Reklama

Wiadomości

Dżihad w bramach Europy

Niedziela Ogólnopolska 41/2014, str. 16-18

[ TEMATY ]

wywiad

islam

Wschód

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Prof. Riccardo Redaelli:
Największym „kawałkiem” pełzającej trzeciej wojny światowej jest wielostronny konflikt na Bliskim Wschodzie

Reklama

W roku 2014 obchodziliśmy setną rocznicę wybuchu I wojny światowej – bratobójczego konfliktu, który wstrząsnął naszym kontynentem na początku XX wieku i pochłonął miliony ofiar. Papież Benedykt XV nazwał to „niepotrzebną rzezią”. Aby uczcić ofiary wojny i prosić o nawrócenie serc, papież Franciszek udał się do miejscowości Fogliano Redipuglia w północno-wschodnich Włoszech i na terenie miejscowego memoriału poległych odprawił Mszę św. Piętnując konflikty zbrojne, za którymi zawsze kryją się interesy gospodarcze i geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy oraz cynizm producentów broni, Papież stwierdził, że w naszych czasach można mówić o trzeciej wojnie światowej, prowadzonej „w kawałkach”. Papieskie słowa skomentował kard. Pietro Parolin, watykański sekretarz stanu. W wywiadzie dla „L’Osservatore Romano” najbliższy współpracownik papieża Franciszka zauważył, że „natężenie niektórych współczesnych konfliktów jest rzeczywiście porównywalne z wojnami światowymi, a ich okrucieństwo niejednokrotnie przerasta to, czego ludzkość zaznała sto lat temu”. „Pełzająca trzecia wojna światowa” spowodowana jest różnicami społecznymi, kulturowymi i religijnymi, które zamiast służyć ubogaceniu wszystkich ludzi, zostały użyte, by ich skłócić. Największym „kawałkiem” tej pełzającej trzeciej wojny światowej jest bez wątpienia wielostronny konflikt na Bliskim Wschodzie. O jego przyczynach, kulisach i wpływie na losy świata rozmawiałem z prof. Riccardo Redaellim, specjalistą od geopolityki.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

(W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Panie Profesorze, nie można zrozumieć konfliktów na Bliskim Wschodzie – zwłaszcza w Syrii i Iraku – bez uwzględnienia wielkiego podziału w świecie islamskim na sunnitów i szyitów. Co należy wiedzieć na ten temat?

Reklama

PROF. RICCARDO REDAELLI: – W świecie islamu istnieją co najmniej dwa główne podziały, oba wzmocnione przez politykę państw Zatoki Perskiej, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej. Pierwszy to tradycyjny podział muzułmanów na sunnitów i szyitów. Szyici stanowią mniejszość w świecie islamskim – jest ich ok. 10 proc., ale w Zatoce Perskiej stanowią 50 proc. ludności. Dominują w Iranie, Iraku, Bahrajnie, Libanie, Syrii.
Ale jest też konflikt geopolityczny – między Arabią Saudyjską a Iranem – o dominację w Zatoce Perskiej, który doprowadził do upolitycznienia podziału. Oznacza to, że tradycyjne różnice religijne stały się różnicami politycznymi i doprowadziły do powstania bardzo silnego i agresywnego radykalizmu politycznego. Zjawisko to podzieliło społeczności, które wcześniej nauczyły się żyć razem, tak jak to miało miejsce w Iraku i Syrii.
Inny podział dotyczy natomiast islamu sunnickiego i pogłębił się w związku z tzw. arabską wiosną. Jest to rozłam między islamem politycznym Bractwa Muzułmańskiego a islamem salafickim, wspieranym przez Arabię Saudyjską. Obydwa ruchy są radykalne i bardzo źle traktują mniejszości religijne, z tą różnicą, że polityczny islam chce stworzyć republiki islamskie, salafici natomiast są bardziej dogmatyczni, ale politycznie neutralni. Ten wielki rozłam dał się zauważyć np. w Egipcie, gdzie Arabia Saudyjska wspierała działania armii przeciwko rządowi Bractwa Muzułmańskiego. Można go też odnotować w Libii. Krótko mówiąc, monarchie Zatoki Perskiej za pomocą pieniędzy i wpływów zwalczają islam polityczny. Wykorzystują do tego salafitów, którzy są jeszcze bardziej radykalni i dogmatyczni.

– Na bliskowschodniej szachownicy działają zarówno mocarstwa światowe (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Rosja), jak i regionalne (Iran, Arabia Saudyjska, Turcja, Izrael, Katar etc.). Jakie są cele polityczne, gospodarcze i religijne tych państw?

Reklama

– Sytuacja jest skomplikowana, tym bardziej że działania różnych „aktorów” międzynarodowych i regionalnych wydają się często mało konsekwentne. Stany Zjednoczone – po zakończeniu zimnej wojny jedyne światowe supermocarstwo – zainwestowały na Bliskim Wschodzie bardzo dużo w sferze politycznej, gospodarczej i wojskowej. Ale wyniki były katastrofalne. To widać w Afganistanie, w Iraku, ale również w przypadku polityki wobec Iranu. Dzisiaj Ameryka jest słabsza, ale problem tkwi w tym, że ma niejasną strategię działania. Przez lata wrogiem numer jeden Amerykanów był Iran, ale dziś widzimy, że największym niebezpieczeństwem nie jest islam szyicki, ale sunnicki. I, paradoksalnie, Iran byłby naturalnym sojusznikiem Zachodu w zwalczaniu terroryzmu dżihadystów sunnickich; podczas gdy nasi sojusznicy w Zatoce Perskiej, Arabia Saudyjska i Katar, są sojusznikami naszych najgorszych wrogów. Arabia Saudyjska ma obsesję na punkcie Iranu i podżegała do przemocy antyirańskiej. W ten sposób rozpętała siły, nad którymi straciła kontrolę.
Rosja w tym regionie została zmarginalizowana, ale odgrywa ważną rolę we wspieraniu Iranu i Syrii. Rosyjska pomoc była kluczowa dla przetrwania reżimu Assada.
Turcja ma największe regionalne ambicje i za Erdoğana – najpierw jako premiera, teraz już jako prezydenta – chce być przykładem umiarkowanego kraju islamskiego. Ale Erdoğan źle zagrał swoimi kartami i dziś jest zaangażowany w wiele kryzysów regionalnych.
Katar jest małym krajem o niezmiernie wygórowanych ambicjach. Chce być punktem odniesienia dla świata islamskiego, ale odcina się od Arabii Saudyjskiej, która jest dla niego niewygodnym sąsiadem.

– Katar ma w ręku potężną broń medialną, telewizję Al Jazeera, która chce być BBC świata arabskiego...

– Telewizja Al Jazeera jest potężną bronią, ale ponieważ wspiera islam polityczny, w jakimś stopniu obróciła się przeciw Katarowi.

– Izrael zawsze robił wszystko, aby podzielić kraje islamskie, które go otaczały...

– Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Izrael dziś to nie Izrael sprzed 30-40 lat – wówczas był to kraj emigracji aszkenazyjskiej (Żydów wywodzących się z Europy), która miała wizję państwa laicką, prawie socjalistyczną. Dziś Izrael jest politycznie prawicowy, a wielki wpływ mają tam partie religijne i ksenofobiczne. Izrael podejmował działania z pozycji swojej przewagi militarnej i gospodarczej. Im bardziej świat arabski jest podzielony, tym bardziej Izrael czuje się bezpieczny. Politycy izraelscy, tacy jak Netanjahu, mają obsesję na punkcie Iranu i postrzegali dżihadystów sunnickich oraz wojnę domową w Syrii jako sposób uderzenia w Iran, uderzając w jego sojusznika. To oczywisty błąd, a taka polityka do niczego nie prowadzi.
Izrael musi wybrać: czy chce pokoju, zwróciwszy terytoria okupowane, czy chce być państwem przemocy, okupującym ziemie innych, tłumiącym lub wydalającym ludność palestyńską. Nie może przedstawiać się jako kraj demokratyczny bez zwrotu okupowanych terytoriów.

Reklama

– W Europie dominuje idea społeczeństwa tolerancyjnego, wielokulturowego i wieloreligijnego. Ale z tych naszych demokratycznych i wolnych społeczeństw wywodzą się tysiące dżihadystów, którzy na wszystkich frontach islamskiej „świętej wojny” walczą z „niewiernymi”. Jak to się dzieje, że tak wielu młodych ludzi w Europie pociąga terroryzm islamski?

– To bardzo ważna kwestia. Chciałbym wspomnieć książkę kard. Angelo Scoli, arcybiskupa Mediolanu, zatytułowaną „Nie zapominajmy o Bogu”. Problem w tym, że w Europie w rzeczywistości zapominamy o Bogu i wyrzekamy się naszych korzeni religijnych, jakby to było coś, czego trzeba się wstydzić. Wystarczy zauważyć, z jakimi oporami mówiono tu o mniejszościach chrześcijańskich prześladowanych i mordowanych w ostatnich latach na Bliskim Wschodzie.
Jeżeli chodzi o ideę wielokulturowości, wprowadzano ją w życie szczególnie w Wielkiej Brytanii. Wielokulturowość jest czymś pozytywnym, jeżeli rozumie się przez nią obecność na danym terytorium i zdolność do dialogu i dyskusji wielu kultur i religii. Ale w Wielkiej Brytanii nie ingerowano w sprawy wewnętrzne poszczególnych grup religijnych i każdy robił, co chciał.

– Mogłoby się to wydawać przejawem pełnej wolności, gwarantowanej obywatelom...

Reklama

– Ale ta zasada przymykania oczu, nieingerowania doprowadziła do wzrostu liczby radykalnych islamskich kaznodziejów, którzy zaczęli wywierać wielki wpływ na emigrantów, zwłaszcza na tych z drugiego i trzeciego pokolenia. Dziś w Wielkiej Brytanii mamy Pakistańczyków trzeciej generacji, którzy nie czują się ani Pakistańczykami, ani Anglikami. Ten kryzys tożsamości sprawia, że stają się oni łatwymi ofiarami radykalnej propagandy. W imię tolerancji zbyt późno dostrzegliśmy niebezpieczeństwo radykalizacji niektórych grup w naszym społeczeństwie, a jeszcze wolniej przeciwdziałamy temu zjawisku.
Musimy zrozumieć, że w szeregach organizacji Państwo Islamskie (IS) walczą ludzie o mentalności postmodernistycznej. Te grupy terrorystyczne mają wielkie zdolności reklamowe – ich obecność w Internecie jest ogromna. Przyciągają wiele osób, ponieważ przekazują wiadomości proste i skuteczne.

– Mówiąc o tragedii ludności Bliskiego Wschodu, nie można zapomnieć o dramatycznym losie chrześcijan. Dlaczego chrześcijanie żyjący na tych ziemiach od czasów apostolskich są pierwszymi ofiarami islamskiego terroru?

– Chrześcijanie stanowią mniejszość wśród grup sunnickich i szyickich. Ci, którzy zamieszkiwali te ziemie jeszcze przed islamem, są społecznością najmniej sekciarską, nie są uzbrojeni tak jak inne grupy, prowadzą dialog ze wszystkimi. Kiedy społeczeństwo się rozpada, wszystkie jego niesekciarskie elementy są atakowane. W ostatnim okresie mamy do czynienia z grupami dżihadystów Państwa Islamskiego, które nie tolerują różnorodności kulturowych i religijnych – chcą stworzyć sztuczny Bliski Wschód tylko dla ludzi takich jak oni. Z tego też powodu chrześcijanie są atakowani, a stanowią łatwy cel, ponieważ nie są uzbrojeni.

– Arcybiskup Mosulu Emil Nona ma bardzo jasny osąd obecnej sytuacji. Przede wszystkim zwraca uwagę, że fundamentalistycznych bojowników można zwalczyć, „wypowiadając im wojnę oraz blokując środki ich finansowania”. Nas na Zachodzie ostrzega, bo – według niego – nie rozumiemy islamu: „[fundamentaliści] są zagrożeniem dla wszystkich, dla was na Zachodzie jeszcze bardziej niż dla nas. Nadejdzie czas, gdy będziecie żałować waszej polityki. Obszarem działania tych grup jest cały świat – ich celem jest «nawrócić» ludzi za pomocą miecza i zabić wszystkich innych”. Jeżeli słowa te wypowiada ktoś, kto żyje w świecie muzułmańskim i zna go bardzo dobrze, powinniśmy się nad nimi poważnie zastanowić...

– Biskup Mosulu, działający w dramatycznej sytuacji, ma wiele racji. Zachód zbyt długo bagatelizował ten problem – pozostawił samym sobie wspólnoty chrześcijańskie i wahał się ich bronić, aby nie zostać oskarżonym o kolonializm (to nonsens, ponieważ chrześcijanie są tam od dwóch tysięcy lat!). Bronić chrześcijan na Bliskim Wschodzie oznacza bronić świętych praw tych społeczności – prawa do życia tam, gdzie od zawsze żyli, i prawa do wolności religijnej.
Przez lata udawaliśmy, że nie wiemy, iż nasi sojusznicy, tacy jak Arabia Saudyjska, Katar i Turcja, wspierają niebezpieczne ruchy fundamentalistów. Oczywiste jest, że te ruchy nie zatrzymują się na granicach państw, gdyż ich ambicją jest nawrócenie świata na islam. Należy jednak podkreślić, że ruchy te są mniejszością w islamie i walczą przede wszystkim przeciwko innym muzułmanom (świeckim, umiarkowanym). Ale to jest jak gangrena – jeśli jej nie zatrzymamy, będzie się rozprzestrzeniać. Trzeba więc uderzyć w te ruchy z wielką siłą, ponieważ straciliśmy już wiele czasu. Ale nie możemy zapominać, że w szeregach IS walczy wielu obywateli europejskich – ci ludzie po powrocie do swoich krajów pochodzenia w Europie przyniosą ich dżihad – „świętą wojnę” – do nas. Należy więc zwrócić uwagę na to zjawisko – musimy je zwalczać, ale odpowiedzią na nie mogą być tylko represje.
Jednocześnie musimy się głęboko zastanowić nad faktem, że do tej pory Europa wyrzekała się swych chrześcijańskich korzeni. Nie możemy obawiać się tych korzeni. Nie znaczy to, że musimy narzucać chrześcijaństwo siłą, ale nie powinniśmy ukrywać faktu, że Europa narodziła się jako kontynent chrześcijański.

2014-10-07 15:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Strażnicy „przestarzałych wartości”

Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Edmund Muszyński

Edmund Muszyński

Z Edmundem Muszyńskim i Mirosławem Widlickim o nowym szturmie na PAST-ę i walce o ideały Armii Krajowej rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jest Pan, Panie Prezesie, jednym z nielicznych już, niestety, przedstawicieli pokolenia Armii Krajowej... EDMUND MUSZYŃSKI: – Jednym z ostatnich i coraz bardziej bezsilnych, nie tylko z powodu stanu zdrowia. Bardzo martwi mnie stan naszego AK-owskiego środowiska. Choć jest w nim wciąż jeszcze wielu ludzi prawdziwych, doskonale czujących przesłanie Armii Krajowej, to jestem bardzo zniesmaczony postawą tych, którzy od kilku już lat decydują o naszym Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Tak naprawdę trudno mi powiedzieć, kim są ci ludzie, bo na pewno nie rozumieją słów: „Bóg, Honor i Ojczyzna”. – Kim zatem są dzisiejsi członkowie Światowego Związku Żołnierzy AK? MIROSŁAW WIDLICKI: – W ostatnich latach rzeczywiście coraz trudniej to określić. I takie pytania zadają nam członkowie terenowych kół AK. Sprawa była oczywista w latach 90. ubiegłego wieku, gdy żyło jeszcze wielu dowódców AK, gdy wszyscy dobrze się znali i na ogół znali swoją przeszłość. Po 2000 r. szeregi poszerzały się o wolontariuszy – takich jak ja – niekombatantów, ale przybywało też członków kombatantów, których nie miał kto weryfikować i którzy następnie trafiali do władz różnych szczebli, również do Zarządu Głównego. – Czy częste są dziś życiorysy AK-owskie niedostatecznie uwierzytelnione? M. W.: – To przykre, ale krążą takie opinie, a te przypadki, nawet jeśli nie są zbyt częste, to i tak podważają wiarygodność całego związku. Poza tym w ostatnich latach, w czasach docierającej do nas liberalizacji, można zaobserwować odchodzenie związku od swoich ideałów. Gdy pan prezes Muszyński napisał piękną „Preambułę” do naszego statutu (aby przeciwstawić się tej liberalizacji), wywołało to protesty, Zarząd Główny przegłosował odrzucenie „Preambuły”. – Dlaczego? M. W.: – Dlatego, że była zbyt „bogoojczyźniana”, a teraz to nie na czasie. Dwadzieścia lat temu taka reakcja byłaby nie do pomyślenia. Bardzo więc stępiła się ta szczególna czujność, nawet w ludziach powołujących się na etos AK, a niedługo już nie będzie tych, którzy dziś starają się tę czujność budzić... – Światowy Związek Żołnierzy AK stara się jednak przekazać swą wartę następnemu pokoleniu, poprzez tzw. członków nadzwyczajnych... M.W.: – Ludzie młodsi, niekombatanci, jeśli deklarują przywiązanie do wartości i etosu Armii Krajowej i chcą czynnie i całkowicie bezinteresownie pracować w związku, by zaszczepić ten etos szczególnie w młodym pokoleniu, otrzymują status członka nadzwyczajnego – bez praw wyborczych. Po roku działalności i pozytywnej opinii prezes okręgu ma prawo nadać im status członka zwyczajnego – z prawami wyborczymi, lecz oczywiście bez uprawnień kombatanckich. Taki właśnie status ja posiadam. Mimo że jestem z młodszego pokolenia, to podobnie jak pan prezes Muszyński ubolewam nad odchodzeniem (mam nadzieję, że to wyjątki) od Boga, ale i z honorem jest różnie. E. M.: – Niedawno byłem bardzo zdumiony tym, że kilka osób przyjęło medale zasługi od... prezydenta Niemiec. Choć tego nie nagłaśniano. M. W.: – Prezydent Niemiec wręczył te odznaczenia powstańcom warszawskim, odpowiednio dobranym członkom naszego związku. Naszym zdaniem, przyjmowanie ich było co najmniej dwuznaczne moralnie i mogło budzić niesmak. E. M.: – Ja z zasady odmawiałem przyjmowania odznaczeń. Przyjąłem tylko Krzyż Armii Krajowej i Krzyż Partyzancki. – Kiedy, Panów zdaniem, zaczęły się te „budzące niesmak” zmiany? E. M.: – Moim zdaniem, widać je wyraźnie od czasu, gdy w Polsce zaczęli rządzić liberałowie, czyli Platforma Obywatelska. Wcześniej nikt w naszym środowisku nie ośmielał się kwestionować wartości, z których wyrasta etos AK. Nagle okazało się, że wszystko można wyśmiać, nawet splugawić, a w najlepszym razie przemilczeć. M. W.: – Dwa lata temu pewna szkoła przyjęła imię jednego z naszych bohaterów lotników i... na jej sztandarze zabrakło słowa „Bóg”, jest tylko „Honor i Ojczyzna”. Komuś przyszło do głowy, żeby tak ocenzurować sztandar. – Pytaliście, dlaczego tak się stało? E. M.: – Nie miał kto zadać tego pytania, bo na uroczystość nawet nas nie zaproszono. Może dlatego, że byśmy tam tylko przeszkadzali jako strażnicy „przestarzałych wartości”. M. W.: – Po prostu atmosfera poprawności politycznej trafiła pod strzechy. Decyzję w tej konkretnie sprawie najprawdopodobniej podjęli sami nauczyciele tej szkoły, może rodzice, a w najmniejszym stopniu młodzież. – Kłopoty z wypełnianiem misji ŚZŻAK nie polegają więc dziś tylko na tym, że odchodzą już ci, którzy swym życiem zaświadczali, czym jest hasło: „Bóg, Honor i Ojczyzna”... M. W.: – Faktem jest, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy wśród nas była większa liczba dowódców o niekwestionowanym autorytecie, łatwiej było wypełniać tę patriotyczną misję w obronie najważniejszych polskich wartości. E. M.: – Istotnie, od kilkunastu lat nie tylko na tym polegają nasze kłopoty. Wystarczy tu przypomnieć perturbacje z zakładaniem Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego, która miała być materialną bazą dla działalności ŚZŻAK. Kiedy zaczynaliśmy powoływać fundację w roku 1998, było jeszcze całkiem uczciwie... – Co to znaczy? E. M.: – Założycielami fundacji mieli być pospołu Światowy Związek Żołnierzy AK i warszawski Urząd Wojewódzki. W końcu jednak jedynym fundatorem został nasz związek. Tak się złożyło, że wybrano mnie na pierwszego prezesa fundacji. To było w czasie, kiedy kończyły się rządy Jerzego Buzka, a AWS tracił poczucie bycia partią uczciwą. Przygotowałem wtedy projekt statutu, potem kolejne, których z jakiegoś powodu długo nie chciano zaakceptować w Krajowym Rejestrze Sądowym. W końcu, po pokonaniu licznych kłód pod nogami, we wrześniu 1999 r. statut został zarejestrowany. Fundacja mogła więc wreszcie przyjąć darowiznę – czyli przejąć budynek PAST-y. Ale to nie koniec kłopotów. Prawdziwa walka dopiero się zaczęła. – Zaczęła się nowa walka o PAST-ę? E. M.: – Tak, i to równie zacięta jak ta w 1944 r. Od początku było jasne, że ktoś za wszelką cenę chce nam uniemożliwić przejęcie PAST-y, czyli jej nieodpłatne scedowanie przez Skarb Państwa na rzecz naszej fundacji. Państwo musiało wypłacić sowite odszkodowanie firmie do tej pory administrującej tym budynkiem tylko w zamian za to, że nie będzie ona pretendowała do tytułu własności. O ile pamiętam, było to 960 tys. zł – ostatnie pieniądze, które miał do dyspozycji premier Buzek przed podaniem się do dymisji. M. W.: – Gdyby nie to odszkodowanie, sprawa przez lata toczyłaby się w sądach, a z darowizny na rzecz naszego związku nic by nie wyszło. I tamta firma nadal by sobie pasożytowała na budynku PAST-y, podobnie jak czyniło to w innych miejscach wiele pokomunistycznych firm. – Można powiedzieć, że to pan prezes Muszyński ponownie odbił PAST-ę? M. W.: – Jak najbardziej, choć dzisiaj wielu się do tego przyznaje... E. M.: – ...a nie mają nawet bladego pojęcia, jak ostro wtedy było. Po zarejestrowaniu statutu zaczęła się wojna podjazdowa – i to na wielu frontach – mająca nam uniemożliwić przejęcie PAST-y. W urzędzie wojewódzkim zadziałał ktoś wpływowy; urzędnicy zaczęli mnożyć trudności, zwłaszcza wicedyrektor wydziału gospodarki ziemią i geodezji, który aby rzecz maksymalnie utrudnić, przygotował specjalne plany geodezyjne wręcz uniemożliwiające przekazanie nam działki, na której stoi budynek PAST-y. M. W.: – Działkę podzielono na dwie części – umyślnie w taki sposób, że część budynku PAST-y z windą wydzielono i przypisano do działki sąsiedniej! Chciano tak skomplikować sytuację prawną, by uniemożliwić, a co najmniej na bardzo długo odwlec przekazanie budynku Związkowi AK. To wszystko by się powiodło – bo ten chytry zabieg utrzymywano w ścisłej tajemnicy – gdyby nie to, że jedna z wysokich urzędniczek uczciwie ostrzegła pana prezesa Muszyńskiego, że coś takiego się kroi. E. M.: – To prawda. Nikomu o tym nie mówiłem, ale wtedy zacząłem osobiście atakować wojewodę. Umowę przekazania darowizny, oczywiście, przedłożyłem wcześniej radcom prawnym w Ministerstwie Skarbu Państwa. Nikt tam nie miał żadnych zastrzeżeń. Pojawiły się one potem nagle – zaczęto domagać się od nas kolejnych bezsensownych dokumentów. Do końca nie byliśmy pewni, czy podpisanie umowy w ogóle kiedykolwiek nastąpi, gdyż targi były niezwykle ostre. Strona przeciwna – na dobrą sprawę nie wiadomo kogo reprezentująca, nieżyczliwa – do końca miała chyba nadzieję, że do tego podpisania, mimo wcześniejszych uzgodnień, jednak nie dojdzie. Pomogły wspierające nas działania dyrektor Wydziału Skarbu Państwa i Przekształceń Własnościowych Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego Bożeny Grad, a szczególnie szefa Kancelarii Premiera Buzka ministra Mirosława Koźlakiewicza; przyszło polecenie od premiera, aby pan wojewoda podpisał dokument. To było 10 listopada 1999 r. – Miał Pan wówczas wielką satysfakcję, poczucie zwycięstwa? E. M.: – Tak, ale to poczucie trwało krótko, ponieważ już następnego dnia nie dostąpiłem zaszczytu uroczystego przejęcia budynku z rąk premiera Buzka... PAST-ę przejmował ówczesny prezes Światowego Związku Żołnierzy AK płk Stanisław Karolkiewicz, sam. Mnie zignorowano... Mimo że przecież byłem prezesem zarządu fundacji, adresatem całej korespondencji w tej sprawie, mimo że – powiem nieskromnie – przez wiele miesięcy sam walczyłem o PAST-ę. – Cóż, taki zawsze był w Polsce los prawdziwych, najbardziej zasłużonych AK-owców, Panie Prezesie. E. M.: – Pozostała mi tylko satysfakcja, że się udało, bo sam najlepiej wiem, że mogło się nie udać. – Ale zasłużył Pan chyba na wdzięczność AK-owskiego środowiska? E. M.: – No właśnie, najsmutniejsze jest, że tego nie jestem pewien... M. W.: – Obydwaj z Prezesem jesteśmy w komisji statutowej związku i tak się składa, że wszystkie nasze najważniejsze poprawki do statutu zostały w głosowaniu odrzucone, m.in. wprowadzenie do statutu „Preambuły” i przywrócenie może nie Rady Naczelnej, ale Rady Starszych (złożonej z kilku powszechnie szanowanych kombatantów), która dbałaby o kręgosłup moralny związku i zabierałaby głos w sprawach ważnych dla Polski, którego dziś brakuje. E. M.: – A ja mimo wszystko nie tracę nadziei, że w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej zajdzie jakaś dobra zmiana. * * *
CZYTAJ DALEJ

„Rzeczpospolita": kardynał Karol Wojtyła nie tuszował pedofilii!

2026-03-13 07:12

[ TEMATY ]

pedofilia

Karol Wojtyła

św. Jan Paweł II

Wydawnictwo Biały Kruk

Ani w archiwach państwowych, ani kościelnych nie ma dowodów na to, by kardynał Karol Wojtyła, będąc metropolitą krakowskim (1962–1978), tuszował pedofilię - pisze piątkowa „Rzeczpospolita".

Dziennikarze „Rz” jako pierwsi po ponownym otwarciu archiwum krakowskiej kurii prowadzili w nim kwerendę i zapoznali się z dokumentami dotyczącymi księży-pedofilów, z którymi miał do czynienia przyszły papież. Wcześniej, w latach 2022– 2023, badali pod tym kątem także archiwa Instytutu Pamięci Narodowej.
CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymka maturzystów archidiecezji wrocławskiej na Jasną Górę

2026-03-13 16:52

[ TEMATY ]

Jasna Góra

maturzyści

archidiecezja wrocławska

BPJG

Ponad 700 maturzystów i uczniów szkół średnich z archidiecezji wrocławskiej pielgrzymowało 13 marca na Jasną Górę, aby zawierzyć Bogu - przez wstawiennictwo Maryi - nadchodzące egzaminy dojrzałości oraz swoją przyszłość. Centralnym punktem pielgrzymki była Eucharystia w Kaplicy Cudownego Obrazu pod przewodnictwem bp. Jacka Kicińskiego CMF.

Doroczne spotkanie, zorganizowane przez Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Wrocławskiej odbyło się w tym roku pod hasłem „Pocieszenie”. W homilii wrocławski biskup pomocniczy podkreślał, że słowo to ściśle łączy się z pokrzepieniem - zarówno duchowym, jak i fizycznym.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję