Reklama

Samotność odchodzenia

Niedziela przemyska 24/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Był początek lat 70. W liczbie przekraczającej trzydzieści osób rozpoczęliśmy nasze seminaryjne lata weryfikowania głosu wołającego Boga. Zaczęły się pierwsze wykłady i pierwsze lęki. Filozofia to nie była domena naszych średnich szkół. Powoli przedzieraliśmy się przez pojęcia trudne do zrozumienia, jeszcze trudniejsze do zapamiętania. Pamiętam nasze fascynacje erudycją ks. Wolickiego i ks. Rząsy, którzy tyle co wrócili ze studiów na KUL-u. Pierwsze spotkania z ks. prof. Julianem Atamanem porażały potęgą wiedzy, którą budził w nas zazdrość - być kiedyś takim. Takim mądrym i takim pokornym. Miewał z nami doraźne spotkania popołudniowe w auli na temat literatury, nowości literatury pięknej, tak wówczas skromnych. Można by wymieniać po kolei innych. Dodajmy tylko niemal „sakralny” szacunek przed rektorem ks. Potockim i wyjmowane z rękawa sutanny „fiszki” ks. prof. Śliwy.
Któregoś z tych pierwszych tygodni zasiadł za katedrą on - ks. prof. Sroka. Nimb rzymskich studiów, wieści o nimbie uwielbienia wśród uczniów „medyka”, których wodził nie tylko po drogach katolickiej doktryny, ale świadom, że te młode umysły potrzebują potężniejszej pomocy pielgrzymował z nimi do kalwaryjskiego sanktuarium. Jak trwałe i mądre pedagogicznie były to zabiegi doświadczyłem tego ostatnio w kilka dni po Jego śmierci. Zadzwoniła nobliwa dziś pielęgniarka i poprosiła o kilka zdjęć z Kalwarii, bo chce pokazać wnukom, a ciągle nie mas czasu ich tam zabrać. Wróćmy zatem do tych pierwszych wykładów. Wielu z nas miało za sobą liturgiczną „przygodę” dzięki posłudze ministranckiej. To co nas ujęło i wprost zachwyciło, to był Jego animusz. Wprost zatracał się w pięknie liturgii, którą opisywał w oparciu o dokumenty soborowe, wówczas jeszcze mało znane. Najciekawsze były improwizowane wstawki czerpane z życia liturgicznego, które bacznie obserwował w różnych parafiach. Był to czas pewnej nieufności wobec nowej liturgii, więc tu i ówdzie zdarzały się jeszcze stare resentymenty, które wspaniale komentując, krytykował. Tak więc na wykłady ks. Sroki czekaliśmy ciekawi zarówno wykładni Kościoła, ale jeszcze bardziej jego osobistych dygresji.
Potem nasze drogi się rozeszły. Poszliśmy jako młodzi kapłani wprowadzać w czyn Jego liturgiczne przesłanie. Obok kazań była to zasadnicza część naszej pracy. To pewnie tamten animusz profesorski sprawiał, że wielu z nas obok rodzącej się wówczas oazy gromadziło przy ołtarzu młodych chłopców-ministrantów. Wielu z nich w cichej służbie liturgicznej wsłuchiwało się w głos wołającego Boga i dziś są kapłanami. To była Jego po części zasługa.
Spotkaliśmy się po latach w seminaryjnym pokoju profesorskim. Opowiadał o swojej pracy proboszczowskiej na Przekopanej. Cieszył się budową materialnego zaplecza parafii, ale także duszpasterskimi zabiegami wokół żywego Kościoła. To właśnie na Przekopanej doświadczyłem Jego dobroci i ukrywanego w zasadzie „familiaryzmu”. Byłem katechetą w I Liceum. Któregoś dnia poraziła nas wieść o nagłej śmierci naszej uczennicy. Pogrzeb był właśnie w parafii ks. Józefa. Przyjechałem cały przejęty i, jak to u mnie, mocno znerwicowany. „Spokojnie, wiem co to znaczy. Też kiedyś byłem młody i też odprowadzałem na cmentarz moje uczennice”. Uspokój się, jakoś to przeżyjemy. Na potwierdzenie tych słów uraczył mnie jakimiś ziołowymi kroplami, a po uroczystościach spędziliśmy sporo czasu na rozmowie o katechezie; wspominał swoje doświadczenie, pytał o to, jak teraz uczy się w szkole. Bardzo mu za to byłem wtedy wdzięczny.
Jego umiłowanym tematem w tych krótkich przerwach między seminaryjnymi wykładami było opowiadanie o kolejnych dokumentach liturgicznych, jakie tłumaczył z włoskiego. Byliśmy niejako informowani z pierwszej ręki.
Potem przyszła choroba. Nigdy o niej nie mówił. Dopóki to było możliwe wykładał liturgikę i język włoski. Na tym drugim przedmiocie nigdy nie brakowało mu słuchaczy.
Tak, jak nigdy nie narzucał się ze swoją osobą, tak w samotności odszedł do Pana.
12 maja br. nabożeństwo żałobne w katedrze celebrował metropolita przemyski abp Józef Michalik, bp Stefan Moskwa i przeszło 100 kapłanów. Po południu tego samego dnia odbyły się uroczystości pogrzebowe w rodzinnej Kraczkowej. Tam uroczystościom przewodniczył bp Adam Szal. Obecny był bp Kazimierz Górny, wszak Zmarły był przez lata wykładowcą rzeszowskiego seminarium.
W przemyskiej uroczystości ciepłe słowa o Profesorze powiedział Ksiądz Arcybiskup, z którym znali się jeszcze z rzymskich studiów. Podkreślał jego koleżeńskość i bezinteresowność.
Kazanie wygłosił ks. rektor Marian Rojek. Jego fragmenty drukujemy poniżej jako piękną katechezę o życiu i umieraniu, a osobę zmarłego Profesora polecamy modlitwom wiernych.
* * *
Śmierci pojąć nie można, ona przekracza nasze rozumienie i zawsze boleśnie ukazuje ludziom swoją twarz. My znamy pewność jej przyjścia, lecz nie znamy jej dnia i godziny, a według naszych ocen zawsze przychodzi za wcześnie i w tak wielu przypadkach niespodzianie i nieoczekiwanie.
Każda śmierć człowieka, również i ta śmierć, śmierć kapłana, która nas tak licznie zgromadziła tutaj w archikatedralnej świątyni, przy tym ołtarzu Jezusa Chrystusa, chce nam wszystkim powiedzieć coś niezwykle istotnego i ważnego: bądźcie czujni, nie prześpijcie waszego życia, zważajcie na to, czego Bóg od was oczekuje w każdym czasie i w każdej godzinie. Bądźcie z Nim podczas pielgrzymki swego życia - jak uczniowie z drogi do Emaus. Gdyż nasze życie nie jest naszą własnością, ono zostało nam powierzone i zadane do wypełnienia, dlatego Pan tego życia może się o nie upomnieć w każdej chwili.
Lata, które już przeminęły tworzą zamkniętą historię jego życia, i dni, począwszy od tych najwcześniejszych, należą już do przeszłości. Z Bożej Opatrzności 66 lat temu w podrzeszowskiej miejscowości Kraczkowa ks. Józef rozpoczął wraz z sześciorgiem swojego rodzeństwa drogę realizacji własnego powołania i dojrzewania w darach oraz talentach, jakimi został hojnie obdarzony przez niebieskiego Ojca. Idąc za głosem Chrystusa Dobrego Pasterza własną przestrzeń życiową i miejsce odnalazł w kapłaństwie służebnym. Spodobało się Bogu, aby na różnych miejscach: w Polsce i za granicą, poprzez różnorakie funkcje duszpasterskie i zajmowane stanowiska w Kościele nie tylko przemyskim, przez posługiwanie kapłana Józefa dla wielu ludzi nasz Pan i Stwórca stał się wyraźniej dostrzegalny, odczuwalny i bardziej kochany.
Każdy człowiek jest wyjątkowy i niepowtarzalny, każdy z nas idzie przez życie swoją drogą. Każdy żyje własnym życiem, indywidualnymi troskami i radościami, przeżywa osobiste doświadczenia i zadziwienia a czasami również rozczarowania, zniechęcenia i niekiedy załamania. Nasze przyjście i odejście z tego świata nie leży w naszych rękach. Między datą swego narodzenia a dniem śmierci ks. Józef pisał osobistą historię, w której Seminarium Duchowne w Przemyślu od wielu już lat zajmowało bardzo ważne miejsce.
Nie czas ku temu, aby teraz przywoływać poszczególne fakty i wydarzenia z tej historii, lecz trzeba stwierdzić, iż również ci, którzy to Seminarium stanowią, tak jak i my wszyscy tutaj obecni, są zaskoczeni tym szybkim zgaśnięciem życia lubianego i szanowanego Kapłana, Profesora liturgiki i języka włoskiego.
Tym bardziej dzisiaj, gdy rodzi się tak wiele pytań, na które po ludzku nie potrafimy znaleźć odpowiedzi, kierujemy nasz wzrok na Jezusa Chrystusa, gdyż w Jego śmierci i zmartwychwstaniu odnajdujemy podstawę naszej nadziei i kotwicę naszej wiary. Jezus Chrystus, nasz Pan umarł za nas i zmartwychwstał, przeszedł ze śmierci do życia po to, abyśmy i my życie mieli, razem z Nim i ze wszystkimi, którzy do Niego należą. Dlatego nie wolno się nam zatrzymywać i zbytnio smucić, ale trzeba nam iść dalej w życie i w naszą osobistą historię jeszcze mocniej wprowadzać historię i życie samego Jezusa Chrystusa.
Ks. Józef przez całe lata swej kapłańskiej i profesorskiej posługi był tym, poprzez którego zmartwychwstały Chrystus spotykał i towarzyszył wielu ludziom w ich życiu, w ich troskach i kłopotach. Poprzez łamanie chleba na eucharystycznym stole karmił Ciałem Chrystusa tych, których Pan zaprosił na swoją ucztę, poprzez szafowanie sakramentów udzielał łaski i Bożego miłosierdzia, przepowiadając Słowo Boże głosił i wyjaśniał to, co Bóg objawił o sobie i swej miłości do każdego człowieka, nauczając z profesorskiej katedry uczył rozkochania się w liturgii Kościoła i w Chrystusie tak, by nasze serca pałały do Zmartwychwstałego.
Panu życia i śmierci pragniemy powierzyć zmarłego ks. Józefa, modlimy się za niego z głęboką ufnością, że Bóg przyjmie jego życie i doprowadzi go do pełni, jaką jest wieczne szczęście. A nasza społeczność ludzka, kapłańska, seminaryjna, przemyska została umniejszona o twoją osobę, Księże Józefie. Ernest Hemingway w swoim dziele zatytułowanym Komu bije dzwon zapisał bardzo znamienne motto: „Żaden człowiek nie jest samotną wyspą, każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo, jak gdyby pochłonęła przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nie pytaj komu bije dzwon, bije on tobie...”.
Tak ten dzisiejszy dzwon odprowadzając ks. Józefa Srokę na cmentarz bije nie tylko jemu, ale bije także i nam. Popatrzmy więc na owoce naszego życia, co weźmiemy ze sobą na tamtą stronę. My jeszcze możemy zyskiwać na niebo, On już nie, jego czas już się skończył, On może liczyć na Boże miłosierdzie i na naszą modlitwę o czym nie wolno nam zapomnieć.
„Dobry Jezu a nasz Panie, daj mu wieczne spoczywanie”. Amen.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież do władz San Marino: promowanie wolności oznacza obronę sumienia

2026-08-22 12:28

[ TEMATY ]

papież

sumienie

wolność

San Marino

władze

promowanie

Vatican Media

Leon XIV z władzami San Marino

Leon XIV z władzami San Marino

Leon XIV jako trzeci papież w historii odwiedza dziś San Marino – najstarszą republikę na świecie. W pierwszym przemówieniu, skierowanym do przedstawicieli władz i społeczeństwa obywatelskiego, nawiązał do dewizy państwa: Libertas, czyli: wolność. Przypominał o tym, że wolność obywatelska nie jest możliwa bez poszanowania i promowania godności osoby ludzkiej, a także o tym, że polityka, nie naruszając świeckości państwa, może czerpać z katolickiej nauki społecznej.

Dziękując władzom za zaproszenie, Ojciec Święty podkreślił, że przybywa do San Marino – najstarszej republiki świata, której historia sięga IV wieku – śladami swych poprzedników: św. Jana Pawła II, który odwiedził kraj w 1982 r. i Benedykta XVI, który przybył tam w roku 2011 r. Swoje przemówienie oparł na rozważaniu dewizy kraju: Libertas (czyli: wolność), która – jak przypomniał – oznacza coś więcej, niż tylko samostanowienie i niezależność polityczną.
CZYTAJ DALEJ

Jaka będzie przyszłość klasztoru na Synaju? Egipt planuje tu duży projekt turystyczny

2026-08-22 17:32

[ TEMATY ]

Egipt

klasztor

przyszłość

Synaju

planuje projekt turystyczny

Artur Matiaszczyk

Klasztor św. Katarzyny na Górze Synaj

Klasztor św. Katarzyny na Górze Synaj

W Sądzie Najwyższym w Kairze odbędą się w niedzielę 23 sierpnia ostatnie przesłuchania w sporze prawnym między prawosławnym klasztorem św. Katarzyny na Półwyspie Synaj a państwem egipskim. Informując o tym portal Orthodox Times przypomniał, że konflikt dotyczy kwestii własności oraz statusu prawnego klasztoru greckoprawosławnego, który od 2002 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Egipt planuje tam utworzenie dużego projektu turystycznego.

Sprawa ta od pewnego czasu jest również przedmiotem sporu między rządami Egiptu i Grecji. Według Orthodox Times, wielomiesięczne konsultacje nie przyniosły porozumienia. Tymczasem czterech greckich posłów do Parlamentu Europejskiego zaapelowało do Komisji Europejskiej o wsparcie.
CZYTAJ DALEJ

Zamość/ Syreny alarmowe zawyły przez pomyłkę podczas ćwiczeń

2026-08-23 10:02

[ TEMATY ]

bezpieczeństwo

pixabay.com

Alarm

Alarm

Zamiast testu cichego, został omyłkowo uruchomiony sygnał dźwiękowy. Był to trzyminutowy, jednostajny dźwięk, tj. odwołujący alarm – poinformował PAP w niedzielę rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz, odnosząc się do uruchomienia syreny alarmowej nad ranem w Zamościu.

O sytuacji poinformował zamojski ratusz w niedzielę na portalu społecznościowym. Kilkuminowy sygnał alarmowy było słychać ok. godz. 7.00. „Syreny zostały uruchomione przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Był to element zaplanowanych ćwiczeń” – podano we wpisie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję