Reklama

Kultura

Budzenie historii

O muzyce filmowej, która mówi swoim głosem i skłania do spotkań z historią, z kompozytorem Michałem Lorencem rozmawia Małgorzata Godzisz

Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 41

[ TEMATY ]

muzyka

kultura

Archiwum autorki

Małgorzata Godzisz z Michałem Lorencem

Małgorzata Godzisz z Michałem Lorencem

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: - Jak odkrył Pan w swoim życiu ten dar dany od Boga, że można komponować muzykę filmową i przez nią opowiadać historię?

MICHAŁ LORENC: - Człowiek powinien akceptować historię swojego życia. Ja akceptuję ją z trudem, mając 61 lat, również to, że pracuję w tym zawodzie i że nie traktuję tego jako przykrego obowiązku wypełniania swoich powinności. Jak to się stało? Zaufał mi kiedyś Andrzej Kostenko, autor wspaniałego filmu „Przyjaciele”, kiedy byłem autorem piosenek, jak to mówił śp. Wojciech Kilar – tzw. michałków. W 1977 r., kiedy miałem 21 lat, pozwolił mi zadebiutować i jakoś to wszystko cały czas się toczy do dzisiaj, że ciągle debiutuję, że mam ten pierwszy film przed sobą i nigdy nie wiem, jak to zrobić.

– Muzyka filmowa ma duszę. Mówi swoim głosem. A o czym mówi muzyka Michała Lorenca?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Nie wiem. Niech każdy sam sobie odpowie, kto musi koniecznie męczyć się z tą muzyką. Nie mogę być recenzentem własnej muzyki, więc wymigam się od odpowiedzi. Wielką przyjemność sprawia mi natomiast to, że ludzie przy tej muzyce przeżywają intensywne ludzkie relacje i miłości, śluby, śmierci – co tam Bóg da. Niedawno ktoś mnie poprosił o muzykę dla umierającego ojca w szpitalu, który marzy o tym, żeby posłuchać czegoś z filmu. To było dla mnie wielkie wyróżnienie, kto wie, czy nie większe niż wiele nagród, które dostałem w życiu. Szczęśliwie film, do którego teraz piszę muzykę, opowiada o Janie Masaryku, ambasadorze, a potem ministrze spraw zagranicznych Czech, który po negocjacjach z Hitlerem w 1938 r. oszalał. To wnętrze Masaryka jest mi w tej chwili jakoś niezwykle bliskie. O dziwo z łatwością przychodzi mi pisać tę muzykę.

– Czy może Pan zdradzić, jak powstaje w umyśle twórcy konkretne dzieło, np. „Niebo”?

- Jest to dla mnie wielkie przeżycie, kontakt z takimi wybitnymi muzykami, z którymi nagrywałem ten film, czyli Sinfonią Varsovią i zespołem DesOrient. Napisałem ostinato, to był kolaż. Skleiłem wszystko w kilkuminutowe tło i poprosiłem moich przyjaciół muzyków o partię instrumentów dętych i perkusyjnych. Ten utwór nie był gotowy, zanim powstał. Powstawał w trakcie nagrań. W sumie jest to dzieło określane jako handmade – ręcznie pokrojone i pocięte, ale wynik wydaje się wspaniały.

– Każda historia utworu jest inna. Stworzył Pan muzykę do filmów takich jak „Historia Roja”, „Smoleńsk” czy „Wołyń”. O czym i o kim chce Pan przypominać nam, Polakom, przez te utwory, byśmy pamiętali o tym i tym żyli?

Reklama

- historia Żołnierzy Wyklętych, tych żołnierzy, którzy walczyli często do lat 70. ubiegłego wieku, jest historią trudną i oczywiście mam wielki szacunek dla Jerzego Zalewskiego, że podjął się tego trudnego zadania. To film, który jest łotrzykowską opowieścią o zbrodni i o uroku bycia Panem Bogiem. To byli ludzie, którzy wydawali wyroki i często byli okrutni i bezwzględni, a jednocześnie w jakimś sensie – i romantycznym rozumieniu rzeczywistości – mieli sporo racji w tych swoich odruchach. Niesłychanie ważna jest obecność w Polsce kina historycznego, co w Europie jest od dawna elementarnym postrzeganiem roli kultury. Niemcy robią w interesie swojego kraju Meine Mutter, Meine coś tam, nie wiadomo co, a my ten film emitujemy w polskiej telewizji z poczucia zobowiązania, przyzwoitości, nie wiem czego... To powinno obudzić w nas potrzebę robienia własnego kina historycznego, ale przede wszystkim dla mnie bardzo ważne jest to, że polskie kino w ogóle nie opowiada o epoce stalinizmu. Owszem, powstają takie erzace historyczne w rodzaju „Idy”. Film formalnie jest wspaniały, ale jednocześnie jest perfidnym kłamstwem o rzekomym samobójstwie ubeckiej prokurator. Nie słyszałem o takim przypadku, żeby jakiś prokurator wyskoczył przez okno. To jest fałszywe i nikczemne przedstawianie naszej historii. Wydaje mi się, że już niedługo będzie trudno wpoić ludziom, że być Polakiem to jest zły przypadek, do którego zostaliśmy przez kogoś czy los skłonieni. Myślę, że nasza historia zaczyna się budzić, widzenie naszej roli w tym miejscu i w tym czasie jest coraz lepsze.

– A kim jest Michał Lorenc po godzinach pracy?

- Ja go nie znam. Zadzwonił do mnie raz Michał Lorenc i powiedział, że przychodzi do niego wielka ilość poczty elektronicznej i że chyba chodzi o mnie, bo on nazywa się tak samo jak ja. Żona, dzieci, wnuki. Bardzo staroświecko. I przyjaciele, i przyjaciółki też.

– Wstąpił Pan na drogę neokatechumenatu. Jak ta wspólnota pomaga Panu być człowiekiem, Polakiem, czy pomaga wierzyć?

- Neokatechumenat to jest formacja duchowa. Rzeczywiście łatwiej o tym mówić, jak się nie jest w neokatechumenacie. Kościół dla mnie nie istniał jako sposób życia. Widziałem tylko, że moja żona modli się i chodzi do kościoła w niedzielę. Miałem do niej o to pretensje, że jest moherowym beretem i osobą co najmniej niewspółczesną, nienowoczesną. Umówmy się, że to bardzo dziwne. Moje życie w neokatechumenacie jest byciem w Kościele. Dla mnie Kościół to neokatechumenat. Co zrobić, tak jest.

– Zostawmy to spotkanie z historią, o którym Pan mówi w muzyce. Proszę powiedzieć – o czym mamy pamiętać, gdy spotykamy innych ludzi i mówimy o historii Polski?

Reklama

- Jestem ostatnią osobą, która będzie radziła komukolwiek i cokolwiek. Każdy musi iść sam z tym wyborem i każdy musi przemyśleć, przeanalizować i przeżyć swoje decyzje. Zostawiłbym to radzenie komu innemu. To niezwykłe, że ilu jest ludzi, tyle jest pomysłów Pana Boga na życie.

– Bardzo dziękuję.

- Dziękuję.

* * *

Michał Lorenc
polski kompozytor muzyki filmowej, autor ścieżek dźwiękowych do filmów, m.in. „Jan Paweł II. Szukałem Was...”, „Przedwiośnie”, „Historia Roja”, „Wołyń”; gość specjalny 4. edycji Zamojskiego Festiwalu Filmowego „Spotkania z historią”.

2016-10-19 08:56

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O Wieniawskim w „Alternatwy 21”

[ TEMATY ]

kultura

Anna Wyszyńska

W kawiarni „Alternatywy 21” w Częstochowie 21 kwietnia br. odbyło się spotkanie autorskie z Katarzyną Bodziachowską, nauczycielką języka polskiego w L.O. im. C.K. Norwida w Częstochowie i autorką książek z gatunku zbeletryzowanych biografii. Do tej pory ukazały się jej książki o Marii Leszczyńskiej, Izabeli Czartoryskiej, Fryderyku Chopinie oraz Henryku Wieniawskim. Książka o Jacku Malczewskim jest obecnie w druku i ukaże się w najbliższych tygodniach.

Podczas spotkania Katarzyna Bodziachowska opowiadała m.in. o swoim zamiłowaniu do języka polskiego i jego nauczania, a także o tym, jako trudno jest dzisiaj wydać książkę, która nie jest sensacją. – Mam przyjemność, że moje książki ukazują się w wydawnictwie profesjonalnym, o bogatych tradycjach i wyrazistym prawicowym profilu. To warszawska Oficyna Wydawnicza Rytm – podkreśliła Katarzyna Bodziachowska.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: 12 godzin uwielbienia w Świątyni Opatrzności Bożej

Około 5 tys. osób będzie uczestniczyć 22 sierpnia w „Dniu Uwielbienia i Chwały” organizowanym przez Fundację Rozpal Wiarę w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Dwunastogodzinne spotkanie będzie obejmować modlitwę uwielbienia, Eucharystię, świadectwa, głoszenie słowa Bożego oraz możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.

Organizatorzy podkreślają, że wybór Świątyni Opatrzności Bożej nie jest przypadkowy. „Chcemy, aby właśnie tutaj - w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem pamięci o Bożej Opatrzności - przez dwanaście godzin nieustannie wybrzmiewała modlitwa uwielbienia” - zaznaczają.
CZYTAJ DALEJ

Papież do władz San Marino: promowanie wolności oznacza obronę sumienia

2026-08-22 12:28

[ TEMATY ]

papież

sumienie

wolność

San Marino

władze

promowanie

Vatican Media

Leon XIV z władzami San Marino

Leon XIV z władzami San Marino

Leon XIV jako trzeci papież w historii odwiedza dziś San Marino – najstarszą republikę na świecie. W pierwszym przemówieniu, skierowanym do przedstawicieli władz i społeczeństwa obywatelskiego, nawiązał do dewizy państwa: Libertas, czyli: wolność. Przypominał o tym, że wolność obywatelska nie jest możliwa bez poszanowania i promowania godności osoby ludzkiej, a także o tym, że polityka, nie naruszając świeckości państwa, może czerpać z katolickiej nauki społecznej.

Dziękując władzom za zaproszenie, Ojciec Święty podkreślił, że przybywa do San Marino – najstarszej republiki świata, której historia sięga IV wieku – śladami swych poprzedników: św. Jana Pawła II, który odwiedził kraj w 1982 r. i Benedykta XVI, który przybył tam w roku 2011 r. Swoje przemówienie oparł na rozważaniu dewizy kraju: Libertas (czyli: wolność), która – jak przypomniał – oznacza coś więcej, niż tylko samostanowienie i niezależność polityczną.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję