Reklama

Rodzina

Życie przede wszystkim

O trudnym rodzicielstwie, miłości i ciężkich chwilach po stracie dziecka opowiadają Elżbieta i Miłosz Koszykowie w rozmowie z ks. Wojciechem Kanią.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Wojciech Kania: Kiedy dowiedzieliście się, że Leonek nie urodzi się zdrowy?

Elżbieta Koszyk: Pierwsze takie informacje pojawiły się już na samym początku. Podczas pierwszych badań prenatalnych, ok. 12. tygodnia ciąży, lekarz poinformował nas, że dziecko ma ujemne przepływy żylne, co może oznaczać problemy z sercem. Zalecił dalszą diagnostykę. Kolejne badania tylko to potwierdzały i ostatecznie po amniopunkcji zostaliśmy poinformowani, że jest to trisomia chromosomu 18., czyli zespół Edwardsa.

Co wtedy poczuliście?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Elżbieta: Strach. Smutek. Złość. Niemoc. Zadawaliśmy sobie pytanie: dlaczego my?

Miłosz Koszyk: Emocji było wiele, na pewno smutek i obawa. Z mojej strony pretensji i pytań typu „dlaczego my” nie było. Trochę inaczej do tego podchodzę. Doceniam życie, które mam, ze wszystkimi radościami i problemami, z którymi trzeba się zmierzyć. Uważałem, że nie ma sensu tracić energii na rozpaczanie i szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego nas to spotkało – lepiej skupić się na tym, co można zrobić, żeby przejść ten trudny czas, a odpowiedzi na te pytania przyjdą w odpowiednim czasie. Zresztą nie jesteśmy pierwsi ani ostatni, którzy się znaleźli w takiej sytuacji. Inni dali radę – nam też może się udać.

Dlaczego zdecydowałaś się urodzić?

Reklama

Elżbieta: Nie braliśmy pod uwagę innego rozwiązania. Od początku uważaliśmy, że niezależnie od zdiagnozowanej wady walczymy i próbujemy. To wydawało nam się naturalne i jedynie słuszne. W końcu to nasze dziecko i jako rodzice czujemy się za nie odpowiedzialni, musimy się nim zaopiekować bez względu na to, w jakim będzie stanie. Tak jesteśmy wychowani, tak czujemy.

Przedstawiono nam możliwe scenariusze. Pierwszy z nich i chyba najbardziej prawdopodobny zakładał, że dziecko urodzi się martwe. Drugi – że dziecko urodzi się żywe, ale zaraz po porodzie odejdzie. Trzeci – że będzie musiało żyć z wieloma wadami. Moim, naszym największym marzeniem było wówczas, żeby się urodziło żywe, żebyśmy mogli je poznać, wziąć na ręce. I tak się stało. Leon był z nami przez 3 cudowne dni.

Jakie były te dni?

Reklama

Otrzymaliśmy ogromne wsparcie ze strony lekarzy i personelu. W całej tej sytuacji było dużo życzliwości, serca, spokoju, który pomaga w takich chwilach. Spokojne podejście personelu również nas uspokajało. Wie-dzieliśmy, jaka jest sytuacja, że Leon ma wadę, że nie będzie z nami długo. Lekarze zapewniali nas jednak, że ma wszystko, co potrzeba: nie jest głodny, nic go nie boli i jest mu ciepło. Dostaliśmy też informację, że jeżeli wykaże chęć życia, to będą mu pomagać, a jeżeli nie, to pomogą mu odejść z godnością. Trzeciego dnia, kiedy przyszliśmy na oddział, lekarz poinformował nas, że jego stan się pogarsza, że dzisiaj miał już kilka zapaści. Przy kolejnej dostaliśmy go na ręce, mogliśmy się pożegnać, być przy nim do końca. Te dni i godziny były bardzo emocjonalne, tak naprawdę bardzo trudno to wyrazić słowami. To, że mogliśmy go poznać, ochrzcić, spędzić z nim trochę czasu i pożegnać go, na pewno jest dla nas bardzo ważne.

Czy poza wsparciem od najbliższych w tym trudnym czasie otrzymaliście jakieś inne?

Miłosz: Wsparcie otrzymaliśmy tylko od najbliższych – rodziców. Było to głównie wsparcie duchowe, dziadkowie się modlili. I za to również należą im się podziękowania. Możliwe, że miało to wpływ na to, jak wszystko się później potoczyło.

Elżbieta: Tak naprawdę „nie chwaliliśmy się”, więc też nie oczekiwaliśmy specjalnie tego wsparcia z zewnątrz, od innych. Raczej sami staraliśmy się szukać informacji w internecie. Osobiście odnoszę wrażenie, że bardzo dużo dała mi książka Niebo istnieje naprawdę, która – według mnie – nieprzypadkowo pojawiła się w takim momencie. Dzięki niej byłam to sobie w stanie jakoś wytłumaczyć, poukładać w głowie.

Miłosz: Jeśli chodzi jeszcze o wsparcie, to trafiliśmy na życzliwe osoby z oddziału neonatologii, które pomogły nam przejść przez ten trudny czas. Podeszły do nas z sercem. W żaden sposób nie poczuliśmy się „gorsi” od innych rodziców.

W tej chwili jesteście szczęśliwymi rodzicami Łucji i Kornela. Wasza córka też wymaga rehabilitacji. O Łucji, że nie będzie zdrowa, także dowiedzieliście się w trakcie ciąży?

Reklama

Nie. Łucja miała być w 100% zdrowa. Nie miała żadnych zdiagnozowanych wad – po prostu się pośpieszyła. Wszystko, z czym teraz walczy, to następstwa tego, że urodziła się w 24. tygodniu ciąży.

Co wtedy pomyśleliście?

Elżbieta: Gdy urodził się Leon, bałam się, że odejdzie, a jednocześnie czułam, że tak może się to skończyć. Byłam na to w pewnym stopniu przygotowana. Cel był jeden – ma się urodzić żywy, mamy go poznać i na tym zależało nam najbardziej. A co będzie dalej, to już nie w naszych rękach.

W przypadku Łucji, kiedy w 23. tygodniu trafiłam na oddział patologii ciąży i dowiedziałam się, że w ciągu najbliższego tygodnia pojawi się na świecie, byłam przerażona. Wiedziałam, że jest za wcześnie. Bałam się, że kolejny raz może nam się nie udać, jednak w momencie, gdy się urodziła, moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni; nie dopuszczałam myśli, że coś może być nie tak. Byłam pewna, że da radę.

Reklama

Miłosz: Kiedy Ela trafiła do szpitala, starałem się nie dopuszczać myśli, że może się wydarzyć coś złego. Pocieszałem się tym, że dziewczynki są silniejsze. Tak naprawdę łapaliśmy się każdej nadziei, cienia szansy, że będzie dobrze. Gdy już się urodziła, to wszystko nabrało realnych kształtów. Zaczęła się walka. Strach był za każdym razem, gdy przychodziliśmy na oddział. To były 3 miesiące wyjęte z życia. Szpital, dom, ściąganie pokarmu, zawiezienie go do szpitala... Kiedy po 5 miesiącach ostatecznie opuściła szpital, nie wiedzieliśmy, co nas czeka i w jakim stanie będzie w przyszłości. Nie wiedzieliśmy, czy będzie dzieckiem normalnie funkcjonującym czy „roślinką”. Czy będzie mówić? Czy będzie chodzić? Tak naprawdę nic nie wiedzieliśmy.

Mimo trudnych doświadczeń wychowujecie dwójkę dzieci. Jesteście szczęśliwi. Skąd czerpiecie siłę?

Czasami nie mamy siły, a tak zupełnie poważnie – cała ta sytuacja nauczyła nas doceniać to, co mamy, i cieszyć się z tego. Zbliżyła nas jako małżeństwo i jako rodzinę. Na pewno wartości, które wynieśliśmy z domów, i wiara pomogły nam przez to przejść, nie załamywać się. Łucja jest bardzo pogodna i jak na całą swoją historię jest dzieckiem wysoko funkcjonującym. Potrzebuje rehabilitacji ruchowej, wsparcia logopedów, psychologów czy pedagogów, ale jest dzieckiem samodzielnym. Ponadto mieliśmy dużo szczęścia i trafiliśmy na dobrych oraz życzliwych ludzi zarówno na oddziale neonatologii, jak i później w ośrodkach rehabilitacji.

2021-05-11 13:39

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niemcy: dzieci zmarłe przed urodzeniem wpisane w świat ludzi

[ TEMATY ]

dzieci

BOŻENA SZTAJNER

Od minionej środy możliwe jest w Niemczech uzyskanie osobowości prawnej dla dzieci zmarłych przed urodzeniem, nawet jeśli ich masa ciała jest niższa niż 500 gramów. Mogą więc też być one oficjalnie pochowane. Do tej pory takie dzieci nazywano w Niemczech "Sternenkinder" - dzieci gwiazd, bo imiona ich zapisane były jedynie w niebie. Obecnie ich rodzice mogą je wpisać do rejestrów cywilnych i godnie pochować.
CZYTAJ DALEJ

Św. Bernard z Clairvaux – człowiek z Jasnej Doliny

[ TEMATY ]

święty

święci

św. Bernard z Clairvaux

wikipedia.org

św. Bernard z Clairvaux

św. Bernard z Clairvaux

Nauczanie i uprawianie teologii w środowisku wspólnoty klasztoru miało w średniowieczu pogłębiać duchowość. W XII wieku wybitnym przedstawicielem teologii monastycznej był Bernard z Clairvaux, opat cystersów, który przysporzył zakonowi ogromną liczbę nowych braci; za jego słowem i postawą poszło wielu, ponadto w ciągu całego życia założył 68 nowych klasztorów i objął swoim kierownictwem 160.

Bernard urodził się k. Dijon – stolicy Burgundii, w roku 1090. Jego rodzice byli pobożni. Ojciec był rycerzem i doradcą księcia Burgundii, matka pochodziła z możnego rodu. Po śmierci matki 17-letni chłopiec oddał się w opiekę Matce Bożej, jednak u progu dorosłości przeżył załamanie wewnętrzne. Trwająca 2 lata walka z pustką duchową przyniosła niezwykłe owoce. 22-letni młody człowiek wrócił do Boga i zapragnął życia w oddaleniu od świata. Uczynił to, pociągając za sobą ojca, kilku krewnych i niemal dwudziestu przyjaciół. Po 3 latach życia w cysterskim opactwie w Citeaux, wybudował i objął klasztor w dzikiej kotlinie Szampanii, a miejscu temu po oswojeniu nadał nazwę Clairvaux – Jasna Dolina. Przez 38 lat był tam opatem, jednak jego działalność nie ograniczyła się ani do tego miejsca, ani do ludzi, którymi przewodził. Zreformował życie klasztorne, brał udział w istotnych wydarzeniach politycznych i kościelnych, wiele podróżował, utrzymywał kontakty z wszystkimi ważniejszymi postaciami swoich czasów. Jego zdanie i poparcie były decydujące m.in. podczas organizowania drugiej wyprawy krzyżowej w 1147 r. Zmarł 20 sierpnia 1153 r. Do chwały świętych wyniósł go Aleksander III w 1174 r. Doktorem Kościoła ogłosił go Pius VIII w 1830 r.
CZYTAJ DALEJ

Bł. ks. Władysław Findysz – pierwszy męczennik komunizmu w Polsce

2026-08-19 14:44

[ TEMATY ]

święci

ks. Władysław Findysz

©findysz.org

Zwracając się do Polaków podczas audiencji ogólnej, Papież przypomniał dziś postać bł. ks. Władysława Findysza, pierwszego beatyfikowanego męczennika prześladowań komunistycznych w Polsce - informuje Vatican News. Oto kim był, kapłan, o którym Leon XIV mówi, że „jego świadectwo przypomina, że cywilizację miłości buduje się przebaczając i zwyciężając zło dobrem”.

Losy bł. ks. Władysława Findysza pokazują skalę nienawiści komunistów wobec Kościoła. Fałszywie oskarżony o zmuszanie ludzi do praktyk religijnych, został skazany na dwa i pół roku więzienia. W czasie uwięzienia był poddawany fizycznemu i psychicznemu znęcaniu, a władze uniemożliwiły mu zaplanowaną operację raka przełyku. Zwolniony w stanie skrajnego wycieńczenia, zmarł kilka miesięcy później w opinii świętości. „Ani więzienie, ani śmierć nie odłączyły go od Chrystusa i od owiec, które zostały mu powierzone – pisał o nim papież Franciszek w liście z okazji 50-lecia jego męczeńskiej śmierci – Błogosławiony Władysław niech będzie dla wszystkich kapłanów wezwaniem do wierności, do świętości i do całkowitego oddania w codziennej posłudze Chrystusowi i braciom. Dla wszystkich wiernych niech będzie znakiem i przykładem zawierzenia Bogu i radykalnego przywiązania do Chrystusa i do wartości, które w Ewangelii proponuje wszystkim ludziom”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję