W świecie, który biega i szuka, obija się i kręci w kółko, zatracamy sens życia. Mamy mnóstwo celów, a co z nimi się wiąże, zadań, przez które czujemy się ciągle przytłoczeni. Pielgrzym wędrowiec do świtu to człowiek, który już nic nie musi on idzie, także tam, gdzie nie widać jasnego celu i gdzie nie ma łatwego rozrachunku strat i zysków.
Moi drodzy, Bóg już w nas umieścił to, co jest nam konieczne, ale my tego jeszcze nie odkryliśmy. To tak jak z kobietami, które wczesnym rankiem (kiedy nastał świt) poszły do grobu, aby namaścić Pana, ale On już zmartwychwstał prawdziwy świt już nadszedł, ale one nie były tego świadome.
Przed nami ósma Golgota Młodych organizowana przez Braci Mniejszych Kapucynów prowincji warszawskiej. Spotkanie odbędzie się w Serpelicach nad Bugiem. W tym roku temat brzmi intrygująco: „Wędrowcy do świtu”.
Co kryje się pod tym tematem?
Reklama
Właściwie dwa ogólne hasła: droga i światło. Te dwa terminy są niezwykle bogate w treść. Można by odnaleźć w Piśmie Świętym mnóstwo fragmentów, które by zawierały te dwa hasła, ale nie chodzi tutaj tylko o zrozumienie intelektualne. Od jakiegoś czasu zauważamy, że serpelickie spotkanie staje się miejscem, gdzie liczy się przede wszystkim doświadczenie przeżycie. Czy jest to coś złego? Oczywiście, że nie! Poszukujemy miejsc, w których możemy dotknąć, doświadczyć, poczuć Boga i wydaje się, że nasze spotkanie wpisuje się w ten kierunek. Chcemy was zaprosić na przeżycie, chcemy zaprosić was do wejścia na drogę, aby odkryć prawdziwe światło.
Czego można się spodziewać po tegorocznej Golgocie Młodych?
Z pewnością nie można ująć tego w prostym sloganie lub pięknym sformułowaniu, ale spodziewajcie się przeżycia pełnego nadziei i otuchy, czegoś, co będzie dla was zaskoczeniem jak świt dla walczącego przez całą noc żeglarza. Otóż być wędrowcem do świtu, to być dojrzałym chrześcijaninem, to w niezwykły sposób przeżywać swoje życie jako wyprawę pielgrzymkę.
W tym roku Golgota Młodych odbędzie się w pięciu etapach, jakby drogach: wody, wina, słowa, światła i chleba. Możecie się spodziewać wielu nowości i dynamiki. Każdy wieczór będzie się kończył czymś niezwykłym, ale także każdy dzień będzie inny.
Serdecznie zapraszamy
was 22-26 sierpnia na wędrówkę do świtu. Szczegóły na stronie: golgotamlodych.pl.
Jezus czeka… I w tym czekaniu św. Jan upewnia nas, że Jezus kochał Martę, jej siostrę i Łazarza. Jezus zwleka i nie przyjdzie (po ludzku patrząc) na czas - za pięć dwunasta, w ostatniej chwili. Bo on wie, że to nie będzie ostatnia chwila. Dlatego mówi najpierw, że Łazarz zasnął, a kiedy apostołowie nie rozumieją - obwieszcza otwarcie - Łazarz umarł. Ale zaraz dodaje: „Raduję się ze względu na was!”. Jezus nie ma wątpliwości - idzie wskrzesić tego, którego kocha, będzie to ogromny znak mocy i miłości Bożej. Od nadejścia wiadomości o chorobie Łazarza do pojawienia się Jezusa w Betanii mija sześć dni. Zaczyna się ostatni, najtrudniejszy etap - najpierw spotkanie z Martą poza miastem, bo jak tu się sensownie spotkać i rozmawiać w domu, w którym pełno żałobników. I jej pretensja: „Panie, gdybyś tu był”. W oczach Marty Jezus ponownie się „nie sprawdził”. Nie było Go, kiedy był potrzebny, nie zareagował, zawiódł ją. Ale poza tą pretensją jest coś jeszcze: Marta jest przekonana, że Jezus może „naprawić swój błąd” i wskrzesić Łazarza. A raczej żąda tego od Jezusa: „Nawet teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko” - w domyśle: „Więc proś Go!”, a On się zgadza! Potrzebował tylko jej decyzji, że chce Mu uwierzyć. Teraz wysyła ją po Marię, a ona cóż takiego mówi? „Panie, gdybyś tu był!”. Ta sama pretensja, tyle, że po niej nic już nie dodaje. Tyle zostało z siedzenia u stóp Jezusa i z „lepszej cząstki”. Ale On widzi, że Maria nie ma siły na rozmowę, więc idzie od razu do grobu. Tu doznaje wzburzenia i zaczyna płakać. W tle słychać pretensje wielu osób: „Czy nie mógł…?”. No ale zaraz, po co ten płacz, przecież Jezus sam mówił, że idzie wskrzesić Łazarza. No i o co tu płakać? Gdzie tu logika? Ano pewnie w tym, że Jezusa niezmiernie boli fakt, że aby pomóc Łazarzowi zacząć normalne życie, aby go uzdrowić, musiał go przeprowadzić aż przez takie doświadczenie. Aż przez śmierć… A przy tym także jego siostry. Przecież bardzo ich wszystkich kochał i boli go, że musi im zadać cierpienie, bo nie ma innej drogi ich uzdrowienia. Jeszcze tylko krótka walka z wątpliwościami Marty (znów instynktownie wzięła na siebie odpowiedzialność), mocna i żarliwa modlitwa dziękczynna do Ojca. A potem Jezus wykrzyknął wielkim głosem: „Łazarzu, CHODŹŻE na zewnątrz!”. Czemu taki krzyk? Ano dlatego, że Łazarz właśnie otworzył oczy i zdał sobie sprawę, że są zawiązane opaską, że spętane są też jego nogi i że wokół śmierdzi czterodniowym trupem. Zatem usłyszenie mocnego głosu Jezusa było dla niego w tej sytuacji najpiękniejszym dźwiękiem świata. W jednym momencie zdał sobie sprawę z prawdziwego stanu swojego życia i swojej duszy przed uzdrowieniem, a w kolejnym Jezus obwieścił mu wolność i nowe życie: „Uwolnijcie go, pozwólcie mu iść!”. Jakiś czas później Jezus znów jest w Betanii i Łazarz siedzi za stołem - teraz wszyscy już wiedzą, kto to jest i on zna swoje miejsce - podejmuje odpowiedzialność. Dlatego Marta może usługiwać w pokoju serca, a Maria ofiarować Jezusowi namaszczenie jako dar swojej miłości. Tak, Jezus uzdrawia, ale czasem droga do tego uzdrowienia jest jak u Marty, Marii i Łazarza -bolesna. To jest Ewangelia o bezpardonowej walce Jezusa o tych, których kocha. I patrząc na Niego trzeba spojrzeć na te momenty swojego życia, które wiążą się z bólem i cierpieniem nie tylko jako na paskudny czas, o którym chcę zapomnieć, ale jako na czas, kiedy Jezus o mnie walczył. A ja myślałem, że on się spóźnia, że zawiódł, że porzucił…
Biskupi spotkali się z przedstawicielami polskiego rządu
10 marca 2026 roku, wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński spotkali się w Sekretariacie Generalnym Konferencji Episkopatu Polski z biskupami uczestniczącymi w 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.
52 rocznica śmierci Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej
Otwarcie wystawy, promocja książki połączona z wykładem, Msza święta i modlitwa w krypcie kościoła Wniebowzięcia NMP w Łodzi przy grobie Służebnicy Bożej - tak pokrótce wyglądały łódzkie obchody 52. rocznicy śmierci Stanisławy Leszczyńskiej - łódzkiej położanej z Auschwitz.
- Autorką wystawy jest Klara Chaniecka, która jest chodząca skarbnicą wiedzy na temat Stanisławy Leszczyńskiej i pasjonatką tej osoby. To była tytaniczna pracy pani Klary, ale jak mówiła matka polskiego muzealnictwa Izabela Czartoryska, czasem trzeba wyciągać największe skarby narodowe i pokazywać je publiczności i takim skarbem narodowym jest dla nas Stanisława Leszczyńska i Łódź, bo to są bohaterowie naszej wystawy. - mówił podczas prezentacji wystawy dr Sebastian Adamkiewicz, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.