Reklama

Dzieci Kielecczyzny – świadkowie Zagłady, uczestnicy pomocy

Oblicza Sprawiedliwych

2019-01-08 12:01

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 2/2019, str. I

T.D.
Zburzone przez Niemców krematoria w Auschwitz Birkenau

Auschwitz – niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i ośrodek Zagłady – stał się międzynarodowym symbolem. Rocznicę jego wyzwolenia, 27 stycznia, Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu

W Auschwitz byli więzieni i mordowani obywatele niemal wszystkich krajów Europy okupowanych przez Niemców, w zdecydowanej większości Żydzi. Ponad 1,1 mln osób nie doczekało wolności. Zginęli w największej z hitlerowskich fabryk śmierci. Świadkami i ofiarami zbrodni były dzieci, polskie i żydowskie. Najmłodsi członkowie polskich rodzin byli także zaangażowani w pomoc żydowskim sąsiadom.

Z uczniowskich wypracowań

Zbiór Inspektorat Szkolny Kielce, zawierający wypracowania, jest zachowany w Archiwum Kieleckim.

Pisze Genowefa Kołodziejówna, kl. IV a, szkoła powszechna w Niewachlowie, 10 listopada1946 r.: „Kiedy hordy niemieckie wkroczyły i zalały ziemie polskie, Polacy stali się bezsilni i bezbronni. Nie mieli siły oprzeć się strasznej nawale niemieckiej. Na każdym kroku mścili się na Polakach. Na każdym kroku z lat ich panowania u nas pełno mogił i krzyży. W mogiłach tych leżą pomordowani Polacy. Często w tych mogiłach leży wielu ludzi, mężczyzn kobiet, dzieci nawet. Mogiły te świadczą, jak nas Niemcy mordowali, jak znęcali się nad nami, jak strasznie dużo zginęło Polaków. W Niewachlowie pod lasem jest mogiła 5-ciu zamordowanych Polaków, a pojedynczych mogił pełno wszędzie, na polu, przy drodze, Żyda koło mostu, w lesie (...)”.

Reklama

Z pamiętnika Dawida Rubinowicza – żydowskiego chłopca. Pamiętnik był pisany w czasie wojny w Bielinach i w getcie Bodzentynie: 10 lipca 1941 r. „Nadszedł czas bardzo ciężki. Trudno przeżyć każdą godzinę. Zawsze mieliśmy trochę zapasów żywnościowych chociaż na miesiąc, a teraz jest trudno kupić na jeden dzień żywności. Nie ma dnia, żeby ktoś nie chodził po prośbie, kto tylko przyjdzie, nic nie chce, jak co zjeść, co teraz jest najtrudniejsze”.

22 maja 1942 rok: „Będąc na modlitwie zrobiło mi się bardzo [tęskno] do tatusia. Zobaczyłem jak insze dzieci stoją przy ojcu, a co nie wiedzą przy modlitwie to im ojciec pokaże, a mnie kto pokaże… jeden Pan Bóg żeby mi dał dobrą myśl, żebym szedł dobrą drogą… Jeszcze mi nigdy nie było tak przykro jak dziś przy modlitwie, kiedy mi miało być tak przykro? Żeby Bóg dał, aby tatuś wkrótce przyjechał zdrowo”.

Problematyczny wiek

Sonya Weinfeld złożyła wniosek do Instytutu Yad Vashem o przyznanie rodzinie Stolarskich Medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. W dokumentacji imiennie wyszczególniła wszystkich członków rodziny, jednak ostatecznie odznaczono tylko Marię Stolarską (8 marca 1987 r.), gdyż uznano, że dzieci nie znały zagrożeń wynikających z niesienia pomocy Żydom, ponieważ ich działania nie były świadome. W domu Marii Stolarskiej w Młodzawach k. Pińczowa mieszkało kilka rodzin, m.in. Lewkowiczowie, którzy byli ich sąsiadami (dwie dziewczyny i jeden młody mężczyzna), sześcioosobowa rodzina Fiszlów, bratowa pani Marii Stolarskiej (żona Andrzeja Mącznika), która była Żydówką, Sonya Weinfeld (z domu Ślama) z trzema braćmi i Gustaw Weinfeld. Pani Maria chciała przyjąć jeszcze koleżankę swych dzieci Henię Lewkowicz, ale nie pozwoliła na to ciężka sytuacja materialna. Sonya Weinfeld trafiła do domu państwa Stolarskich w 1942 r. Maria wraz z pięciorgiem dzieci: Stefanią, Józefem, Janem, Tadeuszem i Stanisławem prowadziła gospodarstwo rolne o powierzchni ok. 3 hektarów. Żydzi ukrywali się w komorze wykopanej pod ziemią. Trzeba było dostarczać im jedzenie i wodę, wynosić nieczystości, wyprać odzież tak, aby nikt o tym nie wiedział. Tym zajmowały się również dzieci Stolarskich, które mimo młodego wieku wykazały się ogromną odpowiedzialnością i odwagą. Uważnie strzegły rodzinnej tajemnicy. Nawet najbliżsi znajomi o niczym nie wiedzieli. Niebezpieczeństwo było ogromne zwłaszcza, że tuż obok, w tym samym domu znajdowała się niemiecka łaźnia i mieszkanie niemieckiego oficera. Stolarscy przechowywali Żydów przez 2,5 roku.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku mężczyzny o nazwisku Marian Bania. Medal nie został mu przyznany ze względu na młody wiek, a jego ojcu dlatego, iż wykazywał rezerwę i niechęć wobec przyjęcia pod swój dach grupy Żydów. Jego żona Zofia Bania pomagała Franciszce i Izraelowi Rubinkom z Pińczowa. Marian Bania nie był zachwycony „gośćmi”. – Ale nigdy nas nie zdradził – wyznają Rubinkowie. Życie ocalił im także synek Baniów, 6-letni Marian. Kiedy pewnej nocy do chaty przyszli Niemcy i rozłożyli się na spanie, Żydzi ukryli się w piecu. Izrael był chory i kaszlał, a Marian leżąc koło pieca całą noc „zanosił się od kaszlu”. – „Bardzo się bałem, żeby Niemcy nie usłyszeli odgłosów wydostających się z piwnicy. Byłem tego świadomy, że wszyscy możemy zginąć. Moja matka często mi mówiła, że jest ze mnie dumna” – wspomina Marian Bania, syn odznaczonej.

Jurek po latach

„Moje wspomnienia sięgają aż 1943 r. Mogę powiedzieć, że byli wspaniałymi ciepłymi ludźmi i czułem się u nich jak członek rodziny otoczony miłością”– napisał po latach Jurek. Kiedy w 1945 r. Sylwia Kaiser odnalazła swoje dziecko, nastąpiły trudne chwile. „Kiedy pokazałam list (od Stanisława Włodka, który wyjaśniał, kim dla Jurka jest jego okazicielka) pani Kowalik… – ona się załamała. Zaczęła płakać i powiedziała, że wychowała go jak własnego syna i że nie może go oddać. Miałam szczęście, że była to uczciwa kobieta, która rozumiała mój ból. Rozdzielenie było bardzo trudne dla nas wszystkich, wszyscy płakaliśmy” – wspominała Sylwia Kaiser.

Stanisław i Jadwiga Włodek mieszkali z synami we wsi Węgleszyn koło Jędrzejowa. Stanisław był nauczycielem, w czasie wojny walczył w Armii Krajowej. W pobliskiej Lipnicy znajdował się obóz pracy dla Żydów, w którym przebywali Bernard i Sylwia Kaiserowie z synem Jurkiem urodzonym 1940 r. W obozie dowiedzieli się, że w pobliskiej wsi jest rodzina, która zgodzi się przechować żydowskie dziecko. W 1941 r. skontaktowali się ze Stanisławem Włodkiem i przekazali mu chłopca. Podczas rewizji w domu Włodków, Niemcy znaleźli odbiornik radiowy. Stanisława nie było w domu. Jadwigę Włodek aresztowała żandarmeria i 1942 r. wysłała do obozu w Oświęcimiu, gdzie zmarła kilka miesięcy później. Jurkiem, po aresztowaniu Jadwigi przez kilka tygodni opiekowali się jej synowie Janusz i Krystyn oraz zaprzyjaźniona rodzina Łysków. Stanisław, nie mogąc zająć się chłopcem i z obawy przed dekonspiracją dziecka, oddał go swojej siostrze Teofili Kowalik zamieszkałej w Przyłęku koło Włoszczowy. To właśnie ona wychowała go – i pokochała, jak syna. A potem oddała biologicznej matce.

Historii, podobnych do wydarzeń widzianych i opisanych oczami dzieci, jest zapewne bardzo dużo. Na jakiekolwiek upamiętnienie ma prawo oczekiwać wiele tysięcy Polaków, którzy zapewne nigdy nie znajdą się wśród uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy Wśród Nardów Świata. Bardzo wiele świadectw Żydów, którzy przeżyli mówi o tym, że na ich drodze stanęło wiele osób. Gdyby choć jedno ogniwo tego łańcucha zostało przerwane, ukrywana osoba nie przeżyłaby wojny. Źródła potwierdzają, że w ukrycie jednej rodziny żydowskiej było zazwyczaj zaangażowanych bardzo dużo ludzi. Niezależnie od tego, kto był formalnie odpowiedzialny za prowadzenie gospodarstwa, odpowiedzialność spadała na całą rodzinę – także i na dzieci.

Dziękuję za materiały i pomoc Ewie Kołomańskiej z Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskiej w Michniowie.

Tagi:
Auschwitz

Kielce: cenne listy więźniów obozów koncentracyjnych trafiły do konserwacji

2019-10-07 20:05

dziar / Kielce (KAI)

Unikatowe eksponaty – listy pisane przez więźniów obozów koncentracyjnych z Auschwitz-Birkenau i Gross-Rosen oraz jeden papierowy ubiór pracownika przymusowego ze skarżyskiej fabryki HASAG, Muzeum Wsi Kieleckiej przekazało konserwatorom z Wrocławia celem koniecznej renowacji. Wrócą do macierzystej placówki przed świętami Bożego Narodzenia.

Mazur/episkopat.pl
Auschwitz-Birkenau

Listy będą wyeksponowane w Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich w Michniowie. Listy zostały napisane przez osoby pochodzące z Kielecczyzny w latach 1942-1944 i stanowią cenne źródło dla historyków II wojny światowej.

Jak podkreśla Beata Ryń z Muzeum Wsi Kieleckiej, organu prowadzącego mauzoleum, eksponaty mają dużą wartość naukową, koniecznie należy je zachować, a papier jest materiałem nietrwałym, stąd pilna była renowacja.

- Są obecnie w bardzo złym stanie. Ze względu na ich wielką wartość, wymagały przeprowadzenia niezwłocznych prac konserwatorskich. Dlatego Muzeum Wsi Kieleckiej aplikowało o dofinansowanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu „Wspieranie działań muzealnych” i uzyskało na ten cel kwotę ponad 23 tys. zł – wyjaśnia Beata Ryń. Całkowita wartość projektu wynosi niemal 29 tys. zł.

Za absolutny unikat należy uznać strój ze skarżyskiej fabryki HASAG, który został wykonany z krótkowłóknistego papieru, barwionego po wytkaniu. Składa się z koszuli i spodni. To jedyny tego typu kompletny ubiór zachowany w kolekcji muzealnej w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem