Reklama

Wiadomości

Walka o Biały Dom będzie twarda

Kto zostanie prezydentem największego mocarstwa świata ważne jest także dla kraju nad Wisłą

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy jednego z kandydatów na prezydenta próbowano zastrzelić, a drugiego zmuszono do rezygnacji z reelekcji, mieliśmy w USA dramatyczny okres polityczny. To wszystko należy jednak już odłożyć na bok. Konwencja Partii Demokratycznej w Chicago, wcześniej Partii Republikańskiej w Milwaukee, w końcu tzw. Labor Day Weekend, czyli amerykańskie „święto pracy”, w pierwszy poniedziałek września kończą okres przygotowawczy. Teraz zaczyna się prawdziwa polityka. Szybko, bo po 2 miesiącach, po blisko 2 latach kampanii wyborczej, dowiemy się, kto zostanie prezydentem największego mocarstwa świata. Teraz nie liczą się wcześniejsze sondaże, prawybory i wypowiedziane słowa – walka o Biały Dom będzie twarda i brutalna. Od połowy września amerykańskiej polityce można się przyglądać z uwagą.

Przewrót w Białym Domu

Reklama

Wypadł z gry zawodnik poważny, bo urzędujący prezydent Joe Biden. Choć słabe wyniki sondaży i zły stan zdrowia pogarszały jego sytuację, długo opierał się wycofaniu z wyborów. „Tylko Bóg może sprawić, że się wycofam” – mówił 81-letni prezydent, uważający się za katolika i popierający aborcję. Sił nadprzyrodzonych nie było, lecz pojawiły się hołubiące go wcześniej media, wkroczyli politycy z własnej partii, duża część Hollywood i donatorzy, którzy zażądali zmiany kandydata demokratów. Za wszystkim stać mieli jego dawny przełożony – były prezydent Barack Obama i była spiker Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. Tak, to był przewrót w Białym Domu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Donald Trump szybko potępił tę akcję. – To był naprawdę zamach stanu demokratów i przez demokratów – powiedział na wiecu w Minnesocie. – To był zamach stanu na człowieka, który miał 14 mln głosów. On chciał kandydować, a oni mu nie pozwolili. Potraktowali go okropnie. Powiedzieli mu: „Możemy to zrobić w miły sposób albo w brutalny sposób”. I dopięli swego.

Trump ma rację. Oskarżający go o autorytarne zapędy i zagrożenie dla demokracji polityczni konkurenci zakpili z jednego z największych osiągnięć właśnie amerykańskiej demokracji, czyli prawyborów. W rzeczywistości zakpili z milionów głosów „zwykłych” ludzi i zainstalowali w roli kandydatki do Białego Domu wiceprezydent Kamalę Harris. Mało tego, mogli jeszcze przeprowadzić kolejne prawybory, choćby podczas partyjnej konwencji, ale i tego nie było. Mamy więc polityka wskazanego przez media, partyjne elity i lewicowych miliarderów bez „głosu ludu”.

– Donald Trump zniszczy demokrację – mówi teraz kandydatka partii, na którą nikt w prawyborach nie głosował. To akurat brzmi śmiesznie.

Lewica ponad wszystko

Reklama

Pięćdziesięciodziewięcioletnia Harris jest przykładem typowego dla Kalifornii wejścia w politykę – oparcia się na lewicowych „wartościach” i podporządkowania pracy na rzecz kariery przez znajomości. Niczym szczególnym w przeszłości się nie wyróżniała, nie ukończyła prestiżowej uczelni, ale została prokuratorem w San Francisco, a potem w całej Kalifornii. Znana była z procesów sądowych, które zapewniły jej awanse i niekoniecznie zakończyły się sprawiedliwymi wyrokami. Bardziej niż z pracowitości znana była jednak z licznych romansów, np. ze starszym o 30 lat „baronem” Partii Demokratycznej w Kalifornii Willie’em Brownem czy osobowością telewizyjną Montelem Williamsem.

Trafiła ostatecznie do Waszyngtonu, wygrawszy wybory do Senatu. Brak jest jednak śladów jej aktywności w tej izbie poza tym, że przez wiele instytucji była uznawana za najbardziej lewicową senator.

Wiceprezydentem została nie z uwagi na talent i doświadczenie, lecz – co przyznawał sam Biden – ze względu na kolor skóry i płeć. Jest uosobieniem polityka, który jest wierny zasadom cancel culture, ideologii woke i „progresywizmu”, polityka wiernego skrajnej lewicy. Polityka, który nie za bardzo wie, gdzie jest Ukraina i co się dzieje na Bliskim Wschodzie, ale o rzekomym rasizmie w Ameryce, „brutalności” policji i konieczności aborcji będzie rozprawiać długo. – Ona jest absolutną radykałką w kwestii aborcji – stwierdził Trump. – Ona chce aborcji w 8. i 9. miesiącu ciąży – pomyślcie o tym – i aż do porodu, a nawet po porodzie.

Dobrana para

Reklama

Wiceprezydent odpowiadała za południową granicę USA – z Meksykiem, co skutkowało tym, że bez większych przeszkód przez 3,5 roku, czyli od początku obecnej administracji, przekroczyło ją ok. 10 mln ludzi, przy czym nikt nie zna dokładnej liczby. Przekroczyło ją też wielu kryminalistów i terrorystów, po których ślad zaginął. Harris była kluczowym architektem i decydującym głosem w sprawie wartego 1,9 bln dol. „planu ratunkowego” dla gospodarki i wartego 1,2 bln dol. Inflation Reduction Act, których skutkiem były napędzenie inflacji oraz podwyżka cen towarów i usług. Inicjowała i popierała wszystko, co wiązało się z genderyzmem, w tym wyjątkowo brutalną „tranzycję” dzieci. To daje nam jasność co do jej poglądów i celów.

Jako kompana na stanowisko wiceprezydenta dobrała sobie socjalistę i radykała, gubernatora Minnesoty Tima Walza. Zasłynął on brakiem reakcji na agresywne zamieszki w Minneapolis po śmierci George’a Floyda. Walz umieścił tampony w męskich toaletach w szkołach publicznych, aby promować „transseksualną agendę” wśród dzieci. Podpisał ustawę, która pozbawia rodziców nadzoru nad nastolatkami i dziećmi, które chcą poddać się zabiegom zmiany płci w jego stanie. Doprowadził do zniesienia przepisów dotyczących aborcji, zasadniczo nie zezwalając na żadne ograniczenia i brak uwzględniania wieku nieletnich. Niedawno publicznie bronił socjalizmu, mówiąc, że „socjalizm jednej osoby może być dla innej dobrosąsiedzką postawą”.

Nic więc dziwnego, że oboje nazywani są najbardziej skrajnymi kandydatami w historii Ameryki na najwyższe stanowiska. „Ci ludzie to prawdziwi, oddani komuniści” – powiedział kongresman Keith Self, republikanin z Teksasu. I zasadniczo się nie myli.

Przywrócona nadzieja

Reklama

Po wymianie Bidena demokraci istotnie odzyskali nadzieję na pokonanie Trumpa, a także dobre wyniki w wyborach do Kongresu. W pojawiających się codziennie dziesiątkach sondaży Harris na pewno poprawiła wyniki Bidena – w niektórych dogoniła Trumpa, w innych wyprzedziła. Nie mamy mimo wszystko sytuacji, że już wygrała wybory, sondaże bowiem trzeba będzie przeglądać od połowy września. Trumpowi niewiele potrzeba do zwycięstwa, być może musi wygrać dwa z siedmiu swing states, czyli stanów wahających się, a to nie powinno być trudne.

– Myślę, że to inny rodzaj wyścigu – powiedział były prezydent. – Wszystko, co musimy zrobić, to zdefiniować naszego przeciwnika jako komunistę, socjalistę lub kogoś, kto zniszczy nasz kraj. Niedawno, jak przystało na lewicową propagandystkę, Harris powiedziała, że pierwszego dnia po objęciu urzędu prezydenta zmniejszy ceny żywności i różnych towarów. Te ceny naprawdę bolą przeciętnych Amerykanów i słusznie ją wykpili, mówiąc, że miała na to 3,5 roku jako wiceprezydent.

Trump do znudzenia pyta na wiecach publiczność o porównanie jego administracji z obecnym rządem Bidena-Harris. – Czy ktoś czuje się bogatszy pod rządami Kamali Harris i skorumpowanego Joe? Czy coś jest tańsze? – zwraca się do ludzi. – Czy jest ci lepiej z Harris i Bidenem niż pod rządami osoby o nazwisku Donald Trump? Odpowiedź jest jasna. „Przeciętny” człowiek powie, że nie. To zwykli ludzie, przywaleni ogromnymi cenami, wybiorą nowego prezydenta. Tutaj przewagę ma Trump.

Autor od 1986 r. mieszka w USA. Jest dziennikarzem związanym z mediami polonijnymi i amerykańskimi.

2024-08-27 14:29

Oceń: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA: przywódcy religijni przeciw polityce migracyjnej D. Trumpa

[ TEMATY ]

USA

imigranci

Donald Trump

Zerophoto/Fotolia.com

Narasta opór zwierzchników religijnych wobec polityki imigracyjnej nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Spełniając swe obietnice przedwyborcze zarządził on dalszą budowę muru na granicy z Meksykiem i obciął dotacje dla tzw. „miast sanktuariów”, które oferują schronienie nielegalnym imigratom. Jednym z nich jest San Francisco.

Przedstawiciele muzułmanów, chrześcijanin i żydów, zebrani w Waszyngtonie w siedzibie Rady Stosunków Amerykańsko-Islamskich, potępili decyzję Trumpa powstrzymującą napływ syryjskich uchodźców do Stanów Zjednoczonych i ograniczenia dla odwiedzających ten kraj. Dotyczy to zwłaszcza osób podróżujących z państw muzułmańskich, takich jak Iran, Irak, Libia, Somalia, Sudan, Syria czy Jemen.
CZYTAJ DALEJ

Mnożyć obowiązki cudze, zwalniać własne bark

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Jeśli pozwolicie się prowadzić duchowi, nie będziecie podlegać Prawu”. Paweł domyka list przeciwstawieniem dwóch sposobów istnienia całego człowieka, dalekim od dualizmu duszy i materii. „Ciało” (sarx) to człowiek zamknięty w sobie, „duch” to człowiek otwarty na Ducha. Katalog „uczynków ciała” jest jawny, mówi Apostoł, i wylicza piętnaście pozycji. Od nierządu i bałwochwalstwa przez nienawiść, spory, zawiść, gniewy, niewłaściwą pogoń za zaszczytami, niezgodę i rozłamy po pijaństwo i hulanki. Warto zauważyć, że większość listy to grzechy przeciw wspólnocie. „Ciało” niszczy przede wszystkim więzi. Sankcja jest wypowiedziana językiem dziedziczenia: „ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą”. Po stronie przeciwnej Paweł mówi o owocu, w liczbie pojedynczej, zamiast katalogu „uczynków ducha”: „owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”. Uczynki się robi, owoc rośnie. Dziewięć wymienionych dóbr tworzy jeden organizm życia, którego korzeniem jest miłość. Wulgata w tym miejscu ma listę rozszerzoną do dwunastu owoców i stąd katechizmowa tradycja dwunastu owoców Ducha Świętego. Sama różnica liczb jest pouczająca. Owocowanie łaski nie daje się domknąć w inwentarzu. „Przeciw takim cnotom nie ma Prawa”. To zdanie ma w sobie dyskretny uśmiech. Żaden kodeks nie ściga miłości ani nie penalizuje pokoju. Kto żyje owocem Ducha, ten wypełnia cel Prawa ponad jego literę (zob. glossę na 6 IX, plenitudo legis dilectio). Warunek jest jeden i Paweł stawia go w formie paschalnej: „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami”. Owoc rośnie na drzewie krzyża. Nie ma dziewięciu słodyczy bez jednego ukrzyżowania. „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy”. Grecki czasownik znaczy dosłownie iść w szeregu za Duchem, jak żołnierze za znakiem. Życie duchowe jest marszem.
CZYTAJ DALEJ

Nawrocki mocno: Berek „przysięgał, ale na pewno nie przed prezydentem RP”

2026-10-14 13:52

[ TEMATY ]

Prezydent Karol Nawrocki

Maciej Berek

PAP

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki powiedział, że „nie wie, przed kim” Maciej Berek „przysięgał, ale na pewno nie przed prezydentem RP”. A jeżeli nie dokonał tej oczywistej formalności, to z całą pewnością nie jest sędzią TK - stwierdził.

Podczas konferencji po spotkaniu z prezydentem Czarnogóry, prezydent Nawrocki został zapytany o to, że wybrany przez Sejm we wrześniu na sędziego TK Maciej Berek, złożył w środę rano w Sejmie tzw. "ślubowanie" z formułą „wobec prezydenta”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję