Reklama

Historia

W bardzo starym kinie

Mija właśnie kolejna okrągła rocznica powstania kinematografii. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od... konia.

Niedziela Ogólnopolska 1/2026, str. 36-37

[ TEMATY ]

kino

pl.wikipedia.org

Pierwsze ruchome kadry, czyli karta z fotografiami galopującego konia Eadwearda Muybridge’a z 1878 r.

Pierwsze ruchome kadry, czyli karta z fotografiami galopującego konia Eadwearda Muybridge’a z 1878 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wieczorem 28 grudnia 1895 r. właściciel Kawiarni Grand Café, położonej przy Bulwarze des Capucines w eleganckiej IX dzielnicy Paryża, musiał być z siebie bardzo zadowolony. Wynajął właśnie jedno z pomieszczeń – Salon Indyjski na otwarty, płatny pokaz „żywych fotografii” braci Lumiere z Lyonu. Podobnych dziwacznych ciekawostek można było w ówczesnej stolicy świata obejrzeć wiele, więc nie wierzył w sukces finansowy imprezy. Nie dał się namówić na 20-procentowy udział w zyskach – wolał dzienny czynsz w wysokości 30 franków. I okazało się, że miał rację. Na pierwszy pokaz do 120-osobowej sali przyszło zaledwie 33 widzów, którzy płacili franka za wejście.

Najpierw był zakład

Dwadzieścia lat wcześniej Leland Stanford, były gubernator Kalifornii i właściciel stadniny koni, spierał się ze swoim przyjacielem o to, czy koń w galopie odrywa wszystkie nogi od ziemi. Podobno założył się nawet o ogromną jak na owe czasy sumę 25 tys. dol., że tak jest. Trzeba było to jednak udowodnić. Uczynił to w 1877 r. znany fotograf Eadweard Muybridge. Za biegnącym koniem umieścił białą ścianę, a w poprzek toru rozciągnięte były mocne nici uruchamiające spusty migawki kolejnych aparatów fotograficznych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Muybridge dokonał niemożliwego – za pomocą bardzo prymitywnego sprzętu sfotografował kolejne fazy ruchu. I postanowił jeszcze na tym zarobić. Karty z kilkunastoma fotografiami biegnącego konia stały się bardzo popularne. Wkrótce pojawiły się w sprzedaży inne, pokazujące ruchy słonia, kobietę schodzącą po schodach czy mężczyznę grającego w tenisa. Pojawiły się też próby ożywienia tych fotografii za pomocą wirującego bębna. Sposób ten był od dawna znany w zabawkach dla dzieci i używany do poruszania malowanych obrazków. Tym razem spróbowano tego samego przez umieszczenie fotografii na obracającym się szklanym dysku podświetlanym od tyłu. Dawało to kilkusekundowe złudzenie ruchu widoczne na białym ekranie.

Duże możliwości stworzyło wynalezienie celuloidowej taśmy fotograficznej, której można było używać w fotografii zamiast niewygodnych szklanych płyt. Wielu wynalazców próbowało wykorzystać ją jako nośnik ruchomych obrazów, ale każde urządzenie miało jakąś wadę. Thomas Alva Edison pokazywał w swoim kinetoskopie kilkunastosekundowe ruchome obrazy z taśmy perforowanej, ale tylko dla jednej osoby. Chronofotograf Étienne’a-Julesa Mareya nie zapewniał równego ruchu taśmy, a praksinoskop Émile’a Reynauda wyświetlał jedynie narysowane obrazki.

Kinematograf na korbkę

Reklama

Dopiero bracia Auguste i Luis Lumiere, wykorzystując dotychczasowe pomysły, znaleźli sposób na największą wadę pierwszych filmów – zamazane, nieostre kadry. Zrozumieli, że aby ludzkie oko zarejestrowało obraz, musi on być nieruchomy przez ułamek sekundy. Wykorzystali więc mechanizm znany z maszyn do szycia, w którym stopka, przytrzymując na chwilę materiał, zapobiegała jego przesuwaniu. Dopiero wtedy, wykorzystując zjawisko powidoku, uzyskali w pełni wrażenie ruchu. Skonstruowali proste urządzenie napędzane korbką – kinematograf, który był jednocześnie kamerą i projektorem służącym do wyświetlania na ekranie gotowych filmów. Miał zaledwie dwie wady: mieścił 17 m taśmy, co dawało tylko 50 s w projekcji, i nie miał wizjera, użytkownik kamery musiał więc filmować „na ślepo”. Po kilku zamkniętych pokazach bracia zdecydowali się na pierwszą płatną projekcję, w starannie wybranym dniu – 28 grudnia 1895 r., po świętach, a przed zabawą noworoczną. Wyświetlono wtedy dziesięć 2-minutowych filmów, m.in.: Wyjście robotników z fabryki, Posiłek dziecka i Ogrodnika. Wprawdzie w pierwszym pokazie wzięły udział tylko 33 osoby, ale już następnego dnia pod kawiarnią ustawiła się kilometrowa kolejka spragnionych nowych wrażeń widzów, a dzienny zysk wynosił odtąd 2,5 tys. franków. Rozpoczęła się era kina, choć ono samo z początku tak się nie nazywało. Paradoksalnie bracia Lumiere traktowali swój wynalazek jako swego rodzaju zabawkę służącą do nagrywania i odtwarzania amatorskich filmów rodzinnych. Sami chcieli zarabiać głównie na sprzedaży kinematografów, a swoje filmy, ukazujące codzienne życie, traktowali tylko jako zachętę do ich kupna.

Idiotka i kretyn

Już w styczniu 1896 r. Auguste i Luis Lumiere wysłali w świat 50 kilkuosobowych ekip operatorskich. Miały one organizować komercyjne pokazy kinematografu i przy okazji kręcić nowe filmy wzbogacające repertuar. W Polsce pierwszy raz zaprezentowano nowy wynalazek w listopadzie tego samego roku w Krakowie, i to w samym Teatrze Miejskim (dzisiejszym Teatrze im. Słowackiego). Dyrektor tej placówki uznał, że to dobry sposób na przyciągnięcie nowej widowni. Wśród pokazanych wówczas filmów znalazł się słynny Wjazd pociągu na stację w La Ciotat. Wprawdzie paniczne ucieczki na widok pociągu na ekranie można włożyć między bajki, ale i tak obraz robił ogromne wrażenie. Dziennikarz, później sławny pisarz Maksym Gorki, który widział film na pokazie w Niżnym Nowogrodzie, napisał: „Na ekranie pojawia się pociąg. Pędzi prosto na ciebie – uważaj! Wygląda, jakby miał zanurzyć się w ciemności, w której siedzisz, zamieniając cię w rozdarty worek pełen poszarpanej tkanki i połamanych kości, a tę salę i ten budynek, pełen kobiet, wina, muzyki i występków, zmiażdżyć na pył i kawałki”.

Reklama

Nieoczekiwanie kinematograf w ciągu kilku lat z jarmarcznej rozrywki stał się nowym rodzajem sztuki. Filmy zaczęli kręcić artyści – od iluzjonisty i wynalazcy montażu Georges’a Méliesa, po profesjonalne wytwórnie, najpierw francuskie (Pathé, Gaumont), później niemieckie, angielskie i amerykańskie. Widzowie domagali się wielu nowych filmów, coraz lepiej nakręconych i ciekawych. Pojawiły się gatunki filmowe takie jak komedia czy melodramat. To w czasie projekcji pierwszego westernu, przedstawiającego napad na pociąg, publiczność próbowała uciekać z sali na widok wycelowanego w nią z ekranu rewolweru.

W stałych budynkach kinowych, czasem ledwie skleconych z drewnianych desek, trzeba było też nauczyć się zachowywać. Skarżył się młody Julian Tuwim: „Gdy tylko siądę w kinie, siada tuż za mną (lub czeka tam już na mnie) jakaś parka i nagłos, z kretyńskim uporem, odczytuje napisy”. Być może z takich doświadczeń zrodził się wiersz rozpoczynający się od słów: Spotkali się w święto o piątej przed kinem/ Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem./ Tutejsza idiotko! – rzekł kretyn miejscowy –/ Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?/ Miejscowa kretynka odrzekła: Z ochotą, /Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.

Siedząc dzisiaj w wygodnych multipleksach, oglądając, z popkornem w rękach, panoramiczne obrazy filmowane w 3D, pamiętajmy o tych, bez których dzisiejszego kina by nie było.

2025-12-30 11:57

Oceń: 0 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bitwa pod Wiedniem

Niedziela Ogólnopolska 42/2012, str. 52

[ TEMATY ]

historia

film

kino

"BITWA POD WIEDNIEM" - FOTO ANDREA CHISESI, DYSTR. MONOLITH FILMS

Wiosną 1683 r. na wielkiej równinie wokół Belgradu zebrała się największa w historii muzułmańska armia. Dowództwo armii powierzono wielkiemu wezyrowi Kara Mustafie (Czarny Mustafa). To właśnie jemu sułtan Stambułu Mehmed IV przekazał zieloną chorągiew Proroka, według tradycji - oryginalną chorągiew Mahometa. Miał ją wznieść nad wszystkimi stolicami Europy, kończąc na kolebce chrześcijaństwa - Rzymie, i tam zamienić Bazylikę św. Piotra w meczet. Wizja przedstawiająca arabskie konie pijące z fontanny na Placu św. Piotra miała być zapowiedzią błyskawicznego militarnego zwycięstwa islamu i definitywnego podporządkowania się chrześcijańskiej Europy. To, że do tego nie doszło, zawdzięczamy skromnemu zakonnikowi o imieniu Marco D’Aviano oraz królowi polskiemu Janowi III Sobieskiemu. Najnowszy film Renzo Martinellego opowiada nam tę historię… Wchodzący na ekrany kin film „Bitwa pod Wiedniem” (reż. Renzo Martinelli) jest zapisem kilku lat z życia zakonnika i kaznodziei Marco D’Aviano. Poznajemy go jako człowieka o sile ducha, który nie akceptuje kompromisów. Twierdzi, że wierzyć należy zawsze, niezależnie od czasów i wygody. Papież Innocenty XI uczynił go propagatorem chrześcijaństwa, prosząc usilnie o rozpowszechnianie w każdym miejscu wiadomości o islamskim niebezpieczeństwie i o potrzebie zatrzymania muzułmańskiej ekspansji. To dzięki jego niestrudzonej misji apostolskiej udało się stworzyć armię, która ocaliła osaczony Wiedeń. To on wzywał cesarza Leopolda XIII i innych władców europejskich do walki i obrony flagi Europy, twierdząc, że jeśli nie będą walczyć wszyscy razem, nie będzie Europy. „Niezrozumienie teraźniejszości jest konsekwencją nieznajomości przeszłości” (Marc Bloch). „11 września 1683 r. islam osiągnął apogeum ekspansji na Zachód. Trzysta tysięcy wyznawców Allacha pod dowództwem Kara Mustafy od dwóch miesięcy oblegało zwane «Złotym jabłkiem» miasto Wiedeń”. Te słowa rozpoczynające film w zamiarze reżysera mają uświadomić widzowi, że walka w obronie chrześcijaństwa powraca. XVII-wieczna opowieść o obronie Wiednia przed islamskim najeźdźcą ma również ukazać, że współczesny świat chrześcijański staje przed podobnym zagrożeniem. Międzynarodowy tytuł filmu: „11 września 1683” jest odwołaniem się do tragicznych wydarzeń z 11 września 2001 r., kiedy to muzułmański świat terroryzmu zaatakował Nowy Jork. 11 września 1683 r. Kara Mustafa zapewniał, że jest to ważny dzień - dzień wielkiej siły dla narodu muzułmańskiego: „Nie tylko Wiedeń, ale także Paryż, Rzym i cały świat”. Atak na Nowy Jork, na miasto-symbol wielkości i potęgi świata zachodniego, miało być również objawieniem potęgi świata muzułmańskiego. Reżyser, opowiadając historię obrony Wiednia, mówi do nas również, byśmy nie zapominali o tym, co się wydarzyło 11 lat temu. (Jeśli nie będziemy razem, nie będzie Europy). Wyreżyserowana przez Renzo Martinellego „Bitwa pod Wiedniem” to ogromne epickie widowisko, film ujmujący i piękny, wywołujący wielkie emocje, ukazujący świat, który dawno przeminął. To 2 godziny, które stają się również doskonałą lekcją historii, ukazującą wielkość i dumę narodu polskiego.
CZYTAJ DALEJ

Komunikat Dykasterii Nauki Wiary ws. Bractwa św. Piusa X

2026-02-12 13:46

[ TEMATY ]

Dykasteria Nauki Wiary

Bractwo św.Piusa X

Włodzimierz Rędzioch

W Watykanie odbyło się spotkanie prefekta Dykasterii Nauki Wiary z przełożonym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Kard. Fernández zaproponował Bractwu podjęcie dialogu teologicznego, którego celem byłoby ustalenie minimalnych wymogów dla pełnej komunii z Kościołem katolickim. Warunkiem wstępnym jest jednak zawieszenie decyzji o udzieleniu przez Bractwo święceń biskupich.

Jak informuje oficjalny komunikat, spotkanie odbyło się w Dykasterii Nauki Wiary za zgodą Ojca Świętego. Trzeba przypomnieć, że bezpośrednią przyczyną zaproszenia ks. Davide Pagliaraniego na rozmowy do Watykanu była decyzja Bractwa o udzieleniu święceń biskupich bez mandatu Ojca Świętego. Zaplanowane są one na lipiec tego roku.
CZYTAJ DALEJ

Ktoś zapyta z bólem: "Przecież Bóg jest dobry, a mnie spotykają same nieszczęścia…". Co odpowiedzieć?

2026-02-13 21:58

[ TEMATY ]

duchowość

pixabay.com

Największym wrogiem woli Bożej jest nasze ego – niczym król samozwańczy, który próbuje zasiąść na tronie należącym jedynie do Boga. To ego jest niczym rozkapryszone dziecko, które tupie nogą w świątyni serca, domagając się, by wszystko było po jego myśli.

Nieustannie chce udowadniać, pouczać, stawiać na swoim, wykrzykując jak bęben wojenny jedno słowo: „JA!”. Bunt, jeśli się w Tobie pojawia, jest jak fala sztormowa, która uderza o brzegi Twojej duszy, burzy pokój serca, mąci wiarę, zaciemnia widzenie. Rodzi się z niezrozumienia, dlaczego Twoje życie toczy się tak, a nie inaczej. I chociaż zdaje Ci się, że dryfujesz po ciemnym morzu zdarzeń bez latarni i bez kompasu, to właśnie wtedy ufność w Bożą mądrość jak kotwica rzucona w głębię pozwala zatrzymać się i odnaleźć punkt oparcia. Bo Boża mądrość to nie wąska uliczka naszego logicznego rozumu, ale piękna polna droga pośród wiosennych kwiatów i błękitu nieba, na której poruszają się aniołowie i święci. Nie zawsze wiesz, dokąd prowadzi, ale gdy nią idziesz, w Twojej duszy zaczyna kiełkować pokój jak źródło bijące na pustyni walki wewnętrznej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję