Ponurym i złowieszczym chichotem historii jest to, że nowelizacja
ustawy o IPN, w myśl której ma być penalizowane m.in. używanie
terminu „polskie obozy zagłady” itp. kłamliwe określenia, okazała się
katalizatorem, ba, prawdziwym detonatorem, eksplozji pomówień
państwa i narodu polskiego o udział w Holokauście. Polska, która we
wrześniu 1939 r., przy biernej postawie Anglii i Francji – zdeklarowanych
sojuszników, stała się pierwszą ofiarą zbrodniczej niemieckiej
ideologii, oraz na terenie której za przechowywanie i pomoc Żydom
niemieccy okupanci karali śmiercią całe rodziny (i żydowskie, i polskie),
a mimo to wielu Żydów przeżyło wojnę tylko dzięki Polakom, ta Polska
siedemdziesiąt kilka lat po wojnie „awansowała” do roli sprawcy czy
współsprawcy wojennej zagłady Żydów.
Reklama
Maski opadły! Polska oskarżana jest przez samych Żydów, którzy,
jak się okazuje, Zagładę zawłaszczyli dla własnego narodu i nie zamierzają
się nią dzielić. Polska oskarżana jest przez Amerykanów, którzy
jeszcze przed wojną odesłali statek „St. Louis” z niemieckimi Żydami, co
w dalszej perspektywie oznaczało tułaczkę, a dla części z nich śmierć
w okupowanej przez hitlerowskie Niemcy Europie – przez rozstrzelanie
lub w komorach gazowych niemieckich obozów koncentracyjnych.
Polska oskarżana jest przez Amerykanów, których ani administracja, ani
wpływowe lobby żydowskie nie chciało słuchać raportów Jana Karskiego
o zagładzie Żydów (a innego jej świadka, rtm. Witolda Pileckiego, skazali
i zamordowali w 1948 r. zbrodniarze stalinowscy, wielu pośród nich
pochodzenia żydowskiego). Polskę oskarża i poucza dziś Francja, która
w czasie wojny „wsławiła się” kolaboracją (zarówno w czasie tzw. rządu
Vichy, jak i po zajęciu Francji przez Niemców) i wysyłaniem do obozów
koncentracyjnych całych transportów kolejowych z francuskimi Żydami.
Znalazłoby się jeszcze kilka innych państw europejskich kolaborujących
z III Rzeszą i przyczyniających się do „ostatecznego rozwiązania
kwestii żydowskiej”. Ale dzisiaj tylko Polska jest oskarżana, gdy upomina
się o swoje dobre imię i podejmuje działania w celu ochrony przed
pomówieniami i uogólnieniami. Znalazłoby się jeszcze sporo dyletantów,
skorych do historyczno-politycznych połajanek Polski, którym jednak
powstanie w warszawskim getcie myli się z powstaniem warszawskim
(jeśli w ogóle o nim słyszeli).
Nie brakuje też politycznych hochsztaplerów, którzy na oskarżeniach
Polski o współudział w Holokauście już zbili niezły kapitał, a pamięci
o ofiarach nie wahają się użyć w bieżących rozgrywkach politycznych.
Nazwiska pominę, ale przykładowo, jak ocenić polityka (podobno
ważnego, bo rywala obecnego premiera Izraela w wyborach parlamentarnych),
któremu w „mowie oskarżycielskiej” myli się polski Nowy
Sącz z serbskim Nowym Sadem, gdzie rzekomo miała zginąć jego
babka. Jak ustalili biografowie, obie babcie wspomnianego polityka
przeżyły wojnę, więc jego opowieści to wierutne kłamstwo, ewidentna
manipulacja i prowokacja, ale protestów czy głosów oburzenia z tego
powodu nie słychać.
Z polskiego punktu widzenia najboleśniejsze jest to, że kłamliwe
oskarżenia płyną także z ust obywateli Rzeczpospolitej, często wysoko
postawionych polityków opozycji, komentatorów politycznych
i dziennikarzy. To gorliwi piewcy i żarliwi adepci pedagogiki wstydu,
w myśl której jedynym prawem Polski i polskiego narodu jest prawo do
pokornego milczenie, a niezbywalnym obowiązkiem – bicie się w piersi
za przewiny, nie tylko własne, ale także cudze.
Dziś nie mamy wątpliwości, że dzień 16 października 1978 r. stał się zwrotny w naszym życiu, w życiu narodu, Europy i świata. Wszystko wskazuje na to, że informację podaną w radiu i telewizji najlepiej zrozumieli wówczas tylko ci, którzy nie mieli wiele wspólnego z ośrodkami władzy – prości ludzie. W polskich domach zapanował entuzjazm. Udzielił się on także p. Andrzejowi Kozerze, od 1962 r. prezenterowi telewizyjnemu, który autentycznie wzruszony poinformował Polaków w TVP o tym doniosłym wydarzeniu. Świadectwem ogromnego zainteresowania, jakim od początku swego pontyfikatu cieszył się papież Jan Paweł II, były słowa zawarte w pierwszym po powrocie do kraju prymasa Polski komunikacie KEP: „Wyniesienie polskiego kardynała na Stolicę Piotrową jest przedmiotem szlachetnej dumy każdego Polaka. Nic więc dziwnego, że całe społeczeństwo polskie żywo interesuje się działalnością Ojca Świętego. Z niecierpliwością oczekuje pełnych tekstów jego przemówień i obszernych informacji o jego poczynaniach”. Biskupi bezskutecznie apelowali do władz m.in. o większy nakład prasy katolickiej, skoro państwowe media skąpiły informacji o codziennej pracy Papieża. Intuicyjne zrozumienie dla rzeczy wielkich, które się działy wokół nas, Polaków, nie dotknęło jednak wszystkich. Nie tylko dlatego, że nie wszyscy rozumieją teraźniejszość. „Tej chwili nigdy nie zapomnę. Dziś, 16 października 1978 r., znajdowałem się wieczorem w autokarze jadącym z Warszawy do Olsztyna, wypełnionym uczestnikami polskiej delegacji na obrady II Forum Polska-RFN, które miały się tam nazajutrz rozpocząć. W skład delegacji wchodzili posłowie, dziennikarze, pracownicy naukowi, działacze gospodarczy; byli to w ogromnej większości członkowie partii, wśród nich kilku wyższych funkcjonariuszy jej aparatu i członków KC – wspominał Janusz Zabłocki, także poseł na Sejm PRL z ramienia Znak-u. – Wiadomość ta poraziła wszystkich niby grom z jasnego nieba. W autokarze, wypełnionym dotąd ożywionym gwarem rozmów, zapadła nagle przejmująca cisza. Nie trzeba było wiele wyobraźni, by odgadnąć, o czym teraz myśli każdy z jego pasażerów. Dawało się odczuć, że – poza krańcowym zaskoczeniem – przeżywają wszyscy wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony wybór Polaka na papieża był wydarzeniem, jakiego nie znała dotąd historia, było to nieoczekiwane i niezwykłe wyniesienie pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej, na co żadne serce polskie nie mogło nie reagować radosnym drgnieniem narodowej dumy. Z drugiej wszakże strony oznaczało to osadzenie na szczycie Kościoła człowieka, który w partii zyskał sobie opinię partnera trudnego, krytycznego wobec systemu, a nawet sympatyzującego z opozycją; do tego zbyt dobrze – tak teoretycznie, jak i praktycznymi doświadczeniami swej pracy duszpasterskiej – obeznanego z komunizmem. Wzmacniało to niesłychanie pozycję Kościoła polskiego, a zatem zapowiadało kierownictwu partii nowe powikłania i groziło nowymi trudnościami, których i tak było wiele. W zupełnym prawie milczeniu, jakie po komunikacie radiowym zawisło w autokarze, czuło się niemal fizycznie, jak w każdym z moich towarzyszy podróży te dwie sprzeczne reakcje – narodowa i partyjna – ścierają się z sobą i ważą”. Ks. prał. Bogusław Bijak, który wówczas mieszkał w domu parafialnym kościoła pw. św. Aleksandra w Warszawie przy ul. Książęcej, czyli naprzeciwko KC, opowiadał mi, jak to w gmachu partii przez całą noc paliło się światło. Komuniści się naradzali, debatowali. Kazimierz Kąkol pozostawił w swoich pamiętnikach notatkę z tej niezwykłej nocy: „Absolutnie zdegustowani naradzają się towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, Łukaszewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą – wypracowaną przez nas w drodze z SDP do KC – «zastanówmy się... ostatecznie lepszy Wojtyła jako papież tam niż prymas tu». Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”. Im bliżej serca komunizmu, tym było mniej zrozumienia dla rzeczy wielkich, dla Polaków, Europy i świata.
Historia męczeństwa 11 nazaretanek z Nowogródka jest równocześnie zwykła i niezwykła. Zwykła, bo przecież czas II wojny światowej obfitował w heroiczne postawy ludzi, włącznie z oddaniem życia. Nazaretanki są w tym ofiarowaniu się niezwykłe, bo uczyniły je wszystkie, cała wspólnota, 12 sióstr!
Błyskawicznie zostały zarezerwowane wszystkie wejściówki na spotkanie i modlitwy razem z Papieżem w sanktuarium w Lourdes 27 września. Papież spędzi tam cały dzień, a sanktuarium rozprowadziło 150 tys. biletów i ogłosiło, że więcej ludzi się nie pomieści.
Ogromna liczba chętnych do spotkania z Papieżem w Lourdes świadczy o wielkim oczekiwaniu na przyjazd Ojca Świętego do Francji.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.