Reklama

Dar starości

Jedni mówią, że starość się Panu Bogu nie udała, inni, że nic szybciej nie postarza człowieka niż myślenie o tym, że się starzeje. Coraz częściej jednak można spotkać tych, którzy w „późnej młodości” widzą błogosławieństwo. I szansę

Niedziela Ogólnopolska 46/2019, str. 12-14

[ TEMATY ]

starość

FB

Pani Lucyna Orłowska sprzedaje obwarzanki przy sklepie OBI w Krakowie

Pierwszy raz zobaczyłam ją w telewizji. Upał lał się z nieba, a ona, wychylona z okna budki, sprzedawała lody. To był biznes lata 2018 nad Zalewem Nowohuckim.

Starość chce do ludzi

Babcia Lucyna Orłowska, rocznik 1939, spełniła marzenie: otworzyła swój biznes, bo najbardziej – jak mówiła do kamer – nie lubi nudy, musi działać. Nie chciała zrobić kariery w mediach, choć gdy wieść się rozeszła, niemal codziennie przyjeżdżał jakiś dziennikarz. Chciała dorobić do emerytury. Niestety, budka z lodami w tym miejscu skończyła swój żywot wraz z nadejściem jesieni, ale przedsiębiorcza pani Lucyna wcale się tym nie zraziła. Mimo że na koncie założonym na portalu Zrzutka.pl na rzecz kawiarni Babci Lucyny nie udało się zebrać potrzebnej sumy, dzielna bizneswoman nie straciła nadziei. Miała plan, aby w jej kawiarni działał rodzaj inkubatora dla różnych pokoleń – seniorzy mogliby np. raz w tygodniu czytać bajki dzieciom, w wynajmowanym pomieszczeniu chętne panie piekłyby ciasta, a panowie mieliby miejsce na wspólne majsterkowanie. Pomysł czeka na realizację, ale pani Lucyna nie próżnuje. Ostatnio sprzedaje krakowskie obwarzanki przy wejściu do jednego z marketów – i znów jest wśród ludzi. W jednym z wywiadów, gdy wszyscy wzięci reporterzy chcieli się dowiedzieć, jak się robi biznes przed osiemdziesiątką, i przyjeżdżali pod jej food trucka, przyznała, że boi się tylko choroby, bólu i braku kontaktu z ludźmi. – Najważniejsze jest to, by mieć co robić i być komuś potrzebnym – mówiła. Martwiła się też, że dziś starsi ludzie nie są już dla młodych takimi autorytetami jak dawniej. Trafnie zdiagnozowała to, co opisuje psychologia: gdy młodzi się odsuwają, idą na swoje, zaczynają osobne życie – ich rodzice, starzejący się ludzie, nie mają zbyt wiele do roboty, a stąd już blisko do tego, by poczuli się niepotrzebni. Wtedy, nawet jeśli są w dobrej kondycji, zaczynają sobie szukać chorób, chodzą do kolejnych lekarzy, przyglądają się sobie i nasłuchują własnego organizmu. Lubią przychodnie i kolejki do lekarzy. Dlaczego? Zazwyczaj z tego powodu, że tam spotykają ludzi, często równie samotnych jak oni. Na korytarzach, pod drzwiami do gabinetów specjalistów toczą się nieraz ich jedyne w ciągu dnia rozmowy.

Samotność lubi starszych

Ale nie każdy ma tyle odwagi i werwy, co pani Lucyna. Samotność seniora w domu, w którym przez wiele lat toczyło się wartkim rytmem życie rodzinne, a wszystkie kąty mają długą historię, może sparaliżować największego dotąd twardziela. Zwłaszcza wtedy, gdy odejdą żona czy mąż i nie do końca wiadomo, jak samemu pić herbatę przy stole, przy którym każdy dotąd zajmował swoje miejsce. Dr hab. Maria Straś-Romanowska, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, prowadząca wykłady z psychologii osobowości w Instytucie Psychologii tej uczelni, podkreśla, że samotność w starości jest problemem nie tylko psychologicznym, ale też społecznym. W jednym z artykułów pisze: „Człowiek – z antropologicznego i psychologicznego punktu widzenia – jest istotą społeczną o szczególnym charakterze” – istnieje w nieustannym dialogu z innymi, potrzebuje bezpośredniej relacji z drugim człowiekiem. „Tę relację, określaną przez filozofów dialogu jako relację spotkania (...), wyznacza naturalna dla człowieka, bezwarunkowa potrzeba bycia (...) z Innym, dla Innego, wobec Innego”. Pani profesor podkreśla, że ta potrzeba „stanowi konieczny warunek rozwoju człowieka na wszystkich etapach jego życia”, a więc również w starości. Bycie z drugim motywuje nas do działania, poprawia kondycję i jakość życia. Może dlatego rozbiegane wnuki, choć dość szybko męczą starszych dziadków, to jednak swoją obecnością wnoszą życie do pustego na co dzień domu. „Ludzie wprawdzie różnią się stopniem zapotrzebowania na kontakty z innymi, są osoby, które preferują ograniczoną liczbę relacji, a nawet dobrze się czują w odosobnieniu, jednakże zdecydowana większość odczuwa potrzebę bliskich więzi i źle znosi samotność, chyba że jest ona doraźna, incydentalna, krótkoterminowa” – podkreśla prof. Straś-Romanowska. „Samotność dobra to samotność z wyboru, służąca realizacji ważnych, wymagających ciszy i spokoju zadań, sprzyjająca refleksji, zadumie czy rekreacji. Zła samotność z kolei to samotność będąca następstwem nieintencjonalnego wyłączenia ze wspólnoty, (...) utraty bliskich osób (np. śmierć współmałżonka, przyjaciół, oddalenie się dorosłych dzieci, przejście na emeryturę, zmiana środowiska). Tego rodzaju samotność (...) dotyka (...) przede wszystkim osoby starsze. Jej następstwem są: obniżony codzienny nastrój, apatia, skłonność do depresji, poczucie izolacji, bycia nieakceptowanym, niepotrzebnym, bezwartościowym. Samotność, w ścisłym znaczeniu, to fizyczny, obiektywny, obserwowalny z zewnątrz stan rzeczy, polegający na braku relacji z innymi” – pisze psycholog osobowości.

Reklama

Dobrze, że jesteś!

Złą samotność można pokonać. I choć, oczywiście, nie wszyscy samotni seniorzy znajdą w sobie tyle energii, co krakowska Babcia Lucyna, to jednak wiele instytucji – uczelnie, stowarzyszenia i fundacje – coraz śmielej i z fantazją angażuje osoby starsze lub proponuje im pomoc. W tym roku w Poznaniu Wydział Zdrowia Urzędu Miasta, Centrum Inicjatyw Senioralnych i pracownicy Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei stworzyli projekt „Senior maluszka tuli”. Realizuje go Polskie Towarzystwo Opieki Paliatywnej Oddział w Poznaniu, a polega on na tym, że wolontariusze 60+ przychodzą na oddział noworodkowy w szpitalu im. Raszei i pomagają rodzicom w opiece nad maluchami. Gdy zajdzie potrzeba, przytulają noworodki w ramach terapii dotykiem. Na stronie poznan.pl pomysłodawcy akcji piszą, że jest wiele powodów, dla których maluchy nie mogą doświadczać codziennego ciepła od mamy i taty: choroba rodziców, brak możliwości codziennego dojeżdżania do szpitala, a nawet porzucenie noworodka. Co ważne, od maja, kiedy rozpoczął się nabór wolontariuszy, udziałem w tym projekcie zainteresowało się wiele osób, nie tylko z Poznania. Z ponad setki podań wybrano 30, wolontariuszami zostało 19 osób, w tym jeden mężczyzna. Aby móc opiekować się maluchami, seniorzy przeszli cykl szkoleń, poznali zasady BHP, zdobyli wiedzę epidemiologiczną, znają topografię szpitala, zasady pracy na oddziale i opieki nad noworodkami. Odbyli też zajęcia z psychologiem i praktyki szpitalne, a przed wejściem na oddział czekały ich obowiązkowe badania lekarskie. Szpital im. Raszei jest pierwszą placówką w Polsce, która podjęła się tego typu zadania, ale możliwe, że w jego ślady pójdą inne. Ten pomysł sprawia, że szczęśliwe mogą być dwie osoby, które dzieli co prawda min. 60 lat życia, ale łączy potrzeba obecności i bliskości drugiego człowieka. – To aktywizacja seniorów, wsparcie maluchów i pracowników szpitala. Każdy coś zyskuje. Seniorzy wychodzą z domu, spotykają się z drugim człowiekiem, czują się potrzebni – podkreślają koordynatorzy projektu. Reakcje wolontariuszy po pierwszych udanych próbach przewinięcia i uśpienia noworodków podobno były bezcenne, niektórzy nie kryli łez wzruszenia...

