Stalinowski rodowód i nadużycia
Zaproszony na spotkanie ks. prof. Dariusz Walencik, prawnik, kanonista i historyk, konsultor Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski nie owijał w bawełnę. – Rodowód tego funduszu jest stalinowski, to ostatnia stalinowska ustawa, która w Polsce obowiązuje – podkreślił, przypominając, że powstał on jako „rekompensata” za przejęcie przez państwo ogromnych majątków kościelnych. Rekompensata to jednak słowo na wyrost. – Kościół utracił co najmniej 148 tys. hektarów ziemi i tysiące budynków, często z naruszeniem nawet obowiązującego wtedy prawa. Nigdy się z tego nie rozliczono – powiedział profesor.
Dodajmy, że przez dekady PRL Fundusz Kościelny był wykorzystywany nie do wspierania Kościoła, ale przeciwko niemu. – Dwie trzecie środków wydawano niezgodnie z ustawą: na propagandę, nagrody dla donosicieli, wspieranie księży patriotów czy finansowanie prasy szkalującej Kościół – wyliczał prelegent. Trudno tu mówić o uczciwości czy elementarnym poszanowaniu prawa.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Wsparcie i mity wokół funduszu
Reklama
A jednak ten sam fundusz, mimo rodowodu i nadużyć, stał się dziś niezbędnym mechanizmem. Z jego środków dofinansowuje się składki na ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne duchownych, sióstr zakonnych, braci czy misjonarzy. Trafiają z niego również pieniądze na remonty zabytków sakralnych i działalność charytatywną. I co ciekawe, korzystają z niego nie tylko katolicy. – W Polsce jest blisko 200 związków wyznaniowych i ich duchowni także otrzymują wsparcie. Niestety, zdarza się, że korzystają osoby, które nigdy duchownymi nie były – zauważył profesor.
Kapłan archidiecezji katowickiej przywołał także bulwersujące przykłady nadużyć. – Była sytuacja, że grupa prawników zarejestrowała własny związek wyznaniowy tylko po to, aby ich członkowie – jako rzekomi duchowni – mogli korzystać z Funduszu Kościelnego i mieć opłacane składki. Nie mieli żadnego powołania, żadnej wspólnoty religijnej, ale formalnie stali się beneficjentami systemu – opowiadał.
Na podstawie wypowiedzi prelegenta można jasno stwierdzić, że wokół Funduszu Kościelnego narosło wiele mitów. Jeden z nich dotyczy rzekomych emerytur dla księży wypłacanych bezpośrednio z funduszu.
Profesor wyjaśnił, że to nieprawda:
– Fundusz Kościelny nie wypłaca nikomu żadnych pieniędzy poza dotacjami przeznaczonymi na remonty zabytkowych obiektów sakralnych czy wspieranie działalności charytatywno-opiekuńczej. Często można w mediach przeczytać, że księża dostają dwie emerytury – z ZUS i z Funduszu Kościelnego. To kłamstwo – podkreślił ks. Walencik.
ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

W rzeczywistości Fundusz Kościelny współfinansuje składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych, a nie zapewnia im dodatkowych świadczeń. Emerytury duchowni otrzymują z ZUS na takich samych zasadach jak inni obywatele, zazwyczaj minimalne, gdyż przez całe życie odprowadzali składki od najniższej podstawy.
Reforma zamiast likwidacji
Reklama
Paradoks więc trwa. – Fundusz Kościelny jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem. Przekleństwem przez swój stalinowski rodowód i patologie, które wokół niego narosły. Błogosławieństwem, bo zapewnia minimalne zabezpieczenie socjalne. Gdyby go zlikwidować bez alternatywy, księża, siostry zakonne i bracia zakonni zostaliby zupełnie na lodzie – podkreślił.
Ks. prof. Dariusz Walencik, podsumowując swoje wystąpienie, wskazał, że nie jest zwolennikiem prostego zniesienia Funduszu Kościelnego. Według niego państwo nie rozliczyło się dotąd z Kościołem za zagrabione nieruchomości i majątki, dlatego likwidacja funduszu bez alternatywy oznaczałaby pozostawienie duchownych, sióstr zakonnych i misjonarzy bez elementarnego zabezpieczenia socjalnego.
ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Profesor zaznaczył, że ewentualne zmiany musiałyby iść w kierunku stworzenia mechanizmu, który zagwarantuje im ubezpieczenia i emerytury:
– Nie jestem zwolennikiem likwidacji funduszu jako takiego. Jeżeli już, należy go zastąpić innym rozwiązaniem, które zapewni duchownym podstawowe świadczenia. W przeciwnym razie pozostaniemy obywatelami drugiej kategorii – przestrzegał.
Wśród rozważanych możliwości wymieniał m.in. włączenie finansowania składek duchownych bezpośrednio do systemu ZUS, czy też stworzenie modelu dobrowolnego odpisu podatkowego na Kościół, dostosowanego do polskich realiów. Warunkiem jednak jest, aby nowe rozwiązanie nie było jedynie formalną likwidacją, ale realną gwarancją socjalną dla osób konsekrowanych.
Historia uczy, że proste recepty bywają zgubne. Fundusz Kościelny to rzeczywiście relikt minionej epoki, ale też narzędzie, które odpowiednio zreformowane, może stać się gwarancją bezpieczeństwa socjalnego dla tysięcy osób służących Kościołowi i społeczeństwu.