Opowieścią dk. prof. Waldemara Rozynkowskiego zainicjowaliśmy świadectwa ze spotkania z Janem Pawłem II na toruńskim lotnisku. Jak to wydarzenie przeżyli młodzi uczestnicy?
Wszyscy szli na spotkanie z Janem Pawłem II, więc ja też poszłam. Nie miałam nastawienia, że „idę na spotkanie z naszym wielkim świętym papieżem”, bo wtedy byłam zupełnie niekościelna, ale to jednak był Jan Paweł II, wielka osoba. Byłam krótko po artroskopii, operacji na kolano – zawsze miałam problemy z kolanami. Wysiadłyśmy z koleżankami koło NOT-u i szłyśmy na lotnisko na piechotę, a mi nic nie było. Drugie pięć kilometrów z powrotem – i dalej żadnych dolegliwości. Byłam w szoku. Na lotnisku stałyśmy blisko trasy przejazdu papieża. Kiedy przejeżdżał, przeszyła mnie fala gorąca i pomyślałam, że chyba mam do czynienia z czymś, co się nazywa świętością. Ilona
Niech żyje papież
Śpiewałam wtedy w chórze jako uczennica zespołu Szkół Muzycznych, a mama jako chórzystka z chóru św. Maksymiliana. Byłam niewysoka, jak to dziecko – dopchałam się przed starsze panie z chóru do barierki, gdzie było widać bok ołtarza. Papież odwrócił się do nas i pomachał, ale byłam zastygnięta z przejęcia i nie odmachałam. Pamiętam lot Jana Pawła II i jak wjeżdżał windą na ołtarz. Ludzie krzyczeli: „Niech żyje papież!”, a ja byłam zdegustowana – jak można tak krzyczeć, jak jakieś fanki na koncercie. Ale kiedy zobaczyłam papieża, od razu sama zaczęłam krzyczeć razem z innymi.
Chórzyści cieszyli się, że będą blisko papieża, a okazało się, że posadzili nas z boku. Pewnie wielu z nich było rozczarowanych: niebo tuż obok, a my na zapleczu. Nasz tata, który stał w sektorze na dole, miał dużo lepszy widok! Agata
Byłem w pierwszej klasie szkoły średniej. W tym dniu nawet szkoły zamknęli, byłem na trasie przejazdu. Poruszył mnie tłum ludzi, który wiele godzin wcześniej ustawiał się wzdłuż trasy, napięcie przed przyjazdem i radość i wzruszenie, gdy wreszcie pojawił się Jan Paweł II. Łukasz
Bezpośrednia bliskość
Niestety, nie mogłam być – mój promotor akurat tego dnia musiał się ze mną spotkać. Na lotnisku były moje dzieci. Michał – dziś już świętej pamięci – mówił, że choć był daleko w tłumie od alejek, którymi papież przechodził, to miał wrażenie, jakby przechodził dokładnie obok niego. Długo przeżywał odczucie jego bezpośredniej bliskości. Barbara
Urodziłem się w 1980 r. i dla mnie Jan Paweł II był papieżem od zawsze. Pierwszy raz byłem na spotkaniu z nim w Gdańsku w 1987 r. Niewiele z tego spotkania pamiętam oprócz tego, że moja mama zrobiła wtedy zdjęcia na wcześniej naświetlonej kliszy z uroczystości I Komunii św. mojego kuzyna. Także w rodzinnych albumach jest połączenie dwóch ważnych wydarzeń na tych samych klatkach. Potem uczestniczyłem na spotkaniach z papieżem w Gnieźnie w 1997 i Toruniu w 1999 r.
Reklama
Do Torunia przyjechałem wtedy z pielgrzymami z Grudziądza specjalnie podstawionym pociągiem. Robiłem już wtedy z pasji zdjęcia od kilku lat, więc oczywiste było dla mnie, że chciałbym tę wizytę udokumentować na kliszy. Miałem ten zaszczyt, by z bliska zobaczyć Ojca Świętego – pierwszy raz podczas przejazdu na ul. Chełmińskiej, a później już na samym lotnisku tuż przed jego odlotem. Patrząc przez obiektyw, miałem pewność, że biorę udział w wyjątkowym wydarzeniu. Moja wiara nie była wtedy zbyt głęboka, ale wierzę, że każde spotkanie z papieżem wywarło na mnie dużo wpływ. Aż trudno mi uwierzyć, że minęło już od tego dnia 25 lat. Piotr Litwic
Żebyśmy byli ludźmi pokoju
Kiedy Jan Paweł II przyjechał do Torunia, do naszej diecezji, złożyłem akurat papiery do seminarium. Dostałem już decyzję, że jestem przyjęty, ale jeszcze ne byłem klerykiem. Wstępowałem dopiero po wakacjach, więc na wizytę przyjechałem z rodziną. Kleryków widziałem z daleka i nawet trochę żałowałem, że nie poszedłem do seminarium rok wcześniej. Gdybym poszedł od razu po szkole, brałbym udział w przygotowaniach do spotkania z papieżem. Przyjechaliśmy pociągiem – jechaliśmy kilka godzin, ale to nie była uciążliwa droga – z Działdowa na stację Toruń Północny i stamtąd szliśmy pieszo. Pamiętam, że szliśmy torowiskami, niektóre ulice były zamknięte i szło się wyznaczonymi trasami. Pod dojściu na lotnisko zajęliśmy swój sektor. Nie zastanawialiśmy się, jak jesteśmy daleko – ołtarz widzieliśmy, więc nie było źle. Byłem m.in. z moją młodszą kuzynką i pamiętam moment, kiedy papież miał przejeżdżać. Wszyscy chcieliśmy go zobaczyć, a ona była mała. Zaproponowałem, że jej pomogę. Wziąłem ją na barana i… jej spódnica znalazła się na mojej twarzy. Ona się cieszyła, machała, mówiła: „Widziałam papieża!”, a ja widziałem jej spódnicę.
Z perspektywy czasu, już jako ksiądz, pomyślałem sobie, że rzeczywiście nie było najważniejsze, żeby go zobaczyć, tylko usłyszeć. Dzisiaj często wracam do tego nauczania, chociażby z lotniska. Była wtedy beatyfikacja ks. Frelichowskiego, więc jako księdzu jest to dla mnie bliskie, tym bardziej w ostatnim czasie, kiedy zostałem proboszczem i jestem w parafii, w której posługiwał ks. Paweł Prabucki. Razem z ks. Frelichowskim był w obozie i razem troszczyli się o Eucharystię, żeby więźniowie mieli sakramenty. Papież zostawił nam przesłanie, że powierza nam dar beatyfikacji ks. Frelichowskiego, byśmy go pielęgnowali i kultywowali i żebyśmy byli ludźmi pokoju. Staram się więc, może nie zawsze mi wychodzi.
To spotkanie na lotnisku zmobilizowało mnie bardziej do tego, żeby przyglądać się papieżowi. Rozpoczynałem swoją drogę powołania razem z Janem Pawłem II w Toruniu i kończyłem ją w tym mieście w roku, w którym umarł. W 2005 r. przyjąłem święcenia, kiedy był już papież Benedykt, więc można powiedzieć, że towarzyszył mi przez całą formację seminaryjną. Jego nauczanie na pewno wywarło wpływ na moje życie. To spotkanie było impulsem, żeby poznać jego biografię. Odkryłem m.in. jego zwyczaj codziennej modlitwy do Ducha Świętego. Ona była mu potrzebna, żeby mieć cierpliwość do ludzi w spotkaniach, rozmowach, Zacząłem to praktykować i widzę, że jeśli trzyma się Ducha Świętego, można osiągnąć rzeczy wielkie. Ks. Paweł Borowski
Rok 1981 był rokiem szczególnym: zaczął się radośnie, od wizyty delegacji „Solidarności” w Watykanie, później był dramat zamachu na Jana Pawła II, którego byłem świadkiem, i żałoba po śmierci prymasa Stefana Wyszyńskiego. W 1981 r. rozpoczął się również nowy rozdział w moim życiu - zacząłem pracę w Watykanie. W tym samym roku przyjechał do Rzymu kard. Joseph Ratzinger, którego Jan Paweł II powołał na urząd prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Ponieważ mieszkaliśmy po przeciwnych stronach Placu św. Piotra, w drodze do pracy zacząłem spotykać Kardynała udającego się do Pałacu Sant’Uffizio, siedziby Kongregacji. I tak było przez wiele lat... (W. R.)
W piątkowy wieczór 7 lutego br. wychodziłem z domu - szedłem na kolację do sąsiadów, gdy zadzwonił telefon. Wróciłem i podniosłem słuchawkę. Od razu rozpoznałem głos abp. Georga Gänsweina, prefekta Domu Papieskiego: - Panie Włodku, dziś rano papież Benedykt skończył odpowiadać na Pańskie pytania. Zaniemówiłem z emocji. Oczywiście, od wielu tygodni spodziewałem się tej wiadomości, ale gdy usłyszałem ją z ust sekretarza Papieża emeryta, wzruszyłem się do głębi. Wtedy dopiero w pełni zdałem sobie sprawę, że Benedykt XVI uznał za stosowne przekazać mi swe wyjątkowe i unikalne świadectwo, mówiące o jego współpracy i przyjaźni z Janem Pawłem II. Ten szczodry gest był dla mnie wielkim darem, ale pomyślałem, że jest to przede wszystkim dar Papieża emeryta dla jego świętego Poprzednika.
Wszystko zaczęło się jesienią 2013 r., kiedy powstał pomysł publikacji książki ze świadectwami o bł. Janie Pawle II. Już z okazji beatyfikacji przygotowałem serię wywiadów, które były publikowane w „Niedzieli”, w dzienniku „L’Osservatore Romano”, a także w amerykańskim miesięczniku „Inside the Vatican”. Z racji zbliżającego się dnia kanonizacji włoskie wydawnictwo „Ares”, związane z Opus Dei, zaproponowało mi opublikowanie ok. 20 wywiadów z przyjaciółmi i współpracownikami Jana Pawła II - niektóre uaktualniłem z pomocą moich dawnych rozmówców, ale większość była przygotowana w perspektywie kanonizacji. Przyjąłem propozycję, zważywszy na wielkie zasługi „Ares” dla kultury katolickiej we Włoszech, ale również dlatego, że Karol Wojtyła miał szczególne związki z tym wydawnictwem. W 1974 r. Rzymskie Centrum Spotkań Kapłańskich (CRIS) zaprosiło Arcybiskupa Krakowa jako prelegenta na cykl spotkań. Kard. Wojtyła przygotował przemówienie, które wraz z jego innymi wypowiedziami zostało następnie opublikowane przez wydawnictwo „Ares” w formie książkowej. Już jako papież Jan Paweł II rozdawał tę książkę swoim gościom.
Postanowiłem podzielić moje wywiady na pięć grup: starzy przyjaciele, którzy znali Karola Wojtyłę jeszcze w czasach krakowskich (prof. Stanisław Grygiel, dr Wanda Półtawska, kard. Stanisław Nagy), sekretarze papieża Jana Pawła II (kard. Stanisław Dziwisz, abp Mieczysław Mokrzycki, abp Emery Kabongo); współpracownicy watykańscy (kard. Camillo Ruini, kard. Angelo Sodano, kard. Tarcisio Bertone, ks. prał. Paweł Ptasznik, dr Joaquin Navarro-Valls), świadkowie życia i śmierci (bp Javier Echevarría Rodríguez, Arturo Mari, Gianfranco Svidercoschi, Egildo Biocca, prof. Renato Buzzonetti), osoby związane w różny sposób z procesem beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym Papieża (kard. Angelo Amato, ks. prał. Sławomir Oder, dwie kobiety cudownie uzdrowione za wstawiennictwem Jana Pawła II: s. Marie Simon-Pierre Normand i Floribeth Mora Diaz).
Wielokrotnie czytałem te wywiady i coraz bardziej uświadamiałem sobie, że wśród przyjaciół i współpracowników Ojca Świętego Jana Pawła II brakuje świadectwa najważniejszej osoby - Josepha Ratzingera. Wiele lat temu na krytykę, że za dużo podróżuje i nie ma go w Watykanie, Jan Paweł II odpowiedział: „Mogę dużo podróżować, bo w Watykanie jest kard. Ratzinger, a w Rzymie kard. Ruini”. Te słowa pozwoliły mi zrozumieć, że ówczesny Prefekt Kongregacji Nauki Wiary był kolumną pontyfikatu Papieża Polaka. Jan Paweł II darzył go wielkim szacunkiem i miał do niego całkowite zaufanie. Bez kard. Ratzingera pontyfikat Jana Pawła II na pewno byłby inny. Dlatego w listopadzie 2013 r., gdy książka była już gotowa, postanowiłem napisać list do Papieża emeryta z prośbą o wywiad. Oczywiście, wiedziałem bardzo dobrze, że Benedykt XVI w klasztorze „Mater Ecclesiae” w Ogrodach Watykańskich prowadzi życie poświęcone modlitwie i medytacji i nie chce ingerować w bieżące sprawy Kościoła, ale w tym przypadku - jak napisałem w moim liście - chodziłoby o wypowiedź na temat pontyfikatu Jana Pawła II, który przeszedł już do historii, i o osobę, która dla Kościoła jest święta. Gdy w następnych tygodniach spotykałem abp. Gänsweina, powtarzał mi, że Ojciec Święty zastanawia się, ale nie podjął jeszcze decyzji. Tak w niepewności i bez wieści minęło Boże Narodzenie i Nowy Rok.
Pewnego dnia w styczniu 2014 r. otrzymałem od abp. Georga maila, w którym poprosił mnie o przygotowanie pytań dla Papieża emeryta. O tyle spraw chciałem zapytać najbliższego współpracownika Jana Pawła II, że pytań było sporo. Dlatego gdy następnym razem abp Georg spotkał mnie w Watykanie, już z daleka mówił do mnie: „Ileż tych pytań!”. Byłem zażenowany, ale wybrnąłem z sytuacji, tłumacząc, że pytań jest dużo, by papież emeryt Benedykt XVI miał w czym wybierać. Przy okazji dowiedziałem się, że Ojciec Święty wolał się wypowiadać w języku niemieckim. W tej sytuacji, nie znając dobrze niemieckiego, nie mogłem spisać jego wypowiedzi - zrobiła to za mnie długoletnia sekretarka papieska, s. Birgit Wansing z Instytutu Szensztackiego, która słynie z tego, że jako jedna z nielicznych osób potrafi odczytać drobne i mało czytelne pismo Benedykta XVI. Pytałem osoby z papieskiego otoczenia, jak można wytłumaczyć ten wybór języka niemieckiego, skoro Benedykt XVI doskonale włada włoskim. Odpowiedziano mi, że woli on używać swego języka, gdy chce być bardzo precyzyjny albo gdy chce wyrazić swe głębokie uczucia. Gdy s. Birgit Wansing spisała odpowiedzi, zadzwonił do mnie abp Georg, by o tym powiadomić. W następnym dniu watykański żandarm przyniósł pod mój adres dużą kopertę z listem Ojca Świętego i jego odpowiedziami. Nie ukrywam, że czytanie listu na firmowym papierze „Benedictus XVI Papa emeritus” było dla mnie czymś wzruszającym i emocjonującym. Niestety, aby przeczytać papieskie odpowiedzi, musiałem czekać na tłumaczenie tekstu z niemieckiego (sekretarka prosiła, by wypowiedzi Papieża emeryta były tłumaczone z oryginału): na włoski przetłumaczył go prof. Pietro Luca Azzaro, a na polski - o. Wiesław Szymona OP, któremu wyrażam moje serdeczne podziękowania.
Jestem pewny, że wywiad z Papieżem emerytem będzie - jak życzył sobie tego sam Benedykt XVI w swym liście - wkładem w lepsze poznanie wielkiego Papieża Jana Pawła II.
Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą świętą w kościele św. Huberta w Rzeszowie - Miłocinie pod przewodnictwem biskupa seniora Kazimiera Górnego. Uczestników przywitał gospodarz parafii ks. Józef Mucha. We Mszy św. uczestniczyli księża, którzy jechali na rowerach: ks. Witold Pazdan, proboszcz parafii w Straszydlu (jechał po raz 21) i ks. Janusz Miąso, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Rzeszowskiego (jechał po raz 7). Homilię wygłosił ks. Wiesław Matyskiewicz. Rowerzyści podzieleni na grupy ruszyli na pierwszy etap do Wiślicy. W Radomyślu Wielkim od kilku witają nas władze miasta. W Łączkach Brzeskich tradycyjnie konferencja dla pielgrzymów. Pełne wzruszeń było spotkanie na trasie z uczestnikami 49 Rzeszowskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. Drugi dzień zmagań zakończyliśmy w Olsztynie. Na Błoniach Jasnogórskich czekały na nas nasze rodziny, przyjaciele, którzy specjalnie przyjechali, aby być razem. Po mszy świętej w Kaplicy Matki Bożej i Drodze Krzyżowej na Wałach Jasnogórskich 47 pielgrzymka rowerowa, której hasłem przewodnim były słowa: Bóg - Wiara – Ojczyzna! została zakończona.
Pielgrzymka ma korzenie Solidarnościowe, bo rowerowe pielgrzymowanie zapoczątkował samotnie w 1979 r. mieszkaniec Słociny, Marian Celek. Pracownik WSK - Rzeszów, działacz Solidarności. Było to podziękowanie za wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Nie ograniczamy się tylko do członków Solidarności, ale od zawsze jesteśmy otwarci na wszystkich, którym jest bliski taki trud i wartości pielgrzymowania.
Nowy rok szkolny w województwie lubelskim rozpoczęło 286 tysięcy uczniów, w tym 54 tys. w Lublinie.
W ramach wojewódzkiej i miejskiej inauguracji roku szkolnego 2026/27 w sanktuarium Świętej Rodziny w Lublinie abp Stanisław Budzik przewodniczył Mszy św. z udziałem dzieci i młodzieży oraz grona pedagogicznego z dyrektor Beatą Kwiatkowską z Zespołu Szkolno- Przedszkolnego nr 5 w Lublinie, gospodarza dzisiejszego święta. Wraz z metropolitą Mszę św. celebrowali ks. prof. Piotr Goliszek, dyrektor Wydziału ds. Wychowania Kurii Metropolitalnej w Lublinie, ks. prał. Tadeusz Pajurek oraz ks. Tadeusz Bodak. W Eucharystii uczestniczyli przedstawiciele placówek oświatowych z terenu województwa lubelskiego oraz władz rządowych i samorządowych miasta i regionu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.