Reklama

Kultura

Życie przerasta satyrę

„Myślałem, żeby zrobić stand-up o stand-upie, ale rozeszło się po kościach”. O tym, co śmieszy i co nie śmieszy, rozmawiamy z Ryszardem Makowskim – satyrykiem, felietonistą i muzykiem.

Niedziela Ogólnopolska 40/2025, str. 54-56

[ TEMATY ]

wywiad

www.ryszardmakowski.art.pl

Ryszard Makowski

Ryszard Makowski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wojciech Dudkiewicz: Specjaliści zgodnie twierdzą, że poczucie humoru mamy po mamie i tacie. A jak było z Panem?

Ryszard Makowski: Pewnie mam to rodzinnie, moja mama miała spore poczucie humoru, dziadkowie chyba też. Po tacie na pewno mam je również, choć ojca znałem krótko, bo gdy miałem 6 lat, zginął tragicznie. Ale wiem, że był człowiekiem wesołym. Po kimś muszę to mieć, ale człowiek ma przodków przez setki i tysiące lat, może też np. w epoce kamienia łupanego trafił się jakiś wesołek. Poczucie humoru to dziwna sprawa: albo się je ma, albo nie. U ludzi bardzo się różni: nie jest uniwersalne, jednego coś śmieszy, a drugiego śmieszy coś innego.

Aktor i satyryk Tadeusz Ross, uznając Pana za świetnego gościa, nazwał małym Busterem Keatonem. Keaton w ogóle nie uśmiechał się przed kamerą, nazywany był kamienną twarzą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Może mnie Tadek z kimś pomylił! Żartuję, chyba nie pomylił. Ale jak to dziwnie czasem człowieka odbierają. Raczej były do mnie zastrzeżenia, że na scenie za dużo się śmieję, i to z własnych dowcipów. Ale to nie tak. To jakaś cecha organizmu, że coś powiem i się chichram. Choć zdarza się, że się nie śmieję, bo nie ma z czego.

Keaton przyjął kamienną pozę, bo gdy się uśmiechał, dobrze bawił, to publiczność nie bawiła się dobrze. Z czego się Pan ostatnio śmiał?

Reklama

Śmiałem się na scenie podczas występu z tego, co tam sobie z kolegami dogadywaliśmy; to żarty sytuacyjne, nie do odtworzenia. Ostatnio radośnie śmiałem się z tego, że Karol Nawrocki został prezydentem. Z tego naprawdę uczciwie się cieszyłem. Wcześniej, w kampanii prezydenckiej, to jego konkurent dostarczał powodów do wesołości.

Kabaret OT.TO i Pan osobiście często odnosicie się do bieżących wydarzeń, osobliwie politycznych. Wymienię tytuły piosenek: Nocna zmiana u Bielana, Kawalerka kampanijna, Kap, kap z KPO. Komentujecie.

Na tym polega zajęcie satyryka. Kabarety zawsze były po to, żeby recenzować władzę, choć w ostatnich latach tak się ułożyło, że wyselekcjonowano kabarety, które tę władzę wspierają. Nie ruszają tematów niewygodnych dla nurtu ośmiogwiazdkowego, przeciwnie – starają się ugruntować pomysł, że jest fantastycznie. Jak w tym dowcipie, gdy facet chciał pójść do lekarza od uszu i od oczu jednocześnie, bo co innego słyszy, a co innego widzi. Uważam, że jeśli chodzi o wolność słowa, także o wolność żartowania z władzy, to do normalności jeszcze nam daleko.

Śmiech to poważna sprawa. W niedawno opublikowanym rankingu najzabawniejszych narodów pierwsze miejsce zajęli Czesi, z których często się śmiejemy.

Ja tam z Czechów się nie śmieję. Raczej śmieję się razem z nimi. W zeszłym roku byłem z synem na koncercie Boba Dylana w Pradze, którą znam od lat i gdzie zawsze wpadam do gospody „U Kalicha”. Przygody dobrego wojaka Szwejka to moja ulubiona książka, uwielbiam też opowiadania Haška, cenię Hrabala, Kunderę, a także czeskie komedie – Straszne skutki awarii telewizora czy Hogo fogo Homolka.

Reklama

A gdyby usłyszał Pan od Hamleta: „Být či nebýt – to je otázka”?

Nie wiem, czy to aż takie śmieszne, mają taki język, jaki mają. Wiadomo, że zawsze jakoś z czeskiego człowiek się pośmiał, ale to nie jest kierunek humoru, który do mnie najbardziej przemawia.

We wspomnianym rankingu Polacy są wysoko, jesteśmy jednak ponoć mniej zabawni niż Czesi czy Portugalczycy, którzy przez fado uważani są za ponuraków. Nasz styl uznano za agresywny i autoironiczny. Używamy żartów, żeby radzić sobie z przeciwnościami losu. Czy przeciętny Polak ma poczucie humoru?

Internet i liczba pojawiających się memów albo żartów tworzonych masowo wskazują, że jesteśmy narodem wesołym, mimo codziennych trudności. Zupełnie czym innym jest jednak bycie zawodowym humorystą. Trzeba mieć predyspozycje i warsztat. Znajomy aktor mawiał: „Idź do szkoły aktorskiej, naucz się rozśmieszać ludzi”. Można się nauczyć paru chwytów, ale to nie wystarczy, żeby być dobrym komikiem. Dla mnie aktorem i komikiem o niebywałym poczuciu humoru był Andrzej Zaorski. Polacy mają poczucie humoru, chyba nie różnimy się od innych.

Rafał Trzaskowski w czasie kampanii wyborczej musiał jednak ofuknąć swoich zwolenników: „Uśmiechnijcie się, brygada”, co zrobiło furorę.

Reklama

To raczej nie byli jego zwolennicy. Prezydent Warszawy jest przedstawicielem „uśmiechniętej Polski”. Tylko nie wiadomo, kiedy się uśmiechać. Czy wtedy, kiedy sadzi w stolicy drzewa zakupione w Niemczech po 14 tys. zł sztuka, czy kiedy ogranicza liczbę miejsc parkingowych dla samochodów? Śmieszne może się wydawać rozdzielanie funduszy z KPO na sektor HoReCa. Restauracje dokupują jachty, po pół miliona, a pizzerie wydają podobne kwoty na solaria. Sympatie polityczne powodują, że ludzie tracą uniwersalne poczucie humoru. Gdy się śmieją z naszego, to jest skandal, ale gdy z tamtego, to bawimy się do rozpuku.

Da się w tym wyczuć problem z autoironią...

W naszym kabarecie nie ma problemu ze śmianiem się z samych siebie. Od początku działalności było nawet założenie, że ja będę robił za tego, który trochę nie nadąża. My jesteśmy trochę archaiczni, bo nie klniemy na scenie. W kabarecie międzywojennym nie do wyobrażenia byłoby, żeby wyszedł Adolf Dymsza na scenę i klął. Nawet w PRL byłoby to niemożliwe. Teraz kabareciarze klną jak szewcy, za przeproszeniem szewców, leci bluzg za bluzgiem, a co najgorsze – publiczności to się podoba.

To, że nie kieruje się ostrza satyry w stronę ekipy rządzącej, może wynika z tego, iż nie chce się kopać leżącego?

Wynika to z przyczyn bardziej praktycznych. Jeśli chce się być w dużych telewizjach, co zapewnia sprzedawanie koncertów, to trzeba się umieć dostosować. Dzisiejsza cenzura jest ostrzejsza niż ta z PRL. Kiedyś były specjalne instytucje, które ewentualnie zatrzymały tekst albo zaleciły poprawki. Teraz każdy decydent w mediach, każdy organizator czy reżyser, ponieważ jest amatorem, nie wnika w tekst, tylko skreśla z założenia danego wykonawcę, który ma złą opinię.

Z tym kopaniem leżącego – żartowałem.

Reklama

Aha. No tak, aż takimi altruistami nie są. Za poprzednich rządów PO był taki moment, że telewizja nie była w rękach władzy. Korzystając z tego, robiliśmy kiedyś program z Jankiem Pietrzakiem, u którego w Kabarecie pod Egidą występowałem przez lata. Pani reżyser była jednak zaangażowana po stronie anty-PiS i oświecała Janka, że należy śmiać się nie tylko z rządzącej Platformy, ale i z PiS. Janek odpowiedział jej na to: „Szanowna pani, z opozycji to ja nawet w PRL się nie śmiałem”. Ale chyba nie zrozumiała żartu. Nie ma w tym nic złego, że kabareciarze, satyrycy, komicy mają swoje poglądy polityczne. Tylko dobrze by było, żeby dopuszczano wszelkie opcje, a nie tylko tych, którzy prezentują się w koszulce z ośmioma gwiazdkami.

Zapytam o memy, które jakiś czas temu wyparły dowcipy mówione.

Stało się tak dzięki ogromnej sile internetu. Każdy może zrobić jakiś żart, jakiegoś mema. Internet jest nośnikiem tego, co ludzie naprawdę myślą. I okazuje się, że wyraźną przewagę mają ci, którzy serce mają po prawej stronie. Internet pozwala ludziom zaistnieć, także naszemu kabaretowi. Jeden z nowych filmików o budowie Dino na Wilanowie we wszystkich mediach społecznościowych miał 5 mln wyświetleń. I to się przekłada na nasz odbiór na ulicy. Nasza dawna popularność, dzięki internetowi, wraca.

Stand-up, który kilka lat temu wdarł się do popkultury, przyniósł – obok swoiście wysublimowanych żartów – także bluzgi. Próbował Pan tego gatunku?

Nie wyobrażam sobie, żeby wejść na scenę i kląć. Myślałem, żeby zrobić stand-up o stand-upie, ale rozeszło się po kościach. Próbowałem stand-upu słuchać, ale wydało mi się to miałkie, nie mogłem wychwycić dowcipów. Na pewno wśród stand-uperów są ludzie, którzy mają jakiś dar obserwacji i przekazywania ich. Gdyby nie mieli, to na ich występy nie przychodziłyby tłumy.

Przychodzą tłumy, a oni podjeżdżają niezłymi furami.

Reklama

To ich prawo. Każdy może wejść na scenę, nie ma ograniczeń, jeżeli znajduje audytorium – nie mam nic przeciwko temu. Ale jeżeli jest taka formuła, że się klnie i jeszcze ludzie się przy tym bawią, a potem słuchają tego dzieci, to naród „nieźle” się rozwija pod względem kulturalnym. Jeśli jest zapotrzebowanie społeczne na taki przekaz, to wiadomo, że znajdą się też tacy, którzy z tego skorzystają i jeszcze na przekazie zarobią. Wolałbym jednak, żeby poziom tego przekazu był wyższy.

Wydaje się, że życie ostatnio przerasta satyrę i memy. Na przykład to, co przytrafiło się ministrowi sprawiedliwości, p. Żurkowi – złożył on pozew przeciwko własnym córkom o alimenty – samo się komentuje, nie trzeba memować.

Jeszcze ciekawszy był pozew o zęby, które się stępiły, bo się p. Żurek denerwował w miejscu pracy i nimi zgrzytał. Wytoczył także sprawę o to, że zaatakowała go przy wyjściu z toalety maszyna czyszcząca! Niestety, rządzą nami ludzie, którzy poważnie odbiegają od normy. Gdy ministra edukacji opowiada o polskich nazistach czy likwiduje z programu szkolnego klasyczne lektury, to wyczuwam początki szaleństwa. To nie są ludzie, który rządzą lepiej, gorzej czy tak sobie. Oni robią wrażenie, jakby mieli za zadanie doprowadzić państwo do całkowitego rozkładu.

Co na to satyryk? Obśmiewa?

Tego tak naprawdę nie da się obśmiewać. Na ile się da, staram się wychwytywać absurdy i je nagłaśniać. Do jednych krytyka władzy dociera, innych irytuje. Najważniejsze dla mnie – czy uprawiam satyrę, czy publicystykę – jest to, żeby niezależnie od moich sympatii politycznych nie przekraczać granic dobrego smaku, jak często robią to ci, którymi się zajmuję.

Ryszard Makowski znany z występów z Kabaretem pod Egidą, a przede wszystkim z Kabaretem OT.TO, do którego wrócił kilka lat temu po ponad 20-letniej przerwie. Prowadził program Café Piosenka w TVP3. Absolwent Politechniki Warszawskiej – tak jak inni członkowie OT.TO, z którymi prowadzi program w Radiu Wnet.

2025-09-30 11:27

Oceń: +5 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jedynym źródłem pokoju jest Chrystus

Niedziela przemyska 7/2022, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

abp Adam Szal

św. bp Józef Sebastian Pelczar

Archiwum Sióstr Sercanek

Abp Adam Szal na uroczystości w Krakowie z okazji 180. rocznicy urodzin św. bp. Pelczara

Abp Adam Szal na uroczystości w Krakowie z okazji 180. rocznicy urodzin św. bp. Pelczara

O realizacji hasła roku duszpasterskiego, wspólnotach archidiecezji i obchodach 180. rocznicy urodzin św. bp. Pelczara – z abp. Adamem Szalem rozmawia ks. Zbigniew Suchy.

Ks. Zbigniew Suchy: Chcemy w cykliczny sposób przyglądać się temu, jak realizowane jest tegoroczne hasło roku duszpasterskiego: „Posłani w pokoju Chrystusa”. Dzięki posłudze Radia Fara możemy śledzić aktywny udział Księdza Arcybiskupa w życiu diecezji. Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega realizację tego hasła duszpasterskiego? Abp Adam Szal: Realizacja hasła „Posłani w pokoju Chrystusa” jest pewnym wyzwaniem dla nas wszystkich i myślę, że dobrze byłoby popatrzeć, jak poszczególne osoby, które spotykamy na drodze naszego życia, realizują swoje powołanie, którego elementem jest także życie w pokoju Chrystusa. Święty Józef Sebastian Pelczar w książce pt. „Doskonałość chrześcijańska” porównuje postępowanie człowieka do igły magnetycznej. Znamy kompas i wiemy, że ta igła jest w ciągłym ruchu. Szuka nieustannie właściwego kierunku i właściwie jest niespokojna dopóki nie znajdzie północnego kierunku i wskaże północ. Święty Józef Sebastian Pelczar w oparciu o ten przykład mówił, że powołaniem człowieka jest dążenie do źródła pokoju, którym jest nie kto inny, jak Pan Bóg. To wezwanie, jakim jest rok duszpasterski „Posłani w pokoju Chrystusa”, powinno polegać moim zdaniem na tym, żeby szukać źródła tego pokoju, którym jest sam Pan Bóg, bo też odwołując się do św. Józefa Sebastiana Pelczara, świat proponuje różne zaspokojenia człowieka i różny ten pokój, nieraz oparty na sile, na uleganiu pokusom, na życiu bez Pana Boga. Ale jak mówił św. Augustyn „serce człowieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Panu”, dopóki nie ma pokoju. Naszym zadaniem zatem będzie odnalezienie tego źródła pokoju, którym jest sam Pan Bóg, Jego sakramenty, zwłaszcza sakrament Eucharystii. Trzeba także, do czego zachęca nas program duszpasterski, uczynić krok dalej, żeby żyć tym pokojem i nieść go innym. Tu się zaczynają pewne trudności, bo wyobrażamy sobie, że iść w pokoju to znaczy głosić płomienne kazania czy nauczać o wierze słowem, ale bardziej chodzi o to, żeby nasz wewnętrzny pokój przemieniał nasze otoczenie, nas samych, nasze życie. Żebyśmy byli ludźmi pokoju. Tutaj też pojawia się niebezpieczeństwo, żeby się oddzielić od wszystkich problemów, od wszystkich trudności, których jest wiele, żeby być takim abnegatem w życiu społecznym, politycznym czy religijnym. Chodzi o to, żeby przemieniać ten świat, opromieniać go tym pokojem, który jest w nas. Źródłem pokoju dla rodziny będzie na pewno ojciec, matka, którzy będą wiarę wyznawać i według niej żyć. Ojcem pokoju będzie ktoś, kto kieruje zakładem pracy czy wspólnotą parafialną, czy diecezją, żeby ten pokój z nas emanował.
CZYTAJ DALEJ

Komunikat Metropolity Katowickiego dotyczący statusu kanonicznego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X

2026-07-04 11:59

[ TEMATY ]

lefebryści

Arch. Katowicka

Komunikat dotyczący statusu kanonicznego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) oraz jego działalności na terenie archidiecezji katowickiej.

W związku z wydarzeniami mającymi miejsce w Écône w Szwajcarii dnia 1 lipca 2026 roku, w czasie ceremonii podczas której doszło do konsekracji biskupiej czterech prezbiterów Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) bez papieskiego zlecenia, wbrew woli Ojca Świętego oraz z jawnym naruszeniem prawa kanonicznego – w ślad za Dekretem Kardynała Prefekta Dykasterii Nauki Wiary z dnia 2 lipca 2026 roku, załączoną do niego Notą wyjaśniającą oraz Procedurami pojednania księży i świeckich wywodzących się z ww. Bractwa – informuję, że:
CZYTAJ DALEJ

Papież na „Anioł Pański”: naśladowanie Chrystusa jest szkołą wolności

2026-07-05 12:21

[ TEMATY ]

Anioł Pański

Vatican Media

Naśladowanie Chrystusa nie jest zadręczającą ascezą, lecz szkołą wolności. Mówił o tym Leon XIV w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” na Placu św. Piotra w Watykanie.

Ewangelia dzisiejszej liturgii (Mt 11, 25-30) zaprasza nas, byśmy włączyli się w uwielbienie, które Jezus zanosi do Ojca, „Pana nieba i ziemi” (w. 25). Syn Boży, który stał się człowiekiem, objawia swoją miłość, włączając w to dziękczynienie całe stworzenie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję