Reklama

Opowieści (75)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Każda szanująca się wioska posiadała własny młyn. Nie wypadało wozić ziarna żyta lub pszenicy do innej miejscowości, bo to świadczyło o ubóstwie i niższości. Rolników uprawiających tylko żyto lub owies wyśmiewano w innych wioskach, nazywając ich "cienkuszami" albo "krupnikami". Wiejskie młyny budowano zwykle na rzece. W dno rzeki wbijano ogromne sosnowe smolne pale, na których stawiano także drewnianą konstrukcję - budynek kryjący całe urządzenie młyna wodnego. Sercem takiego młyna było ogromnej wielkości koło napędowe poruszane strumieniem wody, która z łoskotem spadała na jego łopatki. Koło obracało się powoli, przy tym bardzo głośno skrzypiało i wydawało jakieś tajemnicze dźwięki przypominające jęczenie małego dziecka. Z koła przenoszono napęd na okrągły kamień młyński albo na walce. Na kamieniu robiło się mąkę do chleba razowego i osypkę dla świń. Walce młynarskie to już bardziej skomplikowane urządzenie, służące do uzyskiwania mąki tzw. pytlowej, czyli do wypieku chleba białego i różnych ciast. Młyny o napędzie wodnym pracowały bardzo powoli, ale mąka była bielutka i dobrej jakości. Jakość mąki bardzo się pogorszyła, wówczas gdy zrezygnowano w imię postępu z naturalnego źródła energii, jakim była woda, a przestawiono wszystkie urządzenia na silniki elektryczne. Teraz cały proces mielenia przebiegał o wiele szybciej, ale za to mąka była ciemna niby spalona.
Innym powodem pogorszenia się jakości pracy wiejskich młynów było ich upaństwowienie, czyli bezprawnie odebranie właścicielom i przejęcie przez państwo. Niekiedy dawni właściciele mogli pracować w swoim młynie, teraz już państwowym, jako młynarze. Niekonserwowane, nienaprawiane urządzenia popadały coraz bardziej w ruinę, brak gospodarza i odpowiedzialności przyczyniał się do dewastacji lub kradzieży. Niektórym właścicielom wiele lat później udało się od państwa socjalistycznego odkupić własne młyny, będące już w części ruiną, następnie remontować i próbować działać na własną rękę. Dawniej młynarz w wiosce posiadał wysoką rangę i zwykle był najbogatszym człowiekiem, mogącym sobie pozwolić na niejedno.
Niewielka rzeczka łagodnie okrążała Dębice, podchodząc najbliżej do domostw w miejscu zwanym Młyniszcze. Dawniej był tu wiejski młyn, dokładnie nie wiadomo, z jakiej przyczyny popadł w ruinę. Pozostały po nim tylko pale sterczące w rzece, a obok pali zbudowano drewniany most. Starzy ludzie mieszkający na końcu wioski twierdzili, że młyn się spalił, inni zaś mówili, że młynarz pozostawił go bez opieki, a sam poszedł gdzieś w świat. Przyczyną jego upadku była tragedia rodziny i złe postępowanie młynarza. Przez wiele lat Młyniszcze przechodziło z ojca na syna, dobrze służąc mieszkańcom wioski. Młynarze cieszyli się szacunkiem, ale nie wszyscy. Zdarzało się, że niektórzy gardzili biedotą, że nie chcieli pożyczyć ani kilograma mąki w czasie przednówku, że oszukiwali i szarogęsili się.
Takim podłym młynarzem był Jędruch. Po nagłej śmierci ojca odziedziczył młyn. Z początku nic się nie zmieniło, zlecenia przyjmował, mąkę robił na czas, nawet nie bardzo oszukiwał. Ludzie byli zadowoleni. Wiele wiejskich dziewczyn uśmiechało się do młodego Jedrucha, marząc, aby zostać jego żoną. Wybrał jednak córkę młynarza z innej wioski. Wyprawiono huczne wesele, na które zaproszono prawie wszystkich wieśniaków. Szczęście młodych nie trwało jednak długo. Zaraz po ślubie wybuchały kłótnie między małżonkami, przechodzące we wzajemne oskarżenia oraz rękoczyny. Młynarz, czując się bogatym panem, gardził wszystkimi, a najbardziej żoną, którą zaczął zdradzać z dziewczynami ze wsi. Pewnej nocy wracał pijany i bardzo zły, gdyż dowiedział się, że jedna z dziewczyn jest z nim w ciąży. Żona także oczekiwała potomstwa, ale to go wcale nie cieszyło, wręcz przeciwnie, stało się powodem jeszcze większych kłótni. Wracając do domu zauważył, że żona nie śpi, lecz klęcząc modli się i płacze. Ten widok rozsierdził go jeszcze bardziej, wrzasnął tak głośno, że aż szyby w oknach zabrzęczały, następnie chwycił żonę za włosy i kopnął z całej siły tak, że nieszczęsna niewiasta całym ciężarem uderzyła w drzwi, które nie wytrzymały i gwałtownie otworzyły się. Tuż za drzwiami znajdował się niewielki basen, w którym pracowało koło wodne. Ciało kobiety stoczyło się prosto na łopatki koła i niebezpieczne urządzenia młyńskie. Wołała o ratunek, ale szum spadającej wody zagłuszał jej krzyk. Próbowała się czegoś uchwycić, ale siły powoli w niej gasły, a wody ciągle przybywało. Koło w wkrótce przestało pracować, bo ciało młynarzowej znalazło się między łopatkami a specjalną zapadką blokującą jego obroty.
Jędruch w dalszym ciągu wyładowywał złość na wszystkim, co spotkał po drodze. Kiedy trochę oprzytomniał zaczął zastanawiać się, dlaczego koło nie pracuje. Poszedł to sprawdzić i wtedy uświadomił sobie, co się stało. Przerażony tym widokiem i zdarzeniem postanowił także się utopić. Przywiązał więc do nogi jakieś żelastwo i miał zamiar wskoczyć do wody. Gdy plan swój zaczął realizować, zobaczył w wodzie jakąś świetlistą postać. Pomyślał, że to diabeł wyszedł na jego spotkanie. Wymamrotał sam do siebie: Niech się dzieje, co ma się dziać, dla mnie nie ma już żadnego ratunku. Postać w wodzie nie była jednak diabłem i powiedziała: "Jestem św. Maria Magdalena pokutnica. Przysłał mnie tu sam Pan Bóg, żeby uratować twoje życie!". "Dla mnie nie ma już ratunku!" - wykrzyknął. "Ja byłam jawnogrzesznicą, ale Pan Jezus powiedział, że mogę jeszcze życie zmienić, powiedział: Idź w pokoju i nie grzesz więcej! On to samo mówi do ciebie. Musisz pokutować, powiem ci co masz zrobić, żeby uzyskać przebaczenie i spokój duszy. Przecież i ty możesz jeszcze zostać świętym!". "Dla mnie nie ma już ratunku!" - warknął. Święta spojrzała na niego jakimś dziwnym nieziemskim wzrokiem. Poczuł się taki mały i zagubiony, po chwili zapytał: "Co mam zrobić?". "Najpierw idź do spowiedzi, zrób wszystko, co ci każe kapłan. Potem wróć tu do młyna, rozdaj mąkę biedocie, a sam weź kamień młyński i zaciągnij go własnymi rękami do kapliczki zbudowanej ku mojej czci w sąsiedniej wiosce Dobromyśli. Nie wolno ci tego kamienia zawieźć koniem, nikt nie może ci w tym pomagać, musisz pokutować sam. Kiedy już zaciągniesz ten kamień przed kapliczkę, to podejdź do źródełka i napij się cudownej wody. Ona cię pokrzepi i odzyskasz siły. Następnie kamień połóż za kapliczką, a w nim umieść duży krzyż. Gdy to wszystko wykonasz i gorliwie się pomodlisz, będziesz wiedział, co czynić dalej".
Młynarz zrozumiał, że Pan Bóg musi go bardzo kochać, skoro wysłał na ratunek św. Marię Magdalenę. Nie można zmarnować takiej szansy, postanowił więc skorzystać z rady Świętej. Odbył spowiedź, wykonał zadaną przez kapłana pokutę i rozdał wszystką mąkę. Jak zaciągnąć duży kamień przez błota i piaski na odległość około 10 kilometrów? Ciężkie to było zadanie, ale grzech nie był też lekki, doskonale to wszystko rozumiał. Ciągnął więc od rana do wieczora, czasem pchał przed sobą. Im bliżej był wyznaczonego miejsca, tym lepiej się czuł i wydawało się mu, że kamień staje się coraz lżejszy. Z pomocą Świętej wykonał wszystko i wtedy został napełniony wielką radością. Nie wrócił już do Młyniszcza, a poszedł gdzieś w świat. Ludzie mówili, że został misjonarzem. Młyn przestał pracować i szybko popadł w ruinę. Niektórzy mieszkańcy wioski widzieli w nocy jakieś światełko palące się w ruinach, mówili, że to duch misjonarza dawnego młynarza modli się i pokutuje, ale wcale nie straszy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

W Rzymie będzie można z bliska zobaczyć relikwię żłóbka Jezusa

2026-09-30 18:20

[ TEMATY ]

relikwie

Vatican News

Od 15 października przez kilka kolejnych tygodni relikwie Świętej Kołyski będą umieszczone w miejscu bardziej dostępnym dla pielgrzymów w Bazylice Matki Bożej Większej (Santa Maria Maggiore). Pozwoli to na możliwość kontemplowania z bliska relikwii przechowującej pamięć o Narodzeniu Chrystusa.

Relikwie przechowywane dziś w Bazylice Matki Bożej Większej składają się z pięciu cienkich elementów wykonanych z drewna sykomory, tradycyjnie utożsamianych z fragmentami żłóbka, w którym – według relacji ewangelicznej – Maryja złożyła Jezusa po Jego narodzeniu.
CZYTAJ DALEJ

“Dziękujemy Boże, że nam go dałeś” - Pogrzeb ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 13:33

ks. Łukasz Romańczuk

bp Marek Mendyk

bp Marek Mendyk

W kościele śś. Piotra i Pawła w Kątach Wrocławskich odbył się pogrzeb ks. Wojciecha Draba, kapłana diecezji świdnickiej. Kapłana, który zmarł 21 września w wypadku na motocyklu żegnały tłumy duchownych i wiernych.

Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Marek Mendyk, biskup diecezji świdnickiej. który już na wstępie podkreślił, że zmarły kapłan był człowiekiem głębokiej wiary, wrażliwości i dyskretnej, cichej służby.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję