Reklama

Niedziela Częstochowska

Parafia z cudownym źródłem

Mogę mieć wielkie plany, ale myślę, że Matka Boża ma większe. Jej łaska zdziała więcej niż moja praca i moje słowa – przyznaje ks. Sławomir Kandziora, proboszcz parafii św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Pątnowie.

Niedziela częstochowska 20/2024, str. VIII

[ TEMATY ]

peregrynacja obrazu Matki Bożej

Maciej Orman/Niedziela

Będziemy sobą jako katolicy, chrześcijanie i polacy, jeśli będziemy Maryjni – podkreślił abp Depo

Będziemy sobą jako katolicy, chrześcijanie i polacy, jeśli będziemy Maryjni – podkreślił abp Depo

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W kościele parafialnym wierni obchodzą dwa odpusty – 27 grudnia, w dzień głównego patrona wspólnoty, i 16 sierpnia, we wspomnienie św. Rocha, patrona m.in. osób chorych. Jego kult, jak podkreśla ksiądz proboszcz, jest bardzo stary, ma też historyczne zakorzenienie poprzez oddawanie czci figurze i obrazowi w miejscowym kościele. W Pątnowie znajduje się również słynące łaskami źródełko św. Rocha. – Był taki czas, że przybywały tutaj pielgrzymki, szczególnie wtedy, gdy ten region dotykały epidemie. Teraz też ludzie przyjeżdżają i zabierają wodę. Z ich świadectw można wnioskować, że nadal ma ona cudowny, uzdrowicielski charakter. Wielu mówi, że woda nabrana w dzień św. Rocha może stać latami i się nie zepsuje – opowiada ks. Kandziora.

Zaangażowanie

Reklama

Pątnów zwraca uwagę zadbanym kościołem i jego otoczeniem. – To nie jest tylko moja zasługa, że to wszystko tak wygląda. To zaangażowanie jest nie tylko odświętne, ale codzienne. Odkąd tutaj pracuję, wciąż spotykam się z wielką życzliwością ludzi i ich zaangażowaniem. Każda inicjatywa cieszy się dużym odzewem – mówi duszpasterz. Dodaje, że w parafii jest żywy kult Matki Bożej Fatimskiej. Za kościołem jest grota z figurami Maryi i dzieci fatimskich oraz droga krzyżowa. – To miejsce wykorzystujemy praktycznie przez cały rok – przyznaje. Duszpasterz zapewnia, że relacja z Matką Bożą ma dla niego zasadnicze znaczenie. – Jeżeli jest jakaś trudność, to trzeba zwrócić się do Maryi – radzi. Jej wizerunek widnieje również w ołtarzu głównym pątnowskiego kościoła.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W Bieńcu jest kościół filialny, a patronuje mu Matka Boża Szkaplerzna. – Tam ludzie również są bardzo oddani, troszczą się o świątynię i jej obejście. Po ich zaangażowaniu widać, że są bardzo związani ze swoim kościołem i trwają mocno w wierze – ocenia ks. Kandziora.

Pątnów to kolejna parafia, w której posługuje jeden kapłan, jednak proboszcz nie narzeka. – Nie jest to dla mnie ciężarem. Posługę pełni się z radością, kiedy widzi się takie zaangażowanie jak chociażby dzisiaj, że to sprawia ludziom radość – wyjaśnia. Jako klucz do nawiązania owocnej współpracy z parafianami ks. Kandziora wskazuje otwartość i życzliwość.

Plany

Proboszcz zaświadcza, że nawiedzenie Matki Bożej to wyjątkowe przeżycie. – Widać to po zaangażowaniu wiernych, ale też po pobożności. Setki osób uczestniczyły w misjach, ale włączały się również w przygotowania zewnętrzne – zaznacza ks. Sławomir.

Proboszcz zapowiada również, że po nawiedzeniu rozpocznie się wewnętrzna, parafialna peregrynacja obrazu wśród rodzin. – Mam nadzieję, że wszyscy przyjmą wizerunek Maryi. Ja mogę mieć wielkie plany, ale myślę, że Matka Boża ma większe. Jej łaska zdziała więcej niż moja praca i moje słowa – podkreśla.

Reklama

– Oby każdy wyciągnął z tego wydarzenia jakieś wnioski. Chcielibyśmy, żeby ludzie stali się lepsi dla siebie – wyznaje Halina Hadryś z KGW w Bieńcu. Obok niej stoi 7-letnia Aurelia, najmłodsza członkini koła, która niesie świecę w procesji. – Nikt jej nie musiał do tego namawiać. Gdzie my, tam i ona – dodaje p. Halina.

Świadectwa

– Ilekroć jesteśmy z rodziną w Częstochowie, odwiedzamy Matkę Bożą na Jasnej Górze, a teraz pierwszy raz świadomie przyjmuję Ją w naszej parafii. To jest głębokie przeżycie – dzieli się swoimi odczuciami Maciej Wujec, nadzwyczajny szafarz Komunii św. Do spotkania z Maryją przygotowywał się przez modlitwę i udział w 8-dniowych misjach. – Wysłuchałem pięknych kazań. Warto było, bo człowiek pogłębia w ten sposób swoją wiarę – dodaje.

Dorota Hanas, dyrektor Zespołu Szkół Samorządowych im. Władysława Stanisława Reymonta w Pątnowie, zwraca uwagę na to, że w organizację peregrynacji obrazu bardzo aktywnie włączyła się duża grupa uczniów i ich rodziców. – Chcemy pokazać, że wiara jest jednym z elementów wychowania. Jeżeli jesteśmy chrześcijanami, to w końcu czegoś się od nas wymaga. Te zasady są bardzo istotne, a współczesny świat jest trudny, niemniej jednak chcemy wychowywać nasze dzieci w wierze katolickiej – wyjaśnia.

Pani dyrektor również przeżywa nawiedzenie Matki Bożej bardzo osobiście. – Kiedy miałam 10 lat, uczestniczyłam w takiej uroczystości. Moi rodzice dzisiaj już nie żyją, ale wtedy byli w nią bardzo zaangażowani. Dzisiejsze wydarzenie jest dla mnie szczególne. Przepraszam, nie powiem nic więcej, dużo mnie to kosztuje – mówi, ocierając łzy.

Reklama

Kiedy Maryja po raz pierwszy nawiedziła Pątnów w znaku Ikony Jasnogórskiej, Michał Bąk miał 2 lata, tak więc zna to wydarzenie tylko z opowieści rodziców i ze zdjęć. – Nieraz sobie myślałem, że to wydarzenie musiało być bardzo przejmujące i ważne dla naszej społeczności – przyznaje. Zaświadcza, że Matka Boża odgrywa w jego życiu i życiu jego rodziny niesamowitą rolę. – Razem z żoną w zeszłym roku przyjęliśmy szkaplerz karmelitański. Na ile pozwalają nam czas i siły, odmawiamy Różaniec. Codziennym standardem jest modlitwa Pod Twoją obronę. Bardzo ważna jest też dla mnie modlitwa św. Bernarda. Mój tato, kiedy jeszcze żył, powiedział mi, że to jest taka modlitwa, na którą Matka Boża zawsze odpowiada, dlatego odmawiam ją codziennie. Wiadomo, że w życiu bywa różnie, ale z Matką Bożą jest zawsze z górki – mówi p. Michał.

Zobowiązania

Mszy św. na powitanie obrazu przewodniczył abp Wacław Depo. – Chcemy się dzisiaj na nowo nauczyć i potwierdzić, że będziemy sobą jako katolicy, chrześcijanie i Polacy, jeśli będziemy Maryjni. Bo Kościół ma Matkę, Kościół jest domem, gdzie jest Matka wskazująca na Syna – podkreślił w homilii metropolita częstochowski.

Ojciec Dariusz Nowicki, paulin, jeden z kustoszy obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, przywiózł z Jasnej Góry księgę zawierzenia parafii w Pątnowie, która została założona w 1965 r., na zakończenie nowenny przed millenium chrztu Polski. Wtedy wszystkie parafie w kraju zostały poproszone o to, aby oddały się w opiekę Maryi na nowe tysiąclecie. Zakonnik odczytał kilka zobowiązań, które parafianie wpisali wtedy do księgi. Były to m.in. życie w łasce uświęcającej przez praktykowanie pierwszych piątków miesiąca oraz religijne wychowanie dzieci i młodzieży. – Jak bardzo jest to dzisiaj aktualne. Trzeba sobie zrobić rachunek sumienia i wrócić do tych zobowiązań. Może to nawiedzenie podbuduje nas i wzmocni w ich realizacji – powiedział o. Nowicki.

2024-05-14 13:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Częstochowa: odbyło się sympozjum mariologiczne o peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

Historyczne, duchowe i teologiczne wymiary peregrynacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w archidiecezji częstochowskiej, to tematyka ogólnopolskiego sympozjum mariologiczne, które odbyło się 10 lutego z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Mariologicznego w auli Instytutu Wyższych Studiów Teologicznych w Częstochowie.

Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęła Papieska Międzynarodowa Akademia Maryjna w Rzymie oraz abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.
CZYTAJ DALEJ

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję