Spotykam się z opinią, że jeśli coś jest organizowane przez Kościół Katolicki, to jest nudne, nieciekawe, staroświeckie. Może czasem tak jest, ale nie zawsze. Przykładem „człowieka Kościoła” jest Hubert Kowalski. To polski kompozytor, dyrygent, basista, który świetnie gra także na instrumentach klawiszowych, ale przede wszystkim jest mężem i ojcem trójki dzieci. Mówi się o nim przekornie: „chłopak z Kamienia”. Chodzi tutaj, oczywiście, o miejsce urodzenia – Kamień Pomorski w woj. zachodniopomorskim. I to jedyne, co jest w nim „kamienne”, bo w rzeczywistości jest człowiekiem z duszą przepełnioną muzycznym ciepłem. Mimo że, jak sam to żartobliwie podkreśla, niemal wychował się w podziemiach średniowiecznej katedry w Kamieniu Pomorskim, nie ma w nim niczego, co kojarzy się ze staroświeckością. Można o nim powiedzieć, że jest duszą towarzystwa. Taki chłopak „do tańca i do różańca”. Jest po prostu autentyczny i to jest pewnie magnesem, który przyciąga na prowadzone przez niego warsztaty muzyczne ludzi w różnym wieku. Obecnie mieszka w Krakowie. Święta Siostra Faustyna jest mu bardzo bliska, bynajmniej nie dlatego, że ma takie samo nazwisko. Żartobliwie nazywa ją „ciocią”, choć myślę, że ich duchowe więzy są dużo mocniejsze, niż byłyby więzy krwi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
