Reklama

Zdrowie

Po leki ze smartfonem

Od nowego roku znika papierowa recepta. Zastąpi ją młodsza, elektroniczna wersja, czyli e-recepta. Co na tym zyska pacjent? I dlaczego e-recepty wzbudzają takie emocje?

Niedziela Ogólnopolska 43/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

leki

Dominika Koszowska

Ziołowe lekarstwa pozwalają nam utrzymać dobre zdrowie

Oszczędność czasu, eliminacja fałszywych recept i monitoring leczenia w chorobach przewlekłych – to najważniejsze zalety e-recepty, które wymienia Ministerstwo Zdrowia. System realizacji e-recept jest jeszcze dopracowywany i niepozbawiony błędów. Ma prawo przechodzić „wszystkie choroby wieku dziecięcego”, jak stwierdził wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA) Marek Tomków. Oby przeszedł je bez powikłań i możliwie szybko, bo NRA przewiduje nawet 750 mln e-recept rocznie.

Spodziewane korzyści

Wielu pacjentów przyjmuje kilka farmaceutyków jednocześnie. Dzięki e-recepcie każdy z nich można kupić w innej aptece. Przy tym nie trzeba prosić o odpis i nie straci się refundacji, co jest niewątpliwie dużą zaletą. Ministerstwo Zdrowia przekonuje też, że e-recepta jest zawsze czytelna, co wyklucza ryzyko otrzymania niewłaściwego leku. Plusem e-recepty jest również fakt, że można ją zrealizować w każdej aptece w Polsce.

Dodatkowo wszystkie e-recepty zapisują się na Internetowym Koncie Pacjenta (IKP), jeżeli z takowego korzystamy, więc nie musimy się martwić, czy nie zgubimy recepty. E-recepta ważna jest 365 dni, z wyjątkiem e-recepty: na antybiotyk (ważna 7 dni), lek odurzający i psychotropowy (ważna 30 dni) oraz na preparat immunologiczny (ważna 120 dni).

Reklama

Multimedialna historia

Wspomniane IKP to bezpłatna aplikacja Ministerstwa Zdrowia. Dzięki niej pacjent może szybko i bezpiecznie sprawdzić informacje o zdrowiu swoim, swoich dzieci lub osoby, która go do tego upoważniła. W IKP w każdej chwili znajdziemy też informacje o przepisanym dawkowaniu leku, a co najważniejsze – dzięki aplikacji otrzymamy kolejną receptę bez wychodzenia z domu. Nie będzie trzeba już czekać w długiej kolejce na wizytę u lekarza. Jeżeli pacjent poda numer telefonu lub adres e-mail, dzięki IKP otrzyma e-receptę SMS-em lub e-mailem. Aplikacja daje możliwość udostępnienia lekarzowi informacji o stanie zdrowia i historii przepisanych leków, co może ułatwić postawienie diagnozy. W IKP zainteresowani znajdą również historię swoich wizyt (od 2008 r.) opłaconych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Aby móc korzystać z aplikacji, trzeba założyć profil zaufany, czyli podpis elektroniczny, który umożliwi nam załatwianie wielu spraw urzędowych przez Internet. Szczegóły są dostępne m.in. pod adresem: www.obywatel.gov.pl . Profil zaufany można założyć bez wychodzenia z domu, przez konto internetowe w banku.

Instrukcja obsługi

Pora przejść do konkretów. Jak działa e-recepta?

1. Lekarz elektronicznie wystawia i cyfrowo podpisuje e-receptę.

2. Pacjent otrzymuje SMS z 4-cyfrowym kodem albo e-mail z załączoną e-receptą. Lekarz może też wydać druk informacyjny, który wyglądem przypomina tradycyjną receptę.

3. W aptece pacjent podaje 4-cyfrowy kod z SMS-a i PESEL (swój lub osoby, dla której kupuje lek). Jeżeli pacjent otrzymał informację o e-recepcie pocztą elektroniczną, farmaceuta zeskanuje kod z e-maila. Jeżeli pacjent ma wydruk, farmaceuta skanuje widniejący na nim kod.

4. Pacjent dostaje leki.

Plusy „dodatnie”

– W Łomży zaczęłyśmy wystawiać e-recepty jako pierwsze, zaraz po uruchomieniu pilotażu. Nie tylko młodzi ludzie, ale też pacjenci w wieku 50-60 lat bardzo pozytywnie zareagowali na tę zmianę – przyznaje Marika Gałczyk z Łomżyńskiego Centrum Medycznego, lider e-zdrowia 2019 w kategorii pielęgniarka. – Jeśli pacjenci biorą regularnie te same leki, nie muszą już przychodzić do przychodni po kolejną receptę, mogą dostać ją teraz SMS-em lub e-mailem. Jeśli potrzebują wydruku, to jest on bardziej bezpieczny niż tradycyjna recepta. Nie ma na nim danych osobowych, nikt im tej recepty nie ukradnie i nie wykupi leków, a jeśli zgubią, zawsze można ją wydrukować po raz kolejny lub po prostu wysłać numer na komórkę albo komputer – dodaje Marika Gałczyk.

O e-recepcie w samych superlatywach wyraża się też Sylwia Dyk, lekarz i kierownik ds. Platform Medycznych PZU Zdrowie. – E-recepta to przełom w leczeniu chorób przewlekłych. Czytelna informacja o lekach i ich dawkowaniu szybko dociera do pacjenta i aptek, a leki można kupować oddzielnie w różnym czasie i w różnych aptekach. Sylwia Dyk zauważa, że pacjenci nie muszą „wracać do lekarza po wypisanie recept. Dzięki e-recepcie można rozpocząć leczenie już po rozmowie telefonicznej czy poprzez czat z lekarzem” – podkreśla.

Takie rozwiązania jak e-recepta działają już od dawna w wielu krajach Europy. Jedną z pierwszych pacjentek testujących system w Polsce była Monika Mikołajczuk i jest z tego zadowolona. – Większość spraw załatwiamy teraz w urzędach czy bankach przez internet. Dlaczego w przypadku zdrowia miałoby być inaczej? – przekonuje.

Plusy „ujemne”

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że jedną z zalet wprowadzenia e-recepty jest jej czytelność, co ułatwi życie i pacjentom, i farmaceutom, bo wyeliminuje ryzyko sprzedania niewłaściwego leku. Tymczasem niektórzy farmaceuci skarżą się właśnie na... nieczytelność e-recept z uwagi na małą czcionkę. – Osoba lepiej obyta w obsłudze komputera ma łatwiej – zerknie i wszystko widzi. My się dopiero uczymy – usłyszałem od pani magister w jednej z częstochowskich aptek. – Jeszcze nie miałam przeszkolenia, ale nawet ci, którzy je przeszli, też wszystkiego nie wiedzą – dodała z uśmiechem. Czasami pojawiają się także problemy z dostępem do systemu P1 (e-zdrowie), obsługującego recepty elektroniczne, który po prostu się zawiesza.

Liczby

Jak informuje Sylwia Wądrzyk, dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia, lekarze wystawili już blisko 15 mln e-recept, najwięcej w województwach: mazowieckim, lubelskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim. Do systemu P1 podłączone są 4794 placówki lecznicze z 1670 polskich miast i ta liczba stale rośnie. Recepty w nowej formie wystawia ponad 24 tys. lekarzy. E-recepty otrzymało ponad 3 mln pacjentów, najstarszy z nich ma 107 lat, najmłodszy zaledwie 10 miesięcy. Najwięcej e-recept wystawia się w godzinach 10-11 dla pacjentów z grupy wiekowej 71+.

Pracownicy medyczni i farmaceuci mogą się szczegółowo zapoznać z zasadami wystawiania i realizacji e-recept w poradniku opracowanym przez Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia i Naczelną Izbę Aptekarską. Dokument jest dostępny na stronie: www.gov.pl .

Pacjentom polecamy adres: www.pacjent.gov.pl .

2019-10-22 12:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzeba mieć zdrowie

Powiedzenie, że trzeba mieć zdrowie, żeby chorować, świetnie pasuje do sytuacji w polskim systemie opieki zdrowotnej.

Z badań Centrum im. Adama Smitha z końca ub.r. dotyczących m.in. najpilniejszych potrzeb obywateli wynika, że ponad połowa z nas nie ma poczucia, iż gdy zachorujemy, możemy liczyć na skuteczną pomoc w publicznej opiece zdrowotnej. Co gorsza, już dawno pogodziliśmy się ze źle działającym systemem.

– Zauważalne są brak wiary w możliwość poprawy i przekonanie, że bez układów i znajomości trudno jest skorzystać z publicznej ochrony zdrowia – przyznaje dr Tomasz Baran z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Przy każdej politycznej zmianie sporo się mówi o konieczności reform, padają pomysły, które jednak potem gdzieś się zawieruszają.

Styl życia

Najbliżej racjonalnej reformy byliśmy za rządów AWS-UW, po wprowadzeniu Kas Chorych – zaświadcza politolog dr Andrzej Anusz. – Ale zmieniła się ekipa rządząca i nowa – SLD-PSL – reformę zlikwidowała, wróciliśmy do finansowania ochrony zdrowia z budżetu państwa – mówi. Do podobnego modelu – w podobnym czasie – nawiązali Czesi. – Dziś mają najlepiej działający system opieki zdrowotnej w tej części Europy, a my jesteśmy w lesie – reasumuje.

Ubiegłoroczny raport NIK, powstały po analizie wyników kilkudziesięciu kontroli, kończy 30 zaleceń obejmujących m.in. organizację systemu ochrony zdrowia i sytuację pacjentów. „System nie jest przyjazny dla pacjenta, nie zapewnia efektywnego wykorzystania środków publicznych” – to posumowanie raportu, który zawiera też optymistyczne dane. Na stan zdrowia aż w 53% wpływa nasz styl życia, w 21% – środowisko, w 16% – czynniki genetyczne i tylko w 10% – jakość opieki zdrowotnej.

Kilka miesięcy

Pierwszy kontakt nie jest najgorszy. Do lekarza rodzinnego dostaniemy się na ogół bez kłopotu. Jeśli choroba nie jest skomplikowana, dostaniemy receptę i możemy wracać do domu. Możemy też dostać skierowanie na badania, które sprawdzą stan naszego zdrowia.

Gorzej, gdy otrzymamy skierowanie do specjalisty: na wizytę możemy czekać miesiąc, nawet kilka miesięcy. Według Fundacji Watch Health Care, najdłuższe kolejki do lekarzy NFZ, np. w Warszawie i Łodzi, niezmiennie ustawiają się pod poradniami endokrynologicznymi, a przeciętny czas oczekiwania na poradę z tego zakresu wynosi aż 2 lata.

Bez kolejki można liczyć na wizytę u pediatry, ale już średnio prawie rok poczeka dziecko, zanim trafi pod opiekę kardiologa; 10 miesięcy czeka pacjent zainteresowany pomocą ortodonty, 8 miesięcy – chory potrzebujący konsultacji neurochirurga. Jeśli nie chcemy czekać, możemy się leczyć prywatnie, uznając, że za darmo jest tylko POZ – podstawowa opieka zdrowotna.

Do apteki!

Prywatna wizyta kosztuje, a podrażają ją także niezbędne specjalistyczne badania. – Niektóre są tak kosztowne, że pacjenci wracają do lekarzy rodzinnych i próbują sfinansować badania z NFZ – mówi lekarz rodzinny z wieloletnim stażem. – Podobnie się dzieje, gdy w prywatnym gabinecie stwierdzą konieczność jakiegoś kosztownego zabiegu.

W gabinecie wspomnianego lekarza rodzinnego dzieją się rzeczy, które nie powinny się dziać, jeśli system byłby wydolny.

Jak obliczył nasz lekarz, trzy czwarte przypadków dotyczy przeziębień lub dolegliwości, które da się wyleczyć samemu, wystarczy zażywać leki i posiedzieć w domu. Ludzie przychodzą jednak po leki i zwolnienie. A mogliby iść prosto do apteki i szefowi w pracy wytłumaczyć, że te wolne dni są w interesie firmy. – Oszczędzony czas miałbym na porządne zbadanie rzeczywiście chorych pacjentów. Teraz mam na każdego średnio 15 minut, czyli prawie nic – mówi lekarz.

Na wszelki wypadek

Zbigniew Dutko ze Stowarzyszenia Pacjentów „Primum Non Nocere” doskonale zna opowieści lekarzy na temat papierologii. – Połowa ich pracy to opisywanie, sprawozdawanie. Cierpi na tym system, a najbardziej pacjenci – mówi.

Dotyczy to jednak także specjalistów. Sporo traci się też przez niepotrzebne wizyty u specjalistów pacjentów już zdiagnozowanych, którzy przychodzą tylko po leki itp. – Ci zdia-gnozowani zabierają miejsce niezdiagnozowanym! – mówi Zbigniew Dutko. Ci, którzy udają się od lekarza rodzinnego do specjalisty, muszą sobie poczekać. – Miejsce zajmują im ci, którzy przyzwyczaili się do regularnych wizyt u specjalisty na wszelki wypadek czy po leki. Tymczasem powinni być odsyłani po recepty do lekarza rodzinnego – uważa Dutko, i nie tylko on. A ci, którzy wymagają diagnostyki, powinni być przyjmowani szybciej, w ciągu góra kilku tygodni, w skrajnych wypadkach – niemalże z dnia na dzień.

Chory po wizycie

Chory pacjent po wizycie u lekarza rodzinnego ma też prawo pochorować się jeszcze bardziej: staje wobec sytuacji nie do przejścia. Nie ma informacji, do kogo ma się zwrócić, gdzie prowadzić dalsze leczenie. Wie, że powinien się udać do specjalisty.

– Ci opłacani przez NFZ to jednak szczebel dla wielu nieosiągalny, ze względu na istniejące kolejki – zaznacza Zbigniew Dutko. W wielu przypadkach, gdyby przypadłości zostały zdiagnozowane szybciej, byłoby możliwe leczenie bardziej trafne i być może nie doszłoby do sytuacji, że konieczne są już środki czy działania droższe, drenujące nakłady na zdrowie.

Pacjenci są nadal pozostawieni sami sobie – oceniono w ubiegłorocznym raporcie NIK.

Nikt nie pomaga im się poruszać po nieprzyjaznym systemie, do każdego specjalisty, na każde badanie czy do szpitala muszą się dobijać sami. Tymczasem choroba się rozwija, więc koszty leczenia rosną.

Metoda „na SOR”

Prywatna wizyta kosztuje, a oczekiwanie na bezpłatną trochę trwa, czasem całe miesiące, dlatego sprytniejsi pacjenci stosują metodę „na SOR”. Idą na Szpitalny Oddział Ratunkowy i na ostrym dyżurze mówią, że strasznie ich coś boli, kłuje w sercu, rwie chora ręka itp. Wtedy specjalista – np. kardiolog – robi diagnostykę, badania krwi i inne.

Jeśli problem faktycznie jest duży – lekarz kładzie chorego do szpitala. Jeśli nie – odsyła do lekarza rodzinnego po skierowanie do poradni kardiologicznej. – Na SOR-ze trzeba odczekać swoje, czasem czeka się godzinami, ale efekt jest – tłumaczy cytowany już lekarz rodzinny.

– Przez to SOR-y są bardzo wykorzystywane i zawalone pracą – zaznacza Zbigniew Dutko. – SOR-y są wykorzystywane do wszystkiego – od zgłoszenia bólu po najcięższe przypadki. Tak jest oblegany każdy SOR. Można na nim przebywać nawet kilka dni. Droga przez SOR jest drogą wysysania pieniędzy z systemu ochrony zdrowia.

Szpitale

Ze wspomnianego raportu NIK wynika, że szpitale najlepiej omijać z daleka (nie zawsze się da). Także dlatego, że ich zarządcy najchętniej wykonują najlepiej płatne czynności (z nich są pieniądze), co nie znaczy, że dotyczą one najciężej chorych. Skutek? Na badania diagnostyczne kładzie się pacjentów do szpitala, bo hospitalizacja jest dobrze wyceniana. Efekt? Najwięcej szpitalnych łóżek w Europie w stosunku do liczby mieszkańców. Ale same łóżka nie leczą.

Przed najciężej chorymi, „najdroższymi” pacjentami natomiast szpitale chętnie zamykają drzwi. Ale z tym akurat chory może się spotkać już „u rodzinnego”, który chętnie odsyła pacjenta na SOR... Szpitale to już jednak osobny temat.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: Bóg jest prawdziwym bogactwem ludzkiego serca

2020-02-22 15:49

[ TEMATY ]

jubileusz

Siostry Kanoniczki Ducha Świętego

Maciej Orman

– Syn wraz z Ojcem posyła Ducha Świętego, który prowadzi Kościół, rozlewając miłość i nadzieję życia w sercach ludzi – powiedział 22 lutego abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, w kościele Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie, podczas Mszy św. z okazji jubileuszu 800 lat posługi Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego w Polsce, nazywanych popularnie duchaczkami.

– „Każdy jubileusz jest przygotowany w dziejach Kościoła przez Opatrzność Bożą” – uczył nas św. Jan Paweł II w liście „Tertio Millennio Adveniente”. Przekonani o tym z wdzięcznością spoglądamy na te 800 lat historii, w której, jak pisała w liście jubileuszowym przełożona generalna matka Maria Estera Kapitan, „około 20 pokoleń osób powołanych zawierzyło swoje życie Bogu w Zakonie Ducha Świętego. Głosili oni chwałę Boga przez modlitwę, ofiarę życia, pomoc potrzebującym” – podkreślił w homilii abp Depo.

Zobacz zdjęcia: 800-lecie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego w Polsce

Metropolita częstochowski zwrócił uwagę na istotę odpowiedzi sióstr na Boże wezwanie. – Przez dar wybrania po imieniu, na wzór Maryi, oddałyście siebie same w Duchu Świętym Chrystusowi. Świadczycie, że Bóg jest prawdziwym bogactwem ludzkiego serca. Rady ewangeliczne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa są odpowiedzią serca i ciała, odpowiedzią miłości na bałwochwalczy kult stworzenia i prowokacje świata, który żyjąc w ciele, żądny posiadania mamony, władzy i kariery, chce żyć bez ostatecznego celu.

Mszę św. koncelebrowali m.in. bp senior Antoni Długosz oraz 101-letni ks. Marian Wojtasik, który studiował w częstochowskim seminarium w Krakowie, mieszczącym się w czasie okupacji, dzięki życzliwości sióstr duchaczek, w ich klasztorze.

Druga część uroczystości odbyła się w auli seminaryjnej. Siostra Immaculata Alina Kraska przedstawiła referat: „Historia Zakonu Ducha Świętego oraz postać Czcigodnej Służebnicy Bożej s. Emanueli Kalb”, a ks. dr Paweł Kostrzewski mówił o roli i znaczeniu zgromadzenia w życiu diecezji częstochowskiej. Następnie abp Wacław Depo wręczył przełożonej generalnej, matce Marii Esterze Kapitan, Medal Świętej Rodziny „Zasłużony dla Archidiecezji Częstochowskiej”. Po jej przemówieniu spotkanie zakończyło się Koronką do Ducha Świętego.

Siostra Kapitan powiedziała „Niedzieli”, że jubileusz to przede wszystkim czas dziękczynienia, ale też wezwanie. – Mamy wracać do źródeł naszej duchowości i charyzmatu, do reguły założyciela, bł. Gwidona z Montepellier, który pisał, że dla nas ubodzy mają być Panami.

– Dziękuję Bogu za to, że jestem w tym zgromadzeniu i że doznałam w nim tyle miłości i dobroci. Przeżywam jubileusz z rozradowanym sercem i proszę Boga o nowe powołania, żebyśmy mogły dalej pracować i wychwalać Go – przyznała s. Scholastyka, która w 1975 r. przeżywała już jubileusz 800-lecia Zakonu Ducha Świętego na świecie.

– Dzisiejsza uroczystość jest dla nas ogromnym wyróżnieniem – podkreśliła s. Kazimiera, która posługuje w Busku-Zdroju jako katechetka w liceum. – Przeżywając jubileusz, patrzymy również w przyszłość, czekając, że jego owoce wypełnią nasze życie i jeszcze bardziej zjednoczą wokół charyzmatu miłości miłosiernej. Niech Bóg będzie uwielbiony w tym, co możemy czynić dla drugiego człowieka – dodała.

Siostra Pia jest przedszkolanką, ale odkryła w sobie również nowe talenty – prowadzi stronę internetową zgromadzenia. – Doświadczam radości, że przez to mogę służyć nie tylko mojej wspólnocie. To mnie umacnia. Jesteśmy też na Instagramie, Facebooku i YouTubie. Idziemy wszędzie, gdzie możemy mówić o Duchu Świętym – wyjaśniła.

Siostry duchaczki posługują chorym m.in. w Domu Księży Emerytów w Częstochowie. Wydają posiłki ubogim, organizują rekolekcje i wigilie dla bezdomnych, pomagają ubogim rodzinom i samotnym matkom, opiekują się dziećmi i młodzieżą. Pracują jako katechetki, organistki, zakrystianki i kancelistki.

Główne obchody jubileuszu odbędą się 30 maja w Sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach w Krakowie.

CZYTAJ DALEJ

Pogarsza się sytuacja dzieci na całym świecie

2020-02-23 17:21

[ TEMATY ]

dzieci

głód

konflikt

UNICEF

źródło: vaticannews.va

Nie tylko konflikty wojenne, głód i brak dostępu do służby zdrowia zagrażają życiu i przyszłości dzieci. Negatywny wpływ na ich zdrowie ma też zanieczyszczenie środowiska oraz agresywna reklama popychająca młodych w kierunku fast foodu, alkoholu i tytoniu.

Najnowszy raport Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF jednoznacznie stwierdza, że sytuacja dzieci na całym świecie znacząco się pogarsza. Żaden kraj nie chroni też wystarczająco ich zdrowia i przyszłości. Badania zostały przeprowadzone w 180 krajach, zarówno charakteryzujących się chronicznym ubóstwem, częstymi suszami i niekończącymi wojnami, jak i w najbardziej rozwiniętych i bogatych.

UNICEF bije na alarm, że w krajach ubogich aż 250 mln dzieci poniżej 5. roku życia nie będzie miało szansy na rozwój swego potencjału.

Ich los jest zagrożony przez kryzysy humanitarne, konflikty, klęski żywiołowe i nowe problemy coraz częściej związane ze zmianami klimatycznymi. Raport podkreśla, że w krajach bogatych zanieczyszczenie powietrza i zły styl życia zbierają równie negatywne żniwo. W porównaniu z rokiem 1975 r. otyłość wśród dzieci wzrosła aż 11-krotnie (z 11 mln do 124 mln). Negatywny wpływ na nasz styl życia mają reklamy. Dzieci bombardowane są rocznie 30 tys. różnych reklam, które nie pozostają obojętne na ich styl życia. Dla przykładu policzono, że tylko w Australii, podczas transmisji telewizyjnych meczy piłkarskich, krykieta i rugby, wyemitowano 51 mln reklam produktów alkoholowych. Raport podkreśla też, że styl życia w krajach rozwiniętych jednoznacznie pokazuje, że nie myślimy dalekowzrocznie i nie zastanawiamy się nad tym, jakie konsekwencje przyniesie to dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję