Reklama

Wspólnota modlitwy i pracy

Niedziela kielecka 13/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z ks. kan. Edwardem Nowakiem - proboszczem parafii św. Wojciecha w Książu Wielkim oraz z ks. Bartłomiejem Pieronem - wikariuszem parafii rozmawia ks. dr Jerzy Ostrowski

Ks. Jerzy Ostrowski: - W czym przejawia się specyfika duszpasterskiej posługi w parafii Książ Wielki?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ks. kan. Edward Nowak: - Do tej pory pracowałem w parafii Nowiny - parafii stosunkowo młodej, typowo robotniczej i bardzo dynamicznej. Mieszkali tam ludzie z różnych regionów Polski. Przez duszpasterstwo i zaangażowanie w życie religijne wszyscy integrowali się w jedną, zwartą całość. Książ Wielki jest natomiast parafią typowo rolniczą, z pięknymi tradycjami i bogatą historią. To dawne miasto z pałacem Myszkowskich, ze szkołą na zamku, z bardzo starym kościołem, w którym przez wiele lat posługiwali księża z zakonu augustianów.

- Jakie są uwarunkowania duszpasterskiej posługi w Książu Wielkim?

- Ludzie lepiej się znają. Środowisko jest małe, szczególnie w wioskach. Sądzę, że duszpasterz musi dostrzegać problemy tych ludzi i ich rodzin. Inicjatywami i działaniami duszpasterskimi powinien integrować wiernych, ucząc ich wzajemnej odpowiedzialności. Zwłaszcza dzisiaj, w czasach bardzo trudnych dla ludzi pracujących na roli, potrzebują oni dobrze zorganizowanej pracy duszpasterskiej.

Reklama

- Jakie jest zaangażowanie i poczucie odpowiedzialności wiernych za wspólne dobro, jakim jest parafia?

- Niczym specjalnym nie różnimy się od innych wspólnot parafialnych w diecezji czy w Polsce. Na podstawie dotychczasowego doświadczenia i obserwacji sądzę, że połowa parafian odpowiada na wezwanie duszpasterza i troszczy się o kościół. Są świadomi, że parafia daje im możliwości rozwoju ich wiary, ale także przygotowuje do odpowiedzialnego życia w rodzinie i społeczności lokalnej. Trzeba tylko większego dynamizmu apostolskiego, aby przekonać obojętnych i słabo zaangażowanych w życie wspólnoty parafialnej. Oczywiście, to wymaga nowego spojrzenia na całe duszpasterstwo, które należy uczynić bardziej misyjne.
Parafia liczy 2660 wiernych i niestety coraz bardziej się starzeje. W ciągu czterech lat było dwieście pogrzebów i tylko osiemdziesiąt chrztów. W niedzielnej Mszy św. uczestniczy ok. 900 osób. Nie jest to stan idealny. Duże odległości do kościoła parafialnego (4-6 km), nie najlepsze drogi, brak zorganizowanej komunikacji - to wszystko zmniejsza liczbę przychodzących na niedzielną Mszę św.

- Czy w parafii działają stowarzyszenia albo grupy religijne?

- Obecnie w parafii są cztery koła różańcowe. Próbujemy stworzyć krąg biblijny z udziałem osób dorosłych. Jest też dosyć liczna grupa ministrantów.

- W Książu Wielkim jest stare sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia...

Reklama

- Tak, to prawda. Sanktuarium nasze ma charakter lokalny. Czasami odwiedzają nas grupy pielgrzymkowe, które jeżdżą z Warszawy do Krakowa. Modlą się i zwiedzają nasz zabytkowy kościół. Kult Matki Bożej Pocieszenia jest jednak żywy wśród parafian. Kiedykolwiek przechodzę obok kościoła, zawsze widzę kogoś modlącego się.
Początki tego Sanktuarium sięgają XVI w. Sam obraz Matki Bożej jest datowany na 1525 r. W 1648 r., jak podaje dawna kronika parafialna, w Książu Wielkim dokonał się cud - uzdrowienie sparaliżowanego człowieka ze Skalbmierza. Od tego czasu, aż do lat przedwojennych, przybywały tu liczne grupy pielgrzymów ze Skalbmierza. Niestety, obecnie pielgrzymka ta zanikła.

- Co należałoby zrobić, jakie podjąć inicjatywy, aby ożywić Sanktuarium?

- Myślę, że po renowacji ołtarza będzie więcej możliwości, aby ożywić kult Matki Bożej Pocieszenia. Na początek zaczniemy od dekanatu. Planujemy zorganizowanie pielgrzymki młodzieży dekanalnej i (zgodnie z sugestią Wydziału Duszpasterstwa Kurii) dzieci komunijnych lub bierzmowanych. W dekanacie naszym nie ma drugiego sanktuarium. Chodzi więc o współpracę wszystkich duszpasterzy tego dekanatu, aby ożywić dawną tradycję. Wiele mogą uczynić też sami wierni. Swoim apostolstwem, troską o piękno tego miejsca, mogą dynamicznie popularyzować słynący wizerunek Matki Bożej.

- Czy neoprezbiterowi trudno jest odnaleźć się w parafialnej pracy duszpasterskiej po dopiero co zakończonej seminaryjnej formacji?

Ks. Bartłomiej Pieron: - Z pewnością czas, w którym przyszło mi podjąć pracę i posługę duszpasterską jest trudny i wymaga wysiłku, aby treści przekazane nam w czasie studiów seminaryjnych umiejętnie i zrozumiale przekazać wiernym. Chodzi przecież o wypracowanie takiego sposobu przekazu Ewangelii, aby był zrozumiały przez człowieka i prowadził go do wiary w Jezusa Chrystusa. Na pewno ogromnego wysiłku wymaga katecheza, ale również przepowiadanie w czasie liturgii. Przekonuję się, że nie wszystkie założenia teoretyczne można przełożyć na praktykę.

Reklama

- A jak jest z katechezą w tej wspólnocie parafialnej?

- Katechezą obejmujemy nie tylko młodzież i dzieci, które pochodzą z naszej parafii, ale też całą młodzież, która chodzi do szkół. W Książu Wielkim i w okolicach są cztery szkoły: gimnazjum, Zespół Szkół Średnich oraz dwie szkoły podstawowe. W dzieło katechizacji, oprócz mnie, zaangażowany jest także Ksiądz Proboszcz, ks. Henryk Jeżowski - proboszcz z Przybysławic, oraz troje katechetów świeckich - panie: Ewa Łebek, Beata Krochmal i Maria Turek.

- Jaka jest młodzież w Książu Wielkim?

- Jak wszędzie, młodzież potrzebuje wiele troski. Troska ta wynika z tego, że młodzi ludzie przychodzą do szkoły z różnymi problemami. Wymagają, aby przekazać im takie wartości, które nie zawiodą. Oczekują także prawdziwie braterskiej miłości, wyciągniętej, pomocnej dłoni. Oni czekają na dobrych ludzi, nowe inicjatywy. Ludzie młodzi są często osamotnieni. Kościół powinien im pomóc. Jako zaczynający pracę duszpasterską wierzę, że Kościół z tego zadania wywiąże się jak najlepiej.

- Czy młodzież chętnie słucha Dobrej Nowiny o Jezusie?

Reklama

- To zależy. Wszystko zależy od środowiska, od domu. Jeżeli młody człowiek widzi modlących się rodziców, którzy wybierają się razem do kościoła, pochylają się nad fragmentem Pisma Świętego, darzą się dobrym słowem, to jest mu o wiele łatwiej słuchać Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.

Ks. kan. E. N.: - Oczywiście, że młodzież, która przeżywa problemy w domu, jest bardziej agresywna i niespokojna. Parafia może sprostać rodzącym się problemom wychowawczym, jeśli będzie miejscem wzajemnej współpracy wychowawców, katechetów i rodziców. Tylko dzięki takiej współpracy można wiele nauczyć młodego człowieka. Czasami troszczymy się, aby w szkole uczniowie mieli same piątki. I dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że szkoła i parafia, oprócz rodziny, mają uczyć odpowiedzialnego życia. To bardzo ważne zadanie, szczególnie dzisiaj, w świecie totalnego pomieszania i zagubienia.

- Jak można wpłynąć na ożywienie religijności młodego pokolenia?

Reklama

Ks. B. P.: - Trzeba mieć dla młodego człowieka wiele czasu i konkretne propozycje duszpasterskie. W naszej parafii jest młodzież, która przychodzi na spotkania kręgu młodzieżowego. To nie jest spotkanie towarzyskie, ma ono swój porządek, przebieg i wymagania.
Podobnie, jeśli idzie o grupy ministrantów - tych młodszych i starszych. Im trzeba coś konkretnego przedstawić. Jak przekonają się, że tu mogą się nauczyć dobrych rzeczy, to przyjdą, znajdą czas - nawet mimo znacznych odległości. W pracy nad młodym człowiekiem niezmiernie ważny jest klimat otaczającego środowiska, który tworzą: rodzina, parafia, szkoła.
Dla mnie praca z młodzieżą to czas bardzo owocny. Cieszy mnie, gdy widzę młodzież, która pomimo tego, co proponują mass media, chce znaleźć czas dla Boga. Potwierdzeniem tego jest udział młodzieży w grupie biblijnej czy w grupie ministranckiej.

Ks. kan. E. N.: - W pracy duszpasterskiej trzeba wykorzystać wszystkie środki: prasę i książkę katolicką, a także środki audiowizualne. Dla nas bardzo poważnym problemem jest brak sali katechetycznej, w której mogliby się spotykać ministranci, dorośli i dzieci.
Bardzo duży nacisk kładziemy na rekolekcje wielkopostne. Chcemy dotrzeć do środowiska młodzieżowego i dzieci. Rekolekcje odbywają się równolegle w gimnazjum, w szkole podstawowej i w Zespole Szkół Średnich. W ciągu kilku dni rekolekcyjnych młodzież uczestniczy w 40 spotkaniach, w szkole i w kościele.

- Ostatnio w parafii rozpoczął się kurs przedmałżeński...

- Uczestniczy w nim 50 osób. Jest to młodzież z całego dekanatu Wodzisław. Co dwa lata organizujemy kurs na zmianę z parafią w Wodzisławiu. Spotkania rozpoczynają się Mszą św., później są konferencje formacyjne. Ponieważ obecnie nie można kursu przedmałżeńskiego prowadzić w szkołach średnich, będzie zapewne przybywać uczestników parafialnego kursu przedmałżeńskiego.

- W czym Ksiądz dostrzega wartość prowadzenia takiego kursu przedmałżeńskiego?

- Myślę, że to jest przede wszystkim przygotowanie do zawarcia sakramentu małżeństwa i równocześnie pokazanie drogi życia chrześcijańskiego, która często nie rysuje się dość wyraźnie. Dzisiaj, kiedy obserwujemy rozpad rodzin, takie przygotowanie pozwala młodemu człowiekowi pełniej spojrzeć na życie i problemy, które są przed nim.
Korzystając z życzliwości Niedzieli Kieleckiej, na jej łamach chciałbym powiedzieć: "Serdeczne Bóg zapłać" wszystkim parafianom za zaangażowanie, troskę o potrzeby duchowe i materialne naszej wspólnoty parafialnej. Dziękuję za życzliwość dla kapłanów.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odmawiam różaniec, ale myślę o wszystkim oprócz różańca

2026-10-05 20:45

[ TEMATY ]

rożaniec

Wiara (nie)oderwana od życia

Karol Porwich/Niedziela

W odmawianiu Różańca jest nasza siła

W odmawianiu Różańca jest nasza siła

Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.

Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
CZYTAJ DALEJ

Dobra Marta i dobra Maria mieszkają w jednym domu Kościoła

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Joanna Popławska

Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
CZYTAJ DALEJ

Abp Tadeusz Wojda nt. "Amoris laetitia": nie można zrezygnować z człowieka, którego historia życia jest skomplikowana

2026-10-07 07:18

[ TEMATY ]

„Amoris laetitia”

BP KEP

Abp Tadeusz Wojda SAC w rozmowie z rzecznikiem KEP ks. Leszkiem Gęsiakiem SJ

Abp Tadeusz Wojda SAC w rozmowie z rzecznikiem KEP ks. Leszkiem Gęsiakiem SJ

Rodzina potrzebuje Kościoła, ale również Kościół potrzebuje rodzin – ich wiary, świadectwa, doświadczenia miłości, wierności, przebaczenia i odpowiedzialności – mówi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC w rozmowie z rzecznikiem KEP ks. Leszkiem Gęsiakiem SJ w związku z 10. rocznicą ogłoszenia posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Z tej okazji rozpoczyna się dzisiaj w Watykanie spotkanie przewodniczących konferencji episkopatów z papieżem Leonem XIV, które potrwa do 14 października.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Ekscelencjo, został Ksiądz Arcybiskup zaproszony do Rzymu na spotkanie przewodniczących konferencji episkopatów z papieżem Leonem XIV, w związku z 10. rocznicą ogłoszenia posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Zapowiadając to spotkanie, Papież mówił o potrzebie „wzajemnego słuchania” i „synodalnego rozeznania kroków, jakie należy uczynić, aby głosić dzisiaj Ewangelię rodzinom”. Czy stanowisko, które Ksiądz Arcybiskup zawiezie do Rzymu, zostało wypracowane w taki właśnie sposób?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję