Reklama

Historia

Solidarność wpisana w krzyż

W 50. rocznicę krwawych wydarzeń na wybrzeżu przypominamy te niemal zapomniane dziś zdarzenia, które dały początek długiemu procesowi odzyskiwania niepodległości.

Niedziela Ogólnopolska 50/2020, str. 10-12

[ TEMATY ]

historia

Solidarność

Archiwum IPN Gdańsk

Ciało Zbyszka Godlewskiego niesione przez demonstrantów w Gdyni, 17 grudnia 1970 r.

Ciało Zbyszka
Godlewskiego
niesione
przez demonstrantów
w Gdyni,
17 grudnia
1970 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pomnik Poległych Stoczniowców, który stanął przed historyczną bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej 10 lat po wydarzeniach Grudnia’70, tworzą trzy wielkie krzyże – symbole pamięci i ofiary, a z czasem także jej owocu – zwycięstwa odniesionego nad komunistycznym systemem przez Solidarność.

Nocne pogrzeby

Reklama

Idea Solidarności wyrastała z krzyża krzywdy „człowieka prostego” i płynącego zeń ostrzeżenia przed tymi, którzy „śmiechem nad krzywdą jego wybuchając”, czuli się bezpieczni. Krzyże stały na grobach pomordowanych stoczniowców, których chowano w grudniowe noce. Rodzicom zamordowanego Zbyszka Godlewskiego, którego ciało stoczniowcy nieśli na drzwiach ulicami Gdyni w „czarny czwartek” 17 grudnia, nie pozwolono zobaczyć ciała syna, a miejsce i godzina pochówku zostały narzucone przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku. Pogrzeb, w asyście kordonu milicji, odbył się w 3 dni później, w nocy. W pogrzebach ofiar mogli uczestniczyć jedynie żona, dzieci i czasem rodzeństwo. Tak wspomina te dramatyczne dni córka zamordowanego w Gdyni Brunona Drywy: „W nocy przyjechali po nas esbecy. Powiedzieli, że za chwilę będzie pogrzeb ojca. Zabrali jeszcze jego brata wraz z żoną. Po północy dojechaliśmy milicyjną nyską na cmentarz Witomiński”. Musieli czekać w kolejce, bo tej samej nocy odbywały się też pogrzeby innych zastrzelonych na Wybrzeżu. Nie była pewna, czy obecny na miejscu człowiek w sutannie jest prawdziwym księdzem. Brunona Drywę pochowali w szpitalnej piżamie, bo nie pozwolili, żeby żona wzięła ubranie i buty z domu. Po pogrzebie rodzina dostała fałszywe świadectwo zgonu – jako przyczynę jego śmierci podano „zatrucie pokarmowe”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Każda z rodzin musiała podpisać zobowiązanie, że nie powie, gdzie odbył się pogrzeb. Na tabliczkach pojawiły się fałszywe daty śmierci. Dopiero później na betonowym lastryku albo na tabliczce rodziny potajemnie wydrapywały na nich: „Zamordowany w grudniu 1970 r.”. Na krzyżach wisiały biało-czerwone szarfy. Zdarzały się także przypadki, że rodziny po przyjeździe na cmentarz dowiadywały się, iż pogrzeb ich bliskich już się odbył. Później decydowały się na nielegalne, nocne ekshumacje ciał, by się upewnić, że w trumnach są naprawdę ich ojcowie i bracia. W oficjalnych komunikatach prasowych pisano o pogrzebach na koszt Skarbu Państwa oraz o otoczeniu rodzin „wszechstronną opieką i pomocą materialną”.

Strażnik zakazanej pamięci

Reklama

Zakaz upamiętnienia ofiar wydarzeń na Wybrzeżu z 1970 r. komuniści włączyli do szeroko zakrojonej przez bezpiekę operacji „Jesień 70”, której celem było sporządzenie ewidencji osób biorących udział w rewolcie, ich operacyjne rozpracowanie i pozyskanie agentów w tym środowisku, ukaranie wytypowanych osób zwolnieniami z pracy i odmową zgody na dalsze zameldowanie na terenie Trójmiasta oraz roztoczenie „operacyjnej ochrony” nad całym środowiskiem stoczniowców. Niektórzy z nich, jak Henryk Lenarciak, weszli w skład demokratycznie wybranych rad zakładowych, mieli bowiem nadzieję na realne zmiany. Już wiosną 1971 r. postulował on odsłonięcie tablicy, a nawet postawienie pomnika przy bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej. Organizował on także zbiorowe wyjazdy na groby kolegów oraz zbierał pieniądze na wieńce i kwiaty. Stał się jednym z pierwszych strażników pamięci Grudnia ’70, dlatego znajdował się permanentnie pod obserwacją SB. Został „figurantem”, czyli osobą inwigilowaną i rozpracowywaną. Był także wciągnięty na listę „wrogich elementów” przewidzianych do zwolnienia oraz osaczony przez tajnych współpracowników ulokowanych w stoczni. Sprawa upamiętnienia ofiar Grudnia ’70 przewijała się często w ich donosach dotyczących Lenarciaka. SB nakłaniała go do współpracy, ale on konsekwentnie odmawiał. Skończyło się to groźbami pod jego adresem. Słowa dotrzymali – w maju 1979 r. jego syn mimo dobrych wyników w nauce nie zdał matury. Nie bacząc na stałe rewizje w swoim domu, Lenarciak zaczął współpracę ze środowiskiem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. W grudniu 1979 r. został zatrzymany na 48 godzin, by nie dopuścić do organizacji obchodów grudniowej rocznicy przed bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej.

Trzy Krzyże

Budowa pomnika upamiętniającego stoczniowców poległych w grudniu 1970 r. była jednym z pierwszych postulatów zgłoszonych przez strajkujących w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Pierwotny projekt czterech krzyży symbolizujących pierwszych poległych, łączących się ramionami i kotwicami we wspólnym kręgu, powstał już w czasie strajku. Zaczęto zbierać składki na ten cel wśród strajkujących oraz mieszkańców Trójmiasta. Zdecydowano też, że zostanie on odsłonięty 16 grudnia – w rocznicę krwawych wydarzeń w Gdańsku. Po podpisaniu porozumień powstał Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Poległych Stoczniowców 1970”, na którego czele stanął Henryk Lenarciak.

Reklama

Ostatecznie zatwierdzono projekt trzech krzyży, które miały symbolizować wiarę, nadzieję i miłość. W akcie erekcyjnym zawarto ważne słowa: „Na wieczną Rzeczy Pamięć. W tym miejscu 16 grudnia 1970 r. zginęli śmiercią męczeńską Polacy, mieszkańcy Trójmiasta. (...) Pomordowanym – na znak wiecznej pamięci. Rządzącym – na znak przestrogi, iż żaden konflikt społeczny w ojczyźnie nie może być rozwiązany siłą. Współobywatelom – na znak nadziei, iż zło może zostać przezwyciężone. (...) Ma dawać świadectwo przeszłości i być drogowskazem na przyszłość”. We wspomnieniach jednego ze świadków uroczystości odsłonięcia pomnika pozostały takie emocje: „Moim najpiękniejszym wspomnieniem z tych 16 miesięcy była gdańska uroczystość poświęcenia pomnika Poległych Stoczniowców 16 grudnia 1980 r. – z Rotą śpiewaną przez 200 tys. ludzi z całej Polski i wysłuchaną w milczeniu przez ten tłum piękną Lacrimosą Krzysztofa Pendereckiego. I z nazwiskami poległych (...) chłopców, czytanymi z pasją przez Daniela Olbrychskiego. Każde z nich wbijało mi się w pamięć i serce”.

Milczenie, które jest krzykiem

Po latach, w zupełnie innych warunkach, 4 lata po stanie wojennym, w 1987 r. przy pomniku Poległych Stoczniowców modlił się samotnie Jan Paweł II, już po nabożeństwie na gdańskiej Zaspie. Kordon milicji, odwrócony doń plecami, nikogo nie dopuszczał w pobliże monumentu. W panującej ciszy Ojciec Święty powiedział słowa, które później zostały umieszczone na tablicy w miejscu jego modlitwy: „Opatrzność Boża nie mogła sprawić nic lepszego – bo w takim miejscu milczenie jest krzykiem”. Cisza pod pomnikiem była ciszą przed kolejną, nadchodzącą falą protestów oraz strajków wiosną i latem 1988 r.

W cieniu pamięci ofiar Grudnia ’70 i trzech krzyży przed bramą nr 2 rodziła się polska wolność, a krzyż został na trwale wpisany w znak Solidarności.

2020-12-09 10:30

Oceń: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rocznica uroczystości pogrzebowych ks. Jerzego Popiełuszki

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

Solidarność

Instytut Pamięci Narodowej/Facebook

Ponad 600 tys. wiernych i blisko tysiąc duchownych towarzyszyło w ostatniej drodze kapelanowi "Solidarności".

Ta śmierć, ta męczeńska ofiara, stały się zwycięstwem „Solidarności”, a pogrzeb przerodził się w wielką manifestację Polaków, którzy z całego kraju przybyli, aby przy trumnie ks. Popiełuszki utwierdzić się w wierze w najwyższe ideały narodowe. Wszystkie okoliczne place, parki, ulice w promieniu paru kilometrów wypełnione tłumami, widziałam je płynące od rana, młodzi obsiedli drzewa wzdłuż ulicy Krasińskiego, sztandary „Solidarności” unosiły się nad głowami, a gdy przybył Wałęsa, powstał jeden wielki krzyk, tysiące rąk wzniosło się w symbol Victory - Józefa Radzymińska, pisarka. Instytut Pamięci Narodowej/Facebook
CZYTAJ DALEJ

Najlepszą obroną przed pokusą jest ucieczka

2026-08-06 08:36

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Agata Kowalska

Wielka jest pokusa próżności. Pokusa bycia sławnym cudzym kosztem. Wspinać się na szczyty kosztem innych. Co czyni zatem Jezus? Jak reaguje? W jaki sposób broni uczniów przed taką pokusą?

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».
CZYTAJ DALEJ

Na półmetku u patrona diecezji

2026-08-09 08:22

Ks. Wojciech Kania/Niedziela

Kolumna stalowowolska Pieszej Pielgrzymki Diecezji Sandomierskiej dotarła do Jędrzejowa, osiągając półmetek drogi na Jasną Górę. Pątnicy zatrzymali się w archiopactwie cysterskim, gdzie ostatnie lata życia spędził bł. Wincenty Kadłubek, patron Sandomierza i diecezji sandomierskiej. Tego dnia na pielgrzymim szlaku towarzyszył im także obraz Jezusa Miłosiernego, peregrynujący po diecezji.

Najważniejszym punktem postoju była Msza Święta sprawowana przy grobie bł. Wincentego Kadłubka. Eucharystii przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz, a koncelebrowali ją kapłani posługujący pielgrzymom. Na początku liturgii uczestników powitał o. Jakub Zawadzki OCist, proboszcz parafii pw. bł. Wincentego Kadłubka w Jędrzejowie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję