons.wikimedia.org

Karol Mossakowski

Karol Mossakowski

Karol Mossakowski, polski organista tytularny kościoła Saint-Sulpice w Paryżu, znalazł się w zespole odpowiedzialnym za przygotowanie muzyki liturgicznej podczas uroczystej Mszy św. sprawowanej przez papieża Leona XIV 26 września na paryskim Place de la Concorde i Polach Elizejskich.

Jego udział był jednak znacznie większy, niż wynikało z pierwszych oficjalnych informacji. Szczegóły swojej pracy organista przekazał bezpośrednio redakcji „Muzyka w diecezji”. Cytując informacje przekazane przez Karola Mossakowskiego, prosimy o podanie źródła: Muzyka w diecezji – muzykawdiecezji.pl.
CZYTAJ DALEJ

Ktoś Cię zranił? Przynieś tę ranę na Różaniec

2026-10-01 18:46

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

Adobe Stock

Niektóre zranienia mijają szybko, inne zostają w pamięci na lata. Szczególnie bolą te zadane przez osoby, którym ufaliśmy.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję