Reklama

Łzy Matki Bożej

Niedziela przemyska 35/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tajemnicze wydarzenia w sycylijskim mieście Syrakuzy wywołały sensację najpierw w samym tym starożytnym grodzie, później we Włoszech, a w końcu na całym świecie. Cóż się tam wydarzyło?
29 sierpnia 1953 r. zaczęła „płakać” terakotowa płaskorzeźba Niepokalanego Serca Maryi Panny i płakała gorzkimi rzewnymi łzami pełne trzy dni! Wydarzenie to miało miejsce w starym, ubożuchnym domu, gdzie życie religijne słabym tylko pulsowało tętnem. W domu tym od niespełna roku żyło młode małżeństwo. Uboga małżonka Antonina Janusso oczekiwała dziecięcia, lecz stan jej zdrowia budził poważne obawy. Prawie od początku swego błogosławionego stanu doznawała niezwykłych dolegliwości - bolesne skurcze rwały jej wnętrzności, bóle reumatyczne łamały wszystkie członki, często traciła wzrok, popadała w omdlenie.
Właśnie pamiętnego dnia 29 sierpnia leżała na łóżku zemdlona, z nogami wyżej wzniesionymi na poduszce, bo takie położenie zdało się czasem ulgę jej sprawiać. Twarzą zwrócona była ku głównej ścianie izdebki na której, tuż nad poduszką, wisiała prosta gliniana płaskorzeźba Niepokalanego Serca Maryi. Łoże nieprzytomnej otaczały strapione niewiasty; jej siostry, teściowa i bratowa. Lecz oto zaczyna się niezwykłe zdarzenie. Antonina Jannuso budzi się. Jeszcze w półśnie widzi, jak na poduszkę koło jej stóp padają krople wody, wylewające się na podobieństwo łez z oczu wiszącej na ścianie płaskorzeźby Madonny. W najwyższym osłupieniu dostrzegają je otaczające łoże chorej kobiety. Zwołują zaraz sąsiadki i padłszy na kolana z cichą modlitwą na ustach śledzą przebieg niepojętego zjawiska. Ale oto chora naraz zrywa się, schodzi własną mocą z posłania i przyłącza się do klęczących niewiast - zniknęły w jednej chwili dolegliwości, ustały boleści - czuje, że jest zdrowa.
Dalsze wypadki potoczą się zwykłym w takich razach trybem. Zewsząd zbiegają się żądne sensacji tłumy i mrowiem zalegają mały domek i ciasną uliczkę. Jedni modlą się, inni płaczą, a jeszcze inni toczą burzliwe spory i dyskusje, nie szczędząc ironicznych uwag pod adresem rzekomo cudownego „babskiego widzenia”.
Pod wieczór wraca z pracy gospodarz mieszkania - Angelo Jannus, wyrobnik dzienny. Gdy ujrzał dom oblężony tłumem ludzi, dreszcze przerażenia targnęły jego sercem, bo pierwszą jego myślą było przeczucie jakiegoś nieszczęścia. Uspokaja się, gdy mu oznajmiają, że w mieszkaniu jego dzieje się cud, lecz nie zaraz daje tej wieści wiarę, bo też niezbyt bliskie były mu pojęcia i przekonania religijne. Głęboki wstrząs przeżywa dopiero, gdy spostrzega swą żonę zupełnie zdrową i naocznie przekonuje się o prawdziwości łez Matki Boga - łez tak obfitych i rzewnych, jakie płynąć mogą tylko z oczu osoby, której serce targa ból niewymowny.
Nadchodzi też brat Angela. Serce jego jest omroczone goryczą i złością, bo właśnie w dniu tym wypowiedziano mu pracę. Na wiadomość o cudzie wybucha szyderstwem: „ja chyba miałbym lepszy powód do płaczu, niż Matka Boża”. Rozpycha tłum, wchodzi do mieszkania i patrzy. I on widzi łzy, jak setki innych, widzi, ale jeszcze nie wierzy. Podchodzi do wizerunku, wyciąga ręce, czuje, jak krople powoli padają mu na spracowane dłonie i - już klęczy w chórze rozmodlonego tłumu.
Zbiegowiskiem interesuje się w końcu i policja. W przekonaniu, że chodzi znów o jakieś nowe oszustwo, kilku przedstawicieli władzy bezpieczeństwa udaje się do mieszkania Jannusów, zdejmują ze ściany płaczącą Madonnę. Figurkę wycierają starannie z wilgoci i owiniętą w papier zabierają na komisariat, lecz tajemniczy płacz nie ustaje i przez drogę cały papier nasiąka wilgocią. W zdumieniu zdejmują go policjanci w biurze komisariatu, a w osłupienie wprost wpadają, gdy widzą, jak ustawiona na biurku Madonna nadal roni łzy. Lecz organy bezpieczeństwa nie mogą ulegać zbiorowej halucynacji, nie chcą się jej poddać. Oglądają więc płaskorzeźbę ze wszystkich stron, badają, a rezultatem jest scena, jakiej nigdy pewnie jeszcze nie oglądało tamtejsze biuro policyjne: grono funkcjonariuszy z komisarzem na czele klęczy przy biurku, szepcząc słowa modlitwy. Po chwili Madonna wraca z komisariatu do prawego właściciela, a pochodowi temu towarzyszą radosne okrzyki nieprzejrzanych rzesz. Umieszczony na dawnym miejscu wizerunek nie przestaje ronić łez przez trzy następne dni - 30 i 31 sierpnia, oraz 1 września.
Wieść o tym wydarzeniu rozeszła się już nie tylko w całym mieście, ale i dalszej okolicy. Wszystkich ogarnia niezwykłe podniecenie. Kto tylko może spieszy na Via degli Orti pod nr 11: wierzący i niewierzący, lud prosty i pobożny, jak i uczeni mężowie, ostrożni i oczekujący czy entuzjaści i zapaleńcy, łatwowierni i sceptycy czy szydercy - wszyscy chcą doświadczyć tajemniczych wydarzeń. I widzą; widzą wszyscy, dotykają spływających kropel, biorą je na dłonie, biorą do ust i oświadczają, że mają słonawy posmak łez. Dwustu świadków złożyło później pod przysięgą przed sądem duchownym zeznanie o prawdziwości tego widzenia, a tysiące innych zgłaszało gotowość potwierdzenia prawdziwości ich zeznań.
Wśród tysięcznych rzesz patrzących na płaczącą Madonnę, przeważa oczywiście przekonanie, że chodzi tu o nowy niezwykły cud, o nowe wielkie objawienie Matki Bożej. Ostrożniejsi nie wypowiadają swego zdania, lecz stają przed wizerunkiem w głębokiej zadumie, nie znajdując rozumowego wyjaśnienia rozwijającego się zjawiska, a szydercy trwają jeszcze przy swym przekonaniu o „babskich bzdurach”. Lecz głosy te milkną powoli, bo u stóp płaczącej Madonny zaczynają się dziać niezwykłe rzeczy i to w takiej ilości i sile, że prąd najgłębszego wzruszenia i uniesienia ogarnia wszystkich - od prostego dziecka ludu do uczonych badaczy, przyrodników, lekarzy: wszyscy kornie chylą czoła przed tajemną potęgą. Dzieją się bowiem rzeczy, które nie znajdują żadnego naturalnego wyjaśnienia: paralitycy chodzą, ślepi widzą, głusi słyszą, uznani przez medycynę za nieuleczalnie chorych, w jednej chwili zdrowie odzyskują.
Dla zbadania sprawy utworzona została zaraz komisja biegłych, duchownych i świeckich. Grupa lekarzy i chemików pobrała pewną ilość spływających łez, by je poddać naukowej analizie. Rezultat tych badań brzmiał zgodnie: są to bez wątpienia naturalne łzy ludzkie. Dr La Rosa - wicedyrektor Laboratorium Chemicznego prowincji Syrakuzy oświadczył: „Nie można znaleźć żadnego naturalnego wytłumaczenia dla tych łez. Nie znaleziono w nich ani śladu cząstek siedmiu farb, które tak żywo oddają oczy figurki”.
Wielu fotografów zrobiło zdjęcia płaczącej Madonny, nakręcono nawet film z tego zdarzenia. Jakże wzruszające są te obrazy, uwieczniające łzy Matki Boga.
Około południa 1 września płacz ustał, lecz nie ustały cudowne uzdrowienia, by odjąć resztki chwiejności wątpiącym jeszcze w prawdziwość, nadprzyrodzoność cudownego zdarzenia. Prócz uzdrowień cielesnych, nie mniej cudowne, a znacznie liczniejsze były uleczenia duchowe, nagłe nawrócenia, czy to obojętnych, czy wprost wrogów wiary. Nurt nadprzyrodzonego życia łaski Bożej poczyna płynąć w martwych dotąd sercach.
Liczne nieustanne pielgrzymki wyłoniły wnet potrzebę udostępnienia widoku cudownego wizerunku szerokim rzeszom. Wyniesiono go więc z ciasnego dotychczasowego pomieszczenia i umieszczono na wysokim cokole na placu Eurypidesa. Nieustannie trwał napływ pielgrzymów, dochodzących liczby 70-100 tys. dziennie.

Stanowisko Kościoła

Stanowisko Kościoła wobec tych wydarzeń było takie, jak zwykle w podobnych wypadkach - ostrożne i wyczekujące. Kiedy Angelo Jannuso doniósł po raz pierwszy swemu proboszczowi o „Płaczącej Madonnie”, ten nie chciał nawet słuchać szczegółów zdarzenia i dość szorstko odprawił informatora. Arcybiskup Syrakuz, msgr. Ettore Baranzini wydał nawet upomnienie pasterskie do kleru i wiernych, by wokół niezbadanych jeszcze wydarzeń w Syrakuzach nie stwarzali atmosfery niezdrowej sensacji i nie dawali się ponosić nieokiełznanej fantazji, lecz by w skupieniu i powadze wyczekiwali na wynik badań kościelnych i naukowych instancji, i by sąd swój całkowicie ich orzeczeniu poddali. Na wynik nie czekano długo. Nadspodziewanie rychło poważni naukowcy i kościelne organy śledcze doszły do przekonania, że nie można sprawy „płaczącej Madonny” zbagatelizować, a już 14 grudnia 1953 r. Konferencja Biskupów Sycylijskich mogła oświadczyć publicznie, że po gruntownym zbadaniu okazało się, iż kult „płaczącej Madonny” może być przez władze kościelne uznany i zatwierdzony.
Trudno by opisywać radość i entuzjazm, jaki słowa te wzbudziły wśród wszystkich wiernych, szczególnie wśród licznych rzesz odrodzonych duchowo czy uzdrowionych. Oświadczenie biskupów sycylijskich nie było oczywiście równoznaczne z definitywnym stwierdzeniem nadprzyrodzonego charakteru syrakuzańskich wydarzeń przez najwyższą władzę Kościoła. Rzym jeszcze milczał, bo też sąd swój i ostateczną decyzję wydaje on w takich wypadkach zawsze dość późno, zawsze dopiero po orzeczeniach miejscowych władz kościelnych.
Wiadomo jednak, że przed konferencją sycylijską bawił w Rzymie abp Barazini i był na dłuższej audiencji u Ojca Świętego co pozwala przypuszczać, że wielki wpływ na wydanie wspomnianego orzeczenia musiało wywrzeć stanowisko Namiestnika Chrystusowego i że dlatego sprawa ta ma jak najlepsze widoki rychłego pozytywnego orzecznictwa ze strony najwyższej władzy Kościoła. Urzędowe oświadczenie biskupów sycylijskich brzmi następująco: „Biskupi Sycylii, zebrani na zwykłą swą konferencję w Bagheria (Palermo) wysłuchali z uwagą obszernych wywodów msgr. Ettore Baranzini na temat «płaczu» figury Niepokalanego Serca Maryi, jaki wydarzył się w Syrakuzach, w domu przy ulicy Degli Orti, w dniach 29,30,31 sierpnia i 1 września br. i po dokładnym rozważeniu oryginalnych dokumentów doszli do przekonania, że nie można poddawać w wątpliwość faktu płaczu tej figury. Wyrażamy przeto gorące pragnienie, aby to objawienie się Matki naszej niebieskiej pobudziło wszystkich do zbawiennej pokuty i gorętszej czci Niepokalanego Serca Maryi. Pragniemy też by rychło wzniesione zostało ku Jej czci Sanktuarium, które by uwieczniło pamiątkę owego cudu”.
Niezwykłe to oświadczenie sycylijskiego Episkopatu arcybiskup Palermo kard. Ruffini obwieścił światu przez radio, a nawiązując do sprawozdania Biskupa Syrakuz, oświadczył: „Wobec wymowy faktów nie możemy przymykać oczu na tę sprawę i dlatego Syrakuzy mogą być od dziś przez Kościół nazywane miastem płaczącej Madonny”. Kardynał wyraził przy tym życzenie, aby projektowane Sanktuarium „Matki Bożej Płaczącej” wzniesione zostało na miejscu wydarzenia się cudu.
Z coraz żywszą radością przyjmował wierny lud te wieści o stanowisku władz kościelnych, krzepiły one bowiem i usprawiedliwiały jego dotychczasową wiarę i ufność, że Matka Boga wyjedna dla biednej ludzkości Jego zmiłowanie, pociągnie ludzkie serca do cnoty, ożywi w nich wiarę i rozpali miłość Boga i chrześcijańską miłość bliźniego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Redemptoryści odcinają się od wspólnoty, która planuje święcenia biskupa bez zgody Rzymu

2026-07-10 14:01

[ TEMATY ]

redemptoryści

Karol Porwich/Niedziela

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (CSsR) opublikowało oświadczenie, w którym stanowczo odcina się od sedewakantystycznej wspólnoty Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR), mającej siedzibę na wyspie Papa Stronsay w archipelagu Orkadów. Dokument został wydany w związku z planowaną na 25 lipca konsekracją biskupią założyciela wspólnoty, ks. Michaela Mary’ego, która ma się odbyć bez mandatu papieskiego.

W oświadczeniu opublikowanym 7 lipca w Rzymie przełożony generalny redemptorystów, o. Rogério Gomes CSsR, podkreślił, że „Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR) nigdy nie byli częścią Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (CSsR), ani też nigdy nie byli prawnie powiązani z Zarządem Generalnym Redemptorystów”.
CZYTAJ DALEJ

Anna Golędzinowska: codziennie błagam Pana Boga, żeby została w moim sercu łaska wiary

2026-07-10 21:46

[ TEMATY ]

Ania Golędzinowska

Agata Kowalska

Anna Golędzinowska

Anna Golędzinowska
Anna Golędzinowska urodziła się w 1982 r. w Warszawie. Marząc o karierze, wyjechała do Włoch, gdzie padła ofiarą oszustwa i była zmuszana do pracy w nocnych klubach. Gdy udało jej się uciec, zeznawała przeciwko członkom grupy przestępczej handlującej żywym towarem i tym samym przyczyniła się do ich aresztowania i skazania. Od tej pory jej kariera we Włoszech nabrała tempa. Anna Golędzinowska pracowała jako modelka, aktorka i prezenterka telewizyjna. Media włoskie i polskie rozpisywały się na temat kulisów jej życia, w którym z czasem pojawiły się: alkohol, narkotyki i przypadkowy seks. W pewnym momencie postanowiła zmienić swoje życie. Zrezygnowała z kariery, zamieszkała w Medjugorie. Dziś spotyka się z młodymi ludźmi na całym świecie, opowiadając historię swojego życia i dając świadectwo tego, gdzie należy szukać prawdziwego szczęścia. Anna Golędzinowska jest m.in. autorką książek: „Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki” oraz „Z ciemności do świata”. Ostatnio ukazała się jej kolejna książka „Twarzą w twarz z diabłem”. To osobiste świadectwo sześcioletniej, udokumentowanej walki o uwolnienie i autentycznych egzorcyzmów prowadzonych na Ani przez o. Gabriele Amortha, o. Cipriano de Meo i ks. Antonio Mattatellego.
CZYTAJ DALEJ

Bractwo św. Piotra: decyzja Bractwa św. Piusa X utrwala schizmę

2026-07-11 10:56

[ TEMATY ]

decyzja

Bractwo św. Piotra

schizma

Bractwo św. Piusa X

Karol Porwich/Niedziela

Decyzja Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X o przeprowadzeniu niedozwolonych przez Stolicę Apostolską święceń biskupich oznacza utrwalenie drogi prowadzącej do schizmy - ocenił ks. Sven Conrad FSSP, wykładowca liturgii i dogmatyki w seminarium w Wigratzbad oraz przewodniczący rady akademickiej Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, w wywiadzie dla portalu katholisch.de.

Duchowny zwrócił uwagę, że ogłoszona przez Stolicę Apostolską ekskomunika ma szerszy zakres niż sankcje nałożone po nielegalnych święceniach biskupich z 1988 r., ponieważ obejmuje obecnie całą wspólnotę Bractwa św. Piusa X jako znajdującą się w stanie schizmy. Ks. Conrad przyznał, że nie spodziewał się wycofania przez Bractwo z planów konsekracji. Skrytykował odrzucenie przez Bractwo propozycji dalszych rozmów doktrynalnych przedstawionych przez kard. Víctora Manuela Fernándeza. Jego zdaniem podziały doktrynalne istniały już wcześniej, a nielegalne święcenia jedynie przypieczętowały rozłam.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję