Miłość ojcowska wywiera bardzo istotny wpływ na rozwój osobowości dziecka. Ojciec ma do spełnienia niezwykle ważną i trudną funkcję. Musi wnieść w życie dziecka pierwiastek stabilizacji, przekazać wzorce. Co czuje ojciec, którego syn zostaje kapłanem? O swojej więzi z synem Annie Buchar opowiada Zbigniew Czabator, ojciec księdza Tomasza, proboszcza parafii Osetno.
ANNA BUCHAR: Co takiego jest w ojcu, że syn udaje się w kapłaństwo?
ZBIGNIEW CZABATOR: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wydaje mi się, że Tomek się z tym urodził. Był bardzo spokojnym, pogodnym dzieckiem. W szkole nigdy nie wdawał się w bójki (śmiech). Tomek jest bardzo uczciwy, nigdy nas nie okłamał, zawsze mówił prawdę. Ale czy ja mam z tym powołaniem coś wspólnego? Wydaje mi się, że wszystko leżało w rękach Pana Boga.
W szkole podstawowej był ministrantem, później lektorem. Gdy był chłopcem, każde wolne popołudnie spędzał na plebanii. Mieliśmy wówczas w Oleśnicy dwóch księży ks. Romana Marlińskiego oraz ks. Marcina Czerepaka. Wydaje mi się, że już wtedy rozmawiali o kapłaństwie. 7 lat spędził w seminarium i w wieku 27 lat został księdzem.
Jaka była Pana reakcja na wiadomość ze syn chce zostać księdzem?
Byliśmy na to z żoną przygotowani. Wiedzieliśmy o tym kilka lat wcześniej. Żona trochę się martwiła, ja natomiast byłem zdania, że jeśli wytrwa, to dobrze, jeśli nie niech wraca do domu. Syn zawsze miał w nas ogromne wsparcie.
Miał Pan wpływ na decyzje syna?
Reklama
Nie zachęcałem go. To musiała być jego własna, przemyślana decyzja. Wspierałem go, ale pozostawiłem mu wolny wybór. Przede wszystkim nie przeszkadzałem, a to wydaje mi się ważne i cenne. Jest wiele sytuacji, w których rodzice nie mogą pogodzić się z tym, że ich dziecko będzie księdzem. Zwłaszcza jeśli ma się tylko jednego syna.
W takich sytuacjach rodzice myślą o wnukach.
Z pewnością. Ja miałem dwóch synów, może dlatego decyzja Tomka nie była dla mnie wstrząsająca. Między moimi synami były tylko dwa lata różnicy. Ale było ją widać. Mariusz był starszy, bardziej żywiołowy, Tomek był raczej spokojnym, łagodnym dzieckiem. Dziś niestety Mariusza już nie ma, ale pozostawił po sobie dwójkę super chłopców. O wnuki martwić się nie muszę.
Czy Pana pierwszy syn także myślał o kapłaństwie?
Nie, przynajmniej nam o tym nie mówił. Co ciekawe, w trakcie naszego mieszkania w Oleśnicy katechetą był ks. Edward Janiak (późniejszy biskup) i mój starszy syn miał z nim religię. Ks. Janiak mówił, że był pewny, iż to Mariusz zostanie księdzem. Był nawet zdziwiony, że został nim Tomek. Do tej pory zastanawiam się czemu.
Jak wyglądała prymicja ks. Tomasza okiem ojca?
Reklama
Był to dla mnie i dla mojej żony jeden z szczęśliwszych dni. Kiedy syn udaje się w kapłaństwo, jego prymicja jest jakby weselem. Z tą różnicą, że nie wiąże się z osobą, a z Panem Bogiem. Pamiętam ten dzień doskonale. Urządziliśmy mu zabawę taneczną w Boguszycach pod Oleśnicą. Było prawie 300 osób. Najbardziej utkwił mi w pamięci śpiew Tomka (śmiech). Prymicja odbyła się w 1995 r. Za rok Tomasz obchodzić będzie już 20-lecie kapłaństwa.
Musi być Pan z syna bardzo dumny.
Owszem. Od kilku miesięcy mieszkamy z nim. Staramy się z żoną pomagać mu jak tylko jesteśmy w stanie. W zamian, mamy go przy sobie, a nic tak nie cieszy rodziców jak bliskość swoich dzieci.
W rodzinie miłość ma potrójny wymiar: po pierwsze – miłość między małżonkami, po drugie – miłość rodziców do dzieci, a po trzecie – miłość do najstarszych członków rodziny. Te trzy oblicza miłości rodzinnej chciałbym wam teraz przybliżyć. Zacznijmy od miłości pomiędzy samymi małżonkami, bo ona jest najważniejsza, ona jest fundamentem.
W jednej z parafii, w czasie wizytacji biskupiej, poznałem kiedyś rodzinę, w której chory mąż od lat był przykuty do łóżka, a przy nim stale obecna była jego żona, która nie tylko nie przestała go kochać, gdy stał się dla niej ciężarem w codzienności, nawet przez myśl jej nie przeszło, aby mieć pretensje do losu, zazdrościć przyjaciółkom, że mają lżej w życiu: ona to właśnie była ciągle uśmiechnięta, pogodna i szczęśliwa, że może służyć swojemu mężowi, który dźwigał krzyż choroby. Byłem naprawdę zbudowany tym obrazem!
Drodzy małżonkowie tu obecni, miłość małżeńska na początku jest taka żywiołowa, zmysłowa – i bardzo dobrze, bo ona też jest darem Najwyższego – ale nie można się jedynie tutaj zatrzymać; trzeba pozwolić, aby ta miłość przeobraziła się w miłość-przyjaźń; trzeba także ograniczać w sobie własne „ja”, wyniszczać egoizm, aby coraz więcej serca było dla męża, dla żony. Ale nie tylko trzeba wykorzeniać w sobie egoizm, w jego miejsce trzeba wprowadzać i pielęgnować ofiarną bezinteresowną miłość między małżonkami, którzy ślubując sobie przy ołtarzu miłość, od samego Boga otrzymują wielkie wsparcie w jej realizacji.
Drugim obliczem miłości w rodzinie jest miłość rodziców do dzieci. I powiedzmy to od razu: najpierw chodzi o miłość do dziecka poczętego, które jest absolutnie bezbronne, którego życie jest w rękach matki i ojca. Jest to wielka, przeogromna tragedia, że w latach powojennych miliony nienarodzonych dzieci zostały zamordowane, że nie pozwolono im się narodzić. Człowiek dorosły, znajdując się w potrzebie, może wzywać pomocy, wołać, krzyczeć, natomiast dziecko w łonie matki nawet tego nie może uczynić. Kochani, zobaczcie, żaden dziki zwierz nie wydrapuje sobie płodu ze swego łona, a ludzie – wolni i rozumni – czynią coś takiego! Czynią to wbrew Bożemu prawu i wbrew naturze. Kościół nigdy nie zgodzi się z opinią, że dziecko w łonie matki jest jak ręka czy jak noga, to nie jest część matki, to jest nowy człowiek z duszą nieśmiertelną i nie wolno go zabijać, w żadnym przypadku!
Człowieka nie wolno zabijać, w żadnym przypadku! Kościół z tej prawdy nie rezygnuje, chociaż wielu dzisiaj snuje mrzonki o jakiejś rzekomej reformie w tej sprawie. Papież nigdy nie zgodzi się na aborcję, na antykoncepcję, na narażenie rzeszy istnień na zamrożoną wegetację w klinikach zapłodnienia in vitro! Nie wolno nikogo zabijać, ani na początku istnienia w łonie matki, ani potem na końcu życia. Nasz wielki Papież Polak tak bardzo bronił życia, powtarzał na polskiej ziemi wielokrotnie słowa: „Naród, który zabija swoje dzieci, jest narodem bez przyszłości”. Mówił także, że cywilizacja, która pozwala na zabijanie dzieci przed narodzeniem, zasługuje na miano barbarzyńskiej. To były mocne słowa, ale prawdziwe!
Ministerstwo Edukacji Narodowej z jednej strony zapewnia, że szkoły powinny być blisko uczniów, a z drugiej – daje ciche przyzwolenie na ich masowe zamykanie.
Lubelszczyzna stała się symbolem tej politycznej hipokryzji, bo właśnie tam kurator zgodził się na likwidację większej liczby szkół niż rok wcześniej zlikwidowano w całej Polsce. W województwie mazowieckim do Kuratorium Oświaty w Warszawie wpłynęło 13 wniosków o likwidację szkół. Jednocześnie Ministerstwo Edukacji Narodowej ma wdrażać projekty, które mają rzekomo ratować edukację na wsi. Czym jednak jest to całe spóźnione „ratowanie"? Czy zwykłą zasłoną dymną? Czy naprawdę nie dzieje się nic niebywałego? Dla setek uczniów i nauczycieli, którzy właśnie dowiedzieli się, że ich szkoła znika z mapy edukacyjnej, jest to zapewne bardzo pocieszające.
W Niedzielę Palmową 13 kwietnia zapraszamy do Lipnicy Murowanej na najsłynniejszy w Polsce konkurs palm.
To właśnie wtedy w szranki staną nieocenieni konstruktorzy palm, a ich wiklinowe dzieła dumnie wzniosą się nad lipnickim rynkiem. Konkurs rozpocznie się tradycyjnie od godziny 7:30 od mierzenia, oceny i stawiania palm. Poświęcenie zaplanowano na godzinę 10:50. Wydarzeniu będzie towarzyszyć barwny jarmark wielkanocny, występy zespołów regionalnych, żywe warsztaty wykonywania palm, degustacja „lipnickiej lipiny” (herbaty lipowej) – lokalnego produktu tradycyjnego z Małopolski. Będą w tym dniu otwarte lipnickie zabytki. O godzinie 13:00 poznamy zwycięzców konkursu. Całość zwieńczy niezwykły koncert w kościele św. Leonarda pn. „Dźwięki zadumy” w wykonaniu uczniów Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Bochni (17:00).
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.