Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Doceniają Polaków

Z ks. Janem Niklem rozmawia Mariusz Rzymek.

Niedziela bielsko-żywiecka 11/2022, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

pomoc dla Ukrainy

Wojciech Jankowski

Ks. Jan Nikiel. Pochodzi z Wilkowic, proboszcz katedry we Lwowie i dziekan dekanatu lwowskiego.

Ks. Jan Nikiel. Pochodzi z Wilkowic, proboszcz katedry we Lwowie i dziekan dekanatu lwowskiego.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mariusz Rzymek: Jakiej pomocy rzeczowej ludność na Ukrainie najbardziej potrzebuje?

Ks. Jan Nikiel: Przede wszystkim to prosiłbym o modlitwę, bo cud musi uratować Ukrainę. W tej chwili sklepy są pozamykane, nie ma dostaw żywności. Na razie ludzie korzystają z zapasów, jakie zrobili. Ale jak długo? Lista potrzebnych rzeczy jest zróżnicowana. To artykuły spożywcze, apteczki, środki opatrunkowe, lekarstwa, uzdatniacze wody, karimaty, śpiwory. Na parafiach przydałyby się kuchnie polowe. Gdy gaz i prąd zostaną odcięte, nie będzie jak gotować. Mając takie kuchnie, bylibyśmy w stanie wydawać posiłki dla większej liczby ludzi, na nic się nie oglądając.

Macie się gdzie schować na wypadek bezpośredniego ataku?

Mamy podziemia i w nich się kryjemy. Tylko w sobotę, jak odzywały się alarmy, schodziliśmy do nich cztery razy. Każdy z tych alarmów trwał około godziny. Schrony są nieogrzewane. Brakuje nam generatorów prądu. W ciemności łatwo o panikę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jak dużo uchodźców wojennych trafiło do Lwowa w pierwszych dwóch dobach rosyjskiej agresji?

Byliśmy przygotowani na przyjęcie uchodźców z Kijowa i okolic, ale oni jadą prosto na granicę do Polski. We Lwowie praktycznie się nie zatrzymują. Lwów stał się miejscem tranzytowym. We Lwowie w pierwszy dzień ataku zatrzymali się dyplomaci, którzy uciekli z Kijowa, ale i oni wyjechali do Polski. Do nas uciekinierzy sporadycznie trafiają. Przymusza ich sytuacja. Restauracje pozamykane, nie można nic zamówić, więc proszą o posiłek.

Czy jakieś dary dotarły już do Lwowa?

Przez pierwsze cztery dni nic. Wiem, że transporty do nas idą, ale jaką drogą do nas dotrą, to już nie. Do nas łatwo jest wjechać, a o wiele trudniej wyjechać. Kolejki do granicy z Polską sięgają 20 km, więc ktoś kto organizuje transport z darami, musi to zrobić przez oficjalne czynniki. Inaczej może utknąć.

Na Ukrainie posługę duszpasterską pełni wielu kapłanów z Polski. Czy polski ambasador ze Lwowa kontaktował się z wami, aby zostawić wytyczne, co zrobić, gdy nastąpi atak sowietów na zachodnią Ukrainę?

W dekanacie lwowskim, który obejmuje tylko i wyłącznie miasto Lwów, pracuje 20 kapłanów z Polski. Dwóch z nich wróciło, a reszta została. Póki co jesteśmy i robimy swoje. Odprawiamy Msze św., na które mimo alarmów przychodzą ludzie. Ich nie można zawieść. Co do ambasady to nie wiem, czy pracuje. Nikt od nich się z nami nie kontaktował. Wcześniej też dawaliśmy sobie bez nich radę, więc teraz będzie podobnie.

Reklama

Jak na ziemi lwowskiej Ukraińcy bronią się przed działaniami dywersyjnymi wroga?

Przed każdą miejscowością są ustawione zapory, na których sprawdzane są wjeżdżające do nich samochody. Kierowcy i pasażerowie są legitymowani. Rosjanie puszczają desant w różne części Ukrainy i takie rogatki mają im to utrudnić. Mimo tych zabezpieczeń na lwowskiej ziemi działają dywersanci. Łatwo się im wtopić w tłum, bo tutaj też rozmawia się po rosyjsku. Na wielu ulicach, w tym Lwowa, pojawiają się specjalne znaki, które mają naprowadzać na konkretne obiekty. Kilku ich twórców udało się zresztą schwytać.

Jak lwowska młodzież zachowuje się w obliczu rosyjskiej agresji?

W bardzo różny sposób angażuje się w ocalenie swojego kraju. Również młodzież z polskimi korzeniami nie stoi z boku. I choć tej wojny nie traktuje jako swojej, to idzie na front, bo chce ratować kraj, w którym żyje. Tutaj wyrosło kolejne pokolenie Polaków, które utożsamia się z tymi ziemiami. Dla nich Ukraina jest droga i też jest ojczyzną.

Póki co Lwów jest na poboczu działań wojennych. Wierzycie, że tak zostanie?

Nie. Mieszkańcy uważają, że dojdzie do siłowego przejęcia miasta. Dlatego wszyscy są nastawieni bardzo bojowo. Dużo osób zgłasza się po broń, która jest rozdawana za okazaniem dokumentu tożsamości.

Reklama

Jak ewoluował na przestrzeni ostatnich lat obraz Rosjanina w społeczeństwie ukraińskim, a jak Polaka?

Uchodźcy z Krymu i Mariupola mówili mi, że tam, gdzie mieszkali, społeczność ukraińsko-rosyjska żyła w symbiozie i przyjaźni. Jedni drugim byli ojcami chrzestnymi, chodzili do tej samej cerkwi, spotykali się razem i bawili. Osoby z terenów przygranicznych swobodnie się przemieszczały i towarzysko odwiedzały swoich sąsiadów z Rosji. Obraz przyjaznego Rosjanina wyparował, gdy w 2014 r. pojawiły się „zielone ludki”. Jeśli jeszcze jakieś sympatie do Rosjan były wśród ludności rosyjskojęzycznej Ukrainy, to przekreśliła je wojna wywołana przez Putina. Co do Polaków, to inaczej na nas patrzono w części wschodniej, a inaczej w zachodniej. W tej chwili jesteśmy postrzegani bardzo pozytywnie. Doceniają zarówno otwartość Polaków na przyjęcie uciekinierów, jak i nasze zabiegi dyplomatyczne na rzecz Ukrainy.

W wielu publikacjach prasowych Polska była przedstawiana jako okno Ukrainy na Europę. Jak się nam za to odwdzięczała?

Mam w tym temacie mieszane uczucia. Z jednej strony embargo na mięso z Polski, a z drugiej marazm w sprawach administracyjnych. Od 31 lat żaden lwowski kościół, który przed wojną należał do wspólnoty rzymskokatolickiej nie został oddany. Jedynie, co otrzymaliśmy, to pałac metropolitów lwowskich. Stało się to po wizycie Jana Pawła II. Wymagał on dużych nakładów finansowych i dlatego go dostaliśmy. My nie potrzebujemy 50 kościołów. Warto byłoby jednak nas zapytać, co sądzimy o tym, w jakie ręce trafia mienie, z którego korzystaliśmy. Do tej pory traktowano nas jak obywateli drugiej kategorii. Czas pokaże czy w tym względzie coś się zmieniło. Oczywiście teraz to wszystko ucicha, bo są rzeczy ważniejsze, takie jak walka Ukrainy o niepodległość.

Reklama

Coraz mniej międzynarodowego personelu dyplomatycznego jest na Ukrainie. Czy do was, kapłanów z Polski, docierają wyrazy wdzięczności za to, że zostaliście z nimi w chwili próby?

Odkąd jestem na Ukrainie od 1991 r., to zawsze spotykałem się z ich strony z wielką życzliwością. Tutaj wszędzie mogę spokojnie chodzić w sutannie i od nikogo złego słowa nigdy nie usłyszałem. W Polsce nie wszędzie tak jest. Teraz nic się w tym temacie nie zmienia. Ukraińcy to naród religijny, wierzący i doceniający swych duszpasterzy.

Do jakich państw Ukraińcy mają największy żal za brak wsparcia w wojnie z Putinem?

Negatywnie zaskoczyła ich postawa Niemiec. 5 tys. hełmów, które ci ofiarowali, jest tutaj pretekstem do niewybrednych żartów. Odbierają to jak szyderstwo.

Na księdza nazwisko nawet ukraińscy pogranicznicy reagują pozytywnie. Jak trzeba pracować z Ukraińcami, żeby zaskarbić sobie tak wielką ich sympatię?

W pracy duszpasterskiej spotykamy się z różnymi Ukraińcami, rozmawiamy z nimi, staramy się wyjść naprzeciw ich potrzebom i to owocuje. Oni później odwdzięczają się dobrem za doświadczone dobro. Ta życzliwość, o której wcześniej mówiłem, pomaga przełamywać istniejące lody.

Ks. Jan Nikiel pochodzi z Wilkowic, proboszcz katedry we Lwowie i dziekan dekanatu lwowskiego.

2022-03-08 13:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Taka miłość przetrwa burzę

Obecnie toczy się walka między rodziną Bogiem silną a poddaną szatańskim zasadzkom – powiedziała Jolanta Szymańczuk, szczęśliwa żona, matka czwórki dzieci oraz doradca życia rodzinnego.

Monika Kanabrodzka: Co wnosi do Pani życia, dzielenie się swoim doświadczeniem i wiedzą jako doradca życia rodzinnego? Jolanta Szymańczuk: Czuję satysfakcję i radość, że moje marzenie sprzed lat spełniło się. Będąc narzeczoną, przygotowując się do małżeństwa, zachwyciły mnie nauki na kursie przedmałżeńskim oraz w poradni rodzinnej. Treści z poradni były dla mnie bardzo bliskie, ponieważ studiowałam biologię. W połączeniu z teologią, nauczaniem Kościoła, fizjologia płodności małżeńskiej stała się dla mnie bardzo logiczna i sensowna. Cieszę się, że teraz ja mogę się tym dzielić z narzeczonymi. Analizując tekst Księgi Rodzaju oraz różne dokumenty kościelne, a następnie w ich świetle – biologię ludzkiej płodności, narzeczonym rozjaśniają się twarze. Zauważam wtedy w ich oczach ten sam błysk, jaki sama miałam prawie 12 lat temu.
CZYTAJ DALEJ

Kłodzko: 80 lat nieprzerwanej adoracji Najświętszego Sakramentu

2026-07-22 20:35

[ TEMATY ]

Kłodzko

adoracja

Adobe Stock

Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji w Kłodzku obchodzą 80-lecie przybycia do miasta sióstr wypędzonych ze Lwowa. Wraz z ich przyjazdem w 1946 r. rozpoczęła się w klasztornym kościele całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu, która trwa nieprzerwanie do dziś. Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 9 i 11 sierpnia.

Historia kłodzkiej wspólnoty rozpoczęła się 26 maja 1946 r. Tego dnia do kościoła i klasztoru przy obecnej ul. Waleriana Łukasińskiego przybyło ze Lwowa 29 Franciszkanek od Najświętszego Sakramentu, należących do zgromadzenia znanego obecnie jako Zakon Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji.
CZYTAJ DALEJ

Holandia: aborcje na życzenie do 24. tygodnia ciąży!

2026-07-23 08:19

[ TEMATY ]

aborcja

Holandia

Adobe Stock, montaż: A. Wiśnicka

Znaczna liczba holenderskich szpitali przygotowuje się do przeprowadzenia aborcji do 24. tygodnia w ramach „programu pilotażowego”, który ma jeszcze bardziej ułatwić dokonanie aborcji w dowolnym momencie i z dowolnego powodu - alarmuje portal opoka.org.pl.

Holenderskie Towarzystwo Położnictwa i Ginekologii (NVOG) prowadzi pilotażowy program umożliwiający aborcję dzieci nienarodzonych do 24. tygodnia ciąży z powodów „społecznych”, w tym jeśli ciąża jest niechciana lub nieplanowana. Do tej pory, choć teoretycznie aborcja w Holandii była legalna do 24. tygodnia, niemal nie zdarzało się wykonywanie jej po 22. Tygodniu. NVOG przyznaje, że „nie jest rzadkością”, że dzieci na tak późnym etapie rodzą się żywe i zdolne do przeżycia przy odpowiedniej opiece medycznej podczas prób aborcji - czytamy w portalu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję