Często wspominam ludzi, których spotykałam na swojej drodze życia, a ponieważ ciągle mamy wrzesień jest to okazja, by pochylić się nad tymi, którzy wtłaczali w nasze młode głowiny pierwszą wiedzę w szkole. Byli to – szeroko rozumiani – nauczyciele. Bo czasem i pani woźna potrafiła uczyć, choćby porządku...
Czy zastanawialiście się czasami, jaki wpływ mieli na nas nauczyciele? Moja wychowawczyni w podstawówce, a były to czasy powojenne, utworzyła w klasie zespół ludowy, i występowaliśmy przy różnych okazjach.
Największy problem był ze strojami – naprawdę trzeba było cudów, by to jako tako wyglądało. Bufiaste rękawy z aptecznej gazy, korale z jarzębiny... Cuda, cuda.
W szkole średniej, już tylko żeńskiej, panował niezły rygor. Ach, te obowiązkowe granatowe fartuszki!
Zapominalskie uczennice potrafiono odesłać do domu. Same profesorki to też był niezły skład osobliwości. Kochałam szczególnie naszą matematyczkę i najbardziej lubiłam właśnie jej przedmiot. Tak, tak – matematykę. Bo czasem nasze upodobania oraz życiowe wybory idą jakby za człowiekiem, który odkrywa nam te nowe horyzonty. Dopiero potem, już w dalszym życiu, okazuje się, że wcale nie było to naszym przeznaczeniem. Otwierają się i inne horyzonty – wraz z latami oraz kolejnymi nauczycielami. Bo przecież wciąż uczymy się czegoś nowego. I nigdy nie ma końca. Szkoła życia to ciągle otwarta karta – tylko od nas zależy, czy jeszcze czegoś jesteśmy w stanie się nauczyć.
Jest taka magiczna cyfra, która powoduje nagłe znikanie problemów wychowawczych. Zamienia dzieci nieposłuszne w posłuszne. Potrafi sprawić, że dzieci ganiające się z dzikim wrzaskiem po gumnie i głuche na wezwania do kąpieli zaprzestaną gonitwy i udadzą się w stronę łazienki. Potrafi nawet wywołać ewolucję od: „Nigdy w życiu nie założę tej najokropniejszej na świecie kurtki!” w: „No dobra, założę!”. Ta cyfra to trzy. Trzeba powiedzieć: „Liczę do trzech i …” (tu należy wymienić czynność, którą dziecko powinno wykonać), np.: „Liczę do trzech i odkładasz książkę na półkę”.
Mój mąż i ja nie używamy tej magii często. W końcu nie chcemy wychować dzieci na osoby, które zrobią wszystko, czego zażąda od nich pierwszy lepszy człowiek umiejący się wykazać liczeniem na palcach jednej ręki. Najważniejsza i podstawowa metoda wychowawcza to cierpliwe tłumaczenie. I tłumaczenie… I jeszcze trochę tłumaczenia… Jeśli dziecko nie chce czegoś zrobić, trzeba go wysłuchać, uszanować jego opinię i przedstawić swoje racje w zrozumiały sposób. Jednak czasem młody człowiek jest głuchy na argumenty, bo woli się bawić, wpada w histerię albo po prostu się upiera. Niestety, czasem trzeba użyć nagiego rodzicielskiego autorytetu i zarządzić: „Marsz do kąpieli”.
Liczenie do trzech to komunikat: oczekuje się niezwłocznego wykonania pilnego zadania. Ma jednak tę zaletę, że tę niezwłoczność można trochę przeciągnąć, dając dziecku trochę czasu na refleksję. Między „dwa” a „trzy” może być jeszcze: „dwa i jedna trzecia”, „dwa i połowa”; a gdy obiekt zabiegów wychowawczych jest wyjątkowo oporny, to również: „…i ostatnie moje słowo, malowane na różowo”, a nawet: „… malowane na łazienkowo”, „kurtkowo” albo „książkowo”. W konfliktowej sytuacji żarcik, nawet niewysokich lotów, pomaga obu stronom rozładować napięcie i zyskać trochę dystansu do sprawy, która stała się źródłem sporu. Poza tym kiedy mama zaczyna liczyć, to nawet najbardziej rozbiegany trzylatek zwalnia i choćby z ciekawości skupia się na tym, co się do niego mówi. Niestety, magiczna liczba musi być obwarowana sankcją - jeśli padnie, to będzie kara. Ważne tylko, żeby odliczanie nie odbywało się w złości ani w nerwach. Stawiamy ultimatum z uśmiechem i spokojnie, ewentualnie z odrobiną współczucia dla ciężkiej doli dziecka, które musi zrobić coś, na co niespecjalnie ma ochotę. Istnieje również bardziej zaawansowana odmiana tej metody, dobra dla starszego dziecka, które już zna się na zegarku: informowanie go, ile ma minut na wykonanie jakiejś czynności. Tutaj już nie musimy się tak bardzo ograniczać z jej używaniem. W końcu zasada, że na zrobienie różnych rzeczy w życiu mamy określoną - nie tak znowu wielką - ilość czasu to problem, z czym młody człowiek będzie miał do czynienia przez całe życie.
BRAŃSK – Parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Na elewacji kościoła parafialnego pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Brańsku pojawił się wulgarny napis. Jego treść jest obraźliwa wobec Kościoła i ze względu na swój charakter nie nadaje się do publikacji - informuje portal garwolin.podlasie24.pl.
Jak poinformował mł. insp. Tomasz Krupa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie dotyczące naniesienia napisu na mury świątyni. – Policjanci otrzymali zgłoszenie, z którego wynika, że w Brańsku nieznana osoba naniosła czerwoną farbą wulgarny napis na murach kościoła – przekazał mł. insp. Tomasz Krupa.
W Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu otwarta została nowa wystawa czasowa rzeźb artysty Józefa Opali pt. „Artem vitae”, która wpisuje się w 27. rocznicę pobytu św. Jana Pawła II w Królewskim Mieście.
Wernisaż rozpoczął ks. Andrzej Rusak, dyrektor muzeum witając przybyłych gości, wśród których był m.in. biskup Krzysztof Nitkiewicz.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.