Reklama

Wiara

Moja ciocia święta Matka Teresa

Matka Teresa z Kalkuty to jedna z najbardziej znanych świętych w historii świata. W zasadzie powinno się o niej mówić „Matka Teresa ze Skopje”, bo właśnie tam urodziła się w 1910 r. W tym mieście, obecnie stolicy Macedonii Północnej, mieszkała przez 18 lat. Do dzisiaj w Skopje żyje kuzyn Matki Teresy – Alojz Gombar. W ekskluzywnym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o spotkaniach ze swoją ciocią.
Z Alojzem Gombarem – kuzynem Matki Teresy z Kalkuty – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 6-9

[ TEMATY ]

rozmowa

św. Matka Teresa z Kalkuty

Archiwum Niedzieli

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaka była Matka Teresa?

ALOJZ GOMBAR: – Skromna, prostolinijna. Dla mnie święta już za życia. Chciałbym, żeby wszyscy pamiętali o jej dobroci. O tym, co robiła dla innych. Niestety, mam wrażenie, że z czasem coraz mniej osób wie, jak była wspaniała.

– Pańskie pierwsze spotkanie z Matką Teresą...

– Zaczęło się od rozczarowania.

– Rozczarowania?!

– Byłem chłopcem. Rodzice mówili, że przyjedzie ciocia z zagranicy. Byli przejęci. A ja zastanawiałem się, jakie dostanę prezenty. Kiedy wreszcie pojawiła się w drzwiach, zobaczyłem niską, starą zakonnicę. I do tego w sandałach. Po powitaniu dała mi... jednego karmelowego cukierka!
Wpatrywałem się w te sandały – stare, bardzo zniszczone. Zauważyłem, że ma ze sobą również nowe. Spontanicznie zapytałem: „Dlaczego, ciociu, nosisz takie stare sandały? Przecież masz nowe!”. Odpowiedziała: „Oj, dziecko. Moja droga jest jeszcze bardzo, bardzo daleka”.

– Kiedy to było?

– W latach siedemdziesiątych. Wtedy po raz pierwszy, po długim czasie, przyjechała do Skopje. Mieszkała u nas w domu. Później była jeszcze kilka razy, ale już jakiś ksiądz i ludzie z Kościoła organizowali jej pobyty i zatrzymywała się w domu parafialnym. Jak przyjeżdżała do miasta, to najpierw szła do kościoła, a potem do naszego domu. Rozmawialiśmy.

– Pytała Pana o życie, o naukę?

– Wypytywała, do jakiej szkoły chodzę, jakie mam stopnie. Poprosiła, żebym powiedział jakiś wiersz. Przepytała mnie z katechizmu. Zapytała: „A modlitwę «Ojcze nasz» znasz?”. Jak powiedziałem, to pogłaskała mnie po głowie i zadała drugie pytanie: „Chodzisz codziennie do kościoła?”. Byłem zaskoczony. Potem rodzice wytłumaczyli mi, że dla Matki Teresy było to coś oczywistego. Gdy miała 14 czy 15 lat, nic innego jej nie interesowało, tylko kościół i modlitwa – głęboka, kontemplacyjna. W pewnym momencie jej rodzice byli zaniepokojeni. Codziennie chodziła do kościoła. Uważali, że przesadza.

– Matka Teresa mówiła Panu, jak należy żyć, jak postępować?

– Powtarzała, że trzeba myśleć o jutrzejszym dniu. Głaskała po głowie i powtarzała: „Masz być dobry w życiu, chodzić do kościoła, modlić się”. A na koniec, jak wychodziła od nas, mówiła: „Bądźcie radośni! Módlcie się za mnie, żeby Bóg dał mi siłę. Ja modlę się za was”.

– Kiedy zorientował się Pan, że to niezwykła osoba?

– Zadawałem jej dużo pytań: Jak się żyje w Kalkucie? Czym dokładnie się zajmuje? Co robi w ciągu dnia? Skąd pochodzą siostry, z którymi mieszka?... Odpowiadała prosto, podawała same informacje, bez komentarza. Dowiedziałem się, że założyła dom dla umierających, a potem dom dla dzieci, które nie miały rodziców. Tak poznawałem jej życie.
Jak była u nas w domu, zauważyłem, że przez większość czasu miała złożone dłonie, jakby się modliła. Bardzo mało jadła. I miała jakiś płomień w sobie, taką energię, którą promieniowała.
Odczucie, że jest kimś wyjątkowym, było czymś oczywistym w naszej rodzinie. Może zaczęło się od tego, gdy postanowiła wstąpić do zakonu i wyjechała ze Skopje? Chciała być misjonarką. To był szok.

– Dlaczego?

– Miała przecież wszystko. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny. I to zostawiła... Mama Matki Teresy, Drana, pochodziła z rodziny złotników, jubilerów. Mieszkali w mieście Prizren w Kosowie. Byli tak bogaci, że mówiono, iż prawie całe Prizren i okolice należą do nich. Ojciec Matki Teresy – Nikola Bojaxhiu – był handlowcem. Gdy wybuchła epidemia cholery w Prizren, rodzice Matki Teresy przeprowadzili się do Skopje. Jej ojciec był bardzo szanowany. Angażował się w życie miasta, nawet był jednym z założycieli teatru. Znał 5 języków obcych i prowadził interesy w różnych miejscach Europy. Ciężko pracował i dzięki temu odnosił sukcesy. Niestety, często nie było go w domu, bo jako kupiec ciągle podróżował. Jeździł np. do Bukaresztu, zaopatrywał apteki. W 1919 r., gdy miał zaledwie 40 lat, zmarł, zresztą w podejrzanych okolicznościach.

– Pisano, że został otruty...

– Właśnie, właśnie. W dniu jego pogrzebu zamknięto sklepiki i zakłady rzemieślnicze w Skopje. To był gest solidarności i sprzeciwu wobec tego, co się stało. Ale moja ciocia, święta Matka Teresa, dobroć miała po matce.

– Nie po ojcu i matce?

– Jej tata był dobrym człowiekiem, ale jak to głowa rodziny – był dość surowy, wymagający. Matka zajmowała się domem. Zawsze przygotowywała dużo jedzenia. Gdy np. gotowała zupę, Matka Teresa pytała mamę: „Po co tyle gotujesz?”. Ona odpowiadała: „Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zjeść”. Oczywiście, wiedziała, że w tym dniu przyjdzie przynajmniej 10 biednych i bezdomnych. Jak przychodzili, Matka Teresa dalej pytała mamę: „Kim oni są? To nasza rodzina?”. Jej matka odpowiadała, że to „taka daleka rodzina”. Później przychodzili kolejni. Wiedzieli, że w tym domu otrzymają pomoc.

– Matka Teresa wyjechała ze Skopje w 1928 r.

– Gdy miała 18 lat. Postanowiła wstąpić do zakonu i zostać misjonarką. Nikt nie był w stanie tego zrozumieć. Młoda, bogata dziewczyna z zapewnioną przyszłością, która miała możliwość edukacji na najwyższym poziomie, zostawiła wszystko i wyjechała. Opuściła swoich przyjaciół, z którymi była bardzo związana, a przecież była bardzo towarzyska. Miała poczucie humoru. Pojechała najpierw do Dublina, do klasztoru, żeby nauczyć się języka angielskiego. A potem do Kalkuty. Nikt wówczas nie potrafił tego zrozumieć.

– Pańscy rodzice byli dla Matki Teresy...

– Moja mama była jej siostrą cioteczną. Moja babcia i ojciec Matki Teresy to siostra i brat. Ja zawsze mówiłem do niej „ciociu”. To były bardzo bliskie relacje. Wtedy całe życie toczyło się wokół rodziny. Żyło się, mieszkało praktycznie razem. Nie tak jak w obecnych czasach. Nasza rodzina od pokoleń zajmowała się złotnictwem. Proszę spojrzeć na ten dyplom... (p. Alojz wskazuje na dyplom na ścianie). To dyplom mojego wujka Lorenza. Był bratem ciotecznym Matki Teresy. Też był złotnikiem. Nie miał dzieci. Pamiętam, jak kiedyś przyjechała Matka Teresa i z nim rozmawiała. Zapytała: „Nie chciałbyś adoptować dziecka?”. Wujek był zaskoczony. A ona dalej: „Nawet nie jesteś świadomy, jak wiele dzieci potrzebuje pomocy, opieki rodzicielskiej...”. Do dzisiaj pamiętam minę wujka. Stał jak skamieniały.

– I co dalej się stało?

– Nic. Wujek dziecka nie adoptował. Potem odziedziczył dom, w którym mieszkała Matka Teresa z rodzicami, bratem i siostrą. Po śmierci wujka – mam tu przed sobą dokument – ja go odziedziczyłem. Ale jak to w życiu bywa, dom po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1963 r. znacjonalizowano, później rozebrano. Znajdował się tu nieopodal, przy głównym placu w centrum Skopje. Do dzisiaj nie odzyskałem tej ziemi, mimo że jestem jej właścicielem!

– O Matce Teresie napisano wiele książek, artykułów. Wiemy, że była dobra, zawierzyła życie Bogu, służyła ludziom potrzebującym. A na co zwraca się za mało uwagi?

– Moja ciocia, Matka Teresa, była świetnym menedżerem. Kiedyś opowiadała, jak radzi sobie z zabezpieczeniem pomieszczeń dla trędowatych, dla chorych. Jak organizuje im żywność. Innym razem – że przybywało sióstr zakonnych i zastanawiała się, jak zapewnić im warunki do życia, jedzenie. Mówiła też o planach rozwijania zakonu, żeby jeszcze bardziej pomagać biednym, zbliżać ludzi do Boga. Potrafiła zarządzać, planować, rozwiązywać problemy. Pieniądze z nagród, w tym z Nagrody Nobla, przeznaczała dla biednych, chorych. Tak samo zrobiła, gdy otrzymała rolls-royce’a – sprzedała go.
Czego jeszcze ludzie nie wiedzą? Tego np., że spała zaledwie 3-3,5 godz.

– Tylko tyle?

– Bardzo krótko. Mimo to była niezwykle aktywna. Nieraz zastanawiałem się, skąd miała tyle siły.

– Od Boga.

– Też tak sądzę. Widzi Pan ten krzyż? (p. Alojz wskazuje na krzyż w czerwonym pudełeczku). W mojej rodzinie były dwa takie same krzyże. Jeden Matka Teresa wzięła ze sobą, gdy wyjeżdżała ze Skopje do Dublina, a potem do Kalkuty. Drugi pozostał w mojej rodzinie. Znak łączności nie tylko z Bogiem, ale i z Matką Teresą. Przez wszystkie lata. Właśnie taki krzyż Matka Teresa cały czas miała przy sobie. I z nim umarła.

– Bycie kuzynem Matki Teresy zobowiązuje?

– Chciałbym przynajmniej w części być tak skromny jak ona. Ale to przykład niedościgniony.

– Modli się Pan za wstawiennictwem Matki Teresy?

– W domu mam małą kapliczkę z figurą cioci. Obok dwie lampki. Codziennie wieczorem modlę się za jej wstawiennictwem. Przed snem dotykam obrazu. Pomaga, gdy jest mi najtrudniej.

– 7 maja br. do Skopje przyjeżdża papież Franciszek...

– Czekam na niego. Chcę, by przypomniał całemu światu, że Matka Teresa jest ze Skopje i by opowiedział, jaka była.
Papież Franciszek jest bardzo skromny. Do tego bardzo zdolny i zawsze dobrze poinformowany. O wszystkim można z nim porozmawiać. Nawet o piłce nożnej! Zaimponował mi, gdy byłem w 2016 r. w Watykanie na kanonizacji Matki Teresy. Na Placu św. Piotra zobaczyłem grupę studentów. Machali do Papieża, pozdrawiali go, chcieli, żeby do nich podszedł. Ale protokół, ludzie z jego otoczenia zdecydowali, by jechać dalej papamobile. Papież kazał się jednak zatrzymać. Podszedł do nich, przywitał się, porozmawiał. To Papież, który decyduje! Teraz czekam na niego w Skopje. Chcę go spotkać i pozdrowić całym sercem, najserdeczniej jak tylko można.

* * *

Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała:

Nigdy się nie dowiemy, ile dobra może przynieść zwykły uśmiech. Mówimy, że nasz Bóg jest dobry, łagodny i wyrozumiały. Czy jesteśmy tego dowodem? Czy ludzie cierpiący mogą w nas dostrzec tę dobroć, wybaczenie i zrozumienie? Oby nikt, kto przychodzi do ciebie, nie odszedł, nie stając się lepszym i szczęśliwszym. Wszyscy powinni dostrzegać dobroć na twej twarzy, w twych oczach, w twym uśmiechu.

Jesteśmy sługami biednych. Pracujemy dla nich całym sercem i z całkowitą bezinteresownością. W życiu świeckim ludzie otrzymują zapłatę za swoją pracę. My otrzymujemy zapłatę od Boga. Jesteśmy związane ślubami miłości i służby dla biednych, żyjemy tak, jak żyją biedni.

2019-05-08 08:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dlaczego nie bronimy Hagii Sophii?

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. 21

[ TEMATY ]

rozmowa

Katarzyna & Hakan Kaner

O tym, co się kryje za posunięciem prezydenta Erdogana i jak jego decyzja dotycząca Hagii Sophii wpisuje się w wielką grę geopolityczną tureckiego prezydenta, z Martą Ottaviani rozmawia Włodzimierz Rędzioch.

Włodzimierz Rędzioch: Jako datę pierwszej oficjalnej modlitwy w Hagii Sophii wybrano 24 lipca – w tym dniu w 1923 r. doszło do podpisania traktatu w Lozannie, na mocy którego zwycięskie mocarstwa położyły kres Imperium Osmańskiemu...

Marta Ottaviani: W ten sposób zostały upamiętnione dwie rocznice, obie „niepokojące” dla obszaru Morza Śródziemnego. Pierwsza, jak słusznie odnotowano, to rocznica podpisania traktatu lozańskiego, o którym powinniśmy pamiętać – wygaśnie on w 2023 r., a prezydent Erdogan zamierza go przedyskutować, zwłaszcza jeśli chodzi o niektóre wyspy położone u tureckiego wybrzeża, z których część należy dziś do Grecji. Ale jest druga, mniej znana rocznica – 24 lipca 1994 r. Erdogan został zwolniony z więzienia po spędzeniu 4 miesięcy za kratami za podżeganie do religijnej nienawiści. Przywitał go imponujący tłum ludzi reprezentujący turecką islamską prawicę – Erdogan obiecał im wtedy, że Turcja nie pozostanie długo świecka.

CZYTAJ DALEJ

„Kupuj świadomie – Produkt polski”. Kampania na terenie Dolnego Śląska

2020-08-05 14:56

Marzena Cyfert

Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec

Kampanię prowadzi Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wraz z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Jej celem jest zwiększenie świadomości Polaków na temat patriotyzmu konsumenckiego i jego wpływu na krajową gospodarkę, zachęcanie konsumentów do kupowania produktów z oznaczeniem „Produkt polski”, a także informowanie producentów o korzyściach oraz warunkach stosowania znaku na swoich wyrobach.

W Oddziale Terenowym KOWR we Wrocławiu 5 sierpnia miała miejsce konferencja rozpoczynająca kampanię na terenie Dolnego Śląska. Jej uczestnikami byli: zastępca Dyrektora Generalnego KOWR Sebastian Pieńkowski, Dyrektor Oddziału Terenowego KOWR we Wrocławiu Tomasz Krzeszowiec, Poseł na Sejm RP Marcin Gwóźdź, Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko, Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł.  

Zobacz zdjęcia: Konferencja


Dyrektor Tomasz Krzeszowiec podkreślił, jak ważne jest to, abyśmy kupowali produkty oznaczone logo „Produkt polski”. – Tak najbardziej uzmysłowi nam to informacja, że gdybyśmy w przypadku naszych zakupów kierowali się patriotyzmem i wydali 1% więcej na zakup konsumenckich produktów, które są produktami stricte polskimi, to w naszej gospodarce zostałoby ok. 8 mld zł więcej. Według ostatnich badań, 7 na 10 konsumentów wskazuje, że ważnym jest dla nich, aby produkt wytworzony był na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Co więcej – my coraz częściej zwracamy uwagę na to, aby cały cykl produkcyjny odbywał się na terytorium RP. Nie tylko na to, aby wyprodukowane towary pochodziły z przedsiębiorstw, które znajdują się na terenie RP, ale również aby produkty użyte do ich wytworzenia pochodziły od lokalnych wytwórców czy też od lokalnych rolników. Nie chodzi tylko o warzywa, mięso, chodzi o całość produkcji, dlatego tak ważne jest, abyśmy zwracali szczególną uwagę na logo „Produkt polski”, które Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa wprowadzają do lokalnych produktów.

Dyrektor Sebastian Pieńkowski przypomniał, jakie produkty mogą otrzymać logo „Produkt polski”. – Ustawą z 1 stycznia 2017 r. wszedł znak „Produkt polski”. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez agendę jaka jest KOWR promuje właśnie produkt polski. Aby coś było produktem polskim, musi mieć minimum 75% wkładu powstałego na terenie naszego kraju, z naszych surowców w Polsce wyprodukowanych. Wtedy każdy producent może sobie taki znaczek ściągnąć, nie musi mieć pozwolenia, i może go używać. Ministerstwo Rolnictwa wyszło ze słusznego stwierdzenia, że wierzymy naszym producentom.

Dyrektor podkreślił, że kupowanie takich produktów daje ogromny zastrzyk finansowy dla gospodarki, ale daje przede wszystkim wsparcie rolnikom. – Polscy rolnicy są ewenementem w skali Europy i świata. Eksport polskich produktów żywnościowych za 2019 r. to jest ponad 30 mld euro. Gdyby nie pandemia, poprawilibyśmy ten wynik dzisiaj. Mimo że ustawa funkcjonuje już kolejny rok, to szczególnie ważne jest, aby w tym trudnym okresie, który obecnie przeżywamy, wspierać polski produkt i polskie rolnictwo. Z każdej złotówki, która jest zainwestowana w produkt polski, prawie 80 groszy zostaje w Polsce. Przez tę wspólnotę, którą tworzymy, kupując polskie produkty, działamy na własną korzyść. Kraje zachodnie, które mówią o wspólnej Europie też działają na własną korzyść, oni świadomie kupują tylko swoje produkty, dlatego i my musimy być świadomym klientem i wspierać nasze rolnictwo i nasz przemysł.

Poseł Marcin Gwóźdź zwrócił uwagę na jakość polskich produktów i na wspomnienia, jakie się z tym wiążą. – Z czym kojarzy się produkt polski? Kojarzy się przede wszystkim ze wspomnieniami. W moim przypadku ze wspomnieniami z dzieciństwa, z tymi dobrymi smakami i dobrą jakością. Bo produkt polski to przede wszystkim jakość, która jest doceniana na całym świecie a my mamy ją na co dzień. Wystarczy tylko korzystać z tej jakości, zachwalać polski produkt, kupować i tym wspierać rolników i polską gospodarkę. A polska gospodarka w czasie pandemii potrzebuje takiego wsparcia. Rozwijamy się bardzo dobrze, ale możemy rozwijać się jeszcze lepiej. Dlatego wspierajmy polskie produkty, zasmakujmy się w Polsce, zasmakujmy się w zdrowym dobrym jedzeniu. Bardzo serdecznie zachęcam Polaków do korzystania z polskich produktów dla zdrowia, dla siebie i przede wszystkim dla niepowtarzalnych smaków.

Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko przedstawił działania, które podejmuje samorząd województwa dolnośląskiego, aby wpierać produkty wytwarzane lokalnie i regionalnie. – Dolny Śląsk jest jednym z 46 regionów w Europie, który przynależy do Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego. Na naszej liście ministerialnej znajdują się 52 produkty lokalne, które mają tradycję przynajmniej 25-letnią. Wydawałoby się to mało, ale wśród tych produktów jest m.in. karp milicki, którego hodowla jest datowana na prawie 800 lat. A zatem jest wiele produktów, którymi możemy się pochwalić – odradzające się winiarnie i miody. Jako samorząd województwa wspieramy producentów m.in. poprzez odpowiednie wydawnictwa. Wydajemy pisma, w których informujemy o produktach lokalnych oraz cyklicznych imprezach, na których są one promowane. Jeździmy na targi do Kolonii, Berlina, Paryża i wielu innych miast. Całokształt tych działach powoduje, że możemy się pochwalić odradzającą się lokalną kuchnią i lokalnymi produktami, które jeszcze dodatkowo są wspierane przez takie akcje informacyjne jak akcja KOWR i Ministerstwa Rolnictwa. Koordynacja tych działań może pomóc naszej lokalnej gospodarce, a kupowanie lokalnych produktów u lokalnych przedsiębiorców staje się formą nowoczesnego patriotyzmu.

Dyrektor Departamentu Obszarów Wiejskich i Zasobów Naturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Suduł zasygnalizował, że jesteśmy jednym z niewielu regionów, który uczestniczy w największych targach żywnościowych na świecie, jakie mają miejsce w Berlinie. – Rokrocznie wykupujemy przestrzeń i udostępniamy ją przedsiębiorcom i wytwórcom produktów lokalnych. To jest wspaniały czas i miejsce na to, aby zdobywać nowe doświadczenia. Przedsiębiorcy są bardzo zadowoleni z tej formy prezentacji swoich produktów i wymiany doświadczeń z innymi wytwórcami. Reasumując, warto, aby każdy z nas oglądał produkt, który kupuje. Często jest tak, że automatycznie wrzucamy produkty do koszyka, ale warto je oglądać i przyglądać się nie tylko dacie przydatności do spożycia. Warto spoglądać na artykuły ze znakiem „Produkt polski”, czy z innymi znakami – np. biała czapka kucharska na niebieskim tle, to też jest produkt polski. Mówiąc o produkcie polskim, nie zapominajmy, że są to w dużej mierze również produkty tradycyjne i regionalne.

Konferencja połączona była z degustacją polskich produktów.

CZYTAJ DALEJ

ONZ wzywa do szybkiego otwarcia szkół po kryzysie związanym z koronawirusem

2020-08-05 19:47

[ TEMATY ]

szkoła

ONZ

koronawirus

Adobe.Stock

Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała przewodnik, który ma przyczynić się do jak najszybszego ponownego otwarcia szkół po kontroli na koronawirusa. Ma on pomóc rządom poszczególnych krajów w realizacji planów oświatowych – oznajmił sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres 4 sierpnia w Nowym Jorku.

Według niego pandemia doprowadziła do największego w historii załamania się system oświatowego. W ponad 160 krajach zamknięto wszystkie placówki oświatowe, co oznaczało przerwanie nauki przez miliard uczniów. „Obecnie stoimy w obliczu katastrofy pokoleniowej, która może zmarnować niewyobrażalny potencjał ludzki, osłabić dziesięciolecia postępu i pogłębić głęboko zakorzenione nierówności” – ostrzegł sekretarz generalny ONZ.

Oświadczył, że dziś najważniejszą sprawą jest uznanie edukacji za priorytet polityki przez poszczególne państwa. Przekonywał, że decyzje, które teraz będą podejmowały rządy i ich partnerzy, „będą miały trwały wpływ na miliony młodych ludzi i perspektywy rozwoju krajów w nadchodzących dziesięcioleciach”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję