W jaki sposób przeżywamy Wieki Post? Co jest dla nas najistotniejsze i jak osobiste doświadczenia przekładają się na naszą relację z cierpiącym Chrystusem? Opowiedzieli nam o tym nasi czytelnicy.
Każdy z nas zapewne przeżywa Wielki Post inaczej. Ważne jest osobiste podejście do praktyk wielkopostnych.
Anna: Ja przeżywam ten czas jako okres większego zagłębiania się w prawdy naszej wiary. Próbuję coś zmienić w swoim życiu. To także okazja do tego, by częściej spojrzeć na krzyż, zwłaszcza kiedy przychodzi cierpienie – wtedy łatwiej jest je przetrwać. Przy czym chodzi nie tylko o jakieś bolesne doświadczenie, ale też o trudy codziennego życia. Znosi się je wtedy z pokorą, przyjmuje się je i nie narzeka na swój los. Myślę, że warto też zatrzymać się, uporządkować swoją codzienność i więcej czasu poświęcić na modlitwę. Udział w nabożeństwach Drogi Krzyżowej i Gorzkich żali ma dla mnie szczególne znaczenie w tym okresie. Post to czas wielkiego nawracania. Taką możliwość daje mi właśnie Wielki Post, w czasie którego pragnę wzrastać duchowo. Proszę też Boga o przebaczenie, wplatam w moje życie jeszcze więcej modlitwy. Bardzo ważne jest dla mnie uczestnictwo w rekolekcjach.
Ks. Mariusz Woźniak, biblista, proboszcz parafii św. Kingi w Częstochowie: W Wielkim Poście bardzo ważne jest osobiste spotkanie ze słowem Bożym, rozmyślanie. Myślę, że jest to szansa na to, aby powrócić do wspólnego, rodzinnego czytania Pisma Świętego. Ta rodzinna lektura (przynajmniej od czasu do czasu) jest także okazją do wspólnej modlitwy, rodzinnego spotkania, a potem być może i rozmowy o przeczytanym fragmencie świętego tekstu. W rodzinie często się mijamy zajęci różnymi obowiązkami – niech wspólna lektura, chociażby krótkiego fragmentu Pisma Świętego na nowo nas zjednoczy. Wybierzmy z niego jedno zdanie i uczyńmy z niego motto na cały Wielki Post, by w ten sposób przeżyć go w jedności z Bogiem.
Tegoroczny Wielki Post jest bardzo ważny dla mnie osobiście i dla całej naszej parafii. To czas przygotowania się na przyjście Maryi w znaku ikony Matki Bożej Częstochowskiej. Nasze oczekiwanie na peregrynację obrazu Maryi powinno być wypełnione duchowymi i zewnętrznymi przygotowaniami. Jako biblista zwracam uwagę moim parafianom na Łukaszową relację z odwiedzin Maryi u swojej krewnej Elżbiety (por. Łk 1, 39-45), która także spodziewa się spełnienia Bożej obietnicy (potomka) – odwiedzin, które my w modlitwie różańcowej nazywamy „nawiedzeniem”, przypomina nam, czym jest właśnie nawiedzenie. A ono jest wprost odwiedzinami Boga – Elżbieta woła: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?”. Okrzyk ten, według relacji ewangelisty, jest przepełniony wielką radością, a nie strachem czy zdziwieniem. Rozważanie tego tekstu także nam pomoże odkryć w sobie taką radość na samą myśl o spotkaniu z Maryją, która wkracza w nasze życie przez znak peregrynacji obrazu, by nas wesprzeć w drodze ku zbawieniu, i wzmocnić naszą więź z Bogiem. Ponadto spotkanie to wywołało u Elżbiety potrzebę dziękczynienia – czyż to nie jest podpowiedź, jak my mamy potraktować ten wyjątkowy czas przed czekającym nas nawiedzeniem i podczas jego trwania? Jedno jest pewne, w Biblii znajdziemy dobry podręcznik, wręcz instrukcję, jak tego czasu nie zmarnować.
Reklama
W Wielkim Poście osobiście bardzo lubię nabożeństwo Gorzkich żali. Dla mnie są one jakimś zrozumieniem Bożej miłości. Męka Chrystusa jest przejawem tej miłości. Ponadto Gorzkie żale to rozszerzenie opisów biblijnych. Dla mnie Wielki Post to nie tylko umartwienie, ale przede wszystkim rewanż miłości. Wielki Post to docenienie Bożej miłości do człowieka.
Jakub, ministrant od 9 lat, teraz również lektor: Dla mnie Wielki Post jest czasem oczekiwania na osobiste spotkanie z Chrystusem. Bardzo lubię nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Uczestnicząc w niej, czuję po prostu, że idę w życiu ze swoim krzyżem. Dla mnie dźwiganie krzyża oznacza iść przez życie i razem z Chrystusem radzić sobie z trudnościami. Myślę, że kroczenie z Jezusem przez życie daje siłę do tego, aby pokonać wszelkie przeszkody. Wielki Post trzeba przeżyć na poważnie. Podjąłem się odmawiania codziennie Różańca świętego. To takie moje wielkopostne postanowienie.
Kościół jest Ciałem Chrystusa. Bycie w Kościele, bycie ministrantem to duża łaska. W Wielkim Poście podejmuję pewne wyrzeczenia, jak np. ograniczenie korzystania z komputera. Ostatecznie najważniejsze są osobiste spotkania i relacje z ludźmi.
Ważna jest też dla mnie spowiedź święta, bo grzech jest śmiercią, a spowiedź wyzwala od grzechu. Warto regularnie oczyszczać swoje serce. Umacnia mnie również lektura Pisma Świętego. Czytanie Biblii traktuję także jako rozmowę z Bogiem.
Edmund Skalik, nadzwyczajny szafarz Komunii św.: Już od dzieciństwa chętnie uczestniczę w nabożeństwach wielkopostnych. Zawsze do tego mobilizowali mnie rodzice. Wielki Post w naszym domu przeżywaliśmy w wielkiej zadumie. Droga Krzyżowa, Gorzkie żale pomimo swoich niełatwych treści dają wewnętrzny spokój. Dla mnie w Wielkim Poście najważniejsza jest praca nad sobą. Każdego roku staram się być lepszy. To jest duchowa walka z grzechami, słabościami. Trzeba się odnawiać. Jest to bardzo ważne nie tylko dla mnie, ale też dla całej rodziny. Pomaga mi w tym bycie szafarzem nadzwyczajnym Komunii św. Trzymanie w dłoniach Ciała Pańskiego jest dla mnie wielkim wyróżnieniem, ale też ciągłym zadaniem duchowym. Bardzo zależy mi na tym i modlę się o to, aby tegoroczny Wielki Post przyniósł pokój na świecie i przemianę polskiego społeczeństwa. Bardzo cenię sobie nasz kościół parafialny. To miejsce, które pomaga mi być lepszym. Jest jakimś punktem odniesienia w moim życiu. Jest taka ważna więź między domem rodzinnym a kościołem parafialnym. Dzięki proboszczowi nasza parafia jest bardzo biblijna. Dlatego dla mnie bardzo ważne są również homilie, szczególnie w Wielkim Poście, które wyjaśniają czytania i prowadzą do Boga.
Elżbieta Stasiura, członek rady parafialnej: Wielki Post jest ważny dla całej rodziny. Uczy on spokoju i miłości. Myślę, że bardzo ważna jest spowiedź święta. To taka ulga dla człowieka. Bardzo bliskie jest mi też nabożeństwo Drogi Krzyżowej. W młodości przeżyłam dramat śmierci mojego brata. Do dzisiaj ten ból zanurzam w krzyżu Chrystusa. Dlatego kiedy wchodzę do naszej świątyni i spoglądam na krzyż, za każdym razem mówię trzy razy: „Jezu, ufam Tobie”. To jest dla mnie bardzo ważne.
FB/Instagram@visazuphoto, publikacja na www: VISAZU
Łukasz Czartowski jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów
Śpiewu Gregoriańskiego – sekcja polska
Wielki Post sprzyja pogłębionej kontemplacji, wyciszeniu i spoglądaniu w głąb siebie. W archidiecezji wrocławskiej są inicjatywy, które poprzez chorał gregoriański pozwalają na zbliżenie się do Boga.
Legenda średniowieczna przypisuje Grzegorzowi I znaczny wkład w tworzeniu melodii gregoriańskich. Jednak pierwsze źródła pisane chorału (tzw. notacja adiastematyczna) pochodzą z IX wieku. Od pontyfikatu wielkiego papieża dzieli je zatem ok. 300 lat. Z pewnością jednak w stosunku do chorału możemy używać przymiotnika „gregoriański”, gdyż dziedzictwo tego gatunku muzycznego zakorzenione jest w reformach liturgicznych zaprowadzonych przez Grzegorza.
Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy
świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę -
czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt
wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii.
Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze
odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene
nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane
i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”.
Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia
jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia
i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy
jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość,
nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala
Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji
kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi
jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia.
Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny
do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy
wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale
cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu.
Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie.
Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by
je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała
sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło.
Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu,
albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim
życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości.
Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask
na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii
św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że
i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością.
Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie
jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec
osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę,
że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
Prezydent Karol Nawrocki powiedział w orędziu, że zdecydował się podpisać ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, która ma sfinansować obniżkę cen paliw. Nawrocki dodał, że oczekuje natychmiastowych obniżek cen na stacjach paliw.
na progu jesieni w polskich domach, pojawia się pytanie: Czy damy radę? Czy zapłacimy wszystkie rachunki? Czy będzie nas stać, żeby zatankować samochód? Czy wystarczy na prąd? Czy zimą wystarczy na gaz, na węgiel, na pellet? Takie pytania zadaje sobie wielu obywateli: pracownik jadący do pracy i właściciel firmy transportowej, który musi zatankować samochód. Zadaje je mama odwożąca dzieci do szkoły i rolnik, który jest w trakcie jesiennych prac polowych.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.