Młodzi nie lubią starych?

Pani Lucyna Orłowska podkreśla, że dziś młodzi nie widzą w starszych autorytetów. Z badania pt. „Wizerunek starości i autorytet osób starszych w opinii młodzieży z uwzględnieniem czynników socjodemograficznych”, przeprowadzonego i opublikowanego w 2017 r. na łamach pisma „Pielęgniarstwo i Zdrowie Publiczne” Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, wynika, że pozytywne skojarzenia ze starością w opinii badanych to: doświadczenie życiowe, mądrość życiowa oraz dbałość o rodzinę. Większość młodzieży wskazała na przeciętny autorytet osób starszych w społeczeństwie. W analizie wniosków z ankiet podkreślono, że bardzo rzadko osoby starsze przedstawiane są jako aktywne, wykształcone, kreatywne, kompetentne i wysportowane. Największy odsetek badanych deklarował, że autorytet seniorów plasuje się na średnim poziomie (58,1 proc.), natomiast 14,4 proc. respondentów – że na niskim. Tyle liczby, a jak to działa naprawdę? Mimo że od wieków istnieją trudności w porozumiewaniu się młodszych ze starszymi, a konflikt pokoleniowy opisano już w wielu fachowych tomach, to jednak relacje między seniorami i juniorami na co dzień nie tylko bywają wzorowe, ale też mogą być inspirujące dla rówieśników jednej i drugiej grupy. Można spotkać fascynatów, pełnych szacunku dla „późnej młodości” i szczerego zachwytu nad nią. – Zawsze zwracałam uwagę na elegancko ubranych panie i panów na korytarzach Instytutu Psychologii – mówi Alina Metelytsia, studentka czwartego roku psychologii. – To niesprawiedliwe, że prawie każdy dwudziestolatek ma tysiące własnych zdjęć, a osoby starsze już niemal w ogóle nie chcą się fotografować, chociaż są piękne, bo człowiek jest piękny w każdym wieku – dodaje. Po pewnym czasie przyglądania się eleganckim seniorom zrodził się pomysł sfotografowania tych pięknych ludzi, słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Alina pochodzi z Kijowa, poza tym, że studiuje psychologię, zajmuje się fotografią. Jej strona internetowa metelicamakes.pl jest pełna profesjonalnych, pełnych światła kadrów. Ma rękę do portretów i przez portret postanowiła opowiedzieć historię wrocławskich seniorów.

– Uwielbiam patrzeć na ludzi przez obiektyw aparatu, bardzo często mam ochotę podejść do osoby, którą spotykam w tramwaju czy kawiarni, i zapytać, czy mogę zrobić jej kilka zdjęć, ale nie zawsze starcza mi odwagi. Z seniorami było jednak inaczej – mówi. Pracowała dwa miesiące, przeprowadziła ok. 60 sesji. Miała poważną misję, bo dla większości osób było to pierwsze doświadczenie z sesją fotograficzną, ale jej projekt zdobył duże uznanie na uniwersytecie. Efekt? Zachwycający! Zatrzymane w kadrze mocne spojrzenia, oczy otulone siatkami zmarszczek, które są jak ślad po wielkiej miłości i wielkim szczęściu. Czerwień szminek i splot apaszek u studentek, elegancja marynarek dumnych studentów – wszystko jest na zdjęciach Aliny. Ale to, co jest na nich przede wszystkim, to ta sama energia i wiara w dobre jutro, którym dzieliła się latem z dziennikarzami Babcia Lucyna nad Zalewem Nowohuckim. Jeśli senior nie jest sam, znajdzie siłę, by polubić swoją metrykę i pokonać ograniczenia. Stary chce do ludzi. Ludzie nie zawsze chcą starego. I to musimy zmieniać.

2019-11-13 08:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie zostawimy was bez opieki

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. 22-23

[ TEMATY ]

starość

emeryci

emerytura

Adobe.Stock.pl

Według ostatniego raportu Głównego Urzędu Statystycznego zatytułowanego Sytuacja osób starszych w Polsce w 2018 roku, ogólna liczba Polaków spada, rośnie natomiast odsetek seniorów. Proces ten będzie się nasilał i na razie nic nie wskazuje na to, żebyśmy poprawili sytuację nagłym wzrostem narodzin.

Jeżeli popatrzymy na statystyki, zauważymy, że najwięcej osób w wieku senioralnym mieszka w województwie łódzkim – tam wskaźnik wynosi 27%. Najmniej seniorów jest w trzech województwach: na Pomorzu, na Podkarpaciu i w Małopolsce. Co przyniesie przyszłość? GUS prognozuje, że w 2050 r. w Polsce będzie ok. 14 mln seniorów, co stanowiłoby 40% naszego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

„Kupuj świadomie – Produkt polski”. Kampania na terenie Dolnego Śląska

2020-08-05 14:56

Marzena Cyfert

Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec

Kampanię prowadzi Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wraz z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Jej celem jest zwiększenie świadomości Polaków na temat patriotyzmu konsumenckiego i jego wpływu na krajową gospodarkę, zachęcanie konsumentów do kupowania produktów z oznaczeniem „Produkt polski”, a także informowanie producentów o korzyściach oraz warunkach stosowania znaku na swoich wyrobach.

W Oddziale Terenowym KOWR we Wrocławiu 5 sierpnia miała miejsce konferencja rozpoczynająca kampanię na terenie Dolnego Śląska. Jej uczestnikami byli: zastępca Dyrektora Generalnego KOWR Sebastian Pieńkowski, Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec, Poseł na Sejm RP Marcin Gwóźdź, Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko, Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł.  

Zobacz zdjęcia: Konferencja


Dyrektor Tomasz Krzeszowiec podkreślił, jak ważne jest to, abyśmy kupowali produkty oznaczone logo „Produkt polski”. – Tak najbardziej uzmysłowi nam to informacja, że gdybyśmy w przypadku naszych zakupów kierowali się patriotyzmem i wydali 1% więcej na zakup konsumenckich produktów, które są produktami stricte polskimi, to w naszej gospodarce zostałoby ok. 8 mld zł więcej. Według ostatnich badań, 7 na 10 konsumentów wskazuje, że ważnym jest dla nich, aby produkt wytworzony był na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Co więcej – my coraz częściej zwracamy uwagę na to, aby cały cykl produkcyjny odbywał się na terytorium RP. Nie tylko na to, aby wyprodukowane towary pochodziły z przedsiębiorstw, które znajdują się na terenie RP, ale również aby produkty użyte do ich wytworzenia pochodziły od lokalnych wytwórców czy też od lokalnych rolników. Nie chodzi tylko o warzywa, mięso, chodzi o całość produkcji, dlatego tak ważne jest, abyśmy zwracali szczególną uwagę na logo „Produkt polski”, które Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa wprowadzają do lokalnych produktów.

Dyrektor Sebastian Pieńkowski przypomniał, jakie produkty mogą otrzymać logo „Produkt polski”. – Ustawą z 1 stycznia 2017 r. wszedł znak „Produkt polski”. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez agendę jaka jest KOWR promuje właśnie produkt polski. Aby coś było produktem polskim, musi mieć minimum 75% wkładu powstałego na terenie naszego kraju, z naszych surowców w Polsce wyprodukowanych. Wtedy każdy producent może sobie taki znaczek ściągnąć, nie musi mieć pozwolenia, i może go używać. Ministerstwo Rolnictwa wyszło ze słusznego stwierdzenia, że wierzymy naszym producentom.

Dyrektor podkreślił, że kupowanie takich produktów daje ogromny zastrzyk finansowy dla gospodarki, ale daje przede wszystkim wsparcie rolnikom. – Polscy rolnicy są ewenementem w skali Europy i świata. Eksport polskich produktów żywnościowych za 2019 r. to jest ponad 30 mld euro. Gdyby nie pandemia, poprawilibyśmy ten wynik dzisiaj. Mimo że ustawa funkcjonuje już kolejny rok, to szczególnie ważne jest, aby w tym trudnym okresie, który obecnie przeżywamy, wspierać polski produkt i polskie rolnictwo. Z każdej złotówki, która jest zainwestowana w produkt polski, prawie 80 groszy zostaje w Polsce. Przez tę wspólnotę, którą tworzymy, kupując polskie produkty, działamy na własną korzyść. Kraje zachodnie, które mówią o wspólnej Europie też działają na własną korzyść, oni świadomie kupują tylko swoje produkty, dlatego i my musimy być świadomym klientem i wspierać nasze rolnictwo i nasz przemysł.

Poseł Marcin Gwóźdź zwrócił uwagę na jakość polskich produktów i na wspomnienia, jakie się z tym wiążą. – Z czym kojarzy się produkt polski? Kojarzy się przede wszystkim ze wspomnieniami. W moim przypadku ze wspomnieniami z dzieciństwa, z tymi dobrymi smakami i dobrą jakością. Bo produkt polski to przede wszystkim jakość, która jest doceniana na całym świecie a my mamy ją na co dzień. Wystarczy tylko korzystać z tej jakości, zachwalać polski produkt, kupować i tym wspierać rolników i polską gospodarkę. A polska gospodarka w czasie pandemii potrzebuje takiego wsparcia. Rozwijamy się bardzo dobrze, ale możemy rozwijać się jeszcze lepiej. Dlatego wspierajmy polskie produkty, zasmakujmy się w Polsce, zasmakujmy się w zdrowym dobrym jedzeniu. Bardzo serdecznie zachęcam Polaków do korzystania z polskich produktów dla zdrowia, dla siebie i przede wszystkim dla niepowtarzalnych smaków.

Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko przedstawił działania, które podejmuje samorząd województwa dolnośląskiego, aby wpierać produkty wytwarzane lokalnie i regionalnie. – Dolny Śląsk jest jednym z 46 regionów w Europie, który przynależy do Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego. Na naszej liście ministerialnej znajdują się 52 produkty lokalne, które mają tradycję przynajmniej 25-letnią. Wydawałoby się to mało, ale wśród tych produktów jest m.in. karp milicki, którego hodowla jest datowana na prawie 800 lat. A zatem jest wiele produktów, którymi możemy się pochwalić – odradzające się winiarnie i miody. Jako samorząd województwa wspieramy producentów m.in. poprzez odpowiednie wydawnictwa. Wydajemy pisma, w których informujemy o produktach lokalnych oraz cyklicznych imprezach, na których są one promowane. Jeździmy na targi do Kolonii, Berlina, Paryża i wielu innych miast. Całokształt tych działach powoduje, że możemy się pochwalić odradzającą się lokalną kuchnią i lokalnymi produktami, które jeszcze dodatkowo są wspierane przez takie akcje informacyjne jak akcja KOWR i Ministerstwa Rolnictwa. Koordynacja tych działań może pomóc naszej lokalnej gospodarce, a kupowanie lokalnych produktów u lokalnych przedsiębiorców staje się formą nowoczesnego patriotyzmu.

Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł zasygnalizował, że jesteśmy jednym z niewielu regionów, który uczestniczy w największych targach żywnościowych na świecie, jakie mają miejsce w Berlinie. – Rokrocznie wykupujemy przestrzeń i udostępniamy ją przedsiębiorcom i wytwórcom produktów lokalnych. To jest wspaniały czas i miejsce na to, aby zdobywać nowe doświadczenia. Przedsiębiorcy są bardzo zadowoleni z tej formy prezentacji swoich produktów i wymiany doświadczeń z innymi wytwórcami. Reasumując, warto, aby każdy z nas oglądał produkt, który kupuje. Często jest tak, że automatycznie wrzucamy produkty do koszyka, ale warto je oglądać i przyglądać się nie tylko dacie przydatności do spożycia. Warto spoglądać na artykuły ze znakiem „Produkt polski”, czy z innymi znakami – np. biała czapka kucharska na niebieskim tle, to też jest produkt polski. Mówiąc o produkcie polskim, nie zapominajmy, że są to w dużej mierze również produkty tradycyjne i regionalne.

Konferencja połączona była z degustacją polskich produktów.

CZYTAJ DALEJ

Biskupi z Japonii i USA wezwali do modlitwy z okazji 75. rocznicy ataków atomowych

2020-08-05 20:51

[ TEMATY ]

Nagasaki

Hiroszima

Adobe Stock

Biskupi w Japonii i Stanów Zjednoczonych wezwali do wspólnej modlitwy w związku z 75. rocznicą zrzucenia przez lotnictwo amerykańskie bomb atomowych na japońskie miasta Hiroszimę i Nagasaki.

We wspólnym apelu arcybiskup Joseph Mitsuaki Takami z Nagasaki i biskup David Malloy z Rockfordu w amerykańskim stanie Illinois ostrzegli przed nowym wyścigiem zbrojeń.

„Dopóty, dopóki będzie obowiązywał pogląd, że broń może budować pokój, trudno będzie zmniejszyć zasoby broni jądrowej, nie mówiąc już o jej likwidacji” – stwierdził 4 sierpnia w wideoprzesłaniu przewodniczący Konferencji Biskupów Japonii, abp Takami, który sam urodził się w marcu 1946 w Nagasaki. Zrzucenie bomby atomowej na swe rodzinne miasto przeżył w łonie matki. W jego rodzinie było wiele ofiar śmiertelnych.

A biskup Malloy w tym samym orędziu dodał, że wszystkie narody muszą znaleźć środki do całkowitego rozbrojenia. Podkreślił, że potrzebne jest tu wspólne zaangażowanie i zaufanie. Obaj hierarchowie wyrazili zaniepokojenie, że dotychczas niedostateczną uwagę zwraca się na niszczycielską moc broni jądrowej.

Już wcześniej o swojej solidarności z narodem japońskim zapewniła Konferencja Biskupów Katolickich USA. Wspólnie bolejemy nad losem niewinnych ludzi, którzy stracili życie na skutek zrzucenia bomb i później wskutek promieniowania, stwierdził przewodniczący episkopatu arcybiskup Los Angeles José Horacio Gómez. Jednocześnie zaapelował do przywódców państw o likwidację wszelkiego rodzaju broni masowego rażenia.

W lipcu br. episkopat Japonii ogłosił dokument w sprawie zniesienia energii nuklearnej. Obok obu miast wspomniano w nim też o skutkach stopienia reaktora w elektrowni jądrowej w Fukushimie w marcu 2011.

W dniach 6 i 9 sierpnia 1945 dwa amerykańskie samoloty wojskowe zrzuciły dwie bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. Zginęło wówczas ponad 250 tys. osób, z których część zmarła później w wyniku poparzeń i promieniowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję