Reklama

Głos z Torunia

Dom pełen miłości

O ich życiu i Rodzinnym Domu Dziecka z Heleną i Krzysztofem Rzewuskimi rozmawia Ewa Melerska.

Niedziela toruńska 51/2020, str. VI

Ewa Melerska

Dzieci w ich domu otoczone są opieką i bezgraniczną miłością

Dzieci w ich domu otoczone są opieką i bezgraniczną miłością

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ewa Melerska: Jak zaczęła się Państwa historia z rodzicielstwem zastępczym?


Helena Rzewuska: W lutym 2002 r. staliśmy się rodziną zastępczą dla 11-miesięcznego Kacperka, potem przyszedł do nas 16-letni chłopiec. Później zaproponowano nam założenie pogotowia rodzinnego. Bardzo się przed tym broniliśmy, ponieważ baliśmy się rozstań z dziećmi, bo mogły być one u nas przez chwilę, do momentu, kiedy trafią do adopcji lub wrócą do swojej rodziny. Przekonaliśmy się jednak, że pogotowie rodzinne to piękne dzieło. Widzieliśmy radość ludzi, którzy nie mogą mieć własnych pociech, a w naszym domu zbliżali się do dzieci, które mieli adoptować. Płakaliśmy ze szczęścia razem z nimi. Pokazało nam to, że nie musimy bać się podejmowania decyzji dotyczących rzeczy i spraw, które są dla nas niewiadomą.
Krzysztof Rzewuski: W pogotowiach rodzinnych dzieci od początku wychowywane są w normalnej rodzinie, są przytulane, noszone na rękach, otoczone ciepłem. To jest komfort dla dziecka oraz dla przyszłego rodzica. Oczywiście placówki wychowawcze są potrzebne, ponieważ są dzieci, które nie potrafią się odnaleźć w rodzinach, czasem potrzebują większej opieki specjalistycznej.

Teraz prowadzicie Państwo Rodzinny Dom Dziecka...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

K. Rz.: Tak. Po kilku latach postaraliśmy się, żeby powstał u nas Rodzinny Dom Dziecka. Pisaliśmy pisma do Urzędu Miasta, wskazywaliśmy pustostany, gdzie taka placówka mogłaby powstać. Długo nie było możliwości technicznych, ale zgłosiliśmy się do konkursu na utworzenie placówki opiekuńczo-wychowawczej we własnym domu. Mieliśmy cały segregator rekomendacji, listów polecających. Mimo wielu zniechęceń i trudów nie poddaliśmy się i w 2005 r. się udało.

W młodości mieli Państwo marzenie, by stworzyć takie miejsce?

H. Rz.: Kiedy mieszkałam w Szczecinie, nieopodal mojego domu i szkoły był ogromny państwowy Dom Dziecka, tzw. bidul. Mój tata prowadził sklep blisko tego miejsca. Jako mała dziewczynka patrzyłam przez ladę, jak przychodziły tam dzieci, które nie miały swoich pieniędzy, tylko stały i patrzyły na inne dzieci, które kupowały sobie jedzenie. To był bardzo przykry widok. Szukałam możliwości, aby się podzielić z nimi tym, co mam. Kiedy rodzice przeprowadzili się do Torunia, a ja zostałam w rodzinnym mieście, zwyczajnie rozdałam ten sklep, wszystko, co w nim było. Wtedy też przyrzekłam sobie, że jak będę dorosła, nawet jeśli nie będę miała męża ani rodziny, to wezmę w opiekę choć jedno dziecko i będę je wychowywała. Natrafiłam później na takiego Bożego wariata, jakim jest Krzysztof i budujemy to razem.

Wychowali Państwo 43 dzieci i trójkę swoich biologicznych. Skąd czerpiecie siły do działania?

Reklama


K. Rz.: Najważniejsza jest nasza konsekwencja jako rodziców. Nie możemy nawzajem podważać swojego autorytetu, bo dzieci od razu to wyczują i wykorzystają. Każde dziecko jest inne, większość mocno poranionych i musimy być dla nich przykładem. We wszystkich tych dzieciach coś zaszczepiliśmy, zostało w nich zasiane ziarenko, które wydaje owoc. Przeżywają u nas wiele wspaniałych chwil, zawiązują przyjaźnie, tego się nie zapomina. Uczymy ich rozróżniania dobra od zła, żeby w ich sumieniach pojawiała się myśl, że tak nie wolno, a tak powinniśmy zrobić. Pokazujemy też, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje.
H. Rz.: Bóg jest u nas na pierwszym miejscu. Ojciec Święty Jan Paweł II kiedyś powiedział: „Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez Miłości nie uniesiecie”. Są chwile piękne i wzniosłe, ale są też kłopoty, jak w każdym domu. Szanujemy tradycję i wartości chrześcijańskie. Staramy się wychowywać dzieci przez współuczestnictwo. Nie wysyłamy ich na Mszę św., a sami zostajemy w domu, tylko zawsze idziemy z nimi. To naprawdę się sprawdza, może dlatego nie mamy większych problemów, bo zawierzyliśmy wszystko Bogu.

Nie buntują się przed modlitwą?

H. Rz.: Absolutnie nie. W Adwencie wstajemy przed godz. 6 na Roraty, wszyscy chętnie biorą w nich udział. Po kolacji wspólnie odmawiamy dziesiątkę Różańca, ponieważ dzieci są w Podwórkowych Kółkach Różańcowych. Dzieci nigdy nie wzbraniały się przed modlitwą czy Mszą św. Mają w tym pełną wolność, do niczego ich nie zmuszamy, ale dajemy przykład swojego życia i głębokiej wiary. Wielu ludzi się dziwi, kiedy widzi nas wszystkich w Kościele, że nie ma marudzenia, przeszkadzania.

A jak radzicie sobie Państwo z problemami?

Reklama

K. Rz.: Wypracowaliśmy świetną metodę tzw. okrągłego stołu, która pomaga nam wzajemnie się rozumieć, dzielić się tym, co przeżywamy. Początki nie były łatwe, bo dzieci były nieufne w nowym miejscu. Bały się cokolwiek zaproponować, nie wyrażały swoich potrzeb. Najpierw to było skarżenie, ale w taki sposób właśnie się otwierały. Po czasie dorastały do różnych rzeczy i pytały, czy mogą obejrzeć mecz, pograć na komputerze lub przedłużyć sobie sen. Na nasze pytanie, co chcieliby zmienić w tym domu, otwierały szeroko oczy ze zdumienia, że ktoś może liczyć się z ich zdaniem. Nie mogły zrozumieć, że otwieramy się na ich propozycje, jeśli były one dopuszczalne. Musimy pamiętać, że dzieci potrzebują pochwał, być dowartościowane. Staramy się każdego dnia znaleźć coś, nawet najmniejszą pozytywną rzecz, za którą możemy dziecku dać pochwałę, choćby za to, że zgasiło światło czy zamknęło drzwi. one na to czekają.

Jak dorosłe dzieci wspominają Wasz dom?

H. Rz.: Trzy lata temu nasza wychowanka zaprosiła nas do siebie na Boże Narodzenie, za granicę. Wciąż podkreśla, że jesteśmy dla niej jak rodzice i że wiele od nas otrzymała. Dzieci przysyłają nam zdjęcia, pocztówki, nasze biologiczne dzieci też mają z nimi kontakt. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Wiele dzieci wykorzystało tę ogromną szansę, którą otrzymały i teraz wiodą piękne życie w swoich domach.

2020-12-16 09:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak rozmawiać o wierze z dorosłymi dziećmi, które przestały chodzić do Kościoła?

2026-08-07 21:15

[ TEMATY ]

Kościół

dziecko

rodzice

UPJPII

Adobe Stock

Są zdania, które w rodzinie bolą bardziej niż kłótnia o pieniądze, wybór studiów czy decyzja o wyjeździe za granicę: nie chodzę już do kościoła”, „nie wierzę tak jak wy”, „Kościół mnie nie przekonuje”, „nie chcę o tym rozmawiać”….

Dla wierzących rodziców takie słowa nie są jedynie informacją o zmianie poglądów, ale dotykają one samego rdzenia religijnego życia: chrztu, modlitwy przy łóżku dziecka, pierwszej komunii, rodzinnych świat, niedzielnej eucharystii, pacierza, krzyża na ścianie czy też w końcu nadziei zbawienia.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Rossi: przyjazd Leona XIV do Argentyny hołdem dla papieża Franciszka

2026-08-07 17:48

[ TEMATY ]

Argentyna

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Metropolita Kordoby, kard. Ángel Rossi

Metropolita Kordoby, kard. Ángel Rossi

W rozmowie z mediami watykańskimi metropolita Kordoby, kard. Ángel Rossi mówi o oczekiwaniach związanych z wizytą Leona XIV, na którą Argentyńczycy czekali od wielu lat i o radości spotkania z ukochanym przez nich Papieżem.

„Przeczuwaliśmy to, pragnęliśmy tego i oczekiwaliśmy, ale kiedy przyszło potwierdzenie, serca zaczęły skakać nam z radości, bo to wielka łaska” – mówi kard. Ángel Rossi, arcybiskup argentyńskiej Kordoby, komentując ogłoszenie listopadowej wizyty Leona XIV w jego kraju – „To wielka łaska, i wiem, że nasz naród też to odczuwa. Ale wzbudza to też pewną uzasadnioną obawę związaną z odpowiedzialnością, jaką niesie ze sobą to wydarzenie, abyśmy mogli przyjąć Papieża tak, jak na to zasługuje, a jednocześnie godnie przyjąć”.
CZYTAJ DALEJ

Gen. Kraszewski: po wybuchu na Lubelszczyźnie Rosjanie dowiedzieli się, że systemy obrony cywilnej są w Polsce uśpione

2026-08-08 07:41

[ TEMATY ]

stan wojenny

niebezpieczeństwo

PAP/Wojtek Jargiło

Eksplozja rakiety Ch-101 w Tarnawie-Kolonii ujawniła Rosjanom uśpienie naszych systemów obrony – mówi PAP gen. rez. Jarosław Kraszewski. Według niego pociski zmierzające w kierunku Polski najlepiej byłoby niszczyć jeszcze nad Ukrainą, problem w tym, że Rosja mogłaby to potraktować jako bezpośrednie włączenie się Polski do wojny.

W pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim 30 lipca spadła rosyjska rakieta manewrująca Ch-101. Do zdarzenia doszło w czasie zmasowanego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę. Najpierw o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt, który następnie był śledzony przez wojsko. Jak ustalono, rakieta zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”. Niestety, nie w każdym przygranicznym powiecie zawyły syreny alarmujące ludność o zagrożeniu (stało się tak tylko w 10 na 17 powiatów), a nawet jeśli syreny zawyły, to mieszkańcy nie reagowali prawidłowo. O ocenę sytuacji PAP poprosiła byłego dowódcy Wojsk Rakietowych i Artylerii gen. rez. Jarosława Kraszewskiego. Nasz rozmówca wskazuje nie tylko, kto i co zawiodło, ale również mówi, co należy zrobić, by więcej nie doszło do takiej sytuacji. Tłumaczy też m.in., dlaczego Polska nie może zestrzeliwać rosyjskich rakiet, które znajdą się niebezpiecznie blisko granicy ukraińsko-polskiej, już nad terytorium Ukrainy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję