Reklama

Misyjne drogi

Pod słońcem Brazylii

2018-05-16 11:24

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 20/2018, str. I

Archiwum
Brazylijczycy są szczerym narodem, otwartym na Jezusa i Jego Matkę

Brazylia. Ziemia obdarowana przez Boga bogactwem roślin, pachnąca kwiatami i owocami, za które w Europie słono się płaci, kraj pełen kontrastów, z przewagą ubogich i bardzo ubogich ludzi, ludzi serdecznych i wdzięcznych za dar Boga, za dar Ewangelii. Kraj, w którym wszyscy grają w piłkę, choć w większości na bosaka... Ziemia misyjna, od sześciu lat także teren misyjny diecezji kieleckiej

Ksiądz Piotr Pochopień już jako student kieleckiego Seminarium marzył o misjach i działał w kleryckim kole misyjnym, prowadzonym wówczas przez obecnego biskupa Andrzeja Kaletę. Niemal tuż po święceniach w pierwszym roku kapłaństwa ks. Piotr przedstawił śp. bp. Kazimierzowi Ryczanowi swą prośbę, a biskup oczywiście odmówił, co dzisiaj misjonarz rozumie doskonale. Swą prośbę przedstawiał aż 11 razy, przez kolejne lata, bp Kazimierz konsekwentnie odmawiał. – Za jedenastym razem byłem zdeterminowany, że to już ostatni raz i może nawet bym nie zmartwił się odmową. Miałem już poukładane kapłańskie życie, angażowałem się w zajęcia sportowe, wiele się działo – opowiada.

A tutaj zgoda – i misje. Wyzwanie i zadanie. W międzyczasie ks. Pochopień, od zawsze zajmujący się piłką nożną, skończył szkołę trenerską i menadżerską, przez lata związany był z Wisłą Kraków, z zawodnikami, z klubem, był znany z tej działalności, a piłka pomagała w pracy z młodzieżą. A tutaj – misje…

Po rocznej edukacji i formacji w Centrum Edukacji Misyjnej, obejmującej m.in. naukę języka (w tym przypadku: portugalskiego) wyjechał do Brazylii, w teren w zasadzie dziewiczy dla diecezji kieleckiej, wyjąwszy pracujących tutaj księży chrystusowców pochodzących z diecezji. W „zielonych płucach świata” wylądował 17 lipca 2012 r.

Reklama

Początkowo zamieszkał u ks. Marka Figurskiego z diecezji płockiej, a tamtejszy biskup skierował go na językowy kurs w stolicy, poznawał serdecznych ludzi, i właściwie z marszu ruszył do duszpasterskiej pracy. Po pół roku na wikariacie został mianowany proboszczem.

Karczunek na parafii

Objął parafię Marquinho w diecezji Guarapuava. Teren parafii to mniej więcej połowa obszaru diecezji kieleckiej. W parafii ponad rok nie było księdza i szybko ujawniły się różne braki, od duszpasterskich, po logistyczne i gospodarcze, choć wiadomo, nikt nie wyjeżdża na misje z oczekiwaniem all inclusive.

– Miejscowi ludzie bardzo pięknie chcieli przyjąć nowego proboszcza, czyli mnie, przygotowali poczęstunek, ale okazało się, że nie ma na czym usiąść. Kuchenka gazowa nie funkcjonuje, z lodówki się leje, 15-letni samochód ledwie działa, a 15 lat na drogi pełne dziur i niespodzianek, które nigdy nie widziały asfaltu, to naprawdę dużo – opowiada ks. Piotr. Którejś nocy w pierwszym tygodniu pobytu pod misjonarzem zawaliło się łóżko. No i kościół: strop przegniły, dach się sypie, nie ma wielu rzeczy, np. konfesjonałów. Wokół kościoła i plebanii – istna dżungla amazońska.

Tydzień trwał karczunek buszu pełnego niespodzianek roślinnych i zwierzęcych. – Lilie, które kosiliśmy kosą, byłyby absolutną ozdobą naszych kwiaciarni – opowiada misjonarz. A zza szafy wypełzła 2-metrowa kobra, jedna z kobiet narobiła krzyku. Kobrę schwytano i zjedzono, była dobra (niezłe jest też mięso z jaszczurek i pancerników).

Parafia i jej 18 filialnych kościołów

Główny kościół nosi wezwanie Serca Najświętszej Maryi Panny i korzysta z niego ok. 800 osób, do tego jest 18 kaplic wyjazdowych w bardzo różnym stanie – taki był początek posługi ks. Pochopienia.

Nigdzie np. nie było konfesjonałów, z wprowadzeniem których misjonarz łączył tłumaczenie wiernym, czym jest grzech i potrzeba oczyszczenia się z niego, jak należy poznawać siebie i wzrastać w wierze. – Teraz mam kolejki do spowiedzi – mówi. Burza zmyła całkowicie jedną z kaplic, dwie drewniane zostały już zastąpione murowanymi. Teraz po Mszach św. w kaplicach ludzie chętnie zostają na rozmowy z księdzem.

W pierwszym roku pracy ks. Piotra wizyta duszpasterska z poświęceniem domów trwała rok czasu! – Dotarłem do wszystkich i wszyscy chcieli ze mną rozmawiać, dali mi kredyt zaufania, to był bardzo dobry początek – opowiada misjonarz. A jeden dom bywał oddalony od drugiego o kilka kilometrów.

I konsekwentnie realizował zasadę: rozwój duszpasterstwa i zaplecza materialnego.

Stopniowo wprowadzał spowiedź rodziców pierwszokomunijnych i chrzcielnych, organizowane cztery razy do roku całodzienne kursy przedmałżeńskie, następowała regulacja życia sakramentalnego. Przez pięć lat udzielił ok. 300 ślubów.

Dzieci do I Komunii św. przygotowują się przez 3 lata, a przystępują do niej po ukończeniu12 lat, natomiast bierzmowanie odbywa się po ukończeniu 16. roku życia. W 2017 r. I Komunię św. przyjęło w parafii 97 dzieci, a sakrament bierzmowania otrzyma 138 osób, z czego 46 to ludzie dorośli. Kandydaci do bierzmowania każdej niedzieli przed Mszą św. mają katechezy przy swoich kaplicach z katechetami, ponadto uczestniczą w trzech – czterech całodniowych przygotowaniach, ze wspólnym posiłkiem i wieczorną Mszą św. Taki ogrom duszpasterskiej pracy wymaga pomocy – i tu jest rola ok. 70 katechistów przygotowanych do tych zadań przez ks. Piotra, społeczników, po specjalnych kursach prowadzonych przez misjonarza. Obrazu życia parafii dopełnia grupa szafarzy Eucharystii.

– Gdy nie ma księdza i życia eucharystycznego, wchodzą pseudopastorzy, a że każdy człowiek potrzebuje duchowości, wiary, zyskują podatny grunt. „Duchowni” po dwumiesięcznych kursach mienią się reprezentantami kościołów o nazwach przedziwnych, np. „Ręce Boga”, „Uśmiech Boga”, czy „Duch zstępujący” lub będący plagą w Brazylii tzw. „kościół Milano” – założony przez byłego księdza, który ogłosił się biskupem. Wcale niechętnie rezygnują ze swoich owieczek, straszą wiernych najgorszymi karami, a że ok. 30 procent ludzi jest niepiśmiennych, łatwo jest nimi manipulować – opowiada misjonarz.

Diecezja kielecka pomaga

Ks. Piotr pozostaje w stałej łączności z diecezją kielecką, doświadcza pomocy ze strony wielu parafii, zaprzyjaźnionych kapłanów; jest wdzięczny za troskę i pomoc ze strony bp. Jana Piotrowskiego i Misyjnych Dzieł Diecezji Kieleckiej, z ich dyrektorem ks. Łukaszem Zygmuntem oraz wszystkich kapłanów, którzy wspierają jego dzieło osobiście czy poprzez ofiary pierwszych piątków miesiąca. – Bez tej pomocy nie byłbym w stanie nic uczynić – mówi ks. Piotr.

To wsparcie szerokie, począwszy od ofiarowanych dla brazylijskiej parafii różańców, obrazków, przedmiotów liturgicznych, przez współfinansowanie samochodu dla parafii (w projekcie Miva Polska), po zakup dzwonu z ofiar pierwszych piątków miesiąca. Jest na nim napis „Dar diecezji kieleckiej”. W lipcu 2017 r. w parafii ks. Piotra gościł bp Jan Piotrowski – niegdyś misjonarz w Kongu i Peru, który doskonale rozumie potrzeby misji. Przy dwóch kaplicach nie ma zakrystii, potrzebne są też nowe sale katechetyczne – Ksiądz Biskup zadeklarował pomoc diecezji.

W planie ks. Piotra jest jeszcze wymiana jednej z kaplic drewnianych na murowaną i remont salek katechetycznych przy głównej parafii.

Mango i... makowiec

Jak smakuje brazylijskie mango? – Inaczej niż z polskich sklepów, to po prostu miód i słodycz, mam kilka odmian w ogrodzie przy plebanii. Wyjątkowy smak mają też owoce jabutecaba, rodzaj krzyżówki agrestu z porzeczką, ale mój pies je uwielbia i zjada prosto z krzaka. Kilka odmian pomarańczy smakuje także zupełnie inaczej niż w Polsce – opowiada kapłan.

Menu przeciętnego Brazylijczyka – mieszkańca parafii ks. Piotra, a więc osoby ubogiej, jest niedrogie, nieskomplikowane, bazujące na lokalnych produktach. To kombinacja makaronu, ryżu, fasoli, manioku; mięso – jeśli jest. Potrawy są monotonne, misjonarz szybko zatęsknił za jadłospisem zbliżonym do polskiego, za jedzeniem bardziej urozmaiconym, z akcentem rodzinnym, a że umiejętność gotowania posiadł już w domu, więc sprawnie kucharzy, nie tylko dla siebie. – To dobra okazja, aby zaprosić innych księży polskich i zasiąść z nimi do wspólnego stołu. Tutaj na misjach i w samotności bardzo dokucza brak wspólnoty, brakuje mi obecności drugiego księdza, jego rady, rozmowy czy wspólnej modlitwy. Dopiero tutaj tak naprawdę doceniłem znaczenie kapłańskiej wspólnoty i to, jak bardzo przestrzegają jej proboszczowie w Polsce. Nieraz nas nawet to drażniło, to pilnowanie pór posiłków, spotkań – opowiada misjonarz.

Na święta przyjeżdża do niego zawsze blisko 10 polskich księży, ks. Piotr wszystko przygotowuje sam; raz tylko gęś okazała się starym i ciężko strawnym egzemplarzem (bo Brazylijczycy nie mają zwyczaju zabijania i konsumpcji gęsiny), a innym razem przy zakupie maku prawie wezwano policję, więc mak na makowiec przywozi sobie z Polski. Porcje smakowitego ciasta pachnącego polskim Bożym Narodzeniem księża spożywają wśród drzew eukaliptusowych i palmowych, wśród swobodnie rosnących wokół plebanii lilii i storczyków. Ks. Piotr lubi odmawiać różaniec w swojej wolierze w towarzystwie ok. 40 papug, a jedna z jego ulubienic spaceruje swobodnie po kuchni – ma ją od pisklęcia. Przywykł też do jaszczurek śmigających po ścianach, które czyszczą je z insektów, ale pająków wielkich jak talerz trzeba unikać – ukąszenia bywają śmiertelne. Dokuczliwa i niebezpieczna jest plaga szczurów i tzw. hapozaów – to krzyżówka szczura z lisem.

Piłka i korupcja

W piłkę nożną w Brazylii każdy gra, to fakt. U siebie w parafii w każdą drugą niedzielę Wielkiego Postu ks. Pochopień organizuje Misyjny Turniej Piłkarski. Każda z 18 kaplic wystawia swoją drużyną, która przyjmuje nazwę dowolnego państwa. Wydarzenie jest całodzienne, z Mszą św. i wspólnym posiłkiem, dzieje się tak od pięciu lat.

Wspomina piłkarski debiut w kraju misyjnym. Gdy wyjeżdżał do Brazylii, przyjaciele z branży piłkarskiej wyposażyli go w kompletny ekwipunek piłkarski, aby dobrze prezentował się na boiskach w królestwie futbolu. – Wystroiłem się więc na pierwszy mecz, wiedzieli, że jestem grającym księdzem, trybuny pełne; wchodzę na boisko w moich profesjonalnych korkach – i konsternacja – może czterech ma buty w ogóle, reszta jest boso... – opowiada. Bo Brazylia to kraj kontrastów, ogromnej biedy prowincji, korupcji na najwyższych szczeblach, terroryzmu i bandytyzmu. Bogatsi skupują biedne gospodarstwa rolne, płacą potem tyle, że wystarczy na przysłowiową łyżkę strawy, oporni – giną od kuli, więc mało kto się sprzeciwia.

Przemocy i zagrożenia życia misjonarz doświadczał osobiście – w sąsiednim mieście były gigantyczne napady, sam trzykrotnie miał pistolet przyłożony do głowy. Co mnie uratowało? Ktoś mnie poznał, że jestem księdzem, przeprosili, że to pomyłka... Powszechne są kradzieże („nie zdziwię się, jak mnie okradną do gołych ścian”, mówi).

I zaraz dodaje: – Zaufałem Bogu i On prowadzi mnie na drodze misyjnej. Zrzekłem się wielu rzeczy, ale i bardzo wiele zyskałem. Wczorajszy dzień to już przeszłość, dzisiejszy to dar od Boga, a jutrzejszy – tajemnica. Odkrywam ją i powierzam Panu moją misyjną i kapłańską drogę. To Jego decyzja – nie moja – jak potoczy się ona dalej – podsumowuje ks. Piotr Pochopień.

Pod koniec maja już jest ponownie pod słońcem Brazylii.

Tagi:
Brazylia

Młodzież napisała list do Franciszka

2018-09-16 20:43

(KAI/vaticannews) / Manaús

Młodzież z brazylijskiej Amazonii napisała list do Franciszka. Jest on owocem 3-dniowego spotkania w Manaús - stolicy Amazonas, przygotowującego do Synodu Biskupów poświęconego Amazonii, który odbędzie się w przyszłym roku. W spotkaniu uczestniczyli młodzi ludzie z różnych grup, szczepów Indian oraz z ruchów kościelnych i społecznych. Pełnego poparcia wydarzeniu udzieliła Panamazońska Sieć Kościelna (REPAM).

Piotr Kordyś

„Zauważyliśmy, że choć każdy z nas ma swoją tożsamość, duchowość i jest inny od pozostałych, to kiedy spoglądamy na Amazonię, mamy te same pragnienia” – podkreślił Felipe Fialho, sekretarz regionalny duszpasterstwa młodzieży z I Regionu Północnego (Regional Norte 1) Kościoła brazylijskiego.

Uczestnicy spotkania reprezentowali sześć regionów episkopatu, obejmujących brazylijską Amazonię. W trakcie obrad sama młodzież wybrała tematy, które później rozważano, omawiano i podjęto wobec nich wnioski, które następnie znalazły się w dokumencie przygotowawczym do Synodu. Głównym motywem do wspólnej refleksji była encyklika Franciszka „Laudato sí”.

„Dla nas jest to moment historyczny, gdyż zauważamy, że Kościół pragnie kontynuować swoją pracę wśród nas, ale w inny sposób, szanując naszą kulturę i duchowość, które nosimy tysiące lat” – stwierdził Diego Arapium, młody Indianin ze stanu Pará, który uczestniczył w rzymskim forum z okazji trzeciej rocznicy ogłoszenia „Laudato sí”.

Pod koniec spotkania jego młodzi uczestnicy wystosowali list do papieża, w którym proszą Kościół, "aby wierzył w piękno nowości przedstawianej przez młodych”. Wyrazili ponadto całkowite poparcie dla Ojca Świętego, którego pontyfikat – według nich – „przynosi nowy powiew radości i nowości w sercu Kościoła”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Czy Rzecznik Praw Dziecka będzie bronić wszystkich dzieci?

2018-09-24 21:15

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Z kandydatury dr Agnieszki Dudzińskiej na Rzecznika Praw Dziecka mogą się cieszyć rodziny i dzieci niepełnosprawne. Pytanie: Czy również te niepełnosprawne dzieci, które nie zdążyły się jeszcze narodzić?

Prawo i Sprawiedliwość na bardzo ważny urząd Rzecznika Praw Dziecka zgłosiło dr Agnieszkę Dudzińską. Kobieta jest socjologiem, działaczem społecznym na rzecz osób niepełnosprawnych, a prywatnie matką m. in. chłopca z Zespołem Downa. Od lat jest aktywna w różnych organizacjach i stowarzyszeniach rodzin dotkniętych niepełnosprawnością, co może być dla niej dobrą rekomendacją. Nie mam nic przeciwko temu, by przyszła Rzecznik z większą troską pochyliła się na losem dzieci niepełnosprawnych. Osobiście będę jej kibicował w tej trudnej, ale i jednocześnie bardzo ważnej misji. Niestety w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu, a także zasadnicze pytanie do kandydatki.

Gdy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że Dudzińska może być jedynym kandydatem na RPD, zajrzałem na jej profil w mediach społecznościowych. I zobaczyłem kilka wpisów, w których Dudzińska dość ostro krytykuje ludzi zaangażowanych w Duchową Adopcję dzieci nienarodzonych, a nawet użyła hasła pielgrzymki "podwyższenie Krzyża w rodzinie", by powiedzieć "rodzicom adopcyjnym", aby zamiast się modlić pomagali osobom niepełnosprawnym. "Kiedyś po akcji adopcjonistów podeszłam z dzieckiem do proboszcza z prośbą o prawdziwą pomoc tych osób" - napisała na Twiterze Dudzińska.

Takie słowa u osoby, która uważa się za wierzącą i troszczy się o ludzi niepełnosprawnych, muszą wywoływać zdumienie. Przecież modlitewna aktywność, nie wyklucza wolontariatu na rzecz niepełnosprawnych. Sam znam osoby zaangażowane w pro-life i jednocześnie działające w środowisku osób niepełnosprawnych. Przeciwstawianie tych grup jest sztuczne, destrukcyjne i krzywdzące. Dezawuowanie ludzi, którzy codziennie modlą się w intencji życia dzieci musi być odebrane jako brzydki gest ze strony kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka. Przecież prawo o Rzeczniku Praw Dziecka nie pozostawia złudzeń. - W rozumieniu ustawy dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności - czytamy w ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka.

Jako społecznik i naukowiec Agnieszka Dudzińska doskonale wie, że dziś masowo zabijane są niepełnosprawne dzieci. I troska o nie powinna stać na pierwszym miejscu, bo przecież prawo do życia, jest najbardziej podstawowym prawem człowieka i dziecka. Dlatego przed objęciem urzędu powinna jasno określić się, po której stoi stronie, ale także jasno powiedzieć, czy popiera obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję, który staje w obronie właśnie niepełnosprawnych dzieci.

Rozumiem, że pani Agnieszka Dudzińska jest zaangażowana prywatnie i również zawodowo na rzecz osób niepełnosprawnych. Może ten niezbyt mądry wpis na twitterze powstał pod wpływem emocji. Jest jednak pewne, że jako Rzecznik Praw Dziecka nigdy nie powinna dzielić ludzi na tych, którzy pomagają i na tych, którzy modlą się przecież za te same dzieci niepełnosprawne, którym pani Dudzińska bardzo chce pomagać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem