Reklama

Abp Mokrzycki przewodniczył uroczystościom stulecia kieleckich salezjanów

2018-07-02 16:27

dziar / Kielce (KAI)

Adam Łazar

Metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki w kościele św. Krzyża przewodniczył 1 lipca uroczystościom z okazji stulecia przybycia salezjanów do Kielc, 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę i 40. rocznicy wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża. Były uroczyste koncerty, sadzenie pamiątkowych dębów, przekazanie relikwii św. Jana Pawła II i festyn z atrakcjami dla całych rodzin.

Eucharystii, będącej głównym punktem obchodów, przewodniczył abp Mieczysław Mokrzycki. W homilii mówił o zasługach salezjanów w historii Kielc i formacji młodych ludzi, wspominał fakty z życia i nauczanie św. Jana Pawła II oraz aktualność przesłania polskiego papieża dla świata, odniósł się także do wyzwań współczesności, w kontekście stulecia niepodległości Polski.

- Niedziela to dzień święty, w którym każdy powinien spotkać się z Bogiem, zgromadzić się wokół ołtarza, aby wyznać wiarę, posłuchać mądrości Bożej, pokrzepić się Ciałem Chrystusa, a potem pełen nadziei powrócić do codziennych obowiązków - przypomniał abp Mokrzycki. Podkreślił wyjątkowe okoliczności świętowania u salezjanów: wdzięczność za dar wolności po 123. latach niewoli, za 40 lat wyboru kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz za dar posługi kieleckich salezjanów.

- Stajemy pełni wdzięczności za stuletnią obecność księży salezjanów w Kielcach, którzy pięknie wpisali się w historię Kielc, wnosząc w życie tego miasta i diecezji bardzo proste przesłanie św. Jana Bosko: „bądźcie dobrymi chrześcijanami i obywatelami” - mówił.

Reklama

Hierarcha zapytał także m.in. o odwagę w „otwarciu drzwi na Chrystusa”, do czego zachęcał św. Jana Paweł II. – Potrzebujemy jego duchowego pouczenia, aby odnawiało się oblicze naszej ojczyzny, które po stu latach od odzyskania niepodległości, obok pięknych kart historii, zaskakuje nas codziennymi waśniami i sporami – mówił. Zachęcał do bycia dumnym z polskości, do refleksji historycznej nad ciemnymi karatami historii, za które m.in. uznał obozy koncentracyjne, czy współcześnie trwającą wojnę na Ukrainie. - Życzmy sobie, aby nasza wiara umocniła się miłosierną miłością, stawajmy się świadkami Boga – zachęcał metropolita lwowski.

Parafii św. Krzyża przekazał dar – stułę, której używał Jan Paweł II.

Abp Mieczysław Mokrzycki, Agata Wojtyszek - wojewoda świętokrzyski i księża salezjanie zasadzili przy kościele trzy dęby dla uczczenia 100. rocznicy obecności salezjanów w Kielcach, 100-lecia odzyskania niepodległości i 40. rocznicy wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża.

W ramach obchodów u salezjanów odbył się także koncert z udziałem znanego salezjańskiego chóru ministrantów seniorów, zespołu folklorystycznego Furmani z Bodzentyna i Chóru Parafii św. Józefa Oblubieńca w Zagnańsku. Zebrani usłyszeli m.in. hymn Gaude Mater Polonia, „Modlitwę o wschodzie słońca”, czy Pieśń Legionów. Ponadto w ogrodach przy Oratorium Salezjańskim św. Jana Bosko odbył się piknik połączony z występami artystycznymi i musztrą paradną.

25 lutego 1918 r. - w roku odzyskania przez Polskę niepodległości, bp Augustyn Łosiński, ówczesny biskup kielecki, przekazał parafię z kościołem wzniesionym w 1913 r. księżom salezjanom. Parafia została wydzielona w robotniczej dzielnicy Kielc z parafii katedralnej.

Kryzys gospodarczy w latach 30. spowodował przerwę w pracach budowlanych, które kontynuowano po roku 1933. II wojna światowa była kolejną przyczyną zaniechania prac, wznowionych, pomimo utrudnień ze strony lokalnych władz, do lat 60. XX wieku. Kościół konsekrowano 15 września 1963 roku.

Parafia św. Krzyża liczy ok 9,5 tys. wiernych. W Kielcach – Niewachlowie funkcjonuje także druga parafia, prowadzona przez salezjanów, licząca ok. 3 tys. wiernych. Zgodnie ze swym charyzmatem, księża salezjanie prowadzą aktywne duszpasterstwo skierowane wobec młodzieży, poprzez m.in. Oratorium św. Jana Bosko, zajęcia sportowe, bogatą ofertę wakacyjną.

Tagi:
abp Mokrzycki abp Mieczysław Mokrzycki

Reklama

Abp Mokrzycki: możecie być dumni, że z tej ziemi bł. Marta wyruszyła w świat

2019-06-01 22:00

ks. is / Pelplin (KAI)

„Możecie być dumni, że to właśnie z tej ziemi wyruszyła w świat i nie przyniosła wam wstydu” - powiedział 1 czerwca abp Mieczysław Mokrzycki w Nowym Wiecu w diecezji pelplińskiej, gdzie przewodniczył uroczystościom ku czci urodzonej tam bł. s. Marty Wieckiej.

Jasna Góra/Krzysztof Świertok

Mszę św. poprzedziły odwiedziny w Szczodrowie. W parafialnym kościele metropolita lwowski poprowadził nabożeństwo czerwcowe oraz odwiedził szkołę, której patronuje błogosławiona siostra ze Zgromadzenia św. Wincentego a Paulo wyniesiona do chwały ołtarzy przed 11 laty we Lwowie.

Msza św. w Nowym Wiecu była sprawowana w prywatnym ogrodzie, w pobliżu rodzinnego domu Marty Wieckiej.

Na początku homilii były sekretarz papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI nawiązał do kultu bł. Marty, którego symbolem jest jej grób w Śniatyniu na Ukrainie, dawniej były to tereny polskie. „Nawet ciemne lata komunizmu nie zdołały zniszczyć czci, jaką ludzie otoczyli to niezwykłe miejsce”, powiedział hierarcha.

Metropolita lwowski uzasadniał przyczyny podziwu wobec Marty: „Ona uchwyciła się Jezusa Chrystusa, Światłości świata i przeszła przez życie dobrze czyniąc”. Kaznodzieja przypomniał, że błogosławiona ziemi kociewskiej „niosła ulgę nie tylko cierpiącemu ciału, ale zabiegała też o zdrowie dusz powierzonych jej chorych”. „Dla siostry Marty każdy cierpiący człowiek był jednakowo ważny, bez względu na to, czy był to Polak, Ukrainiec czy Żyd, grekokatolik, prawosławny, rzymski katolik czy niewierzący” - mówił.

Abp Mokrzycki wyraził przekonanie, że krajanie Marty są ludźmi, którzy „idą ze światłem, czyli z Bogiem” przez swoje życie.

Hierarcha nawiązał do niedawnej peregrynacji relikwii bł. Marty na Ukrainie, która również miała silny charakter wspólnotowy i gromadziła na modlitwie chrześcijan różnych obrządków i wyznań.

Pod koniec homilii metropolita powiedział: „Możecie być dumni, że to właśnie z tej ziemi wyruszyła w świat i nie przyniosła wam wstydu” i dodał: „Możecie być dumni, że tutaj narodziła się Siostra Miłosierdzia niosąca pokój i nadzieję, jednocząca wszystkich, nie wokół siebie lecz wokół Jezusa”.

Uroczystość zgromadziła bardzo wielu pielgrzymów, w tym wiernych, którzy przybyli w pieszych pielgrzymkach a także na rowerach.

Marta Wiecka urodziła się w Nowym Wiecu w 1874 r. Zmarła w Śniatyniu w 1904 r. jako pielęgniarka, która z własnej woli podjęła się dezynfekcji pokoju po zmarłej na tyfus. Jest patronką pielęgniarek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: zaprezentowano elektroniczny różaniec dla młodych

2019-10-15 19:31

vaticannews.va / Watykan (KAI)

W Watykanie zaprezentowano dziś elektroniczny różaniec. Działający wraz z mobilną aplikacją nie tylko ułatwia odliczanie kolejnych „Zdrowasiek”, ale proponuje bogaty materiał dydaktyczny, który uczy modlitwy różańcowej oraz proponuje różne rozważania.

stock.adobe.com

Jest to nowa inicjatywa Apostolstwa Modlitwy, czyli Światowej Sieci Modlitwy z Papieżem. Jak mówi jej dyrektor, chodzi tu o połączenie wielkiej tradycji duchowej z najnowszą techniką. Wszystko po to, aby zachęcić młodych do odmawiania różańca – mówi ks. Frédéric Fornos SJ.

„W tym nadzwyczajnym miesiącu misyjnym, pamiętając, że modlitwa stanowi centrum misji Kościoła, proponujemy Click To Pray eRosary – elektroniczny różaniec, aby nauczyć młodych modlić się o pokój na świecie. Na ostatnich Światowych Dniach Młodzieży papież poprosił nas, byśmy pomogli młodym modlić się o pokój – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Fornos. – Wiemy, jak bardzo świat potrzebuje dziś pokoju. Podjęliśmy więc różne inicjatywy, a teraz w październiku, miesiącu różańca, wprowadzamy tę nową pomoc, aby młodzi mogli modlić się o pokój w ich cyfrowym świecie. Stosując najbardziej zaawansowaną technologię, uczymy młodych różańca, bo niekiedy nie wiedzą, jak to robić. Jest to różaniec z obrazkami, z audioprzewodnikiem, z pedagogią, która stopniowo wprowadza nas w modlitwę w intencji wielkich wyzwań ludzkości i misji Kościoła”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem