Reklama

Niedziela Wrocławska

Ponad 30 lat na misjach

Podczas 44. Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej obecny był ks. Jarosław Wiśniewski z archidiecezji białostockiej. Opowiedział o swojej posłudze misjonarza w Rosji, Ukrainie oraz Papui Nowej Gwinei.

Niedziela wrocławska 34/2024, str. IV-V

[ TEMATY ]

misje

Archiwum ks. J. Wiśniewskiego

Misjonarz prezentuje mural maryjny w Papui Nowej Gwinei

Misjonarz prezentuje mural maryjny w Papui Nowej Gwinei

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Łukasz Romańczuk: Jak to się stało, że Ksiądz jako kapłan diecezjalny zdecydował się zostać misjonarzem i wyjechać najpierw na Wschód, a później do Papui Nowej Gwinei?

Ks. Jarosław Wiśniewski: Maturę pisałem w stanie wojennym. Wtedy też byliśmy zawzięci na Związek Radziecki. Natomiast kiedy byłem w seminarium, Rosja się otworzyła i skorzystałem z okazji, aby tam pojechać. Byłem wtedy diakonem. Spędziłem wakacje na Białorusi i w okolicach Wilna. Po powrocie zgłosiłem się do swojego biskupa w Białymstoku, że miałbym chęć dołączyć do biskupa Kondrusiewicza, który też już ze mną w tej sprawie rozmawiał. Dostałem odpowiedź pozytywną, ale musiałem najpierw przyjąć święcenia kapłańskie i przez rok posługiwać w swojej archidiecezji. Święcenia kapłańskie przyjąłem 26 maja 1991 r., a w lipcu 1992 już byłem na misjach.

Reklama

Trafił Ksiądz do Moskwy w bardzo ciekawym czasie. Wtedy upadał Związek Radziecki. Jak ludzie podchodzili tam do nadchodzących zmian?

Bardzo entuzjastycznie, ale taki entuzjazm to był jeszcze w 1988 r., kiedy Gorbaczow pozwolił świętować 1000-lecie Chrztu Rusi. Wtedy państwo jakby poparło te uroczystości, a udział w nich wziął Prymas Polski Józef Glemp, którego w krajach byłego ZSRR przyjmowano niczym patriarchę. Mimo że upadł Związek Radziecki, niewiele się zmieniło. Jest źle, ale zawsze może być gorzej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

A jak wyglądały księdza początki w Rosji?

Jak jechałem na misję, to dostałem od ks. Tadeusza Pikusa, późniejszego biskupa drohiczyńskiego dwie rady: „Rozglądaj się minimum rok, a w tym czasie nic nie rób” oraz „Nie wierz tubylcom. Choćby najlepiej wyglądali, najfajniej rozmawiali, zyskiwali zaufanie, to pamiętaj, że będą to ci najgorsi, którzy cię zniszczą”. Te dwie porady bardzo mi pomogły.

Gdy przyjechałem, była tam Administratura Apostolska w Moskwie. Przyjechałem o 8 rano, biskup przyjechał o 9, a o 10 już miałem dekret na urząd proboszcza w Rostowie nad Donem, gdzie od 50 lat nie było księdza. Nawet nie zdążyłem się oswoić z tą miejscowością, a już byłem proboszczem, bo tak biskupowi zależało, żeby ktoś tam był.

Gdy przyjechaliśmy, biskup udzielił sakramentu bierzmowania i spotkał się z tamtejszymi wiernymi, a ja byłem jako „prezent” dla parafii. Konsternacja dla mnie była wielka. Wszystko się działo w jednym dniu. Miałem rok kapłaństwa i już zostałem proboszczem, i to w tak dalekim kraju, ponad 2000 km od rodzinnych stron.

Reklama

W Rosji bardzo mocno działają służby. Czy były podejmowane próby, aby Księdza śledzić, zniszczyć albo zdyskredytować w oczach wiernych?

Uratowało mnie to, że w seminarium pozbyłem się wszystkich nałogów. Nie piłem oraz nie paliłem. Miejscowi, jak znajdą takiego obcokrajowca, to można powiedzieć, że taki człowiek już przepadł. Miałem także niemoralne propozycje ze strony różnych kobiet, a niektóre były bardzo natarczywe. Nie rozumiały tego, że ja wybrałem życie w celibacie. W ogóle w tym kraju nie ma zrozumienia dla religii, a tym bardziej dla wiary katolickiej.

A oprócz Rostowa, gdzie jeszcze Ksiądz posługiwał?

W Rostowie posługiwałem 7 lat. Gdy utworzono w 1998 roku Administraturę Apostolską w Irkucku, było tam tylko 7 księży. Postanowiłem tam się udać. Trafiłem na Wyspy Kurylskie, Sachalin i Kamczatkę. Miałem już wtedy dokumenty na stały pobyt w Rosji. Gdy w 2002 roku pojechałem do Polski, okazało się, że był to kurs w jedną stronę, a ja znalazłem się na czarnej liście i nie zostałem wpuszczony do Rosji. Chwilę byłem w swojej rodzimej archidiecezji i otrzymałem dwie propozycje -Kazachstan i Ukraina (Charków). Wybrałem Ukrainę. Spędziłem tam 5 lat i były to bardzo ciekawe czasy, m.in. pomarańczowa rewolucja. Mogę też śmiało stwierdzić, że na tamtych terenach ludzie bardzo szanują kapłanów.

Ze względu na stan zdrowia musiałem po 5 latach opuścić Donbas i udałem się na kolejne 5 lat do Uzbekistanu, jednakże tam też mój stan zdrowia się pogorszył i wróciłem do swojej myśli z 2002 r., aby udać się do Papui Nowej Gwinei, gdzie panował klimat odpowiedni dla mojej choroby. I faktycznie przez 10 lat mojej posługi tam czułem się świetnie.

Jak potoczyły się księdza losy w Papui Nowej Gwinei?

W Papui przebywałem od 2 lipca 2014 r., aż do momentu, gdy w Boże Narodzenie 2023 miałem silny atak gruźlicy połączony z COVIDEM. To spowodowało, że musiałem wrócić do Polski i obecnie odbywam urlop zdrowotny. Wykorzystując ten czas postanowiłem pielgrzymować na Jasną Górę razem z o. Marcinem Wirkowskim, paulinem, przewodnikiem grupy 2 Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej.

Po urlopie zdrowotnym, tak jak ustaliłem z biskupem, pobędę jeszcze trochę w Papui, tyle, na ile mi sił starczy, a w dalszej perspektywie będę wracał do Taszkientu w Uzbekistanie, bo to jest idealne miejsce dla gruźlików, gdyż panuje tam suchy klimat. Natomiast Papua to kraj, gdzie klimat jest gorący, wilgotny i w takich warunkach gruźlica bardzo szybko postępuje. Te sytuacje zdrowotne, zarówno chroniczne zapalenie nerek, którego nabawiłem się na Wschodzie, jak i gruźlica, pokazują mi, że losy kapłanów bardzo często są modyfikowane przez sytuacje związane ze zdrowiem, ale także wpływ na to mają polityczne przemiany, czego sam doświadczyłem.

2024-08-21 08:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pierwsze listy z Peru i Hondurasu

Dzielimy się radością nadesłanych listów od Magdaleny Trudzik i Agaty Michalskiej z Radymna, które wyjechały do posługi wolontaryjnej na misje. Jak zapowiadały, przesłały listy i garść fotografii. Duch Święty posłał apostołów, a dziś także młodych wolontariuszy. Pamiętajmy o nich w modlitwie. Jest taka możliwość na antenie Radia FARA w każdą środę i sobotę podczas modlitwy różańcowej o godz. 15.35, a dodatkowo w jarosławskim opactwie każdego 30. dnia miesiąca sprawowana jest Eucharystia w intencji Magdy i Agaty

Minął już ponad miesiąc, odkąd jestem w Hondurasie. Miesiąc nowych doświadczeń i codziennych cudów. Mogłam przyjechać do Tegucigalpy dzięki Waszej dobroczynności i wsparciu. Każdego dnia jestem ogromnie wdzięczna za ten dar i pamiętam o Was w modlitwie, zachowując Was w moim sercu. Wszystko rozpoczęło się 17 marca, kiedy po 24-godzinnym locie szczęśliwie wylądowałam na lotnisku w Tegucigalpie. Z wielką radością zostałam przywitana przez moją wspólnotę – cztery dziewczyny: Annę z Francji, Klaudię z Polski, Estefanię z Ekwadoru oraz Solen z Francji. To właśnie one wprowadzają mnie codziennie w tutejszą rzeczywistość i pomagają mi się zadomowić. O naszych Przyjaciołach mogłabym pisać dużo, każdego dnia kogoś poznaję, nie znalazłam jeszcze dobrego sposobu na zapamiętanie wszystkich imion i korelacji rodzinnych. Ale idzie mi już coraz lepiej. Zaprzyjaźniam się z wszystkimi, którzy są blisko naszego Domu Serca. Są to ludzie z naszej dzielnicy, sąsiedzi, młodzi z naszej parafii, rodziny, które od lat przyjaźnią się z Domami Serca, dzieci z sąsiednich ulic, wszyscy ci, którzy przychodzą do naszego domu choćby tylko po to, by zamienić parę słów i napić się wody.
CZYTAJ DALEJ

Uroczyste poświęcenie Monumentu Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu - informacje organizacyjne

2026-08-14 09:38

[ TEMATY ]

Konotopie

Diecezja włocławska

Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia

Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia
11:15 Różaniec – modlitwa
CZYTAJ DALEJ

„Odzyskany” od dziś w kinach. „Po wyjściu z kina ciężko było dojść do siebie” – tak reagują widzowie po seansach

2026-08-14 18:25

[ TEMATY ]

film

Rafael Film

Kadr z filmu Odzyskany – Janek z ojcem, Filip Gurłacz i Andrzej Mastalerz

Kadr z filmu Odzyskany – Janek z ojcem, Filip Gurłacz i Andrzej Mastalerz

„Po wyjściu z kina ciężko było dojść do siebie”, „film, który na długo zostaje w głowie”, „prawdziwe kino, prawdziwe życie” – takie opinie pojawiają się po przedpremierowych pokazach „Odzyskanego”. Pełnometrażowy debiut reżyserski Marcina Kwaśnego od dziś, 14 sierpnia, można oglądać w kinach w całej Polsce. Film o uzależnieniu, rodzinnych ranach i przebaczeniu szczególnie mocno porusza widzów tym, że mimo trudnej historii pozostawia miejsce na nadzieję.

„Niesamowity film, po wyjściu z kina ciężko było dojść do siebie, brakowało słów, a łzy leciały ciurkiem... Prawdziwe kino, prawdziwe życie” – napisał jeden z widzów po seansie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję