Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Panama to nasza podróż poślubna

Nic nie wskazywało że będą małżeństwem. Dziś mówią, że połączyły ich Światowe Dni Młodzieży. Po 7 latach znajomości Bożenka z Krzysztofem są w Panamie w grupie pielgrzymów z naszej diecezji. Dla nich jednak to wyjątkowy wyjazd. Traktują go jak podróż poślubną

Niedziela bielsko-żywiecka 3/2019, str. V

[ TEMATY ]

ŚDM

ŚDM w Panamie

Archiwum

Bożena i Krzysztof. W Krakowie skrystalizowała się ich miłość

Bożenka i Krzysztof Micorowie z Bielska-Białej są świeżo upieczonym małżeństwem. Para wcięła ślub 15 września ubiegłego roku. Kiedy wracają do początków swojej znajomości przyznają, że nic nie wskazywało na to, że Pan Bóg zaprowadzi ich przed ołtarz. Pierwszy raz spotkali się za sprawą ks. Andrzeja Wołpiuka, który zabrał ich na Krajowe Forum Duszpasterstwa Młodzieży Warszawy. Reprezentowali naszą diecezję. – Dokładnie mówiąc to było Turno pod Warszawą. Dokoła las z domem rekolekcyjnym pośrodku, do najbliższej stacji benzynowej 10 km, czyli tylko młodzież z duszpasterzami i las – wspomina Krzysztof. Kilkugodzinną podróż w samochodzie w połowie przespali zmęczeni.

Potem był wspólny wyjazd na kolonię organizowaną przez wspomnianego kapłana dla dzieci z parafii św. Maksymiliana Kolbego w Aleksandrowicach. Jako wychowawcy Krzysztof i Bożena spędzili tam razem kilkanaście dni zajmując się podopiecznymi. – Ta znajomość była serdeczna, ale też zdecydowanie koleżeńska. Taki też charakter miały początki naszej pracy przy ŚDM w Krakowie – wspominają małżonkowie. Historia jednak nabierała tempa. W 2014 r. znaleźli się razem w Rzymie, w grupie ponad stu osób, reprezentujących polską młodzież, która w Wiecznym Mieście przejmowała od młodych Brazylijczyków znaki ŚDM: Krzyż i Ikonę Salus Populi Romani.

Czekał na dworcu

Kraków 2016 stał się momentem przełomowym. Dla niej było to drugie światowe spotkanie młodych z papieżem. Na pierwsze pojechała do Madrytu. – W Hiszpanii znalazłam się dzięki pomocy dobrych ludzi. Po spotkaniu z Ojcem Świętym i młodymi całego świata połknęłam bakcyla. Doświadczenie tego typu międzynarodowej wspólnoty, skupionej wokół Pana Boga jest jedyne w swoim rodzaju. Wtedy jednak nie wiedziałam, że to wszystko doprowadzi mnie do małżeństwa – mówi Bożena.

Reklama

Krzysztof po raz pierwszy poznał atmosferę ŚDM w Polsce i to od kuchni, kiedy razem z Bożeną podjął posługę wolontariacką, najpierw w diecezjalnym centrum ŚDM w Bielsku-Białej, a potem już w samym Krakowie. – Pan Jezus dał nam możliwość spędzania mnóstwa czasu wspólnie. I to nie zawsze był czas łatwy, kosztował nas sporo wysiłku. Na przykład, gdy spotkanie w centrum było ustalone na godz. 19, my byliśmy w biurze już o godz. 10, by do wieczora wspólnie pracować – wspomina. – W trakcie przygotowań ŚDM w diecezji mieszkałam w Gliwicach. Gdy do Bielska przyjeżdżałam na zaplanowane zebrania diecezjalnego centrum, na dworcu kolejowym zawsze czekał na mnie Krzysztof. Mogłam być pewna, że on tam będzie i do biura centrum nie pójdę sama – Bożena wraca do wydarzeń sprzed ponad dwóch lat.

Oboje podkreślają, że ŚDM w Polsce przyniosło pewność, że to jest ta osoba. – Czy to był moment czy proces? Trudno powiedzieć. Podczas Tygodnia w Diecezji przyszła mi taka myśl. Dlaczego nie? Przecież dobrze nam się razem współpracuje. I ta myśl spowodowała chyba inne spojrzenie na Bożenkę – mówi Krzysztof. – To było takie spokojne, stopniowe, ale bardzo mocne budzenie zaufania. Wiedziałam, że cokolwiek będzie się działo, zawsze mogę na tego człowieka liczyć – dodaje jego żona.

Sto dolarów

Jeszcze przed ślubem wcale nie planowali wyjazdu na Światowe Dni Młodzieży. Powód był jak zwykle prozaiczny – dwa bilety lotnicze do Ameryki Środkowej to dla młodych ludzi rozpoczynających wspólne życie wydatek przekraczający możliwości.

Reklama

– Na pewno możemy jechać dzięki życzliwości i ofiarności kapłanów. Gdy powzięliśmy plany ślubne, byliśmy przekonani, że do Panamy na pewno nie polecimy, bo nas po prostu nie będzie stać. Księża zorganizowali pożyczkę, dzięki której mogliśmy zapłacić wszystkie konieczne do wyjazdu zaliczki. Mogliśmy więc się skupić na organizacji ślubu i wesela i później dopiero oddać pożyczone pieniądze – opowiada Krzysztof. Para zapytana o to, czy planuje coś, co byłoby celebracją ich małżeństwa odpowiada, że jeśli czas pozwoli będą starali się wybrać na wspólną kolację.

– Tutaj właśnie przypomina się nasze wesele, kiedy ktoś z gości wręczył nam 100 USD. „To jest na uroczystą kolację małżeńską w Panamie” – usłyszeliśmy wtedy. Może będzie taka okazja, by te pieniądze po części na takie spotkanie we dwoje wykorzystać – mówią, bez specjalnego zadęcia, świadomi głównego celu swojego wyjazdu.

To nie są wakacje na Karaibach

W rozmowie, odbytej jeszcze przed wylotem do Panamy, para wyraźnie podkreśla, że Światowe Dni Młodzieży nie są dla nich wyjazdem na wakacje. – Jesteśmy świadomi, że to nie jest wyjazd wypoczynkowo-rekreacyjny. Cel jest zgoła inny: jedziemy tam spotkać się z młodymi ludźmi i z Ojcem Świętym. Jedziemy, by włączyć się w tę ogólnoświatową wspólnotę młodych wyznających radosną wiarę w Chrystusa. Wiele razy to zdanie było powtarzane: nie lecimy na wakacje na Karaibach – powtarzają zgodnie młodzi małżonkowie. Na pytanie, czego spodziewają się po tych Światowych Dniach Młodzieży, odpowiadają nieco tajemniczo.

– Niczego się nie spodziewamy. Zdajemy się na to, co Pan Bóg przygotuje. On dotychczas wiele razy udowadniał, że prowadzi nas drogami, które trudno przewidzieć. Tak, jak trudno było przewidzieć, że zostaniemy małżeństwem. Przecież, początkowo nic tego nie zapowiadało – mówią z uśmiechem, patrząc na siebie porozumiewawczo.

2019-01-16 11:11

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent Duda do bp. Suchodolskiego: dziękuję za organizację ŚDM

[ TEMATY ]

prezydent

ŚDM w Krakowie

ŚDM

Krzysztof Sitkowski/KPRP/prezydent.pl

Pragnę podziękować Ekscelencji za wkład w organizację kolejnych Światowych Dni Młodzieży, a szczególnie za ich przygotowanie w Krakowie w 2016 roku. Ufam, że to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu duchowym Polski ostatnich lat będzie nadal wydawać dobre owoce dla naszych rodaków i całego Kościoła powszechnego - napisał prezydent RP Andrzej Duda w liście do bp. Grzegorza Suchodolskiego.

W imieniu głowy państwa list ten odczytał sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta min. Adam Kwiatkowski, który uczestniczył w uroczystości święceń biskupich w Siedlcach. W swoim liście Andrzej Duda zwrócił uwagę na aktualność motta, jakie wybrał dla siebie bp Grzegorz Suchodolski, nawiązując do słów Jana Pawła II skierowanych do młodzieży.

"Rozpoczyna ksiądz biskup swoją nową misję w dniu poświęconym Najświętszej Maryi Pannie Matce Kościoła, a zarazem w okolicznościach wyjątkowych: kiedy trwają Narodowe Obchody Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej, a także gdy nasz kraj zmaga się z nieznanym dotąd zagrożeniem: epidemią koronawirusa. W tym czasie – pełnym wielu wyzwań – niezwykłej aktualności nabiera przyjęte przez Ekscelencję zawołanie: Głosić Jezusa Chrystusa" - napisał Andrzej Duda.

Wyraził przekonanie, że dotychczasowe doświadczenie bp. Suchodolskiego, zwłaszcza dotyczące pracy z młodzieżą i świeckimi, pomoże mu w nowej posłudze dla Kościoła w diecezji siedleckiej. Podziękował też za jego wkład w organizowanie udziału młodzieży w wielu edycjach Światowych Dni Młodzieży.

"Pragnę podziękować Ekscelencji za wkład w organizację kolejnych, na przestrzeni dwudziestu lat, Światowych Dni Młodzieży, a szczególnie za ich przygotowanie w Krakowie w 2016 roku. Ufam, że to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu duchowym Polski ostatnich lat będzie nadal wydawać dobre owoce dla naszych rodaków i całego Kościoła powszechnego" - podkreślił prezydent.

Święcenia biskupie ks. Grzegorza Suchodolskiego odbyły się 1 czerwca w katedrze w Siedlcach. Głównym konsekratorem był ordynariusz siedlecki bp Kazimierz Gurda, a współkonsekratorami nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio i pochodzący z diecezji siedleckiej ordynariusz radomski bp Henryk Tomasik.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: dziś uroczystości upamiętniające Rzeź Woli, największą jednorazową masakrę ludności cywilnej w Europie

2020-08-05 11:38

[ TEMATY ]

Warszawa

zabójstwo

ekai.pl

Marsz Pamięci, upamiętniający 76. rocznicę wymordowania 50 tys. cywilnych mieszkańców Woli przez Niemców w trakcie Powstania Warszawskiego, rozpocznie się dziś, 5 sierpnia, o godz. 19.00, u zbiegu ul. Leszno i al. Solidarności. W związku z sytuacją epidemiologiczną weźmie w nim udział ogranoczona liczba uczestników.

Rzeź Woli stanowiła bezpośrednią realizację rozkazu Adolfa Hitlera, nakazującego zburzenie Warszawy i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców. W trakcie masakry, której punkt szczytowy przypadł w dniach 5–7 sierpnia 1944, zamordowano od 30 tys. do 65 tys. cywilnych mieszkańców Woli. Była to największa jednorazowa masakra ludności cywilnej dokonana w Europie w czasie II wojny światowej. Historyk Norman Davies uznał 5 i 6 sierpnia 1944 r. za „dwa najczarniejsze dni w historii Warszawy. Żaden ze sprawców ludobójstwa dokonanego na Woli nie został po wojnie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

5 sierpnia 1944 od godzin porannych na Woli trwała rzeź polskiej ludności cywilnej. Wypełniając rozkaz Hitlera esesmani i policjanci mordowali bez względu na wiek i płeć każdego schwytanego Polaka. Masowo rozstrzeliwano mieszkańców zdobytych kwartałów. Zbiorowym egzekucjom towarzyszyły gwałty na kobietach oraz masowa grabież. Cywilów, których nie zamordowano od razu, pędzono w charakterze „żywych tarcz” na powstańcze barykady. Dzień ten przeszedł do historii Woli jako „czarna sobota”.

Początkowo ludność Woli mordowano w sposób chaotyczny i bezładny – w mieszkaniach, w piwnicach, na podwórzach kamienic, na ulicach. Szereg domów podpalono, a uciekającą w panice ludność ostrzeliwano z broni maszynowej. Ukrywających się w piwnicach cywilów zabijano przy użyciu granatów. Dochodziło także do zakłuwania bezbronnych bagnetami, zakopywania rannych żywcem, roztrzaskiwania głów niemowlętom, czy wrzucania małych dzieci wraz z matkami do płonących budynków.

W drugiej połowie dnia ludność dzielnicy w bardziej zorganizowany sposób spędzano do kilku wyselekcjonowanych miejsc egzekucji przy ulicach Wolskiej i Górczewskiej, gdzie ich mordowano zazwyczaj strzałem w tył głowy lub przy użyciu broni maszynowej. Nierzadko prowadzeni na stracenie ludzie byli zmuszani do wspinania się na stos ciał osób zamordowanych przed nimi. Świadkowie wspominali, że w takich miejscach zwały trupów sięgały niekiedy ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.

5 sierpnia ofiarą rzezi padli także pacjenci i personel wolskich szpitali. W godzinach popołudniowych żołnierze niemieccy wkroczyli na teren Szpitala Wolskiego przy ul. Płockiej. Likwidacja Szpitala Wolskiego przyniosła ponad 360 ofiar. W gronie zamordowanych znalazło się 60 pracowników, w tym sześciu lekarzy, oraz 300 pacjentów.

W ręce Niemców wpadł też kompleks budynków Szpitala św. Łazarza. Żołnierze podpalili szpital, a większość przebywających w nim Polaków rozstrzelali lub wymordowali za pomocą granatów. Liczba ofiar masakry dokonanej przez Niemców w Szpitalu św. Łazarza jest szacowana na ok. 1200, gdyż schroniło się tam wielu mieszkańców. W gronie zamordowanych znalazło się m.in. jedenaście sanitariuszek z patrolu sanitarnego Obwodu AK „Wola” (w tym dziesięć nastoletnich harcerek z drużyny im. Emilii Plater), a także siedem sióstr benedyktynek.

W nocy z 5 na 6 sierpnia Niemcy otrzymali znaczne posiłki. W myśl rozkazu von dem Bacha mieli oszczędzać kobiety i dzieci, nadal obowiązywał ich rozkaz rozstrzeliwania wziętych do niewoli powstańców oraz polskich mężczyzn-cywilów. 6 sierpnia zamordowano na Woli około 10 tys. Polaków. Ofiarą masakry padli m.in. mieszkańcy zdobytych tego dnia domów przy ulicach Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Kontynuowano także masowe rozstrzeliwanie cywilów w opanowanych uprzednio kwartałach. Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.

6 sierpnia głównym miejscem kaźni stał się skład maszyn rolniczych fabryki Kirchmajera i Marczewskiego na Wolskiej. W gronie ofiar znaleźli się m.in. mieszkańcy domów przy ulicach Krochmalnej, Płockiej i Towarowej oraz około 50 Żydów greckich, węgierskich i rumuńskich z obozu KL Warschau przy ul. Gęsiej, uwolnionych dzień wcześniej przez AK. W nocy 5/6 sierpnia na terenie składu zamordowano także ponad 20 redemptorystów przyprowadzonych z klasztoru przy ul. Karolkowej. Łącznie w czasie rzezi Woli zginęło 30 redemptorystów z tego klasztoru – w tym 15 ojców, 9 braci koadiutorów, 5 kleryków i 1 nowicjusz.

6 sierpnia masowe egzekucje mieszkańców Woli były przeprowadzane przez Niemców również w fabryce Franaszka, gdzie zginął m. in. ojciec i inni członkowie rodziny abp. Henryka Hosera. Po południu Niemcy oraz żołnierze jednego z batalionów azerbejdżańskich wtargnęli do Szpitala Karola i Marii przy ul. Leszno 136. Szpital został spalony, a od 100 do 200 ciężko rannych i chorych zostało zamordowanych.

6 sierpnia z kościoła św. Wojciecha skierowano pierwszy transport do obozu przejściowego w Pruszkowie. Znalazło się w nim około 5 tys. ocalałych z rzezi mieszkańców Woli, którzy pieszo musieli pokonać blisko piętnastokilometrową trasę. Transport dotarł do obozu 7 sierpnia w godzinach porannych. Tego dnia pognano również do Pruszkowa kilka tysięcy polskich cywilów przetrzymywanych dotąd w halach warsztatów kolejowych na Moczydle. Po drodze Niemcy wyciągali z tłumu młodych mężczyzn, których rozstrzeliwali na miejscu.

7 sierpnia Niemcy zdobyli gmach sądów na Lesznie, a także opanowali rejon ulic Chłodnej i Elektoralnej oraz Hale Mirowskie i plac Żelaznej Bramy, gdzie oddziały niemieckie dopuściły się szeregu mordów. Jednym z głównych miejsc kaźni stały się Hale Mirowskie, gdzie między 7 a 8 sierpnia rozstrzelano ok. 700 osób. Niemcy kontynuowali także egzekucje na opanowanych w poprzednich dniach terenach Woli – m.in. w okolicach kościoła św. Wawrzyńca. 7 sierpnia zamordowano na Woli w sumie ok. 3800 Polaków.

Trwało jednocześnie wysiedlanie ludności stolicy. Płonącymi ulicami, wśród stosów trupów, tysiące mieszkańców Woli, Powiśla i Śródmieścia Północnego pognano do kościoła św. Wojciecha, a stamtąd na Dworzec Zachodni lub do Włoch, skąd wysiedleńcy byli następnie wywożeni do obozu w Pruszkowie. Towarzyszyła temu masowa grabież oraz gwałty na kobietach. Prawdopodobnie 7 sierpnia zginął na terenie Woli ks. płk Tadeusz Jachimowski ps. „Budwicz”, naczelny kapelan Armii Krajowej. Nagminnie mordowano także osoby ranne, chore i niedołężne, które opóźniały marsz lub nie miały siły iść dalej.

Począwszy od 8 sierpnia tempo akcji eksterminacyjnej ludności cywilnej na Woli wyraźnie zmalało.

Po wojnie zinwentaryzowano miejsca straceń na Woli, oznaczając je w większości wypadków piaskowcowymi tablicami. Przez długi czas nie podejmowano jednak innych działań na rzecz uczczenia ofiar ludobójstwa. Co więcej, w czasach PRL zlikwidowano wiele stawianych oddolnie znaków pamięci, w szczególności zawierających elementy symboliki religijnej.

Działania na rzecz upamiętnienia dokonanego na Woli ludobójstwa nabrały intensywności na początku XXI wieku. Obecnie zamordowanych mieszkańców dzielnicy upamiętniają, m. in.: pomnik Ofiar Rzezi Woli dłuta Ryszarda Stryjeckiego, odsłonięty w 2004 r. przy rozwidleniu ulic Leszno i al. „Solidarności”; plac Męczenników Warszawskiej Woli – niewielki ogrodzony placyk przylegający do kościoła i klasztoru oo. redemptorystów przy ul. Karolkowej, poświęcony w sierpniu 2000 r. oraz ośmiometrowy stalowy krzyż przy Górczewskiej 32. Osobna ekspozycja nt. Rzezi Woli obecna jest w Muzeum Powstania Warszawskiego. Rzeź Woli upamiętnia też 49 piaskowych tablic, umieszczonych na murach budynków w różnych punktach dzielnicy.

W 2010 roku Rada m.st. Warszawy ustanowiła 5 sierpnia Dniem Pamięci Mieszkańców Woli.

Hołd ofiarom cywilnym Woli prezydent Andrzej Duda złożył 1 sierpnia.

CZYTAJ DALEJ

W słońcu i radości - [40. PPW - dzień trzeci]

2020-08-05 23:40

Michalina Stopka

Dzisiejsze pielgrzymowanie było pełne radości, uśmiechu i modlitwy. Pielgrzymka przechodzi dziś z Oleśnicy do Namysłowa. Zobaczcie jak przebiegał dzisiejszy pątniczy szlak.

Wszystko rozpoczęło się w Oleśnicy, w Bazylice pw. św. Jana Apostoła i Ewangelisty. Mszy św. przewodniczył ks. bp Jacek Kiciński.


Pierwszy etap: Oleśnica - Smolna

Taniec pielgrzymów:

Drugi etap: Smolna - las przed Kijowicami

Rozmowa z ks. bpem Jackiem Kicińskim

Etap trzeci: Las przed Kijowicami - Karwiniec


Piąty Etap: Las za Dębnikiem - Namysłów

Świadectwo brata z gr 5

Apel Jasnogórski w Namysłowie:


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję