W sierpniu minęła 20. rocznica śmierci biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej. Przez wiele lat – ojca duchownego krakowskiego seminarium duchownego. Wśród wychowanków ks. prof. Stanisława Smoleńskiego był kl. Karol Wojtyła, a także liczni kapłani, w tym hierarchowie Kościoła krakowskiego.
Znajomość
Maria i Maciej Kamykowscy to małżeństwo znane czytelnikom Niedzieli – na naszych łamach opowiadali o spotkaniach z bł. Hanną Chrzanowską, ze sł. Bożym bp. Janem Pietraszką. Pani Maria jest współautorką książki Masz rywalkę Polskę. Korespondencja więzienna Władysława Gałki (1949-1956). Małżonkowie przyznają, że bp Stanisław pomógł im przeżyć szczególnie trudne okresy ich życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Gdy pytam, kiedy i jak poznali bp. Smoleńskiego, p. Maciej wspomina: – Znałem biskupa z opowiadań mamy, którą ks. Stanisław uczył religii w czasie okupacji. W 1939 r. młody ks. Smoleński przyjechał na wakacje z Rzymu, gdzie studiował i zaczął pisać doktorat. Gdy wybuchła wojna, został w Krakowie. Książę metropolita, jak tytułował kard. Sapiehę, powierzył mu nauczanie religii w dwóch zawodowych szkołach – gospodarczej i handlowej, które Niemcy pozwolili otworzyć. Moja mama była uczennicą szkoły gospodarczej. Pan Maciej dodaje, że w czasie okupacji hitlerowskiej ks. Smoleński założył świetlicę dla dzieci z ubogich rodzin i tam pomagała m.in. jego mama.
Nieocenione wsparcie
Reklama
Pani Maria kontynuuje: – To było w 1983 r. Mieliśmy wtedy dwumiesięcznego synka Mateusza i sześcioletnią Martę, którymi się opiekowałam. W tym czasie moja mama wyszła ze szpitala po przebytym zapaleniu mózgu z zupełnym zanikiem pamięci i wymagała nieustannej opieki. To był dla mnie i moich młodszych sióstr bardzo trudny czas. I wtedy mama Maćka poprosiła o pomoc księdza biskupa, który sprawił, że mama pojechała na dwutygodniowe wczasy z pełną opieką medyczną. To nam dało chwilę wytchnienia. W lipcu poszłam do księdza biskupa, aby mu podziękować. Wtedy z nim rozmawiałam po raz pierwszy i zwierzyłam się z dylematu; jak powinnam postąpić; zajmować się dziećmi czy chorą mamą. Do dzisiaj pamiętam, jak z dobrocią powiedział, że najpierw mam być mamą. Trzy miesiące później, kiedy znalazłam w łóżeczku umierającego Mateusza, gdy mąż próbował go ratować, gdy wzywaliśmy pogotowie, zadzwoniłam do biskupa, który zapewnił, że się będzie modlił o cud. I chociaż cud się nie zdarzył, my zyskaliśmy ojca, przyjaciela, który nas prowadził przez kolejne lata naszego życia. Dostaliśmy przyzwolenie, aby do niego dzwonić zawsze, gdy tego będziemy potrzebować. Po śmierci Mateusza ta pomoc była dla nas nieoceniona.
Biskup, którego małżonkowie zapamiętali jako niesłychanie skromnego, dobrego, pogodnego człowieka, był z cierpiącymi rodzicami także kilka lat później, gdy umierała ich córka. Gdy u kard. Macharskiego wystarał się o wyjazd do kliniki w Szwajcarii na przeszczep wątroby Marty, okazało się, że to leczenie nie było już możliwe. – Ten czas, gdy umierało nasze drugie, ostatnie dziecko, gdy mierzyliśmy się z trudnym do opisania cierpieniem, przeżyliśmy tylko dzięki wsparciu bp. Stanisława – wyznaje p. Maria i podkreśla: – Gdyby nie ksiądz biskup, to nie wiem, jakby się to skończyło. To było nie do przejścia.
Spowiednik
Dla małżonków bp Smoleński był przez 20 lat osobistym spowiednikiem. – Dla niego spowiedź była sakramentem – podkreślają moi rozmówcy. – Był łagodnym, ale stanowczym ojcem. Jego prowadzenie sprawiało, że nie miałam wątpliwości, jak postępować – wspomina p. Maria, a p. Maciej przypomina, że bp Smoleński był moralistą i podkreśla: – Był wymagający, nie było pobłażania. Udzielał bardzo konkretnych rad. Pomimo że był księdzem, świetnie rozumiał różne sytuacje życiowe, rodzinne.
Reklama
Gdy nawiązując do homilii, którą kard. Stanisław Dziwisz wygłosił na pogrzebie bp. Smoleńskiego, gdzie podkreślał troskę zmarłego o kult świętych i błogosławionych, pytam o tę jego aktywność, p. Maciej wspomina: – Pamiętam, jak pomagaliśmy w porządkowaniu biblioteki biskupa. Miał dwie półki z samymi materiałami o świętych i błogosławionych polskich, o osobach, które – jego zdaniem – mogłyby być kandydatami na ołtarze. Bardzo się troszczył o propagowanie kultu, motywował osoby, zakony, z którymi dany kandydat na ołtarze był związany, aby się modliły za ich wstawiennictwem. Maria Kamykowska zaznacza: – W tym wskazywaniu kandydatów na ołtarze bp Smoleński nie szukał ich wielkich dokonań, zwracał uwagę na drobne, zwyczajne sprawy w ich życiu. Podkreślał ich piękne postępowanie w codzienności.
Kandydat na ołtarze
Moi rozmówcy przypominają, że jedną z ostatnich decyzji kard. Dziwisza jako metropolity krakowskiego było powołanie postulatora diecezjalnego do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego bp. Smoleńskiego. Został nim ks. prof. Jan Machniak, proboszcz Parafii Wszystkich Świętych. W należącym do niej Kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła, w jego krypcie jest pochowany bp Stanisław. Warto dodać, że pod kierunkiem postulatora powstała rozprawa doktorska ks. mgr. lic. Jerzego Biernata pt. „Sylwetka duchowa sługi Bożego bpa Stanisława Smoleńskiego jako teologa duchowości i duszpasterza”. A każdego 8. dnia miesiąca w kościele przy ul. Grodzkiej są sprawowane Msze św. o rychłą beatyfikację śp. bp. Smoleńskiego.
Państwo Kamykowscy przekonują, że warto wspierać starania o beatyfikację i upowszechniać świadectwa o życiu i służbie krakowskiego hierarchy oraz dołączyć do modlących się w tej intencji.
Ks. dr Andrzej Scąber, referent ds. kanonizacyjnych archidiecezji krakowskiej, wyjaśnia, jak rozpoczyna się proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym: – We wszystkich przypadkach pierwszym krokiem ze strony postulatora diecezjalnego powinna być wniesiona prośba, do kompetentnego biskupa miejsca śmierci kandydata, o powołanie Komisji Historycznej. Następnie należy powołać co najmniej dwóch cenzorów teologów, którzy niezależnie zbadają pisma kandydata do chwały ołtarzy, co do zgodności z nauką Kościoła i obyczajami chrześcijańskimi. Należy także przedstawić tę sprawę na konferencji Episkopatu Polski. Jeśli z tej strony nie ma zastrzeżeń, to wtedy prosi się Dykasterię do Spraw Kanonizacyjnych o wydanie tak zwanej Nulla osta. To dokument potwierdzający, że Stolica Apostolska nie ma nic przeciw rozpoczęciu danego procesu. Z chwilą udzielenia Nulla osta kandydatowi na ołtarze przysługuje tytuł sługa Boży i biskup może rozpocząć formalne dochodzenie na szczeblu diecezjalnym.
